Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [126]  PRZYJAC. [285]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mamusiajakubaijasia
Pamiętnik internetowy
"Byle idiota pokona kryzys; to co cię wykańcza, to codzienna harówka" - Antoni Czechow

Gabriela Kucharska
Urodzony: 1972-08-26
Miejsce zamieszkania: Rudawa / Kraków
387 / 579


2011-06-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Śpiąca Królewna... (czytano: 1094 razy)

 

Wczoraj telefon.
Rozmowa o granicach geniuszu, o ludziach, którzy umożliwiali geniuszom ich ziemską egzystencję (Theo van Gogh), o świdrującym spojrzeniu Stanisława Wyspiańskiego, które było takim już w jego dzieciństwie, i o pewnym wykładzie pewnej kompetentnej pani profesor - specjalistki od literatury dziecięcej.



Śpiąca królewna.

Chyba każdy zna tę baśń; nawet jeżeli nie na pamięć to coś tam z otchłani pamięci wykrzesze; królewna na którą zostaje rzucona klątwa, że w dniu swoich piętnastych urodzin zaśnie wraz z całym swoim dworem na sto lat, a potem się obudzi.
To, że klątwa wypełnia się co do joty, a pogrążoną we śnie królewnę budzi ze snu królewicz. Oczywiście, jak to w bajkach bywa, budzi ją pocałunkiem, i oczywiście wszystko kończy się dobrze.

Taką wersję znamy od braci Grimm.

Wersja Perrault`a - nieco wcześniejsza nieco się od niej różni.

Mianowicie Królewicz pojmuje obudzoną królewnę za żonę, ale utrzymuje ten fakt w tajemnicy przed swoimi rodzicami. Dopiero po śmierci ojca wyjawia matce prawdę, i królewnę - swoją żonę wraz ze swymi dziećmi (córeczką Jutrzenką i synkiem Porankiem) sprowadza na dwór.
Bóg raczy wiedzieć, co mu przyświeca, bo jego matka jest wilkołaczycą, która w dodatku nienawidzi synowej. Kiedy młody król jedzie na wojnę, królowa-matka każe kucharzowi przyrządzić potrawę z Jutrzenki, a następnie z Poranka. Jak się nietrudno domyślić, ten szlachetny człowiek oszczędza dzieci, ukrywa je w swojej leśnej chatce, a królowej podaje potrawę z młodziutkiego koźlątka (i za pierwszym i za drugim razem królowa-matka daje się wywieść w pole). Potem królowa każe przyrządzić pieczeń z synowej, czyli naszej Śpiącej Królewny, ta bez wahania godzi się na śmierć, pozostając w nadziei na połączenie się ze swoimi dziećmi w zaświatach. Wtedy sługa wyjawia jej, że dzieci żyją, prowadzi ją do nich, a królowej podaje pieczeń z łani. Młoda królowa wychowuje w leśnej chatce swoje dzieci, ale szczęście nie trwa zbyt długo, bo razu jednego wilkołaczyca królowa-matka słyszy głos Poranka, poznaje prawdę, i każe przyszykować wielką kadź z wszelkiego rodzaju jadowitymi paskudztwami i chce do niej wrzucić nieszczęsną synową. Wtedy na dziedziniec zamku wjeżdża młody król, widzi makabreskę, a przerażona królowa matka rzuca się głową w dół prosto między jadowite plugastwo, które ją z miejsca pożera.

Brzmi to nieco bardziej makabrycznie, ale...mimo wszystko dość niewinnie w stosunku do pierwotnej wersji baśni autorstwa Basilego.

A co mów nam ta wersja?

Pozwolę sobie przytoczyć ją w całości:

Pewnemu królowi urodziła się córka Talia, zwrócił się więc do mędrców i wróżbiarzy, aby przepowiedzieli przyszłość dziecka. Wszyscy orzekli, iż Talii grozić będzie wielkie niebezpieczeństwo z powodu włókna lnu. Aby zapobiec nieszczęściu, król raz na zawsze zabronił przynoszenia do zamku lnu i konopi. Jednak pewnego dnia, kiedy Talia była już duża, ujrzała, że pod oknem przechodzi stara kobieta, trzymając wrzeciono. Ponieważ dziewczynka nigdy przedtem czegoś takiego nie widziała, "patrzyła z zachwytem, jak wrzeciono tańczy w ręku prządki". Zaciekawiona ujęła kądziel i sama zaczęła snuć nić. Wtedy drzazga konopna wbiła się jej pod paznokieć i Talia "natychmiast upadła jak martwa na ziemię". Król posadził bezwładną córkę w aksamitnym fotelu, zamknął drzwi na klucz i opuścił zamek na zawsze, aby zapomnieć o swym bólu.

W pewien czas potem, w pobliżu polował inny król. Jego sokół wleciał przez okno do opuszczonego zamku i nie powrócił. Chcąc odzyskać sokoła, król dostał się do zamku. Znalazł tam Talię, która wyglądała jak uśpiona, ale nic nie było w stanie jej obudzić. Młoda dziewczyna wzbudziła jego miłość, bo była bardzo piękna; król współżył z nią, a potem opuścił zamek i zapomniał o całym zdarzeniu. W dziewięć miesięcy później Talia urodziła dwoje dzieci, wciąż w stanie uśpienia. Karmiły się one jej mlekiem. "Pewnego razu gdy jedno z niemowląt chciało ssać, a nie umiało znaleźć piersi, wzięło w usta palec Talii, w którym tkwiła konopna drzazga. Dziecko ssało palec tak zawzięcie, że drzazga wydostała się z niego i Talia wróciła do przytomności, jakby się obudziła z głębokiego snu."

Pewnego dnia król przypomniał sobie o swojej przygodzie i przybył odwiedzić Talię. Uradował się zobaczywszy ją przebudzoną z dwojgiem prześlicznych dzieci. Odtąd tylko o nich myślał. Żona króla odkryła jego tajemnicę i w sekrecie posłała po dzieci w imieniu męża. Rozkazała ugotować je i podać królowi do zjedzenia. Kucharz ukrył dzieci w swoim domu, a potrawę sporządził z dwu koźlątek. W jakiś czas potem królowa posłała po Talię, chcąc ją wtrącić do ognia i spalić jako przyczynę niewierności męża. Król przybywa w ostatniej chwili, wtrąca do ognia królową, poślubia Talię i odzyskuje dzieci, ocalone przez kucharza. Opowieść kończy się następującym dwuwierszem:

"Powiada się, że ludziom szczęśliwym Błogosławi Fortuna,
kiedy znajdują się w łożu"



Powiedzmy, że jest to wersja, która niekoniecznie nadaje się dla niewinnych dziecinnych uszu.
Oczywiście na upartego możemy pobawić się w subtelności, ale, nazywając rzecz po imieniu, ten "zacny" władca dopuścił się przemocy seksualnej na śpiącej dziewczynie.
A jeszcze dobitniej - on ją po prostu ZGWAŁCIŁ !!!

Oczywiście nie pochwalam sposobu zemsty na niewiernym małżonku wybranego przez zdradzoną królową (jedzenie dzieci to jednak zdecydowana przesada), ale chyba ją rozumiem.
Już bardziej przemawia do mnie chęć wypalenia grzechu króla poprzez spalenie sprawczyni tegoż grzechu.
I nie ma tu najmniejszego znaczenia to, że w zasadzie królowa powinna była raczej pałać chęcią spalenia niewiernego męża wraz z jego "małą pracowitą kuśką". Jakoś nie przemawia do mnie wina śpiącej dziewczyny, zgwałconej w czasie snu.
Oczywiście obrońcy gwałcicieli powiedzieliby zapewne, że królewna króla "sprowokowała", ale jakoś tak na te bajki o prowokacji przez ofiary gwałtów nie bardzo daję się nabierać.
Oczywiście nie jestem zwolenniczką tego, żeby wszystkich mężczyzn kastrować. Absolutnie nie!!!
W końcu to dzięki temu, że częstokroć rządzą nimi hormony (nami też rządzą), im wciąż chce się nas uwodzić.
A niewiele jest rzeczy fajniejszych i milszych niż uwodzenie na wysokim poziomie, najlepiej podejmowane przez kogoś kto ma inteligencję, wdzięk i umie to robić ;)


Hmm...zdarzyło mi się kilka razy w życiu patrzeć z zachwytem na śpiącego mężczyznę/młodzieńca/chłopaka...
Ale mam swoje potrzeby emocjonalne (przede wszystkim) i korzystanie z ciała kogoś, kto nie wie, co się z nim dzieje, zupełnie mnie nie pociąga.
Co innego obudzić "mroczny przedmiot pożądania" (a chociażby wyśmiewanym pocałunkiem) i szybko przekonać go, że jego pożądanie jest większe.

Wyczyn króla lekko trąci mi o skłonność do nekrofilii.



Hmm....
Kiedyś dawno temu czytałam książkę, której autor (autorka?) analizował najbardziej znane bajki pod kątem ich wpływu na rozwijanie świadomości seksualnej.
Interesująca lektura, ale nie o tym chciałam.

Warto może czasem pamiętać, jaka jest geneza baśni.
To nie były przecież opowiastki, które mamusie opowiadały nad kołyską własnym dzieciom!
To były mrożące krew w żyłach częstokroć historie, które opowiadały sobie dziewki kuchenne, tudzież panny na służbie w czasie długich zimowych wieczorów, przy skubaniu pierza, przy kołowrotku właśnie.
Opowieści, w których w sposób zawoalowany były werbalizowane ukryte pragnienia tychże dziewczyn, jak i ich obawy...

Pamiętamy te wszystkie Królowe Śniegu (czyli dojrzała kobieta, która bawi się uczuciami młodego chłopca i zwyczajnie go wykorzystuje), Calineczki (czyli strach przed statecznym kretem, a zamiast niego życie z motylem. stop! przepraszam! - Królem Elfów), Kopciuszki (no tu już nic chyba mówić nie trzeba), Czerwone Kapturki (ostrzeżenie mamy przed "złym wilkiem", co do którego ostrzeżenia od razu wiadomo, że nie zostanie wysłuchane), czy szczyt perwersji, jakim jest Królewna Śnieżka (z wiernym zastępem siedmiu krasnoludków i sielskim z nimi pożyciem w leśnej głuszy).
Oj, nie są to opowiastki dla dzieci:)))



A swoją drogą, to która dziewczynka - pod wpływem baśni zapewne - nie marzyła nigdy o tym, żeby być piękną królewną zdobywaną przez księcia (najchętniej na białym koniu)? W ostateczności wróżką...?


Ja wybrałam opcję wiedźmy (czyli tej, która wie, i posiada dziwną czasami władzę), i bardzo mi z tym dobrze.

Bo ja już wiem ;)




Miłego dnia:)




Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


tdrapella (2011-06-17,13:17): Gaba... :) Jesteś niesamowita :)) To co ja teraz będę dzieciom czytał? Przecież nie Bolka i Loka czy Piotrusia Pana! Chyba zostanie mi tylko Astrid Lindgren :)
mamusiajakubaijasia (2011-06-17,13:43): Jeszcze "Koziołek Matołek" zostaje, Tomku:)) I wiersze Tuwima i Brzechwy. Zaś co do Astrid L. to ja najbardziej lubię "Ronję, córkę zbójnika"; być może dlatego, że w niej jest sporo ukrytych znaczeń. Może nie aż tyle co w "Czerwonym Kaptuku", ale mimo wszystko niemało:))
tdrapella (2011-06-17,15:49): "Koziołka Matołka" jak i "Fiki Miki" czytaliśmy już tyle razy, że powoli mam dość :) Brzechwa wałkowany jest regularnie, tak jak i tuwim i Fredro (bynajmniej nie ta cześć bardziej dla dorosłych) Olga uwielbia Pippi i Karlsona na dachu. Ronię też bardzo lubiłem, choć tak dużo nie pamiętam. Bedzie czas by to odświeżyć, ale to musi chyba jeszcz trochę poczekać tak jak seria o przygodach Tomka Wilmowskiego Alfreda Szkarskiego. Jakies inne propozycje tak dla czterolatki?
jacdzi (2011-06-17,16:07): Nawet w klasyce gatunku wczytujac sie w szczegoly mozna dopatrzec sie niezbyt wychowawczych szczegolow. Mimo wszystko nigdy nie powiem aby zaprzestac czytania. Czytajmy sobie i dzieciom, a gdy padnie pytanie...coz, trzeba stawic czola wyzwaniu.
mamusiajakubaijasia (2011-06-17,19:06): Tomku, polecam serie o Detektywie Pozytywce. Autor: Grzegorz Kasdepke. Fantastyczna:) Idealne dla Olgi (wiekowo) a w dodatku w sposób nienachalny dydaktyczne. I nie pozbawione humoru - a to też ważne:) I jeszcze Joanny Chmielewskiej "Pafnucy" - to o niedźwiedziu:) Ekologiczne, ale fantastyczne w czytaniu. Z serca polecam:)
mamusiajakubaijasia (2011-06-17,19:08): Jacku...czym byśmy byli, gdybyśmy nie czytali?
amd (2011-06-18,08:36): Masia, czy Tobie seksu brakuje czy co ?!
amd (2011-06-18,08:49): Gadanie ... dzieci często są bardziej okrutne niż dorośli i kochają makabreski. Bawiliście się opowieściami o duchach jak dorośliście ? A jako małolaty uwielbialiśmy straszyć innych. Sex & violance - tylko że w zmienionej kolejności. Dzieci jako niewinne aniołki których duszyczek nie należy deprawować ? :)))) Proszę Was ... A kto robi sekcję żyjącej żaby nożem kuchennym, ogoli kota i podpali mu potem ogon? Czasem dorosły - ale częściej niewinny aniołek. Dzieci to też ludzie, ze wszystkimi tego plusami i minusami
mamusiajakubaijasia (2011-06-18,14:23): Artur, nie,nie brakuje mi seksu:)
mamusiajakubaijasia (2011-06-18,14:23): PS. Ale brakuje mi uwodzenia ;)
mamusiajakubaijasia (2011-06-18,14:27): To przez te bajki, Artur. Jak "niewinne dzieciątko" posłucha o przygotowywaniu potrawki z braciszka i siostrzyczki, o pieczeni z królowej, o Jasiu i Małgosi tuczonymi na rzeź, to marne podpalenie kota wydaje mu się małym kiksem:)............................A bajki dzieciom trzeba czytać koniecznie! Przy okazji można pożywić własną, chorą wyobraźnię ;)







 Ostatnio zalogowani
Bartuś
12:41
42.195
12:36
13
12:25
filips1
12:18
jantor
11:58
Waldek
11:51
piotrhierowski
11:42
AdamP
11:28
biegacz54
11:21
Kravis
10:12
Januszz
10:10
clvados
09:59
przemcio33
08:58
Hubert87
08:52
VaderSWDN
08:36
batoni
08:27
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |