Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

          

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [26]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Hung
Pamiętnik internetowy
Co w butach piszczy.

Marek Piotrowski
Urodzony: 1961-06-12
Miejsce zamieszkania: Wrocław
124 / 136


2017-04-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Tak, to ja mogę biegać. (czytano: 282 razy)




Plany nie biegania, znaczy się biegania w mniejszym wymiarze, nieco się nie sprawdziły. Wróciłem na wieś i popędziłem kilkanaście kilometrów, czego nie robiłem już od pewnego czasu, a dzień później poczłapałem brakujące mi do standardowego zestawu tygodniowego kilka kilometrów.
Przyjechałem znowu do Wro i dawaj namawiać rodzinę na wypad ruchowy po wałach. O dziwo, zerwałem z łóżka synową, która jest kilka miesięcy w ciąży. Wprawdzie biegać nie może ale przystała na szybki marsz. Tak więc córka nieco zwolniła, syn takich głupot robić nie miał zamiaru, więc wsiadł na rower, by nas asekurować, a ja zamiast kijkować NW, truchtałem, robiąc zaplanowany kilometraż w tempie baby w ciąży. Po kilku kilometrach podpuściłem syna, by ścigać się na dystansie kilkuset metrów, w efekcie czego do połowy ja prowadziłem a od połowy on. Całość imprezy wyszła fajnie, pogadaliśmy, trochę poruszaliśmy się i wszystkim to wyszło na zdrowie. To już moje któreś z kolei doświadczenie truchtania na równi z chodziarzem (chodziarką – córką) i doszedłem do przekonania, że tak, to ja mogę biegać. Prawie zero zmęczenia (prócz sprintu kotra rower), mało spocenia, że nie wiedziałem czy ciuchy prać, czy zostawić na następny dzień. Można było spokojnie pogadać, rozejrzeć się wokół, luz – blues. Gorzej, bo kilka razy namawiałem córkę na rower, by jutro mi towarzyszyła w moim biegu na kilkanaście kilometrów.
- A deszcz? - A tyłek od siodełka będzie bolał. - A to, a siamto. I jeszcze syn ma jechać do pracy na rowerze, więc dobry (napompowany) bicykl będzie niedostępny a ten gorszy trzeba by było dopiero przygotować.
Ooo, a teraz jeszcze okazało się, że muszę jechać i załatwiać jakieś ważne sprawy i mój wolny dzień, przeznaczony na sport może szlag trafić. Ale nie odpuszczę, i choćbym miał nie zjeść poświątecznego obiadu, i przeżyć tylko na serniku, i nie mieć towarzystwa córki lub syna, to pójdę jutro zachlapać się na biegowej ścieżce. A plan niebiegania jeszcze będzie czas zrealizować.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2017-04-17,22:32): Widzę, że nie opuszczasz rodzinie :) Jak męczyć się to wspólnie :)
Hung (2017-04-18,11:42): Cha, cha, Pawle, masz rację, niech się męczą ze mną i za mnie. Właśnie machnęlismy z córką 15 km.







 Ostatnio zalogowani
SZAFLAR
06:52
AnnP
06:51
Artur Walkowiak
06:44
Ryszard N
06:39
jarek 105 kg
06:37
franus
06:18
shadoke
05:32
Andrzej Bukowczan
05:27
Ja0306
04:08
Denges6w
03:31
StaryCop
03:08
loniuwielki
02:43
Ziutek
02:07
Wandersaq4y
01:24
Sasza
01:04
marzap
00:59
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |