Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

    



Ostatnio zalogowany

Przeczytano: 4773/372208 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:10/2

Twoja ocena:brak


Tel Aviv Marathon 2012 cz.1
Autor: Marcin Żuk
Data : 2012-04-03

Maraton w Tel Avivie jest częścią największego festiwalu biegowego w Izraelu i całym regionie. Łączna liczba uczestników wszystkich biegów to aż 25 tysięcy. Pośród nich pojawiłem się i ja. Niniejszym przedstawiam opis swojej izraelskiej wyprawy.

Pomysł maratońskiego wyjazdu pojawił się w mojej głowie podczas wakacyjnej podróży z żoną do Egiptu i Izraela. Początkowo planowałem Jerozolimę, ale po zapoznaniu się ze szczegółami logistycznymi i kosztami doszedłem do wniosku, że lepszy będzie Tel Aviv. Dodatkowym argumentem był fakt, że Jerozolimę zwiedzaliśmy przez 3 dni dość dokładnie, a w Tel Avivie spędziliśmy tylko 5 godzin.

Wakacyjny wyjazd odbył się kilka dni po ukończeniu przeze mnie Maratonu Warszawskiego, który był ostatnim biegiem z cyklu Korony Maratonów Polskich. Swoje przeżycia związane z KMP opisałem na łamach portalu w artykule, pt. Moja Korona, w którym ujawniłem plan ukończenia maratonu na każdym kontynencie, czyli zdobycia Korony Maratonów Ziemi. Publiczną deklarację potraktowałem poważnie i przystąpiłem do planowania pierwszego etapu.

Z uwagi na koszty związane z wyjazdem i pobytem zagranicznym, podszedłem do zagadnienia bardzo pragmatycznie i myśląc o Azji rozważałem jedynie Jordanię, Turcję i Izrael, a nie na przykład Japonię czy Koreę. Ponieważ w listopadzie pojawiły się atrakcyjne promocje LOTu, zdecydowałem się ostatecznie na Izrael. Bilet lotniczy w obie strony bez przesiadki kosztował z wszystkimi opłatami 1185 zł. Internetowo dokonałem opłaty wpisowego i zarezerwowałem hotel (szczegóły cenowe i informacje praktyczne dotyczące całego wyjazdu podam na końcu artykułu).

Izraelską wyprawę odbyłem samotnie. Uznaliśmy bowiem z żoną, że zaoszczędzone w ten sposób środki przeznaczymy na wyjazd w miejsce, w którym jeszcze nie byliśmy. Swój bieg zadedykowałem jednak żonie, bowiem 2 kwietnia obchodzimy 7 rocznicę ślubu, a także tacie, który 29 marca skończył 62 lata. Podróż do Tel Avivu rozpoczęła się dla mnie o północy z środy na czwartek z 28 na 29 marca, kiedy to z lotniska Fryderyka Chopina w Warszawie odleciałem Boeingiem 737, który po 3h i 50 minutach łagodnie usiadł na płycie lotniska Ben Guriona pod Tel Avivem.

Czas izraelski różni się na co dzień od polskiego o godzinę do przodu, jednak wyjątkowo przez kilka dni był taki sam (w Polsce przesuwaliśmy wskazówki zegarów w nocy z 24 na 25 marca, zaś w Izraelu odbywać się to miało w nocy z 29 na 30 marca, a więc dokładnie przed maratonem). Po sprawnej odprawie paszportowej
i bagażowej dotarłam na zlokalizowaną obok lotniska stację kolejową (w Warszawie
na próżno takiej wypatrywać niestety), na której już oczekiwał pociąg do centrum miasta. Podróż trwała zaledwie 15 minut i ostatecznie po krótkiej przejażdżce taksówką dotarłem do Sky Hostelu przy Ben Yehuda Street 34 około godziny 6:00

Zameldowanie w pokoju nie było możliwe z uwagi na pełne obłożenie. Zdeponowałem zatem bagaż w przechowalni i miałem co najmniej 6 godzin na zwiedzanie Tel Avivu. Ponieważ bieganie nie jest dla mnie celem samym w sobie, to w szczególności wtedy gdy pojawiam się w nowym dla mnie miejscu, walory turystyczno-krajoznawcze są dla mnie co najmniej tak samo ważne jak aspekt sportowy wyjazdu (co widać będzie także w tej relacji). Bardziej wynikowe podejście staram się stosować w znanych mi już miejscach. Dzięki wcześniejszemu pobytowi, a także dzięki internetowemu przygotowaniu, wiedziałem gdzie są najciekawsze punkty turystyczne i jak mają się one do strefy startu/mety, a także do biura zawodów. Zakupiłem w kiosku mapę i ruszyłem w miasto.

Po 5 minutach dotarłem do nadmorskiej promenady, która w świetle wschodzącego słońca prezentowała się bardzo sympatycznie i pozwoliła natychmiast zapomnieć, że zimno w zasadzie dopiero przed chwilą się skończyło. Pomimo wczesnej pory można było zauważyć wiele biegających osób. Przekonałem się zresztą już w lato, że bieganie jest dość popularne w Izraelu.

Idąc promenadą dotarłem do najstarszej części miasta, czyli dzielnicy Jaffa, gdzie zjadłem śniadanie, a następnie inną już nieco drogą ruszyłem w drogę powrotną. W hotelu pojawiłem się w południe i po rozpakowaniu się i krótkiej drzemce rozpocząłem dalsze zwiedzanie. Ponieważ miałem w nogach już ok. 20 km postanowiłem skorzystać z wypożyczalni rowerów, która w Tel Avivie znajduje się na rogu każdej większej ulicy.

Na dwóch kółkach zwiedzałem najbardziej oddalone zakątki miasta, przejechałem sporą część trasy maratonu, a także dotarłem ok. 19:00 do biura zawodów. Doznaniami estetycznymi związanymi ze zwiedzaniem podzielę się w II części relacji, a teraz skupiam się już jedynie na maratońskich zagadnieniach.

Biuro zawodów usytuowane było w miasteczku namiotowym obok dużego centrum handlowego i pracowało już od 22 marca. Na terenie miasteczka czynne było Expo, na którym oczywiście znajdowały się ekspozycje i stoiska ze sprzętem, ale także odbywały się codziennie maratony rowerowe, taneczne, gimnastyczne i pokazy fitness. Swój pakiet odebrałem bardzo szybko, bowiem czwartek zarezerwowany był w całości dla zawodników przyjezdnych i obcokrajowców.

Miejscowi biegacze byli zobowiązani do pojawienia się w biurze w dniach 22-27 marca. W pakiecie znajdował się numer startowy, chip na but, znakomita koszulka techniczna Adidasa o bardzo intensywnym pomarańczowym kolorze i... nic więcej! Żadnych informatorów, ulotek ani gadżetów, co nieco dziwi zważywszy na to, że sponsorem tytularnym maratonu jest Gillette. Nie narzekajmy zatem na polskie pakiety.

Zwiedzając miasto w ciągu dnia i wieczorem, wielokrotnie i w różnych miejscach widziałem tłumy wolontariuszy, którzy ustawiali organizowali punkty żywnościowe, montowali znaki ostrzegawcze i informacyjne, oznaczali trasę i zabezpieczali miejsca niebezpieczne (na przykład słupki antywiazdowe w uliczkach były dla bezpieczeństwa biegaczy owinięte gąbką). Miasto naprawdę było znakomicie przygotowane na dużą imprezę biegową.

Rozmowy w sklepach, restauracjach i hotelu, potwierdzają zresztą, że mieszkańcy żyją imprezą, a już maratończyków traktują jak bohaterów, podziwiają, pomagają, robią zdjęcia i dają zniżki. Izraelczycy to w ogóle bardzo sympatyczni ludzie, a ich dodatkową zaletą jest powszechna znajomość angielskiego, co znacznie ułatwia komunikację. Wszędzie zresztą są napisy i informacje po angielsku.

Na kolację zjadłem makaron, wypiłem małe piwko i poszedłem spać o 22:00, gdyż o 5:00 (a w zasadzie o 4:00, bo to właśnie w tę noc przestawiano czas) czekała mnie pobudka. Start maratonu przewidziano na 6:45 (czyli 5:45!)

Na co dzień wstaję o 5:00 właśnie, więc to mnie nie przerażało nadmiernie. Zdaję sobie jednak sprawę, że u wielu osób czytających tą relację, taka informacja wzbudza przerażenie Uwierzcie mi jednak - oni tam wiedzą co robią! Podczas nocy spało mi się niespecjalnie, bo w hotelu obok do 2:00 trwała głośna impreza taneczna.

Stres przedstartowy też oczywiście zrobił swoje. Wstałem zatem przed budzikiem, zjadłem lekkie śniadanie, ubrałem się w startowy strój (jak widać biegłem w koszulce Spartanie Dzieciom i z barwami narodowymi) i spokojnym krokiem ruszyłem na miejsce startu oddalone od hotelu o 1,5 km.

Dotarłem tam ok. 6:00, po drodze i na miejscu spotykając prawdziwe tłumy. Niestety nie mogłem zrobić żadnych zdjęć, bo aparat z uwagi na gabaryty został w hotelu, a komórki zapomniałem w nocy naładować i odmówiła posłuszeństwa. Całość strefy startu prezentowała się imponująco. Szczególną moją uwagę zwrócili ortodoksyjni Żydzi-biegacze, którzy będąc już w strojach sportowych przywdziali swoje chusty lub jarmułki i żarliwie się modlili (potem już na trasie widziałem kilkunastu biegaczy w jarmułkach, a jednego nawet z tradycyjnymi pejsami)

To samo kilkadziesiąt metrów dalej zwróceni w stronę południowo-wschodnią robili Muzułmanie. Warto w tym miejscu odnotować, że maraton odbył się w piątek, bowiem w sobotę jest szabat (w niedzielę też nie można go było zorganizować, bo biuro zawodów musiałoby pracować w sobotę). Powyższe dotyczy także Jerozolimy, gdzie maraton odbył się w piątek 16 marca. Chrześcijanie również przejawiali modlitewna aktywność i kiedy podszedłem do modlących się Amerykanów otrzymałem ulotkę ze mi znaną już wcześniej z Internetu biegową modlitwą, którą przytaczam w oryginale:

"Oh Lord, run by my side,
live in my heartbeat,
give strenght to my steps.
As the cold surrounds,
as the wind pushes me,
I know you surround me.
As the sun warms me,
as the rain cleanses me,
I know you are touching me,
challenging me,
loving me.

And so I give you this run.
Thank you for matching my stride.
Amen"


Izrael to wszakże Ziemia Święta dla kilku religii.

O 6:30 z szerokiej trzypasmowej jezdni wystartowali zawodnicy na wózkach, o 6:40 rolkarze, a o 6:45 w dwóch falach maratończycy (później jeszcze półmaraton, a następnie trzy serie biegów na 10 km i minimarton!)

Przez megafony spiker podał, że na starcie głównego dystansu stanęło 1800 biegaczy z 46 państw. Wygląda mi na to, że byłem jedynym Polakiem, nie spotkałem bowiem nikogo, nikt mnie nie zaczepił po polsku, a w biurze powiedzieli,
że w rubryce narodowość oprócz mnie nikt nie wpisał polish. Ponieważ ja znajdowałem się w drugiej fali to przy dźwiękach rytmicznej muzyki ruszyłem na trasę o 6:50

Przez pierwsze 8 km trasa prowadziła znanymi mi już ulicami, a kolejne 5km nieco mniej już ciekawymi zakątkami, aż do morza. Punkty żywnościowe zlokalizowane były co 2-2,5 km, były oznaczone na 200 m przed i były zaopatrzone w miejscowy izotonik (niezbyt dobry w smaku, choć to kwestia gustu, ja miałem w plecaczku 2 Isostary) i wodę w 500 ml butelkach. Potem także pojawiły się banany i pomarańcze a od 25 km nawet żele energetyczne.

Wodę podawano zarówno w kubeczkach, jak i w butelkach, co jest dobrym rozwiązaniem dla tych którzy chcą pić trochę dłużej, a także polać twarz i głowę. Trzeba było jednak uważać, bo niektórzy nie bacząc na innych niefrasobliwie rzucali butelki pod nogi i byłem świadkiem dwóch upadków, a także usłyszałem co najmniej kilkanaście razy okrzyki, których nie rozumiałem, ale brzmiały jak przekleństwa.

Pomiędzy 13 a 17 km trasa prowadziła nadmorską asfaltową ścieżką, a następnie skręciła na obwodnicę, gdzie na 19 km na ponad kilometr szła wspólnie z trasą półmaratonu, który wystartował później, ale idąc innymi ulicami spowodował iż oba biegi zlały się w wielobarwną falę sięgającą po horyzont.

Na tym odcinku zaczepił mnie 60 letni Georg z Monachium, który odwiedził rodzinę w Tel Avivie i zdecydował się pobiec półmaraton. Tak się z nim zagadałem, że prawie przegapiłem rozwidlenie tras. Na 20 km miałem przymusowy krótki postój sanitarny na poboczu, w czasie którego moja grupa mi uciekła na jakieś 200 metrów. Wtedy też zaczęły się pierwsze problemy... Ale o tym w części drugiej artykułu. A tymczasem jeszcze tematycznych trochę zdjęć.


W Izraelu biegają wszędzie i wszyscy.



Biegają w każdym kierunku (na zdjęciu widoczna wypożyczalnia rowerów)



biegają o wschodzie



i zachodzie słońca.



Biegają po chodnikach (w tle widoczne miejsce finiszu półmaratonu),



po nadmorskiej promenadzie



i po Starówce.



Biegają kobiety (wzgórze widoczne w tle to dzielnica Jaffo)



i biegają mężczyźni.



Biegają młodzi wiekiem,



młodzi duchem,



a także silni duchem, choć trochę słabsi na ciele.



Biegają wolno,



Wolniej,



i bardzo wolno.



Biegają także na rowerach! (widoczny na zdjęciu Steven jest Anglikiem, który od kilkunastu lat mieszka w Izraelu i w ubiegłym roku startował w miejscowym maratonie. Chciałby się kiedyś wybrać do nas na maraton i prosił abym pozdrowił wszystkich biegaczy w Polsce, co niniejszym czynię)



Miasto było znakomicie przygotowane do biegu już kilka dni przed (widoczne na zdjęciu banery wiszące na latarniach widziałem w bardzo wielu miejscach)



Wszystko było dokładnie zaplanowane



i przemyślane (kibelki w cieniu palm prezentują się bardzo estetycznie)



aż do samego końca (ah ten finisz nad morzem z Jaffo w tle)!



ciąg dalszy już niebawem...



Komentarze czytelników - 20podyskutuj o tym 
 

RobArsen

Autor: RobArsen, 2012-04-06, 23:21 napisał/-a:
Biegałem promenadą Tel Avivu aż do Jaffy. (Miałem szczęście moja mama "pracowała" tam od 10 lat). Maraton biegłem w Tiberias. To jest piękny maraton, polecam. Choć choruję na maraton w Jerozolimie, to nie jest normalny maraton, zobaczcie na topografie terenu biegu i będziece w szoku. Góra-dół, góra-dół i tak 42 km, pomijając temperaturę. To jest wyzwanie, może kiedyś zaliczę i wam to życzę.

 

gup-szy

Autor: gup-szy, 2012-04-08, 23:48 napisał/-a:
Świetny artykuł, a dla mnie dodatkowo przypomnienie ubiegłorocznych wakacji. Tel Aviv to "inna liga" w porównaniu z innymi miastami w Izraelu, nowoczesne i otwarte miasto, za ten fakt niech świadczą chociażby siedziby wielkich międzynarodowych koncernów.
RobArsen wspomniał o topografi Jerozolimy, fakt biegać tam maraton to trzeba mieć to robić ;) Bedąc w tym mieście nie mogłem sobie odmówić przyjemności biegania w tak wyjątkowym miejscu (gdziekolwiek jestem to biegam, zwiedzając przy okazji) i muszę przyznać, że zwykłe lekkie bieganie po tym mieście potrafiło zmęczyć, więc maraton trudno mi sobie wyobrazić.
Autor podał cztery powody przez które ten maraton wyszedł tak a nie inaczej, ale jak dla mnie brakuje jeszcze jednego, kto wie czy nie najważniejszego. Założenie sobie celu 4:00 godzin, czyli de facto zrobienie życiówki o pół godziny !! Pół godziny w maratonie to kosmos, rok temu poprawiłem swoją mniej więcej o tyle. Wiem ile kosztowało mnie to wysiłku na treningu, natomiast sam maraton to już była istna przyjemność. Biorąc pod uwagę wszelkie problemy przed maratonem w Polsce, jak i w samym już Izraelu, założenie tak ambitne było dużym błędem i maraton niestety sobie to odebrał. Niemniej bardzo gratuluję ukończenia w tak osobliwym i ciekawym kraju królewskiego dystansu, a także świetnie czytającego się artykułu

 

Autor: mzuk, 2012-04-09, 09:15 napisał/-a:
LINK: http://www.youtube.com/watch?v=TNldCxv3D

Witam,

Dziękuję wszystkim za dotychczasowe komentarze i zachęcam do kolejnych.

Trochę dręczył mnie fakt, że nie miałem zdjęć z samego maratonu, no to usiadłem i zacząłem drążyć temat w internecie. Znalazło się tego całkiem sporo. W linku prezentuję filmik na którym widać start i słychać wyraźnie że witają nas po angielsku. Uważam, że to powinno stać się standardem na dużych maratonach w Polsce. Nie wyobrażam sobie aby w Warszawie czy Poznaniu tak się nie stało.

Podaję także inne linki - należy skopiować i wrzucić do wyszukiwarki, bo z forum chyba link nie jest aktywny

FAJNY FILMIK Z MUZYKĄ EMINEMA
http://www.youtube.com/watch?v=o0Lhc2A2G4Q

2 CZĘŚCI DUŻEJ ILOŚCI ZDJĘĆ (kapitalna sprawa zdjęcia robił człowiek poruszający się wraz z kolegą debiutantem na rowerze - dzięki temu jest cała trasa; a debiutant zaliczył wynik 5:10:41). Warto obejrzeć całość. Super!
http://www.youtube.com/watch?v=psnjWWzDYeQ
http://www.youtube.com/watch?v=u3tDTx0S6PU

INNY MATERIAŁ DEBIUTANTA (4:09:55) - krótki ale tez super
http://www.youtube.com/watch?v=sJ0ZMEUWP8U

CAŁA MASA RÓŻNYCH ZDJĘĆ
http://www.youtube.com/watch?v=XRNa-RbOBgg

I NA KONIEC MARATON ROLKARZY!
http://www.youtube.com/watch?v=6Uf4OQFaelk

Swoją drogą chciałbym kiedyś przeczytać jakąś relację z maratonu na rolkach właśnie, bo mi ten pomysł chodzi po głowie :)

Pozdrawiam

Marcin

 

Gulunek

Autor: Gulunek, 2012-04-09, 09:40 napisał/-a:
Świetny opis, oddaje wrażenia z pobytu i maratonu. Łączenia pasji podróży i biegania to piękna sprawa :) Pozdrawiam, Marek.

 

MateuszK

Autor: redbestja, 2012-04-09, 10:19 napisał/-a:
super, nawet załapałeś się w kadrze pierwszy film 1:38 1:53. Masz fotki i to bez opisu"fotomataton.xx" pozazdrościć.

 

emka64

Autor: emka64, 2012-04-09, 15:34 napisał/-a:
Bardzo lubię takie relacje.
Bardzo mi się podoba i zachęca do wizyty w Jerozolimie.

 

Krzysiek_biega

Autor: Krzysiek_biega, 2012-04-10, 07:56 napisał/-a:
Relacja tv przybliża nam jak wartościowym wyjazdem może być udział w tym m maratonie. Warto zaobaczyć wszystkie relacje z podanych linków

 

panorama

Autor: panorama, 2012-04-12, 20:50 napisał/-a:
Rewelacyjnie. Jestem pod ogromnym wrażeniem :)

 

Autor: mzuk, 2012-04-16, 13:07 napisał/-a:
LINK: http://wendelinlauxen.com/en/index.html

Okazuje się, że w Tel Avivie gdzieś tam obok biegł sobie Niemiec Wendelin Lauxen, który był trakcie ustanowienia rekordu Guinnessa w przebiegnięciu w najkrótszym czasie maratonów na wszystkich kontynentach. Miał to zaplanowane na 23 dni, a Tel Aviv był etapem nr 5. Można śledzić jego drogę na stronie podanej w powyższym linku. Pozdrawiam

 

giza

Autor: giza, 2012-04-21, 17:35 napisał/-a:
świetna relacja Marcin!

 

 Ostatnio zalogowani
fit_ania
12:53
wiadp1
12:47
StaryCop
12:46
kostekmar
12:46
Admin
12:22
maur68
12:20
POZDRAWIAM
12:12
Jarek42
12:11
wojciech-galek
11:56
TheXardes400
11:43
marczy
11:38
zsuidakra
11:08
fRUNiemy
10:37
M@ciek
10:33
kirc
10:30
Celi
10:23
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |