Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

     

  WIZYTÓWKA  GALERIA [48]  PRZYJAC. [19]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
aspirka
Pamiętnik internetowy
Bieganie na zawołanie

Agata
Urodzony: 19xx-05-23
Miejsce zamieszkania: Modlnica / Kraków
50 / 61


2017-11-14

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
"…Jeszcze tylko końcówka! Trzysta, dwieście, stówka i życiówka! " (czytano: 394 razy)

 

Jakoś na mnie, zwykłej amatorce biegania, TO słowo nigdy nie robiło wrażenia, właściwie w kontekście biegów, nawet tych , gdzie całkiem nieźle mi poszło, nigdy go nie wymawiałam, bo też ani nie wiedziałam co by TO mogło zmienić w moim bieganiu, ani też żadnych rekordów jakoś nigdy nie ustanawiałam. Nie czułam się biegaczką, której TO mogłoby dotyczyć. Owszem, jak powtarzałam jakiś bieg kolejnego roku, to zawsze z zamiarem poprawienia wyniku, ale nawet jak ten wynik w 99 % wypadał lepiej, to TEGO słowa nie wypowiadałam. Wydawało mi się, że jest zarezerwowane dla profesjonalistów. Z resztą nie biegam z zegarkiem, nie kontroluję tempa, rozpisanych czasów, biegam „na czuja”, mniej więcej zawsze jakoś to się sprawdza .
A jednak w końcu JE wypowiedziałam, a jedynym biegiem, w którym to się mogło wydarzyć była VI Niepodległościowa 11. Rok w rok poprawiałam wynik na tej trasie, zdobyłam nawet 2 puchary, ale zawsze po ciuchu marzyłam, by zegar zatrzymał się poniżej godziny. Od tego marzenia dzieliły mnie minuty, a potem już sekundy. Właściwie jaka to dla mnie różnica te kilka sekund? No właśnie nie spodziewałam się, że kiedy to się w końcu spełni, to użyję TEGO słowa i tak mnie to ucieszy. Pierwszy raz wpisałam „JE” w smsie do koleżanki, która zapytała jak mi poszło, „Ania zrobiłam życiówkę!”, a tu małe zaskoczenie, bo w odpowiedz zamiast gratulacji, padło pytanie: „a co to znaczy”?
No właśnie co tak naprawdę dla mnie to znaczy?
Przypomniałam sobie właśnie jak to jest mieć cel i jakie to miłe uczucie, kiedy udaje się go zrealizować. Brakowało mi ostatnio tej wewnętrznej wiary, nawet na mecie jeszcze nie wierzyłam, że dałam radę . Poczułam, że jak bardzo czegoś się chce, to można sobie na to zapracować, dużym wysiłkiem, sprężem, przygotowaniem, formą dnia … Myślę, że po tych 6 latach biegania dojrzałam do takiego momentu, że taki mały sukcesik mogłam górnolotnie nazwać życiówką, to coś mojego, własnego, wynagrodzonego właśnie TAK. I choć zdaję sobie sprawę, że teraz poprzeczka się podniosła, to jednocześnie utwierdza m się w przekonaniu, że chodzi właśnie o to, by mieć kolejne wyzwanie na celowniku! By nie poddawać się jak przychodzi gorszy dzień i cieszyć się, że można mieć coś wyłącznie dla siebie… od siebie.



Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2017-11-14,11:02): ŻYCIÓWKA dla siebie, od siebie. Pięknie ją ujęłaś :) Gratuluję sukcesu :)
Jarek42 (2017-11-15,08:17): Magia liczb. Przecież lepiej wygląda czas 59:59 niż 1:00:00. Ja też w tym roku chciałem przebiec piątkę w 19:59 i ostatecznie przebiegłem w 20:19. Ale 20:19 o wiele lepiej wygląda niż 20:20.
aspirka (2017-11-15,09:13): Tak, coś w tym jest, że ta magia liczb nas kręci, ale dopóki ma to pozytywny wymiar, to możemy się jej poddać:)
DamianSz (2017-11-16,09:16): Gratuluję!! Dobrze stawiać sobie jakieś cele, ułożyć plan i małymi kroczkami dążyć do realizacji, bo to motywuje gdy czasem nie chce się wyjść na trening. Teraz należy Ci się jakaś nagroda ;-) A za jakiś czas znów wyznacz sobie nowy cel i najlepiej podziel się tym z nami , to też motywuje ;-)
aspirka (2017-11-16,10:18): Wiesz Damian, z tym planem to u mnie będzie ciężko, albo długo:-), ale na pewno kolejne zrealizowane cele będę tu na blogu świętować.







 Ostatnio zalogowani
1223
21:59
runner
21:56
przemcio33
21:54
gpnowak
21:52
Namor 13
21:41
rys-tas
21:39
kolejarz4
21:31
mogur
21:24
adams75
21:24
Grzegorz Szober
21:24
pol1948
21:21
Borrro
21:14
LegoWer
21:08
Admirał
21:00
Jars
20:57
Mirek N
20:56
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |