Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [17]  PRZYJAC. [1517]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Jarek42
Pamiętnik internetowy
Biegnę więc jestem, jestem więc biegnę

Jarek Kosoń
Urodzony: 1962----
Miejsce zamieszkania: Kołczewo
168 / 295


2018-11-10

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Niepodległościowy Parkrun Świnoujście (1918 - 2018) (czytano: 816 razy)

 

Wszyscy świętują, więc Parkrun Świnoujście też. Nie mogło mnie tutaj zabraknąć, chociaż niewiele brakowało, żeby zabrakło. Wszystko przez zwykłą ludzką rzecz - lenistwo. Może nawet nie lenistwo, ale przesyt startami. Po półmaratonie DLB (6 października) zmniejszyłem liczbę kilometrów na treningach. Szósteczki i to nie codziennie - po crossowej trasie i po ulicy. 20 października, na podsumowanie DLB, na 5 kilometrów uzyskałem 20:41. Więc forma jeszcze była. Potem 12 szósteczek i tak myślałem, ze koło 21 minut się zakręcę. Chociaż mówią, że na Parkrunie Świnoujście jest więcej niż 5 kilometrów, więc czas mógłby być gorszy.

Nadzieję dała mi żona. Mówiła, że ze mną pojedzie. Może nie uczestniczyć, ale kibicować. Więc pojechalibyśmy samochodem, bo rowerem mi się nie chciało. Ktoś powie, że mógłbym pojechać sam samochodem. Ale jakoś mam jeszcze tyle energii, że nie chcę marnować szans na trening rowerowy. Bo bez celu na rowerze jakoś nie chce mi się jeździć. Ale żona zrezygnowała, więc został rower jako środek transportu. Wymieniłem przepaloną tylną żarówkę, założyłem opaski odblaskowe - dwie na przód, dwie na tył (cztery z pięciu uzbieranych na zawodach). W przyszłości wszystkie wykorzystam.

Budzik nastawiłem na 5:50, ale w nocy skorygowałem na 5:35, bo przypomniałem sobie, że przed wyjazdem musiałem coś zrobić w internecie. Poranne ważenie nie wypadło pomyślnie - 77,5 kg, więc trzeba będzie trochę przykrócić jedzenie, żeby nie poszybować do 80 kilogramów. Jadłem tyle co wtedy gdy biegałem więcej, trochę słodyczy i ciastek, no i tłuszczyk się odłożył. Śniadanie, internet, pakowanie było wieczorem.

Wyjazd - 6:22. Muszę zdążyć na prom o 8:20, więc trzeba będzie złamać 2 godziny. Pierwszą górkę podjeżdżam, drugą i trzecią - jak zwykle podchodzę. Przyjazd - 8:09, więc czas przejazdu bardzo dobry - 1:47. Czy nie za dobry? Czyli czy nie za dużo energii straciłem? Na miejscu startu byłem koło 8:30. Trochę się rozciągnąłem, potruchtałem i zacząłem się przebierać. Za późno, za wolno, bo do startu zostało niewiele. Na standardową rozgrzewkę nie było czasu, więc pobiegłem nie rozgrzany.

START
Wyruszam jak zwykle w czubie. Ale po kilkuset metrach czuję coś dziwnego. W zasadzie to nie czuję - nie czuję nóg. Biegnę jakbym nie miał mięśni, więc biegnę niezbyt szybko. Jazda rowerem, brak solidnej rozgrzewki, za szybko na początku, niska temperatura - wszystko może po trochu. Biegnę tak z kilometr, ale jakoś zaczynam odzyskiwać czucie mięśniowe. Jak odzyskałem - przyspieszyłem. Po pierwszym okrążeniu z tyłu niedaleko widzę biegnącą grupkę żołnierzy, którzy dzisiaj przyłączyli się do biegania na parkrunie. Myślę sobie - dogonią mnie, to będzie słabe miejsce. Staram się więc trzymać jako takie tempo. Przeganiam biegnącego przede mną biegacza, więc źle nie jest. Ostatnie metry staram się wydłużyć krok i zwiększyć tempo.
META

Wyłączam endomondo - czas 21:54. Wiedziałem, że dzisiaj nie będzie dobrego czasu, ale nie spodziewałem się, że będzie taki kiepski. Fajny medal na szyję i można się ubrać i coś zjeść. Były ciastka, rogaliki, ciasto, herbata, więc posiliłem się.

Czas na powrót. Zdążyłem na prom o godzinie 10:20 i rowerem wyjechałem o godzinie 10:29. Trochę było pod wiatr, ale może mi się wydawało? W Międzyzdrojach jak zwykle włączyłem stoper, żeby zmierzyć czas jazdy do Kołczewa. Pierwsza górka coś ciężko mi poszła, ale podjechałem. Drugiej górki już nie podjechałem. W pewnym momencie wyjechałem na pobocze i się zatrzymałem. Po kilku sekundach gdy mięśnie nieco odpoczęły zacząłem kontynuować podjazd. Ledwo podjechałem, stając kilka razy na pedały. Przed trzecią górką w Wisełce od razu skapitulowałem. Zjechałem na chodnik i podszedłem tyle, żeby już potem podjechać. Przed Kołczewem było lekko pod wiatr, a ja już nie miałem siły, więc było wolniutko. Pod góreczkę na początku Kołczewa ledwo wjechałem. Czas - 50:27. W domu byłem o godzinie 12:17, więc czas przejazdu - 1:48, o minutę gorszy niż przy dojeździe do Świnoujścia. Tego jeszcze nie było.

Czasy poszczególnych kilometrów z endomondo:
1 km - 4:01
2 km - 4:23
3 km - 3:57
4 km - 4:19
5 km - 4:17
W sumie 5,250 km
Może ten 3 kilometr trochę za dobry, ale mniej więcej tak było.

Czołówka biegu:
1. Dariusz Hanczarek 18:35
2. Steffen Steiningk 20:14
3. Maciej Gołębiowski 20:37
4. Piotr Kudaś 20:47
5. Dariusz Romanowski 20:54
7. Rafał Bzdawka 21:27
8. Jarosław Kosoń 21:55

Za mną przybiegli żołnierze, którzy się nie zarejestrowali i są zamieszczeni jako Nieznany(a). Dużo takich nieznanych było. W sumie przybiegło i przyszło 230 osób, czyli rekord frekwencji pobity.

Podsumowując - ciężko było. Nogi bolą :) Był to mój 13 parkrun, ale jakoś za bardzo nieszczęśliwy nie był.




Zdjęcie - Zbigniew Kosel. Gdzieś na początku biegu...


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
Pawel63
15:22
modzel11
15:08
BOP55
14:48
Piotr Czesław
14:42
inka
14:36
Zielu
14:32
JACEK W.
14:28
biegacz54
14:24
gbar2008
14:17
ronan51
14:16
rezerwa
13:56
Leno
13:54
mirek065
13:29
patryktherunner
13:26
kostekmar
13:24
Henryk W.
12:27
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |