Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [10]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Marco7776
Pamiętnik internetowy
Bieganie w miejscach nieoczywistych

Marek Ratyński
Urodzony: 1976-07-12
Miejsce zamieszkania: Warszawa
57 / 57


2020-12-18

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Dziwny rok (czytano: 653 razy)

 

Rok 2020 zapowiadał się wspaniale. Wypracowane minima na dwa, najsłynniejsze maratony świata, kupiony bilet do Bostonu, rezerwacje w Winthrop, nad brzegiem oceanu i w Chelsea, na Górnym Manhattanie, nieopodal Central Parku i Madison Square Garden. To miało być zwieńczenie moich dziesięcioletnich, maratońskich zmagań. Ale...jest taki cytat z Woody Allena, Nowojorczyka, “Chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach...”.
Planowy był tylko błotno-śnieżny Zimowy Półmaraton Gór Stołowych, w którym wśliznąłem się na Szczeliniec Wielki oblepiony świeżym śniegiem na 81 miejscu.
I to była jedyna okazja aby przekonać się, że faktycznie czasem z nieba leci coś innego niż lodowata woda.
W lutym pobiegłem swój jedyny w tym roku płaski dystans na zawodach. Był to Półmaraton Wiązowski. Zimowy to zimowy...założyłem długie “rajtuzy”, czapkę i rękawiczki i jak ten kosmita, choć bez antenki, pomknąłem wśród ubranych “na krótko” biegaczy. To tak jakbym założył kombinezon, który - o ironio- stał się później synonimem pandemicznego roku 2020. Zgrzany przybiegłem w 1:25:35
Oj nie był to wymarzony czas ale do Bostonu pozostawały jeszcze dwa miesiące. Tygodnie, dni w których “chmura” wirusa obejmowała coraz szybciej całą planetę.
Trzy dni przed startem odwołano próbę generalną: “Recordową Dziesiątkę” w Poznaniu, niedługo potem “zamknięto” lasy, wreszcie okazało się, że startowa wiosna jest stracona, Boston przełożono na wrzesień.
Nie poddawałem się jednak, o zmierzchu, na skraju lasu, w mdłym świetle latarki czołowej przemierzałem zaplanowane kilometry. Nadzieja powoli zaczęła wracać gdy nadeszły cieplejsze dni. Odciskałem ślady na podbiegu i tartanie Agrykoli. To tam, samotnie, pokonałem 10 km, w ramach wirtualnej “Recordowej” (innej możliwości nie było). 38’59” - nieźle, choć w sterylnych warunkach liczyłem na czas o minutę szybszy.
Lecz kolejne biegi przekładano na jesień, szybko stało się jasne, że szansa na start jest tylko w zawodach terenowych, często solo lub w parach. Tak odbył się Rzeźnik i Supermaraton Gór Stołowych. Wreszcie START :-) Szczęśliwy pojechałem w Gorce, gdzie, najpierw jako wolontariusz w Biurze Zawodów, a potem jako zawodnik, pogoniłem za Wojtkiem Kopciem na szczyt Lubania. Och było ciężko, mimo że obowiązkowa chusta na twarz przez cały dystans 45 km znajdowała się w dłoni. Było gorąco, było błogo, było fantastycznie. Przybiegłem 21, chwilę po upływie 6 godzin od strzału startera, choć gdyby nie zagubienie trasy kilka kilometrów przed metą z pewnością byłoby kilka minut i kilka miejsc wyżej. Nie to było jednak najważniejsze ale możliwość uczestnictwa w zawodach i wolontariacie.
Sześć tygodni później był start, który “skwitował” mój cały sezon. To termin przełożonego maratonu w Bostonie (ostatecznie odwołanego). Aby otrzymać medal Boston A.D. 2020 trzeba było przebiec 42,2 km właśnie w tym terminie, przy czym tylko zakwalifikowani na tą edycję uczestnicy mogli tego dokonać.
W tym czasie zaplanowany był Festiwal Biegowy w Krynicy, sprawa wydawała się oczywista ale Krynica była wówczas “czerwoną strefą” pandemiczną, bieg został przełożony. I w taki sposób trafiłem na bieg, który na zawsze zajął wyjątkowe miejsce w moich amatorskich zmaganiach: “Maraton Północy, Bieg Czterech Latarni”.
Na malowniczej trasie z Helu do Rozewia wyczułem, być może jedyną, szansę aby powalczyć w czołówce. A że przez osiem miesięcy, bez ustanku, ciężko pracowałem...przybiegłem na metę trzeci. Nie wśród strażaków, policjantów, złodziei (nie należę do żadnej z tych kategorii ;-) Nawet nie wśród równolatków. Przybiegłem trzeci OPEN ! I nie ma dla mnie znaczenia, że w biegu nie brali udziału zawodnicy z Afryki czy z Krynicy-Zdrój. Wyrazu twarzy “wstrząśniętej” Pani Żony na mecie nie zapomnę (myślała, że ma jeszcze sporo czasu do czekania) :-) I wynik: 3:02:30 na naprawdę wymagającej, wietrznej trasie. Pomyśleć, że z pół kilometra, we Władysławowie, przeszedłem. Ten wynik również dałby mi kwalifikację do regularnego Boston Maraton ! A tym razem został zapisany w wynikach jego wirtualnej edycji (na miejscu 762 z ponad 16 000 biorących udział).
I pomyśleć, że w roku, w którym można było biegać prawie wyłącznie w górach najlepszy wynik uzyskałem nad morzem :-)
W międzyczasie wziąłem udział w towarzyskim biegu na pamiątkę jednej z najważniejszych bitew wojny polsko-sowieckiej 1920 roku, Bitwy o Nasielsk. Z flagami, oddając po drodze hołd żołnierzom na nasielskim cmentarzu, dotarliśmy na metę tego wyjątkowego biegu aby otrzymać piękne medale od ubranego w “strój z epoki” naszego biegowego Przyjaciela, Roberta.
Potem był jeszcze przełożony z wiosny Bieg Frassatiego, 22 km w pięknym, choć deszczowym Beskidzie Niskim (31 miejsce, start pojedynczy) oraz przygotowania do wyzwania jakim niewątpliwie jest “Piekło Czantorii”. Zawody jednak odwołano bo nadeszła “druga fala” pandemii mimo że nocleg służbowy ;-) już czekał.
Chciałem jeszcze pobiegać. Zapisy na “Maraton Kampinoski”, “Garmin Ultra Trail” w Gdańsku i “Małopolski Bieg Górski” koło Rabki muszę jednak ponowić w przyszłości choć nie zobowiązują mnie do tego opłaty startowe ,których nie zdążyłem uiścić.
Kończę więc ten dziwny, pandemiczny rok z niemal 4000 km “na liczniku”, największą liczbą w historii mojego biegania, tylko pięcioma startami ale z pierwszym “pudłem”. “Pudłem” zdobytym w miejscu, w którym nie planowałem być i pewnie długo by to nie nastąpiło a które staje się dla mnie od tej pory punktem odniesienia.
W tym dziwnym roku, który oby się już nigdy nie powtórzył. Kończę w medalem z Bostonu i z nadzieją na Boston (i Nowy Jork), realnie, w przyszłości. Z 33 maratonami na koncie i nadzieją, że mimo bólów i kontuzji cieszyć się będę bieganiem jeszcze długie lata...

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2020-12-21,08:22): Marku, wzorze niezłomności walki z kilometrami :), trzymaj się. Kolejnych pięknych maratonów życzę Tobie :)
Piotr Stanek (Fitek) (2020-12-22,11:29): 4000km! Wow :)! Gratulacje i kolejnych km w normalniejszym roku :)
andbo (2021-01-05,14:23): ...czego Tobie i nam wszystkim biegającym życzę!







 Ostatnio zalogowani
Pawel63
19:29
Admin
19:08
rezerwa
19:07
zamorrad
19:02
cumaso
18:09
entony52
17:54
Andrzej Bukowczan
16:22
fit_ania
16:19
belk
16:03
Jarek42
15:50
jankos6
15:23
heelmaes
15:04
RGT
14:55
biegacz54
14:29
Moniq
14:25
andbo
14:07
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |