2016-04-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Wesołe jest życie staruszka, czyli przygotowania do DLB 3 (czytano: 844 razy)

W tytule jest wesołe, ale w życiu raczej mało wesołe, szczególnie na niwie biegowej. Mam już swoje lata i widzę, że moje możliwości są już niższe nawet od tych, które miałem kilka lat temu. Poza tym człowiek w starszym wieku balansuje pomiędzy kontuzjami a infekcjami. U mnie osobiście objawił się ból pięty i infekcje gardła. Na ból pięty zastosowałem więcej biegania, na infekcje gardła - czosnek. I jakoś to leci. Tak sobie pomyślałem - powinienem się cieszyć, że w ogóle mogę biegać.
Ale wystarczy utyskiwania i czas zacząć relację z przygotowań do DLB 3, czyli Dziwnowskiej Ligi Biegowej - 3 bieg.
Przy okazji powiem coś o moich startach. Startuję wyłącznie w okolicy mojego miejsca zamieszkania (wyspa Wolin) i w biegach bezpłatnych. Do biegów dojeżdżam rowerem. Jest to związane z tym, że postanowiłem trenować do triatlonu. Czy wystąpię w triatlonie, to już insza inszość. Czemu w biegach bezpłatnych? Po co mam płacić za to, co mam za darmo? Uważam bowiem, że najważniejsze i najciekawsze w bieganiu jest bieganie. Medale, koszulki, suweniry może są ważne, ale dla mnie straciły już wartość. Medali i koszulek mam tyle, że nie wiem gdzie je umieścić. Została jeszcze rywalizacja. Skoro jestem słaby, to po co mam płacić za stwierdzenie, że jestem słaby?
I tak dochodzę do tego, że chciałem przedstawić swój trening do biegu, który odbędzie się 30 kwietnia 2016 roku na trasie Dziwnów-Dziwnówek-Dziwnów. Dystans około 9,4 km.
Mój trening do tego biegu zaczął się 2 kwietnia w chwili ukończenia półmaratonu.
3.04 - niedziela
Odpoczynek po półmaratonie
4.04 - poniedziałek
6km (T2) - 37.20
Trasa T2 trasa o nawierzchni zróżnicowanej - droga polna, droga leśna, asfalt, chodnik z polbruku, z kilkoma podbiegami i zbiegami.
Taj jak do półmaratonu biegałem najczęściej po asfalcie, to teraz uparłem się na bieganie po bardziej miękkiej nawierzchni, za to o wiele bardziej nierównej. Coś za coś.
5.04 - wtorek
6km (T2) - 33.00
Trochę wyszło szybciej.
6.04 - środa
Bez treningu.
7.04 - czwartek
10km (T2+1) - 59.10
Jeden, to jedna pętla mająca około 2 km. Dobieg to tej pętli - 4km, czyli razem 10km.
8.04 - piątek
6km (T2) - 32.10
Spokojnie, ale szybciej niż kilka dni temu.
9.04 - sobota
6km (T2) - 32.10
Dokładnie taki sam czas jak dzień wcześniej.
10.04 - niedziela
Bez treningu.
11.04 - poniedziałek
6km (T2) - 32.20
Jako tako, trochę słabiej.
12.04 - wtorek
6km (T2) - 31.30
Rekord miesiąca!
13.04 - środa
6km (T2) - 31.40
Trzymam równy poziom.
14.04 - czwartek
10km (T2+1) - 56.10
Wreszcie 10km. Muszę oszczędzać przecież stopę.
15.04 - piątek
6km (T2) - 29.40
Złamałem magiczne 30. Treningi przynoszą efekty.
16.04 - sobota
6km (T2) - 31.00
Miało być 10km, a ze względu na przeziębienie wyszło 6.
17.04 - niedziela
Uparcie nie biegam w niedzielę.
18.04 - poniedziałek
10km (T2+1) - 56.20
Trzeba wreszcie zacząć robić dłuższe dystanse. Postanowiłem co drugi dzień biegać 6km szybko i 10 km wolniej.
Spotkałem sarenkę i 2 zajączki, które wyszły na drogę i szybko cofnęły się.
19.04 - wtorek
6km (T2) - 29.20
Zacząłem mocno i mocno skończyłem. Ostatnie 0,5km w 1.54. Nieźle. Akurat gdy zaczynała się ostatnia 500-tka pojawił się przede mną biegacz, którego pięknym krokiem wyprzedziłem. Jednak doping w sporcie to grunt.
20.04 - środa
10 km (T2+2) - 55.00
Zastanawiałem się czy biegać, ponieważ w gardle trochę drapało. Ale pobiegłem. Po drodze spotkałem najpierw chłopaka z flaszką piwa, który chciał mnie tym piwem poczęstować, później chłopaka słuchającego muzyki - tłok nie z tej ziemi.
Bociek pasł się na polu ze zbożem, ale gdy dobiegałem do niego gdzieś na 100 metrów - s..., przepraszam - uciekł, czyli odfrunął. To pierwszy bociek, którego w tym roku zobaczyłem.
21.04 - czwartek
6 km (T2) - 29.30
Czuję już w nogach trochę mocniejsze treningi. Dzisiaj mocno, ale bez szaleństw.
22.04 - piątek
10 km (T2+1) - 53.10
Czuję, że noga lepiej podaje. Jutro spróbuję trochę przycisnąć na 6km-T2, a w poniedziałek sprawdzić się na 6km-T1, czyli na szosie.
23.04 - sobota
6 km (T2) - 29.10
Szału nie było, ale po mocniejszym tygodniu taki wynik może być. Jutro dzień przerwy, a pojutrze sprawdzian na szosie.
24.04 - niedziela
Bez biegu, ale nie znaczy, że bez sportu. 10 km rower i jak co dzień kilkanaście minut treningu mięśniowego, czyli brzuszki i ćwiczenia z hantlami. W bieganiu wyrabiamy dół, a na górę potrzeba ćwiczeń, więc ćwiczę.
25.04 - poniedziałek
6 km - 27.40
Sprawdzian wyszedł jako tako. Stwierdziłem, że brakuje mi szybkich treningów. Dlatego też jutro luźno, pojutrze - jeszcze raz trochę szybciej, popojutrze - luźno i dzień przed startem bez treningu biegowego.
26.04 - wtorek
Cały dzień czekałem, żeby pobiegać. Padało i padało. W końcu jak pod wieczór przestało padać - zrezygnowałem.
Jutro przewiduję ostrzejsze przetarcie.
27.04 - środa
6 km - 27.30
Pierwsza połówka pod wiatr i trochę szarpałem tempo. Na półmetku wyszło 14.00. Druga połówka 13.30 i razem o 10 sekund lepiej niż dwa dni temu. Ostatnie 0,5 km - 1.56, czyli na pełny obecny gaz. Te dwa biegi to dwa pomysły na uzyskanie jak najlepszego czasu. Pierwszy pomysł - tempo bardzo mocne od początku i próba utrzymania go do końca, zazwyczaj nieudana. Drugi pomysł - początek ostrożny i bardzo szybko na drugiej połówce.
Jutro na luzie, chociaż może ostatnia połówka też na pełny gaz?
28.04 - czwartek
6 km - 31.30
Zastanawiałem się - pobiec czy nie pobiec, bo gardło trochę drapało. Ale w tym tygodniu już raz odpuściłem, więc drugi raz to było by za wiele. Tym bardziej, że jutro nie planuję biegania. Więc tempo słabiutkie, za to ostatnie pół kilosa tak jak wczoraj - petarda, czyli 1.56. Co prawda kiedyś potrafiłem znacznie szybciej, ale dobre i to.
29.04 - piątek
Bez treningu. Nastrajam się na start.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu paulo (2016-04-20,08:18): Jarku, nie poddawaj się i słuchaj tego, co Ci podpowiada serce :)
|