2018-09-22
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| IV Dziwnowska Liga Biegowa - bieg 7. Obłędny bieg (czytano: 681 razy)

Jak można zabłądzić, jak nie można? Okazuje się, że można. Człowiek potrafi wszystko. W kwietniu na tej trasie miałem problemy z nawigacją, przez co przebiegłem trochę więcej dystansu. Po przyglądnięciu się mapie biegu stwierdziłem, że nie można zabłądzić. Trzeba tylko zawrócić w odpowiednim miejscu i wiedzieć, że Martwą Dziwnę trzeba obiec z powrotem po prawej stronie. I to wszystko. Przed startem właśnie o tym mówiłem kolegom i koleżankom. Niestety nie słuchali i zabłądzili. Przybiegali z drugiej strony na metę. Mój GPS też zabłądził i określił trasę biegu o ponad 800 metrów dłuższą niż podaje organizator. Stwierdziłem jednym zdaniem - chiński GPS-s, czego się spodziewać. Ale od początku.
Na ten bieg przygotowywałem się specjalnie od dwóch tygodni, czyli od momentu ukończenia 6 biegu DLB. Dzień po tym biegu przebiegłem szósteczkę crossową dla odpoczynku, później 7 dziesiątek, w tym 3 crossowe i 4 szosowe, dzień przerwy, trzy szósteczki (2 crossowe i jedna szosowa), dzień przerwy. Zrobiłem wszystko co mogłem. Oczywiście na obiad makaron z gulaszem dopełniał treningi kulinarnie. Trochę może za dużo jadłem, ale co tam, nadrobię siłą.
W dniu biegu wstałem o 6:45. Wstałem, bo obudziłem się wcześniej, a i sen jakoś nie miałem za bardzo udany. Obowiązkowe ważenie - wychodziły różne wyniki, ale średnia to 75,3 kg. Nie jest to rewelacyjny wynik, ale kilogramów już nie zrzucę. O 7:00 skończyłem jeść śniadanie. Tym razem 4 kromki chleba z margaryną i miodem. Miały być trzy, ale chleb był jakiś taki mały więc i kromki malutkie. Trochę internetu, spojrzenie na bloga ile mi zajmował dojazd rowerem do Dziwnowa, żeby wyjechać o odpowiedniej godzinie. Okazało się, że koło 45 minut, więc wyjazd zaplanowałem na 8:40. Szybkie pakowanie, decyzja w co się ubrać. Temperatura 13 stopni, małe zachmurzenie, więc zdecydowałem się pojechać na cienko, czyli cienka zielona koszulka z długim rękawem z Decathlonu i pomarańczowa koszulka z 4 Mil Jarka.
Wyszedłem z domu jak zaplanowałem, ale wyjechałem o 10 minut później niż zaplanowałem. Chciałem napompować koło i pompka mi nadpękła, więc musiałem ją owinąć plastrem. I tak jakoś za bardzo tego koła nie napompowałem mocniej, bo wentyl systemu Presta jakoś mi nie pasuje do pompowania. Wyruszyłem do Dziwnowa o godzinie 8:49. Przednią oś oczywiście naprawiłem, więc wszystko jechało dobrze. Jechałem dosyć szybko bo po pierwsze za późno wyjechałem, po drugie było z wiatrem. Po wyjeździe z Międzywodzie - niespodzianka. Trasa rowerowa już gotowa. Równy asfalt, ale dużo gałązek i innych przeszkód. Na początku jechałem szosą, ale szybko zjechałem na ścieżkę rowerową. Na miejsce startu przyjechałem gdzieś przed 9:30. Dokładnie nie wiem, bo nie zapisałem niestety. Szkoda, bo porównałbym z drogą powrotną.
Zapisałem się, trochę porozmawiałem i trzeba było się przebierać. Standardowa rozgrzewka, chociaż standardowego 15 minut chyba nie było. Organizator nas policzył i można było startować.
START
Włączam endomondo w telefonie i wyruszam na trasę w dosyć mocnym tempie, jak zwykle. Coś dużo ludzi przede mną i zaraz za mną, więc stawka jest mocna. Dyszę mocno, bo chcę utrzymywać mocne tempo. Przede mną Bartek z którym zawsze przegrywam, więc nie staram się go dogonić, ale staram się trzymać dystans. Udaje mi się to. W pewnym momencie trzeba było omimnąć zwalone drzewo, o czym informował nas organizator. Ominąłem i pobiegłem dalej. Dobiegłem do zawrotki. Dwie strzałki nie pozwoliły zabłądzić. Przede mną dalej Bartek w dosyć bliskiej odległości. Dobiegam do Martwiej Dziwny i tutaj strzałeczka w lewo, więc skręcam w lewo. Teraz wiem, że trzeba skręcić w prawo, żeby Martwą Dziwnę mieć po prawej stronie i żeby powrócić na metę. Strzałka jest w lewo, ale organizator mówił, żeby skręcić w prawo, bo ta strzałka w lewo informowała o kierunku biegu w pierwszą stronę. I tyle, żeby nie zabłądzić. Bartek jednak lekko pobłądził. Biegłem sobie biegłem i już go nie widziałem i nagle wybiega z prawej strony za mną. Trochę nadrobił, ale i tak trafił na właściwą drogę. Dogania mnie, biegniemy chwilę razem, ale jest mocniejszy, więc mnie wyprzedza. Mógłbym się go przytrzymać, ale jakoś nie miałem sił i ochoty. Wreszcie końcówka. Staram się finiszować, ale jakoś nie przyspieszyłem za bardzo, chociaż wolno nie biegłem.
META
Czas 27.14, czyli o ponad minutę lepiej niż na tej trasie w kwietniu (według organizatora ma długość 6,250 km). Tak przed startem sobie kalkulowałem, że powinienem ją przebiec w 27 minut, no i prawie taki czas zrobiłem, więc nie jest źle. Jest nawet lepiej niż bardzo dobrze, bo Zdzisiek, mój najpoważniejszy konkurent w kategorii przybiegł za mną. W klasyfikacji ogólnej DLB spadnę na 3 miejsce, bo biegi skompletował Przemek. Myślałem, że spadnę na 4 miejsce, ale na bieg nie przyjechał Tomek. Przewiduję dla siebie gdzieś 6 miejsce w klasyfikacji końcowej. Przybiegł Zdzisiek, przybiegają następni. Duża grupka przybiegła z drugiej strony, bo zabłądziła. Przy martwej Dziwnie była strzałka w lewo, oni skręcili w prawo, dobiegli do szosy i starą trasą dobiegli do mety. Czołówka kobiet została przetrzebiona i trofea zdobyli ci, co nie zabłądzili. Oczywiście zabłądził też Grzesiek, chociaż jego żona nie zabłądziła i zdobyła puchar za 1 miejsce. A mówiłem mu, że Martwa Dziwna ma być po prawej stronie - nie słuchał. Zdzisiek, jak w kwietniu ze mną, też krótki kawałek przebiegł zgodnie ze strzałką do Międzywodzia, zamiast wracać na metę. Też nie słuchał. Wręczenie pucharów i dyplomów i czas jechać z powrotem. Jako jeden z ostatnich wyjechałem w drogę powrotną.
Wyjazd - godzina 11:07. Włączam stoper przy tablicy Dziwnów. Jest pod wiatr, więc czas nie będzie rewelacyjny, ale cisnę ile mogę. Dziwnów - Kołczewo - czas 31:57. Kiepściuchny. Dwa tygodnie temu miałem 30:57. Ale wiatr był taki, że z górki było tak jakbym jechał po płaskim. Przyjazd godzina 11:45, czyli czas przejazdu 38 minut. Ciekawe czy lepiej niż w przeciwnym kierunku? Gdzieś podobnie.
Podsumowując. Wygrałem z moim najgroźniejszym rywalem w kategorii, nie zabłądziłem, pobiegłem o wiele lepiej niż poprzednim razem. Bieg więc zaliczam do udanych.
Jak będą wyniki, to umieszczę tu czołówkę biegu.
... czołówka biegu:
1. Łukasz Szymański 24:05
2. Robert Derda 24:38
3. Adrian Śremski 25:51
4. Piotr Stępień 26:05
5. Przemysław Troszczyński 26:22
6. Bartek Musiał 27:09
7. Jarosław Kosoń 27:14
8. Robert Ling 27:22
9. Zdzisław Kowalski 28:47
Czołówka biegu to kandydaci na zwycięstwo w klasyfikacji końcowej DLB 2018. Była szansa na złamanie 27 minut, ale nie potrafiłem wykrzesać wszystkiego z siebie. Przynajmniej powinienem spróbować dotrzymać kroku Bartkowi. Poprawiłem się o minutę i 7 sekund i o tyle zwiększyłem przewagę nad Zdziśkiem, który pobiegł wolniej niż poprzednio. Czyli przewaga przed półmaratonem wynosi 2 minuty i 18 sekund. To dużo i mało. Trzeba więc dalej trenować i poważnie potraktować półmaraton. Przynajmniej 1:40 muszę złamać.
Zdjęcie - GPS się pomylił, więc i ludzie mogą się pomylić. Poprzednim razem było na odwrót - pomyliłem się ja, a GPS się nie pomylił.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |