Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       



Ostatnio zalogowany

Przeczytano: 4179/56136 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:10/2

Twoja ocena:brak


Wyprawy do Kraju Kangurów
Autor: Piotr Uciechowski
Data : 2008-04-23

Wyprawy życia" do Kraju "Kangurów" i Aborygenów" - na bieg na dystansie 50 km rozegrany w ramach Międzynarodowych Mistrzostw Australii w stolicy kraju Canberze.

Tu na początek taka ciekawostka: otóż był to mój równo 100 start w biegu Międzynarodowym w mojej 25 letniej karierze biegowej. A po szczęśliwym powrocie mam już dzięki bieganiu "zaliczonych" równo 50 krajów świata. I Australia była właśnie tym 50 krajem który zobaczyłem, a ostatni lot samolotem w czasie tej podróży był moim także jubileuszowym 50 lotem na zawody zagraniczne. Na miejscu prosiłem organizatora abym mógł dla tych "50" także wystartować z nr 50 na piersiach, lecz niestety ten się nie zgodził ponieważ miał go już ktoś kto wcześniej zapłacił startowe. Otrzymałem jednak najbliższy równy możliwy czyli - 600.



Rys.1 - ruszam w długa podróż na koniec świata...



Mój start w Australii doszedł do skutku po ok. półrocznych staraniach, załatwianiu sponsorów (którymi byli m.in. mój Macierzysty Zakład Pracy - OZPR PKP w Opolu, mój klub - LZS "Tarchalanka" Tarchały Wielkie, Urząd Gminy i Miasta w Odolanowie oraz Departament Sportu U.M. w Opolu) i wszelkich z tym związanych formalności.

Wielką pomoc najpierw podczas kontaktu z Dyrektorem Maratonu w Canberze abym mógł otrzymać oficjalne zapewnienie mojego startu w tych Mistrzostwach (wymagane przy wniosku wizowym) potem w pozyskaniu części środków na ten wyjazd, a później w żmudnych staraniach związanych z uzyskaniem Australijskiej wizy w Ambasadzie tego kraju w Warszawie, otóż wspomnianą Wielką pomoc w w/w sprawach organizacyjnych udzielił mi mój od wielu lat (kiedy byłem w kadrze) kolega Andrzej Puchacz - szef biegów górskich w Polsce i zarazem Koordynator i wysłannik PZLA ds. tych właśnie biegów.

Bez jego ofiarnej pomocy i ogromnych kompetencji zarówno dyplomatycznych jak i językowych na pewno bym sobie w tym przedsięwzięciu nie poradził. Tu dodam kol. Andrzej podobną pomoc udzielił nie po raz pierwszy tak samo mogłem na Niego liczyć zawsze podczas naszych wyjazdów na zawody o Nagrodę świata i Europy w biegach górskich (byłem na tych zawodach 10-krotnie) oraz podczas moich trzech wcześniejszych tryumfów w Maratonach w Kuopio (FIN) w 1996 r. i w Reykjaviku (ISL) w 2002 r. oraz w Międzynarodowych Mistrzostwach Ukrainy w biegu na 100 km w Odessie w 1997 r.



Rys.2 - Opera w Sydney



Tu jeszcze nadmienię, że kol. Andrzej mimo iż sam jest organizatorem wielu biegów górskich, których jest takim Polskim promotorem i ich "wizytówką" na świat (i dzięki niemu te biegi w Polsce zyskują coraz większą popularność i w bardzo szybkim tempie się rozwijają) no i nie można zapomnieć o Jego biegu, coraz prężniej się rozwijającemu - najpierw "Maratonie Ślężańskim”, a od tego roku - Pólmaratonie "Ślężańskim" w Sobótce i także Polskich biegach po schodach.

Po tych podziękowaniach tak zasłużonej dla Polskiej L.A osobie, opiszę teraz moją wyprawę na mój 7 Kontynent (osobno liczą także Amerykę Środkową - starty na Kubie i w Salwadorze) po startach w ok. 35. krajach "Starego Kontynentu" (Europa), Malezji i Turcji (Azja), Maroku, Kenii, i Egipcie (Afryka), Brazylii i Argentynie (Ameryka Płd.), USA i na Alasce (Ameryka Płn.) czyli Australię z Oceanią.

Zakupiwszy najtańszy możliwy bilet lotniczy przez internet w Biurze Fun Fly w Wesołej k. Warszawy na samolot do Frankfurtu/M, pojechałem 6 pociągami przez Wrocław, Goerlitz, Drezno, Wurzburga.

Z Frankfurtu tuż przed północą Australijskimi Liniami lot. "Quantas" poleciałem do Singapuru gdzie byłem w czwartek 10.04 wieczorem (czas lotu 12.05 godz.+ 6 godz. zm. czasu) skąd po ok. 1,5 godz. przerwy do Sydney (7,10 godz), gdzie byłem ok. 5.10 w piątek rano - 11 kwietnia. W Sydney miałem ok. 30 godz. przerwy i tu dużą pomoc (jedzenie i nocleg) otrzymałem w Konsulacie Generalnym RP (p.v-ce Konsul Grzegorz Jopkiewicz i pracownik p. Leszek Postek). Z lotniska do Konsulatu dojechałem pociągiem podmiejskim i metrem. Po ok.3 godzinnej drzemce udałem się pieszo na zwiedzanie tego wielkiego miasta będąc ok. 4 godz. (uwieczniłem ją na taśmie i aparatem za dnia i wieczorem) w pięknej Zatoce Hobardzkiej gdzie oczywiście zwiedziłem ogromny Żelbetonowy Most - Hobart Bridge i najsłynniejszą Operę miejską świata.

Po powrocie do Konsulatu mimo zmęczenia poszedłem jeszcze na lekki 8 km trening, a potem już spać.

Nazajutrz, w sobotę 12 kwietnia wstałem o 7 rano i znowu poszedłem na ok. 7 km trening i ok. 10-tej p. leszek odwiózł mnie na lotnisko, skąd miałem króciutki ok. 50. min. lot do stolicy - Canberry, gdzie byłem ok. południa w sobotę 12 kwietnia.

Tu przywitał mnie Ks. Henryk z Polskiego Centrum Katolickiego im. Jana Pawła II w Canberze. Zawiózł mnie do swojego Polskiego Domu Duszpasterstwa w Narabundah, gdzie wraz z Ks. Maksymilianem zapewnili mi bezproblemowy 3 dniowy pobyt i "wikt".

O 16-tej zawiózł mnie do biura zawodów gdzie po wpłaceniu 110 AUSD odebrałem nr startowy.



Rys.3 - start w Canberra Marathon



Wieczorem w sobotę (12 kwietnia) w Kaplicy była niedzielna Msza Św. dla Polonii (przybyło ok.20 osób), a po Mszy nasi rodacy spotkali się ze mną oby dowiedzieć się więcej o moim starcie w niedzielnym biegu i aby dowiedzieć się co słychać w Polsce. Na zakończenie porozdawałem im zdjęcia z autografami o które usilnie prosili. A nazajutrz część z nich kibicowała mi na mecie.

W niedzielę pobudka ok. 5-tej rano i śniadanie (sam sobie przygotowywałem w kuchni) a ok. 6:20 Ks. zawiózł mnie na start a sam pojechał odprawiać ranną Mszę do innego Polskiego Kościoła w Canberze.

Na rozgrzewce niespodziewanie zaczął padać deszcz a dodatkowo było dość zimno ponieważ start był o 7.00. Start do Maratonu i biegu na 50 km nastąpił równocześnie, w obu tych biegach wystartowało ok. 1300 zaw. Z Australii, Nowej Zelandii, Tajlandii, no a w Ultramaratonie oprócz zaw. Z wspomnianych pierwszych 2 krajów ja byłem jedynym obcokrajowcem. Bieg rozpocząłem dość asekuracyjnie, ponieważ w głowie siedziała mi dłuższa przerwa (ok. półroczna) w treningach, a od grudnia chyba nie wystarczający chyba kilometraż do dobrego pobiegnięcia takiego dystansu (50 km), a jeszcze w myślach miałem tą przed wyjazdową chwilową gorączkę z którą 2 dni „walczyłem” rutinaceą. Po pierwszej 10 km pętli (dalej padało) zajmowałem dobre 15 miejsce, po następnej 15 km byłem już 13 (w międzyczasie przestało padać i wyszło to letnie kontynentalne słońce i robiło się coraz cieplej, a tego też się trochę obawiałem – nie zwalniałem jednak ) i po kolejnej 15 km pętli na 40 km zajmowałem 12 miejsce.

Linię Maratonu przekroczyłem w czasie 3:05:54 godz. (i po drodze zostałem sklasyfikowany w Maratonie na 95 miejscu w stawce 1041 zaw. kończących dystans – 42,195 km. Następnie zawodnicy z czerwoną wstążeczką na nr startowym pobiegli dalej na dodatkową pętlę dł. 7,805 km. Tam już miałem rywali jak na "dłoni" i kontrolowałem zajmowane miejsce (12), na 46 km minąłem jednego zawodnika i zajmowałem już 11 miejsce, następnego na 47. km, a 9 ok. 800 m przed metą i szczęśliwy minąłem linię mety z czasem – 3:41:54 godz.



Rys.4 - na mecie



Na trasie były bardzo dobrze zaopatrzone punkty z odżywkami (sport drink, woda, banany i odżywka do wyciskania w żelu ) co 5 km.

W Mistrzostwach Australii kobiety klasyfikowano osobno więc mimo porażki z najlepszą z nich zostałem sklasyfikowany na bardzo dobrej – 8. pozycji w kl. mężczyzn a na 2 w kategorii wiekowej M45, do której należe od stycznia tego roku (na starcie to mi się marzyło miejsce w 2 albo i 3 dziesiątce). Po minięciu linii mety odżywki, owoce i sesja zdjęciowa. Po ok. 2 godzinach odbyła się ceremonia wręczania nagród i autem do Narabundah i do wieczora odpoczynek i znowu sesja zdjęciowa w Katolickim Centrum.

Następnego dnia 14.04. w poniedziałek, jak obiecali, przyjechali po mnie wtedy już koledzy : Bogdan i Tadek i przez cały dzień starali się pokazać mi trochę miasta (m.in. Parlament z 40 m flagą na jego maszcie) i chociaż kawałek (najmniejszego stanu) Australijskiego Terytorium Stołecznego (ACT) wokół Canberry. Najpierw zawieźli mnie do Centrum Kierowania lotów Kosmicznych – NASA ok. 30 km za Canberrą (tam było 7 olbrzymich anten sat., a największa z nich miała ok. 70 m średnicy), po zwiedzeniu tego Centrum (w środku był m.in. pojazd, który badał Marsa, oraz skafandry i inne rekwizyty z wyprawy pierwszych kosmonałtów tak w przestrzeń kosmiczną jak i na Księżyc oraz kawałek Skały z Księżyca).



Rys.5 - medal zdobyty, czas wracać do Polski...



Wracając zatrzymywaliśmy się w poszukiwaniu Kangurów w miejscach gdzie one powinny być, ale niestety tych Narodowych zwierząt nie zobaczyłem na wolności. No i na zakończenie wyprawy poza Canberrę wjechaliśmy na górę na której była 195. m Wieża TV – Telstra, na którą wjechaliśmy windą na ok. 90. m na 3 piętrowe tarasy skąd roztaczał się wspaniały widok na Canberrę i można było podziwiać piękne jeziora – rzeki Gryphith i trasę niedzielnego Maratonu ( zdj. nr 12 ). Potem Bogdan ( były członek zarządu Kaliskiej „Solidarności” – z Polski wyjechał w 1986 r.) zaprosił mnie na obiad do swojego pięknie zorganizowanego domu na przedmieściach Canberry, skąd mogłem przesłać dowolnie pocztę mailową. I wieczorem powrót na nocleg.

We wtorek 15.04. ok. 12-tej Ks. Maksymilian odwiózł mnie na lotnisko i rozpocząłem ok. 20-godzinną (samego lotu) podróż z Canberry via Sydney, Singapur do Frankfurtu/M, gdzie byłem (przez zyskanie 8. godz. przesunięcia czasowego) następnego dnia – w środę 16.04. o godz. 10.30. Potem to już pozostawała ok. 15. godzinna podróż (znowu 6 pociągami) koleją do Polski, ale tym razem przez Hanower, Berlin, Kostrzyn, Gorzów Wlkp., Poznań i Wrocław.

Moją wspaniałą "podróż życia" na Antypody zakończyłem w czwartek ok. 6:30 rano. A już po 2 dniach (19.04. w sobotę) pobiegłem nie najgorzej w biegu na 5 km w Cekowie k. Kalisza i z czasem równo 18:00 min. zająłem 23 miejsce przegrywając zdecydowanie z synem Marcinem (on 16:55 minut i 12 miejsce)


Z poważaniem, Piotrek Uciechowski
piotr.uciechowski@neostrada.pl
www.piotruciechowski.zafriko.pl



Komentarze czytelników - 41podyskutuj o tym 
 

Autor: Jan 63, 2008-04-28, 19:17 napisał/-a:
... w SWYCH samodzielnych wyprawach mierzył się sam z trudnościami , dla przypomnienia wszystkim poza biegiem pełne nagrywanie , fotografowanie i zwiedzanie tajemnych stron choćby kubańskiej Hawany , brazylijskiego Rio de Janeiro , kenijskiej Nairobi , czy z dziećmi tureckiego Stambułu. A ostatnio ausrtalijskiej metropolii. Poruszać się zupełnie samuśki nawet po slamsach tych stron - dla mnie pełny człowiek , a też do swoich wypowiedzi ma swoje prawo przy tym wcale nie obraża nikogo , a twarde zdanie o naszej piłce czy innej grze zespołowej ... wcale nie musi go dyskredytować . Sami wszyscy wiemy jak z nimi jest na codzień. Tylko staramy się nie mówić o mankamentach , a tylko o chwilowych wzlotach.

 

Rex

Autor: Rex, 2008-05-06, 17:14 napisał/-a:
Piotr gratuluję ci wyprawy do Australii, znamy się już ładnych parę lat doceniam twoje osiągnięcia i zasługi dla opolszczyzny, ale nie mogę się zgodzić na twoją głupią krytykę. Stwierdzam że nie masz zielonego pojęcia o piłce nożnej jak i siatkowej. Jeżeli twoimi kryteriami oceny tych dyscyplin jest to że ktoś ma za długie spodenki ,że piłkarze zagrali tylko jeden dobry mecz to po prostu się kompromitujesz. Szanuję twoje prawo do krytyki, ale musisz mieć więcej pokory bo jak wiesz krytykę trzeba zacząć od siebie. Jeszcze raz gratuluję ci wyprawy życia.Ja też mam zamiar w najbliższych dwóch latach wybrać się do Melbourne i chętnie skorzystam z twoich uwag Do zobaczenia na trasach biegowych Adam K.

 

Arti

Autor: Arti, 2008-05-07, 10:50 napisał/-a:
Jeszcze raz wielkie gratulacje ! Myślę, że lączenie biegania z podróżowaniem to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu !!!

Pozdrawiam i życzę kolejnych wspaniałych wypraw !!!

Arti

 

Autor: Piotr 63, 2008-05-08, 16:45 napisał/-a:
Adaś, dzięki. Ja Ci mogę pomóc w załatwieniu np. gratisowych noclegów w stolicy - Canberze, a stamtąd to już "rzut beretem" ( ok. 1. godz. lotu ) do Melbourne i samoloty latają co 2 godz.
Ale na temat polskiej piłki to Ty możesz mieć swoje zdanie, nie ważne jakie, możesz nawet "tkwić" w przekonaniu, że jesteśmy "mistrzami" świata ( w cudzysłowiu bo jak Ci wiadomo w tej dyscyplinie nie są rozgrywane of. M.Ś. tylko Puchar świata FIFA ( FIFA World Cup ), a w efekcie to nasi "grajkowie" mogą być tylko "klasą dla siebie" ( gdy przychodzi co do czego to nie potrafią ograć drużyn z 2. "setki" światowej drabinki - nic nie ujmując np. klasie Armenii czy Ekw... ), a o ich przydatności w tym co robią porozmawiamy od dziś dokładnie za miesiąc.
A tak nawiasem mówiąc przejedź się choć raz na "kopadło" w polskiej "OE" ( ja byłem ostatnio 2 tygodnie temu i to co widziałem w wykonaniu jeszcze przecież aktualnych Mistrzów Polski i "czerwonej latarni" wspomnianej ligi, woła o "pomstę do nieba" ).
A na zakończenie Adaś spróbuj wymienić choc jeden mecz naszych w ost. elim. do Euro 2008 ( oprócz wygranego z Portugalią ) w którym zagrali oni dobrze.
Podpowiem Ci :
- z Finami oba "katastrofa"
- z Serbami oba słabo
- z Ormianami oba b. słabo
- z Azerami, jeden b. słabo
- z Kazachami oba słabo ( mimo wygranemu w drugiej połowie dzięki oświetleniu ).
No i w Lizbonie "Obrona Częstochowy".
Taki jest bilans naszej piłki kadrowej, o ligowej beznadzieji lepiej nie wspominać. I Ty Adaś mi mówisz iż ja nie znam się na piłce nożnej ( na której "zęby zjadłem" ).
Wiem chociaż to co do b.niewielu dociera, że nie ma w piłce nożenej Mistrz. świata.
Najpierw był tzw. "Puchar Rimeta FIFA", który w 1970 r. na własność zdobyła Brazylia po zwycięstwie w finale z Italią ( 4:1 ) - 3. raz. Potem ufundowano tzw. Puchar świata FIFA ( z globusem w statuetce ) w 1974 r. pierwszy raz zdobyła go drużyna RFN ( 2:1 z Holandią ) ,potem w 1978 - Argentyna ( 3:1 z Holandią ), w 1982 - Italia ( 3;1 z RFN ), w 1986 - Argentyna ( 3;2 z RFN ), w 1990 - Niemcy ( 1:0 z Argentyną ), w 1994 - Brazylia ( 0:0 i 6-5 w k. z Italią ), w 1998 - Francja ( 3:0 z Brazylią ), w 2002 - Brazylia ( 2:0 z Niemcami ) i w 2006 - Italia ( 2:1 z Francją ). Tak więc 4 drużyny mają po 2 tryumfy i jeśli za 2 lata któraś z nich zdobędzie po raz 3. zabierze Puchar na własność i wtedy może w 2014 r. doczekamy się w piłce nożnej of. Mistrz. świata nie z Pucharem świata, a ze złotymi medalami M.Ś.
Pozdrawiam Adaś i raz jeszcze dziękuję za gratulację. I kibicuj sobie dalej tej polskiej piłce, która popędza niczym "furmanka konna" nie wiadomo do kąd.
A swego czasu kibicowaliśmy z bratem na żywo drużynie K. Górskiego w Chorzowie z Holandią - 2x, z RFN, z ZSRR, z NRD, z Belgią, z CSRS, w Poznaniu ze Szkocją, w "PE" na meczach: Widzewa z Juventusem - 2x, z Ipswich, z Liverpoolem , Legii z Interem - 2x i Dynamem Tbilisi o ligowych ( w normalnych spodenkach a nie "gaciach" do kolan jak dziś ) to nawet nie wspomną, bo było ich mnóstwo ( nawet w szkole przez to mieliśmy po ok. 150 godz. nieusprawiedliwionych i dlatego nawet na świadectwach maturalnych mamy na "pamiątkę" tych meczów na górze usprawiedliwienie - nieodpowiednie ).

 

Autor: Jan 63, 2008-05-08, 18:54 napisał/-a:
...zgadza dodam ze swej strony 3 moje kibicowane mecze na wyspach : Anglia - Gruzja 2:0 ( 30.04.1997 ), Anglia- Polska 3:1 ( na starym Wembley , 27.03.1999 ), oraz Walia - Polska 1:2 ( Millenium Stadium , 02.06.2001 ).

 

Autor: Piotr 63, 2008-05-08, 22:51 napisał/-a:
LINK: http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/5701

... a w linku powyżej 3 fotki zrobione przez brata Jasia na wspomnianych meczach na Wyspach. Na tym pierwszym zdj. zza bramki rzut wolny pośredni po złapaniu piłki przez Gruzińskiego bramkarza podanej od swojego obrońcy, po którym to wolnym Anglicy zdobyli 2. gola w doliczonym czasie gry.

 

Rex

Autor: Rex, 2008-05-11, 16:48 napisał/-a:
Dzięki Piotr za pomoc.Kiedy dziewięć lat temu zaczynałem biegać to między innymi dlatego że byłem i jestem pod wrażeniem twoich osiagnięć o których wyczytałem w prasie.Zaimponowałeś mi jeszcze jednym ,że potrafiłeś zaszczepić bakcyla do biegania całej swojej rodzinie.Tego niestety nie udało mi się osiągnąć nad czym boleje.Co do naszych opini na temat piłkarzy to obstajęprzy swoim.Pozdrawiam gorąco.Ze Zbyszkiem spotkaliśmy Tereskę na basenie to już jest studentka,jak ten czas szybko leci.

 

Autor: Piotr 63, 2008-05-12, 11:08 napisał/-a:
Tak Adaś, czs leci "szalenie". Na 2. roku "PO" - WWFiF, też na tym wydziale ale na 1. roku jest też i Marcin.
A co do pomocy w wyjeździe do stolicy Australii to nie ma żadnego problemu z noclegami i wiktem. Jak się zdecydujesz to tylko kupować tani bilet ( raczej nie z Warszawy, tylko np. z Frankfurtu, Berlina ) i lecieć na jakiś bieg.
Teraz do biegu na Śleżę ( 31.05.) przygotowuję najmłodszą 12. letnią Jolę ( chce być znów tam na "pudle", jak była w ostatnich 2.latach w kl. gen. kobiet ).
A już w sobotę będę z Jolą startował w Oleśnie Śl., może się zdecydujesz ( piękny bieg - 5 km ).

 

Rex

Autor: Rex, 2008-05-14, 10:03 napisał/-a:
Z chęcią bym pojechał i pobiegł w Oleśnie ale nie jestem jeszcze przygotowany do bigania.W styczniu miałem nogę w gipsie,a pod koniec lutego kręgosłup odmuwił mi posłuszeństwa.Przechodziłem rehabilitację i dopiero z końcem kwietnia zacząłem lekko truchtać.

 

Autor: Piotr 63, 2008-05-19, 23:07 napisał/-a:
...no to tylko życzę Ci zdrówka Adaś, bo Wasza Sztafeta do Mejugorie coraz bliżej.

 



















 Ostatnio zalogowani
p5ychol
04:02
jaroszakal
03:21
lupusfalco
02:31
mariusz67
01:31
ona
00:57
Jajacek58
00:51
karhumek
00:41
bozydarek
23:15
Ojciec24
22:59
rodzyn
22:55
Raffaello conti
22:54
drakomir
22:45
Jarosław Szajewski
22:35
kocurek251
22:33
nairam
22:32
valdano1973
22:28
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |