2011-03-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Tak daleko, tak blisko (urodziny)... (czytano: 841 razy)

Dziś moja Mama skończyłaby 65 lat.
A w niedzielę siedzielibyśmy razem przy stole na Podwawelskim, zajadalibyśmy tort i śpiewali mamie "Sto lat", mocno wierząc w to, że jej życie potrwa jeszcze długo, długo...
Stało się inaczej.
Nasza Mama nie była łatwym, bezbarwnym człowiekiem.
Bywała trudna we współżyciu, uparta, lubiła mieć zawsze rację, potrafiła ludzi ranić.
Ale była najbardziej ciekawym świata człowiekiem, jakiego znałam. Jej pasją stała się turystyka. Lubiła przestrzenie, zwłaszcza górskie, jeziora, piękne miasta i ich zabytki, Jej najgorętszym, niespełnionym marzeniem było odwiedzenie Florencji. Kochała Kraków z jego tradycją, atmosferą i lokalnymi śmiesznostkami.
Może to dziwnie zabrzmi, ale Mama nie nauczyła nas gotować czy piec ciasta. Za to nauczyła nas tej ciekawości świata, nauczyła miłości do Krakowa i znajomości tego miasta.
Mama, choć nie przechwalała się tym, miała sporą wiedzę na rozmaite tematy. Kiedy porządkowałyśmy z Dominiką jej papiery, znalazłyśmy kilka kajecików z różnych lat, w których prowadziła swoje notatki. To nie były pamiętniki. W tych zeszytach były notki biograficzne najsłynniejszych malarzy, rzeźbiarzy, prądów i stylów w sztuce. Jej ukochanymi dziełami były: "Pieta" Michała Anioła i "Bóg Ojciec" Wyspiańskiego. W swoich notatkach zawarła opisy zjawisk atmosferyczno-geograficznych, opisy działania na organizm człowieka rozmaitych pierwiastków i związków chemicznych...
Mamę to ciekawiło, i w tych zeszytach systematyzowała w jakiś sposób swoje zainteresowania.
Miała wielką słabość do słodyczy. Starając się ją ograniczyć kazała Dominice chować przed sobą ciastka i czekoladę.
Mama od dwudziestu lat bardzo poważnie chorowała. Jedna trzecia jej życia upłynęła w cieniu poważnej, ciężkiej choroby, która stopniowo zabierała Jej kolejne pasje czy radości. Myślę, że trzeba wielkiego hartu ducha, by żyjąc przez dwadzieścia lat z poważną i nasilającą się chorobą nie stracić chęci, radości życia i celu.
I Mama to potrafiła.
To była kobieta, która w niezwykły sposób potrafiła znajdować sobie małe radości w swoim codziennym życiu. Ona nie żyła narzekaniem czy wpędzaniem się w depresję tym, że choroba odbiera jej coraz więcej. Cieszyła się – i to cieszyła szczerze – takimi drobnostkami jak to, że idzie wiosna, że pięknie było widać sztuczne ognie w czasie wianków, cieszyła się sukcesami i radościami swoich dzieci i wnuków. Mama zawsze miała na stole świeże kwiaty:)
Nieco wbrew faktom i uwarunkowaniom, dla mamy szklanka zawsze była w połowie pełna.
Ona się nie poddawała!
Kiedy choroba czyniła coraz większe spustoszenie w Jej organizmie, kiedy miała już poważne problemy z tak prostymi czynnościami, jak umycie sobie głowy chociażby, Ona wciąż nie odpuszczała. Często mówiła mi "Gabriela, dziecko, strasznie jestem słaba, ale ubiorę się i pójdę na spacer"; a te spacery Mamy były coraz krótsze. Najpierw dookoło Plant, potem tylko do ulubionego drzewa u stóp Wawelu, potem tylko nad Wisłę, potem spacer po osiedlu... na koniec Mama chodziła na spacery dookoła skwerku przed swoim blokiem. Ale mówiła, że musi chodzić, musi chodzić, bo przecież nie może się poddać. I nie poddała się do samego końca. Ona naprawdę wierzyła, że będzie lepiej, że Jej stan się poprawi.
W czasie ostatniej Wigilii poprosiła Jakuba: "Kuba nie rób mi teraz zdjęć. Jestem wymizerowana, po chorobie, źle się czuję. Zrobisz mi na wiosnę, jak będę w lepszej formie". Ani przez moment nie wątpiła w to, że ta lepsza forma nadejdzie.
Mama wstydziła się swojej choroby, swego "niedołęstwa", jak je nazywała. Było to dla Niej upokarzające, i dlatego na te swoje króciutkie już spacery chodziła po zmroku, kiedy sąsiedzi i znajomi siedzieli w swoich domach.
Była dumna!
Kiedy choroba w sposób trwały odebrała Jej możliwość realizacji swych pasji starała się to robić w inny sposób. Stała się zapalonym kibicem różnych dyscyplin sportowych.
Była wielką fanką Małysza. Kiedy Adaś skakał, dla Mamy przestawał istnieć świat:) Była pierwszym i najgorętszym kibicem mojej maratońskiej pasji. Przedstawiła nam Kraków. Już kilkuletniej Dominice pokazała "króla na Jagielle".
Jeszcze tydzień przed śmiercią mówiła Dominice "Dudeczku, to wszystko mnie tak boli, że czasem mam już serdecznie dość. Ale ja tak bardzo chcę żyć".
Mama była osobą, która ogromnie potrzebowała uczucia, a jednocześnie nie umiała tych uczuć okazywać, ani przyjmować w sposób naturalny. I to ogromnie utrudniało życie zarówno Jej, jak i z Nią. Ale kochała swoją rodzinę, swoje córki i wnuki... Była oddana swym siostrom, próbowała łagodzić spory i kłótnie, starała się je wspierać.
Kiedy segregowałyśmy papiery Mamy, znalazłyśmy złożone starannie w jednym miejscu absolutnie wszystkie laurki, jakie kiedykolwiek dostała od swoich wnuków. Niektóre pomięte, wystrzępione, większość bardzo nieporadna, ale wszystkie dane babci ze szczerego serca.
"Babciu, daję Ci tą laurkę, bo Cię bardzo kocham"...
Mam nadzieję, że Bóg Ojciec, nie ten stwarzający i karzący, lecz ten kochający, weźmie Mamę za rękę i powie: "Chodź dziecko". Zaprowadzi i posadzi Ją pod wielkim, rozłożystym bukiem czerwonym, takim jak na Plantach, da Jej kryminał Agathy Christie i tabliczkę czekolady jagiellońskiej, a u Jej stóp będzie się rozpościerać panorama pięknego, wspaniałego miasta. I Bóg powie: "Jak już poczytasz i zjesz czekoladę, to idź pozwiedzać sobie Florencję".
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Tr (2011-03-25,18:25): Gabrysiu, Twoja mama prawdopodobnie obchodzi najlepsze urodziny w życiu. Życzę jej wszystkiego najlepszego, choć nic lepszego życzyć jej już nie mozna. :) ursel_44 (2011-03-25,20:34): Pięknie to napisałaś... ikusia (2011-03-25,23:27): pięknie to za mało powiedziane - ja się wzruszyłam do łez tdrapella (2011-03-26,16:34): Powtórzę to co inni napisali, ale pięknie to napisałaś. Twoja mama musiała być bardzo ciekawą osobą i wierzę, że Bóg jej to cierpienie wynagrodzi szlaku13 (2011-03-27,11:18): Piękny, ujmujący wpis, a co do jego puenty... Amen! jacdzi (2011-03-28,14:15): Piekne... Mama - magiczne slowo, ten kto Mame utracil rozumie Twoje reakcje.
|