2013-05-15
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| „Nie odwzajemniane uczucia religijne” (czytano: 694 razy) (POPRAW WPIS , ZMIEŃ ZDJĘCIE , USUŃ ZDJĘCIE)
PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=7wL9NUZRZ4I

Gros ludzi wznoszących modły do Stwórcy, boryka się z poczuciem odrzucenia. Z powodu permanentnej absencji bóstwa, tworzą rozmaite surogaty jego obecności. Obrazki, posążki, biżuteria, itp., to nieodłączne elementy kultu nieobecności, braku, nie spełnionego pragnienia nadprzyrodzonej protekcji. Tak zwani „wierni”, wykazują częstokroć objawy typowe dla odrzuconych kochanków, zafiksowanych na punkcie niedostępnego obiektu pożądania. Całe ich „uczucie” zawiera się w rytualnym: „Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu”. To budzi frustrację, której upust, z braku innych możliwości, dają w otaczającej nas rzeczywistości, w ramach kultu nieobecności definiowanej jako profanum. Faktycznie, sprowadzanie tego co rzekomo doskonałe i wieczne do formy odpustowego medalika, nosi wszelkie znamiona profanacji, o ile oczywiście traktować poważnie katusze emocjonalne ludzi zakochanych w abstrakcjach skrojonych na miarę nad wyraz przyziemnych potrzeb.
Niektórzy aby się wyleczyć z „uczuć religijnych”, musieli przejść przez piekło hitlerowskich obozów zagłady lub stalinowskich gułagów. Warto jednak zauważyć, iż zarówno ich uczuciowe przywiązanie do teorii miłosiernego bóstwa, jak i jego kres, miały swe źródło w „tu i teraz” (profanum), a nie konceptualnej przestrzeni „wszędzie i zawsze” (sacrum).
Potrzeba dotknięcia „Boga żywego” leży u podstaw chrześcijaństwa, zwyrodniałego z czasem do postaci kultu świętych, obrazów, papieży czy (w swej najbardziej rozpowszechnionej odmianie) bezmyślnej czołobitności wobec szeregowych przedstawicieli kleru. Obiekty zastępcze, do „kochania” natychmiast, muszą wystarczyć w miejsce nieobecnego bóstwa. Nie zmienia to faktu, iż dojmujące poczucie odrzucenia to emocjonalna dominanta zachodnich mutacji chrześcijaństwa, określanego czasem mianem „pierwotnego”. Czymże byłby kult Chrystusa, bez antycznych, pogańskich koncepcji zaświatów? Czy w ogóle by się pojawił?
„Odrzuceni” przez bóstwo szukają ratunku w działaniach zastępczych. „Ukarani” milczeniem Najwyższego, sami odrzucają wszystko, co z ich punktu widzenia podważa szczerość „uczuć religijnych”. Stąd np. wściekłe ataki na historyków rozważających status Marii Magdaleny w domniemanej paczce Jezusa. Wierni „wiedzą”, że Syn Boży z nią nie sypiał (choć podobno całował w usta), gdyż satysfakcja seksualna Odkupiciela nie mieści się w ich płytkich koncepcjach „bóstwa prywatnego”, na które mają wyłączność jako „kochający prawdziwie” (co ciekawe, ich duchowi przewodnicy nie są tego aż tak pewni, dlatego część swych dochodów i władzy wymieniają na wszelakiej maści usługi seksualne). Religijna paranoja przeradza się we własną karykaturę: niezaspokojona potrzeba akceptacji generuje lęk, a w konsekwencji poczucie odrzucenia i nienawiść. Tak „umiłowanie Boga” rodzi potwory. Na poziomie widzialnym skutkuje to m.in. tworzeniem pokracznych konstrukcji prawnych, jak zapisy o „obrazie uczuć religijnych”. Jerzy Urban musiał zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych, za rzekomą obrazę „głowy państwa watykańskiego”, którą „znieważył” publikując własny artykuł w swoim własnym, całkowicie legalnym tygodniku, którego na domiar wszystkiego bogobojni Polacy ponoć nigdy nie czytają. Dorota Nieznalska (artysta-plastyk), po ciągnącym się kilka lat procesie, została skazana na kilkadziesiąt godzin „prac społecznych”, ponieważ zdaniem natchnionego przez Ducha Świętego sądu, obraziła „wiernych” kojarząc w jednej ze swych prac krzyż z penisem. Żeby było śmieszniej, sąd nie był w stanie zabronić rozpowszechniania odnośnego numeru „NIE”, ani publikowanych w prasie i Internecie zdjęć „obrazoburczej” pracy Nieznalskiej. Dorota Rabczewska, znana szerzej jako Doda, była zmuszona wyłożyć pięć tysięcy złotych za niewybredny komentarz biblijny. Teraz przedstawiciele rozmaitych chrześcijańskich organizacji wyznaniowych ślą ku stratosferze swe gorzkie żale w związku z pojawieniem się na rynku nowego albumu Davida Bowie, zwłaszcza zaś promującego go singla „The Next Day”. Żądają zakazu rozpowszechniania wideoklipu („wiedzą”, choć takich świństw unikają jak tematu uświęconej wolą Pana pedofilii). Ich bóstwo milczy w tej sprawie, ale oni i tak znają jego wolę. Dziwnym trafem kariera artysty trwa nieprzerwanie od blisko pół wieku. Mniej obeznani z wolą bożą przebąkują, że może to mieć jakiś związek z talentem i pracowitością Bowiego.
O ile von Clausewitz miał całkowitą słuszność stwierdzając, że: „Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”, o tyle religia, będąc jedynie narzędziem uprawiania polityki właśnie, siłą rzeczy zawsze wykazywała niepohamowany pociąg do stosowania szeroko pojętych „środków przymusu bezpośredniego”. Zakazać, ukarać, wykluczyć, napiętnować, zastraszyć, ocenzurować, wymazać z historii, przemilczeć, oto prosty przepis na poszukiwanie akceptacji w gronie „odrzuconych”. A przecież można się też „odkochać” i poszukać wzajemności gdzie indziej.
PS Nadal kibicuję wysiłkom nowej nadziei papistów, biskupowi Rzymu, Franciszkowi. Jak donoszą media, ubożeje z tygodnia na tydzień. A tu biskup Stefanek zafundował sobie apartament za dwa miliony euro. Jakby papieżowi zabrakło na limuzynę, chłopców do bunga bunga i fikuśne fatałaszki, będzie od kogo pożyczać. Trzymam kciuk za reformy. Pole do działania ogromne, choć jałowe.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora paulo (2013-05-16,08:31): :) Bardzo dobitne i cholernie inteligentne. Pawel1973 (2013-05-16,09:43): E tam. Wszystkie te wizerunki, krzyżyki itp. prawdziwie wierzącym mają przypominać o istnieniu Stwórcy a nie rekompensować jego nieobecność. W zasadzie ci wszyscy, którzy chcą aby Bóg był z nimi tu na ziemi i zajmował się ich finansami i zdrowiem a swoje pójście( lub bliskich) do Niego pojmują jako karę, mają mgliste pojęcie o sobie. cosmita (2013-05-16,12:03): Może to i "bardzo dobitne i cholernie inteligentne". Tylko czy to miejsce na tego typu miejsce. Co to ma wspólnego z bieganiem. Rozumiem prawo do wolności słowa, ale wyobrażam sobie, że znacznie właściwsze miejsca na wygłaszanie takich sądów. Nawiasem mówiąc całkiem niedawno Admin zabawił się w "cenzora" na forum dotyczącym Biegu Konstytucji w Warszawie. Powód - nadmiar polityki. A to go nie "rusza"? pilatto (2013-05-25,15:52): to że Admin ocenzurował wątek dotyczący konkretnego biegu - rozumiem, ale żeby cenzurować blog? Ludzie, jak sie komuś nie podoba prywatny blog, prywatne myśli przelewane na "papier" niech ich nie czyta. Ale może są tacy, którzy to czytać chcą. Na pytanie czy to jest mijsce do publikacji takiego czegoś... nie samym bieganiem żyje człowiek. Każdy ma jakieś przemyślenia, spostrzeżenia, dlaczego nie miałby się nimi podzielić (powtórzę się, chcesz to czytaj, nie chcesz, przełącz dalej) a z innej beczki, może takie myśli przelewane tutaj spowodują, że na jakimś biegu chętnie ustawię się z autorem w jednej lini startowej i pokonując przez 3,5 godziny maraton, bede miał o czym porozmawiać. Więc jak dla mnie kontynuuj swoje rozważania autorze :)
|