Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

     

  WIZYTÓWKA  GALERIA [17]  PRZYJAC. [1517]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Jarek42
Pamiętnik internetowy
Biegnę więc jestem, jestem więc biegnę

Jarek Kosoń
Urodzony: 1962----
Miejsce zamieszkania: Kołczewo
174 / 175


2018-11-30

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Dziennik treningowy - sezon 2018 (czytano: 2220 razy)

 

4 grudnia rozpocząłem sezon biegowy 2018. Dlaczego nie od stycznia 2018? Dlatego, że 3 grudnia zakończyłem roztrenowanie i od 4 grudnia zabieram się ostro za przygotowania do sezonu 2018.

Cele na sezon 2018:
1. Organizacja i udział w Maratonie po Plaży. Przynajmniej dwa terminy.
2. Udział w Dziwnowskiej Lidze Biegowej i walka o zwycięstwo w swojej kategorii wiekowej.
3. Udział w parkrunach Świnoujście z celem zejścia poniżej 20 minut na 5 km.
4. Udział po raz dwudziesty w XX Biegu Cztery Mile Jarka.
5. Udział w bezpłatnych (w wyjątkowych przypadkach w płatnych) biegach, marszach nordic walking i zawodach kolarskich w zasięgu jazdy rowerem.

Takie są cele, więc trening muszę zacząć odpowiednio wcześniej, żeby się dobrze przygotować do wiosennego Maratonu po Plaży i do wiosennej części DLB z półmaratonem jako najdłuższym dystansem. Zastanawiałem się czy nie rozpocząć przygotowań o tydzień później, ale zdecydowałem tak jak zdecydowałem. Może się zdarzyć, że w okresie przygotowań dopadnie mnie jakieś choróbsko i wtedy przygotowania będą i tak krótsze. Oby nie.

Biegi po szosie, bo w terenie jest za mokro. Muszę powoli wchodzić na wyższe obciążenia treningowe.
Pierwszy tydzień treningowy - 3x10km, 2x6km.
Drugi tydzień treningowy - 4x10 km, 1x6 km
Trzeci tydzień treningowy - 5x10 km
Czwarty tydzień treningowy - 5x10km, 1x6 km
Piąty tydzień treningowy - 6x10 km
Szósty tydzień treningowy - 4x10 km, 1x15 km
Siódmy tydzień treningowy - 4x10 km, 2x15 km
Następne tygodnie - 4 dyszki i wydłużone dwa biegi, 3 dyszki i wydłużone trzy biegi.

Stawiam więc na regularność i objętość. Plan ten może oczywiście ulec modyfikacji w zależności od pogody, samopoczucia i zdrowia.

Do startu gotowi start...

04.12 - poniedziałek
10 km - 54.50
3 km - 15.26, 5 km - 26.18
Druga połówka zdecydowanie wolniejsza, ale nie cisnąłem, bo trzeba ostrożnie dawkować obciążenia.

05.12 - wtorek
6 km - 31.36
3 km - 15.56, przedostatnie 500 m - 2.25, ostatnie 500 m - 2.25
Ktoś sobie pomyli co to za bieganie, ale właśnie tyle mogłem dzisiaj czasowo zrobić. Ostatni kilometr troszeczkę się sprężyłem, bo przecież to już ma być szybsze bieganie. Pogoda łzawa, więc mogłem sobie odpuścić. Nie odpuściłem, bo jutro ma cały dzień padać i trzeba będzie zrobić przymusową przerwę.

06.12 - środa
Bez treningu.
Po pierwsze spodziewany deszcz, po drugie drugą dyszkę chcę zrobić po dniu przerwy. Trzeba się odpowiednio wdrożyć w mocniejszy trening.

07.12 - czwartek
10 km - 52.25
3 km - 15.22, 5 km - 26.06, przedostatnie 500 m - 2.28, ostatnie 500 m - 2.24
Druga dyszka o ponad 2 minuty lepsza niż pierwsza. Ale jak się zaczynało z tak niskiego pułapu to nietrudno to uzyskać. Trzecia dyszka poniżej 52 minut? Postaram się, ale nic na siłę.

08.12 - piątek
6 km - 30.57
3 km - 15.47, przedostatnie 500 m - 2.32, ostatnie 500 m - 2.23
Te kilkanaście dni mniej intensywnego treningu zupełnie wybiły mnie z uderzenia. Cóż - wolniejsze biegi też coś dają, ale mniej. Po 3 kilometrach stwierdziłem, że trzeba przyspieszyć. Przyspieszyłem, ale wystarczyło tylko do złamania 31 minut. Jutro ostatnia dyszka tygodnia, chyba, że będzie padało i zrobię ją w niedzielę.

09.12 - sobota
10 km - 53.05
1 km - 5.02, 3 km - 15.44, 5 km - 26.32
Pierwsza i druga połówka równa, chociaż po półmetku chciałem przyspieszyć. Plan tygodniowy zrealizowany. Dokładnie 42 km, czyli maraton już przebiegłem :)

10.12 - niedziela
Bez treningu.

11.12 - poniedziałek
10 km - 51.55
1 km - 4.57, 3 km - 15.15, 5 km - 25.41, przedostatnie 500 m - 2.31, ostatnie 500 m - 2.31
Rekord dopiero co zaczętego sezonu. W nocy spadł pierwszy śnieg, ale na bieg zdążył się roztopić. Jak ulica będzie zaśnieżona czy oblodzona, to czasy tak czy inaczej nie będą zbyt dobre. Dzisiaj warunki były bardzo dobre z wyjątkiem początku na mojej ulicy. Tutaj bardzo było nieprzyjemnie.

12.12 - wtorek
6 km - 29.47
1 km - 4.51, 3 km - 15.11, przedostatnie 500 m - 2.21, ostatnie 500 m - 2.19
Wszystko co poniżej 30 minut to na pierwszym i szóstym kilometrze zrobiłem. Miało być 10 km, ale zaczęło padać, więc skróciłem do 6 km. W sumie nawet jakby deszcz nie padał, to 10/6/10 a nie 10/10/6 powinno być. Chociaż to niewielka różnica.

13.12 - środa
10 km - 52.14
1 km - 4.50, 3 km - 15.14, 5 km - 25.50, przedostatnie 500 m - 2.32, ostatnie 500 m - 2.37

14.12 - czwartek
Bez treningu.

15.12 - piątek
10 km - 51.50
3 km - 15.19, 5 km - 25.46, przedostatnie 500 m - 2.26, ostatnie 500 m - 2.25
Półmetek w niezłym czasie i wtedy sobie pomyślałem, że wynik będzie całkiem całkiem, tylko nie mogę podpuścić.

16.12 - sobota
10 km - 53.01
1 km - 4.58, 3 km - 15.28, 5 km - 26.02, przedostatnie 500 m - 2.31, ostatnie 500 m - 2.33
Zrealizowany plan tygodniowy - 46 km.

17.12 - niedziela
Bez treningu.

18.12 - poniedziałek
10 km - 53.40
1 km - 4.55, 3 km - 15.27, 5 km - 26.26, ostatni 1 km - 5.23
Znacznik na 4,5 km zakryty śniegiem z lodem, więc tylko czas ostatniego kilometra.

19.12 - wtorek
10 km - 52.47
1 km - 4.57, 3 km - 15.22, 5 km - 26.06, ostatni 1 km - 5.07
Druga połówka zdecydowanie lepsza niż wczoraj. Warunki jeszcze jako takie. Gdzieniegdzie oblodzenia.

20.12 - środa
10 km - 52.44
1 km - 5.01, 3 km - 15.34, 5 km - 26.24, przedostatnie 500 m - 2.26, ostatnie 500 m - 2.21
Prawie jak wczoraj, tylko druga połówka szybsza.

21.12 - czwartek
Bez treningu.

22.12 - piątek
10 km - 49.38
1 km - 4.47, 3 km - 14.53, 5 km - 25.04, ostatnie 3 km - 14.31, przedostatnie 500 m - 2.17, ostatnie 500 m - 2.16
Pierwszy raz złamane 50 minut. Warunki prawie idealne - 7 stopni, prawie sucho. Postanowiłem mierzyć ostatnie 3 km, żeby zdopingować się do szybszego biegu.

23.12 - sobota
10 km - 50.45
1 km - 4.51, 3 km - 15.07, 5 km - 25.19, ostatnie 3 km - 15.02, przedostatnie 500 m - 2.22, ostatnie 500 m - 2.23
Niezły bieg. Na półmetku była nadzieja na połamanie 50 minut, ale później poszło jak poszło. W tym tygodniu przebiegłem 50 km. W następnym tygodniu już 6 dni treningu, o ile pozwolą warunki oczywiście.

24.12 - niedziela
Bez treningu.

25.12 - poniedziałek
10 km - 49.57
1 km - 4.42, 3 km - 14.43, 5 km - 25.08, ostatnie 3 km - 14.39, przedostatnie 500 m - 2.11, ostatnie 500 m - 2.09
Pierwszy świąteczny bieg i złamane 50 minut. Po wigilijnym obżarstwie bieg przed śniadaniem. 3-7 km słaby, więc trzeba było nadrabiać na ostatnich 3 kilometrach.

26.12 - wtorek
10 km - 49.56
1 km - 4.50, 3 km - 14.57, 5 km - 25.16, ostatnie 3 km - 14.19, przedostatnie 500 m - 2.09, ostatnie 500 m - 2.06
Drugi świąteczny bieg po wczorajszym lekkim spożyciu. Na 7 kilometrze pomyślałem sobie, że są marne szanse na złamanie 50 minut. Na 9 kilometrze okazało się, że jak mocno pociągnę to złamię. Pociągnąłem i złamałem.

27.12 - środa
10 km - 51.26
1 km - 4.40, 3 km - 14.44, 5 km - 25.08, ostatnie 3 km - 15.53, przedostatnie 500 m - 2.32, ostatnie 500 m - 2.32
Początek dobry, ale im bliżej końca tym gorzej. Na 7 kilometrze byłem szybszy niż wczoraj, ale na mecie już byłem wolniejszy o ponad minutę. Trzeba kiedyś odpuścić, bo człowiek się zarżnie.

28.12 - czwartek
6 km - 30.24
1 km - 4.42, 3 km - 15.04, ostatnie 500 m - 2.30
Początek niezły, koniec słaby. Przedostatnie 500 metrów nie zmierzyłem, bo nie włączyłem międzyczasu.

29.12 - piątek
10 km - 51.26
1 km - 4.56, 3 km - 15.44, 5 km - 26.40, ostatnie 3 km - 15.57, przedostatnie 500 m - 2.31, ostatnie 500 m - 2.28
Coś czułem, że dzisiaj nie będzie dobrze. Na 3 kilometrze moje przeczucia się sprawdziły. Końcówkę starałem się przebiec szybciej, ale nic na siłę.
Coś mnie zaczęło boleć w krzyżu, więc nie było dzisiaj codziennego 15-minutowego treningu siłowego.

30.12 - sobota
10 km - 51.26
1 km - 4.56, 3 km - 15.37, 5 km - 26.24, ostatnie 3 km - 15.47, przedostatnie 500 m - 2.31, ostatnie 500 m - 2.28
Krzyż nie bolał tak, że nie można było biegać, ale na początku biegu marnie to wyglądało. Później jakoś to się rozbiegało, ale nie chciałem mocno szarpać. Lepiej niż wczoraj - dobre i to. 56 km w tym tygodniu zrobione. To ostatni bieg w tym roku.

31.12 - niedziela
Bez treningu.

01.01.2018
10 km - 52.08
1 km - 4.58, 3 km - 15.36, 5 km - 26.23, ostatnie 3 km - 15.14, przedostatnie 500 m - 2.26, ostatnie 500 m - 2.23
Pierwszy bieg w 2018 roku byłby kopią ostatniego biegu w 2017 roku, gdybym nie przyspieszył w drugiej połówce. Krzyż ma się lepiej. Wczoraj lekko popodnosiłem ciężarki i porozciągałem się. Wydawało się, że ból całkowicie odszedł, ale na początku biegu poczułem, że jeszcze nie jest wszystko w porządku. Dlatego też dzisiaj nie będzie ciężarków. Trzeba dmuchać na zimne.

02.01 - wtorek
10 km - 52.18
1 km - 4.54, 3 km - 15.15, 5 km - 25.52, ostatnie 3 km - 15.38, przedostatnie 500 m - 2.29, ostatnie 500 m - 2.26
Dzisiaj na odwrót - szybsza pierwsza połówka, wolniejsza druga. Czyli ze zdrowiem coraz lepiej, ale forma jeszcze daleko w lesie.

03.01 - środa
10 km - 53.42
1 km - 5.08, 3 km - 15.44, 5 km - 26.40, ostatnie 3 km - 16.06, przedostatnie 500 m - 2.37, ostatnie 500 m - 2.39
Miało nie być biegania, bo zapowiadano obfite deszcze. Psa z kulawą nogą bym na taką pogodę nie wysłał, a już dawno minęły czasy, w których biegałem dzień w dzień przez okrągły rok, czy to deszcz czy nie deszcz. Na szczęście koło pierwszej przestało padać, a na radarowej mapie opadów deszcz przeszedł na wschód. Tak oto wykorzystując zdobycze cywilizacji byłem pewien, że nie będzie już padać. Było za to bardzo mokro, a kałuże na szosie były czasem bardzo szerokie. Jak jechał samochód z naprzeciwka, to trzeba było się zdecydować - czy omijać kałużę po błotnistym poboczu, czy pchać się pod koła na środek jezdni. Najczęściej wybierałem bezpieczny wariant po poboczu. Biegłem dosyć mocno, ale na 1 kilometrze cieniutko. Co jest? Starałem się z całej siły, dyszałem jak parowóz, ale na następnych kilometrach było coraz gorzej. Dziwny ten mój organizm, chociaż nieprzespana noc mogła mieć na to wpływ. Nie wykluczone, że jutro będzie dobrze.

04.01 - czwartek
10 km - 51.59
1 km - 4.54, 3 km - 15.12, 5 km - 25.39, przedostatnie 500 m - 2.32, ostatnie 500 m - 2.28
Mniej się zmęczyłem niż wczoraj, a o wiele lepiej pobiegłem. Myślałem na półmetku, że zrobię lepszy czas, ale nic na siłę.
Niestety kilka godzin po biegu zacząłem odczuwać krzyż, czy ból w pasie czy w biodrach (trudno to określić), więc ciężarków nie podnosiłem.

05.01 - piątek
10 km - 54.22
1 km - 5.11, 3 km - 16.04, 5 km - 27.07, przedostatnie 500 m - 2.37, ostatnie 500 m - 2.42
Trzy dni temu marudziłem, że było kiepsko. Dzisiaj było jeszcze gorzej. Różnica taka, że nie starałem się tego zmienić. Nie muszę teraz szybko biegać, tylko biegać i ładować akumulatory. Jak już się biegnie, to jest lepiej gdy się nie biegnie, więc nie ma się co martwić. Jutro będzie lepiej na 99%, bo w życiu mało co jest pewne na 100%. Pewne to jest to, że się urodziliśmy i że umrzemy. Takie życie.

06.01 - sobota
10 km - 51.37
1 km - 4.53, 3 km - 15.15, 5 km - 25.41, ostatnie 3 km - 15.18, przedostatnie 500 m - 2.28, ostatnie 500 m - 2.25
Dzisiaj już lepiej, ale dalej nie rewelacyjnie. W porównaniu do wczoraj nie czułem, że jest o kilka minut szybciej.
W tym tygodniu przebiegłem 60 km. To już jest jakaś podstawa do dalszego treningu.

07.01 - niedziela
Bez treningu.

08.01 - poniedziałek
15 km - 1.17.29
1 km - 4.50, 3 km - 15.01, 5 km - 25.16, 10 km - 51.32, ostatnie 3 km - 15.22, przedostatnie 500 m - 2.29, ostatnie 500 m - 2.23
Pierwsza piętnastka w niezłym tempie. Warunki prawie idealne jak na zimę. Bezwietrznie, słoneczno, temperatura na początku -1, na końcu plus 1.

09.01 - wtorek
10 km - 51.59
1 km - 4.51, 3 km - 15.07, 5 km - 25.45, ostatnie 3 km - 15.42, przedostatnie 500 m - 2.35, ostatnie 500 m - 2.23
Codzienna orka. 4 stopnie na plusie, ale wiał taki mroźny wiatr, że wydawało się, że jest sporo na minusie.

10.01 - środa
10 km - 51.34
1 km - 4.53, 3 km - 15.14, 5 km - 25.50, ostatnie 3 km - 15.12, przedostatnie 500 m - 2.20, ostatnie 500 m - 2.27
Też było 4 stopnie, ale było znacznie cieplej. Nie wiał mroźny wiatr przede wszystkim. Jakaś inwazja kruków - kilka na przydrożnych drzewach zobaczyłem. Krakały sobie głośno.

11.01 - czwartek
10 km - 52.04
1 km - 5.05, 3 km - 15.28, 5 km - 25.55, ostatnie 3 km - 15.31, przedostatnie 500 m - 2.27, ostatnie 500 m - 2.23
Początek słabiutki, ale do półmetka prawie wyrównałem do biegu wczorajszego. Końcówka słabsza i mimo, że myślałem o złamaniu 52, to nie złamałem.

12.01 - piątek
10 km - 50.27
1 km - 4.50, 3 km - 14.56, 5 km - 25.16, ostatnie 3 km - 14.32, przedostatnie 500 m - 2.23, ostatnie 500 m - 2.16
Już wczoraj czułem, że jest moc. Dzisiaj to potwierdziło się. Zadanie na najbliższe dni - mocne ostatnie 3 kilometry, najmocniejsze jak potrafię. Kiedyś tak też trenowałem - spokojne kilometry i ostatnie 3 km na maksa. Wtedy po takich treningach zeszedłem w Kołobrzegu na 15 km poniżej godziny.
Deja vu - z ostatnich 4 treningów w 3 widziałem ten sam autobus dowożący dzieci do szkoły. Jak to się wszystko smutnie i cyklicznie powtarza.
Jeszcze jedno - coś zegarek zdycha. Po wielu latach służby i kilkukrotnej zmianie paska bateria chyba wysiada. Czas kupić nowy. Myślałem o droższym z pulsometrem, czy o tańszym, ale minimum to 10 pamięci czasów okrążeń, a najlepiej ze 100, żeby na treningi interwałowe wystarczyło.

13.01 - sobota
10 km - 50.44
1 km - 5.02, 3 km - 15.32, 5 km - 26.04, ostatnie 3 km - 14.18, przedostatnie 500 m - 2.20, ostatnie 500 m - 2.06
No i zrealizowałem to co wczoraj planowałem. Początek ślamazarny, ale ostatnie 3 kilometry dobre, a ostatnie 500 metrów bardzo dobre jak na okres ładowania akumulatorów.
Podsumowanie tygodnia - 65 kilometrów.

14.01 - niedziela
Bez treningu.

15.01 - poniedziałek
10 km - 49.26
1 km - 4.42, 5 km - 24.44, ostatnie 3 km - 14.25, przedostatnie 500 m - 2.18, ostatnie 500 m - 2.15
To był pierwszy i ostatni bieg z kominem wygranym na parkrunie. Nie nadaje się. Muszę zrobić chustę już na następny bieg. Będę zakładał w razie potrzeby jak kowboje, a jak nie będzie potrzeby - odwracał do tyłu. Minus jeden stopień i pierwsza połówka pod wiatr. Gdyby nie komin, to by mi twarz odmarzła. Myślałem cały czas jakby tu biec z tym kominem i nawet się nie zorientowałem, że tak sam z siebie biegnę poniżej 5 minut na kilometr. Na 3 kilometrze coś nie udało się złapać czasu, chociaż włączyłem błędnie przycisk stopujący stoper na 3 sekundy. Ale międzyczas powinien być a nie był. Z powrotem było już ciepło i musiałem komin jak najbardziej zrolować na szyi. Utrzymałem tempo i zszedłem po raz pierwszy w tym roku poniżej 50 minut. Jutro 15 kilometrów.
... zrobiłem chustę z komina.

16.01 - wtorek
15 km - 1.17.29
1 km - 4.56, 3 km - 15.11, 5 km - 25.28, 10 km - 51.41, ostatnie 3 km - 15.52, ostatni 1 km - 5.11
Porównywalna piętnasta do tej tydzień temu, tylko o wiele słabsza końcówka. Warunki do biegania kiepskie - topniejący śnieg, ale widać szosę. Tylko w lesie śnieg nie stopniał. Przetestowałem przerobioną chustę z komina. Lepiej, ale jeszcze nie to. Materiał za miękki i musiałem przytrzymywać jedną ręką końcówkę, żeby materiał nie przylegał do ust. Muszę znaleźć materiał twardszy i przewiewny. A może kominiarka z otworami na usta i oczy?

17.01 - środa
10 km - 51.09
1 km - 4.52, 3 km - 15.10, 5 km - 25.41, ostatnie 3 km - 14.56, przedostatnie 500 m - 2.24, ostatnie 500 m - 2.24
Rozgrzewka tylko 5 minut, bo miałem mało czasu na trening.
Pierwsze 5 km wolniejsze niż wczoraj. Ale końcówka szybsza i były szanse na złamanie 51 minut. Nie udało się, ale trudno. Jutro druga piętnastka, ale przy złej pogodzie tylko dyszka.

18.01 - czwartek
15 km - 1.19.16
1 km - 5.04, 3 km - 15.29, 5 km - 25.58, 10 km - 52.35 ostatnie 3 km - 15.43, przedostatnie 500 m - 2.28, ostatnie 500 m - 2.32
Słabiej niż poprzednie piętnastki, ale w sumie OK.

19.01 - piątek
10 km - 50.49
1 km - 5.00, 3 km - 15.20, 5 km - 25.44, ostatnie 3 km - 14.48, przedostatnie 500 m - 2.20, ostatnie 500 m - 2.18
Słabszy początek, ale mocne ostatnie 3 kilometry.

20.01 - sobota
10 km - 51.51
1 km - 4.55, 3 km - 15.12, 5 km - 25.44, ostatnie 3 km - 15.33, ostatni 1 km - 5.02
Początek prawie jak wczoraj. Końcówka słabsza i wynik słabszy. Podsumowanie tygodnia - 70 kilometrów.

21.01 - niedziela
Bez treningu.

22.01 - poniedziałek
15 km - 1.17.19
1 km - 4.46, 3 km - 14.38, 5 km - 24.50, 10 km - 51.18 ostatnie 3 km - 15.16, przedostatnie 500 m - 2.27, ostatnie 500 m - 2.23
Najlepsze 15 km w tym roku, ale porównywalne do tych z 8 stycznia. Porównując do tamtego biegu - mocniejsza pierwsza i ostatnia trójka.

22.01 - wtorek
10 km - 48.20
1 km - 4.38, 3 km - 14.21, 5 km - 24.16, ostatnie 3 km - 14.19, przedostatnie 500 m - 2.19, ostatnie 500 m - 2.14
Wreszcie zdecydowanie złamałem 50 minut. Na półmetku pomyślałem sobie - żal tracić taki dobry czas, więc po półmetku dalej ostro biegłem. Wczoraj i dzisiaj pierwsze 3 kilometry szybkie. Może to jest spowodowane szukaniem rodzaju osłony na twarz? Wczoraj zacząłem wykorzystywać opaskę wyciętą z rękawa starego wełnianego swetra, w której zrobiłem dziurkę do oddychania przez buzię. Co prawda okazało się, że opaska jest za luźna, ale jak nałożyłem ją częściowo na głowę, to można było biegać. Pierwsza połówka pod wiatr i wreszcie ciepło, tylko miałem ograniczone pole widzenia i chyba nie widziałem, że szybko biegłem. Druga połówka z wiatrem i opaska powędrowała na szyję. Tak do 2 stopni muszę mieć przy biegu pod wiatr coś na twarz, bo strasznie jest zimno.

24.01 - środa
15 km - 1.16.33
1 km - 4.42, 3 km - 14.38, 5 km - 24.44, 10 km - 50.57 ostatnie 3 km - 15.19, przedostatnie 500 m - 2.29, ostatnie 500 m - 2.23
Wiosna, 9-10 stopni. Bieg toczył się podobnie jak w poniedziałek do 10 kilometra. Między 10 a 12 kilometrem zrobiłem największą nadróbkę w porównaniu do poniedziałku.

25.01 - czwartek
10 km - 51.17
1 km - 4.47, 3 km - 15.08, 5 km - 25.33, ostatnie 3 km - 15.17, ostatni 1 km - 4.48
Po 15-tce raczej trudno o mocny bieg. Jeszcze pierwszy kilometr był jako tako, ale już między pierwszym a trzecim kilometrem organizm się wypowiedział w sprawie tempa.

26.01 - piątek
10 km - 51.04
1 km - 4.50, 3 km - 15.03, 5 km - 25.29, ostatnie 3 km - 15.09, przedostatnie 500 m - 2.26, ostatnie 500 m - 2.14

27.01 - sobota
15 km - 1.15.42
1 km - 4.50, 3 km - 15.00, 5 km - 25.02, 10 km - 50.28 ostatnie 3 km - 14.51, przedostatnie 500 m - 2.26, ostatnie 500 m - 2.17
Zbliżam się powoli do tempa 5 min/km na piętnastkę. W porównaniu do poprzedniej piętnastki - słabszy początek, ale równe tempo.
Podsumowanie tygodnia - 75 km.

28.01 - niedziela
Bez treningu.

29.01 - poniedziałek
20 km - 1.46.36
3 km - 15.13, 5 km - 25.33, 10 km - 52.08, 15 km - 1.19.35 ostatnie 3 km - 15.58, przedostatnie 500 m - 2.37, ostatnie 500 m - 2.35
Pierwsza dwudziestka - dużo kilometrów, długie bieganie, duże zmęczenie. W porywach bardzo mocny wiatr i pomimo tego, że temperatura prawie idealna - 10 stopni, to warunki już nie. Początek ostrożny, koniec słabiutki.
Już wiem kiedy będzie I Maraton po Plaży. 18 marca 2018 (niedziela) o godzinie 10.00 sprzed falochronu w Dziwnowie to taki wstępny najbardziej prawdopodobny termin. Czy będzie to maraton ekstremalny, czy przyjazny dla biegacza - zależy od pogody, a przede wszystkim od wiatru. Jak będzie sztorm, to nie wiem czy się da przebiec tę trasę, mocny wiatr da w kość. Jak będzie bez wiatru i temperatura około 10 stopni, to będzie idealnie. Ale czy chodzi o to, żeby było idealnie? Coraz więcej biegaczy jest takich, którzy uważają, że musi przetrzepać, żeby było fajnie. Miało być na wiosnę, ale na wiosnę zaczyna się bardzo ważny dla mnie cykl biegów DLB (Dziwnowska Liga Biegowa), więc ustaliłem termin maratonu na tydzień przed pierwszym biegiem. To prawie na wiosnę. Dla mnie maraton po plaży to nowość, chociaż mieszkam blisko plaży. Najdłuższy przebiegnięty dystans po plaży to chyba 15 kilometrów, więc taki maraton jest dla mnie absolutną nowością. Ale po co powtarzać maratony już przebiegnięte? Trzeba szukać nowych wyzwań.

30.01 - wtorek
10 km - 52.09
1 km - 5.01, 3 km - 15.21, 5 km - 25.49, ostatnie 3 km - 15.37, przedostatnie 500 m - 2.29, ostatnie 500 m - 2.31

31.01 - środa
15 km - 1.14.45
1 km - 4.46, 3 km - 15.01, 5 km - 25.18, 10 km - 50.35, ostatnie 3 km - 14.08, przedostatnie 500 m - 2.07, ostatnie 500 m - 2.12
Poniżej 5 min/km. Nieźle. Ciężka praca daje efekty. Do 5 kilometra prawie tak jak na poprzedniej piętnastce, ostatnie 3 kilometry - przyspieszenie.
Podsumowanie miesiąca - 315 km. 1 dwudziestka, 7 piętnastek, 19 dyszek, 4 dni bez treningu.

01.02 - czwartek
10 km - 49.36
1 km - 4.47, 3 km - 14.54, 5 km - 25.05, ostatnie 3 km - 14.31, przedostatnie 500 m - 2.17, ostatnie 500 m - 2.17
Złamane 50 minut, ale ostatnie 3 kilometry będę starał się biec jeszcze szybciej, chociaż dzisiaj jak na mnie było szybko. Ale muszę się jeszcze bardziej przyłożyć.

02.02 - piątek
15 km - 1.15.39
1 km - 4.43, 3 km - 14.45, 5 km - 24.59, 10 km - 50.47, ostatnie 3 km - 14.32, przedostatnie 500 m - 2.16, ostatnie 500 m - 2.16
Początek lepiej niż w ostatniej piętnastce, koniec gorzej, chociaż pamiętałem o wczorajszej obietnicy, że muszę bardziej przyłożyć się do ostatnich 3 kilometrów. Ostatnie kilometry w tempie takim jak we wczorajszej dyszce, czyli nie tak źle.

03.02 - sobota
10 km - 50.18
1 km - 4.50, 3 km - 15.01, 5 km - 25.20, ostatnie 3 km - 14.34, przedostatnie 500 m - 2.22, ostatnie 500 m - 2.17
Ciężko coś się biegło od początku. Starałem się ostatnie 3 kilometry przebiec jak najszybciej. Przedostatnie 500 metrów nie za dobrze, ostatnie 500 metrów mogło by być lepiej. Ale nie narzekam.
Podsumowanie tygodnia - 80 km.

04.02 - niedziela
Bez treningu.

05.02 - poniedziałek
10 km - 48.24
1 km - 4.45, 3 km - 14.36, 5 km - 24.27, ostatnie 3 km - 13.58, przedostatnie 500 m - 2.13, ostatnie 500 m - 2.19
Tylko 4 sekundy gorzej niż najlepsza dyszka w tym roku (23 stycznia).
Wróciła zima - prószył śnieg, ale szosa była czarna i oczywiście mokra.
Na 3 kilometrze stwierdziłem, że jest dobrze i starałem się biec jak najmocniej, ale z rezerwą. Po półmetku okazało się, że jest pod lekki wiatr, chociaż wydawało się, że jest bezwietrznie. Chociaż na pierwszej połówce można było wyczuć, że jest lekko z wiatrem. Na drugiej połówce twarz mi po prostu zlodowaciała, chociaż było plus 2 stopnie. Nie miałem czy się okryć, bo nie wziąłem zrobionej osłony. A ustaliłem sobie, że do plus dwóch biorę. Była dyszka, więc to zlekceważyłem. Cóż - jakoś to przecierpiałem. Jutro dwie dyszki.

06.02 - wtorek
20 km - 1.41.21
1 km - 4.40, 3 km - 14.34, 5 km - 24.37, 10 km - 50.13, 15 km - 1.16.25, ostatnie 3 km - 14.27, ostatni 1 km - 4.38
Drugie 20 km i o ponad 5 minut lepiej. Początek bardzo dobry, w środku trochę się oszczędzałem, ostatnie 3 kilometry lepsze niż pierwsze 3 kilometry, co było moim zamiarem.
Warunki znośne, chociaż na chodniku śnieg, ale szosa w większości czarna i mokra. 1 stopień ciepła, wziąłem opaskę na twarz, ale się nie przydała. Jakoś wiatr nie był tak lodowaty jak wczoraj.

07.02 - środa
10 km - 50.02
1 km - 4.59, 3 km - 15.19, 5 km - 25.41, ostatnie 3 km - 13.54, przedostatnie 500 m - 2.11, ostatnie 500 m - 2.10
Po wczorajszej dwudziestce czułem się zmęczony, dlatego początek niezbyt mocny, potem oszczędzanie sił na ostatnie 3 kilometry i jednak miałem siły na końcówkę.
W nocy był duży mróz, ale w dzień się ociepliło i biegałem w temperaturze 0 stopni. Chodnik był w śniegu, ale szosa już sucha.

08.02 - czwartek
20 km - 1.43.13
1 km - 4.38, 3 km - 14.33, 5 km - 24.38, 10 km - 50.39, 15 km - 1.17.11, ostatnie 3 km - 15.11, ostatni 1 km - 4.55
Do piątego kilometra prawie tak samo jak na ostatnich dwóch dychach, ale później gorzej. Ostatnie 3 kilometry słabo, chociaż biegłem ile pary w płucach.
Wreszcie przetestowałem plecaczek Kalenji. Na początek skróciłem rurkę do bukłaczka na wodę. Dwa razy skracałem. Z ustnika nie udało się zdjąć rurki na zimno, ale po potraktowaniu jej gorącą wodą zeszła spokojnie. Bukłaczek 1 litr napełniłem do pełna, czyli biegłem z obciążeniem około 1,5 kg. Nie powiem, żeby było wygodne takie bieganie, ale można biegać. Czuć było ciężar, plecak zjechał do tyłu, plecy się trochę spociły. Piłem wodę kilka razy na trasie. Po powrocie do domu zobaczyłem, że bukłaczek jet prawie pełny. Trzeba jednak dłużej pić, bo przez rurkę leci słabiej niż z kubka.
Myślę zmienić nieco treningi i w następnym tygodniu nie 3 dwudziestki, tylko 1 dwudziestkapiątka, 1 dwudziestka i 1 piętnastka. 5 kilometrów więcej, ale szybciej dłuższe dystanse. Za 2 tygodnie - 2 dwudziestkipiątki i.t.d.

09.02 - piątek
10 km - 49.19
1 km - 4.52, 3 km - 15.00, 5 km - 25.07, ostatnie 3 km - 13.54, przedostatnie 500 m - 2.14, ostatnie 500 m - 2.09
Po wczorajszych 11 pączkach nawet nieźle się biegło, chociaż przed biegiem czułem zmęczenie. Początek szybki, ale potem stonowanie i ostatnie 3 km ile bozia dała. Końcówka była nieco pod wiatr więc zasłoniłem twarz opaską i nie widziałem międzyczasów. Może lepiej się biegnie jak się nie zna dokładnie czasu?

10.02 - sobota
15 km - 1.14.39
1 km - 4.42, 3 km - 14.32, 5 km - 24.39, 10 km - 50.19, ostatnie 3 km - 14.00, ostatni 1 km - 4.32
To moje najszybsze bieganie na 15 km w tym roku. Do 5 kilometra ciągnąłem poniżej 5 min/km, potem wolniej, ale ze świadomością, żeby jak najszybciej, ostatnie 3 kilometry ile miałem sił, chociaż bez przesady.
Znowu wróciłem do szalika, którym okrywałem twarz. Przy minus 2 stopniach to było niezbędne. Funkcję spełnił, chociaż było mniej wygodnie niż opaska. Muszę wrócić do niej.
Podsumowanie tygodnia - 85 km.

11.02 - niedziela
Bez treningu.

12.02 - poniedziałek
25 km - 2.14.30
1 km - 4.50, 3 km - 15.07, 5 km - 25.40, 10 km - 52.08, 15 km - 1.19.35, 20 km - 1.47.22
Mierzyłem czas do 24 kilometra. Niestety na koniec jakoś nie wyłączyłem stopera, więc czas końcowy jest szacunkowy, ale bliski prawdy. 4 stopnie na plusie, ale wiatr polarny. Brak osłony twarzy dał mi popalić. To pierwszy bieg powyżej półmaratonu od kilku lat. Takie dłuższe dystanse biegałem gdy przygotowywałem się do ostatniego mojego maratonu w 2013 roku, czyli 5 lat temu. Początek mocny, ale już potem słabiej. Ostatnie 3 kilometry starałem się przebiec jak najmocniej, ale niestety nie znam efektów czasowych tych starań. Nie było szału.

13.02 - wtorek
10 km - 48.00
1 km - 4.43, 3 km - 14.20, 5 km - 24.18, ostatnie 3 km - 13.42, przedostatnie 500 m - 2.10, ostatnie 500 m - 2.08
Po wczorajszych 25 kilometrach dzisiaj czułem moc. Chyba mój organizm sobie powiedział - co tam 10 kilometrów, jak 25 się przebiegło. Najlepszy czas w tym roku stał się faktem. Na pierwszej połówce pod wiaterek i przy 3 stopniach na plusie było lodowato. Dobrze, że wziąłem opaskę (wersja 2). Wersja 1 już spalona, ale pozwoliła mi na optymalne przygotowanie wersji 2 z drugiego rękawa swetra.

14.02 - środa
20 km - 1.43.27
1 km - 4.45, 3 km - 14.44, 5 km - 24.55, 10 km - 50.48, 15 km - 1.17.42, ostatnie 3 km - 14.57, ostatni 1 km - 4.55
Przed biegiem znowu poczułem kręgosłup, ale na biegu już go nie czułem.
Trochę gorzej niż na ostatniej dwudziestce z 8 lutego, ale za to ostatnie 3 kilometry lepiej. Od 0 do plus 1 stopnia, ale wiatr był tak lodowaty, że ręce mi przemarzły, pomimo tego, że założyłem podwójne rękawice.

15.02 - czwartek
10 km - 48.55
1 km - 4.43, 3 km - 14.38, 5 km - 24.27, ostatnie 3 km - 13.59, przedostatnie 500 m - 2.12, ostatnie 500 m - 2.10
Nie było tak dobrze jak na ostatnie dyszce, ale źle też nie było. Znowu nie wyłączyłem na mecie stopera, ale się zreflektowałem po kilku sekundach, więc błąd wyniku prawie żaden. Pogoda prawie jak wczoraj, tylko trochę sypał śnieg.

16.02 - piątek
15 km - 1.16.46
1 km - 5.03, 3 km - 15.20, 5 km - 25.34, 10 km - 51.38, ostatnie 3 km - 14.34, ostatni 1 km - 4.43
Już początek był słabszy. Potem równe tempo, przyspieszenie na ostatnich 3 kilometrach - zwykła codzienna harówka. Jeszcze w tym tygodniu jedna dyszka i ciężki tydzień będzie zaliczony.

17.02 - sobota
Bez treningu.
Zapowiadano deszcze, czyszczenie komina, skoki narciarskie na olimpiadzie i tak zrobiłem sobie wolne. Dyszka została przesunięta na niedzielę.
... komin przeczyszczony, złoty medal zdobyty, tylko deszcz nie padał jak zapowiadano.

18.02 - niedziela
10 km - 49.33
3 km - 15.04, 5 km - 25.18, ostatnie 3 km - 14.12, przedostatnie 500 m - 2.17, ostatnie 500 m - 2.13
Zamyśliłem się i nie zmierzyłem czasu na 1 kilometrze. Pierwsza połówka spokojnie, ale ostatnie 3 kilometry już szybko (jak na mnie).
Podsumowanie tygodnia: 90 km

19.02 - poniedziałek
10 km - 49.12
1 km - 4.53, 3 km - 15.10, 5 km - 25.26, ostatnie 3 km - 13.54, przedostatnie 500 m - 2.14, ostatnie 500 m - 2.07
Pierwsza połówka gorsza niż wczoraj. Starałem się od 3 do 7 kilometra biec tak, żeby mieć szansę na złamanie 50 minut. Ostatnie 3 kilometry szybko, szybciej niż wczoraj, więc czas lepszy. Jutro 25 kilometrów.

20.02 - wtorek
25 km - 2.07.48
1 km - 4.46, 3 km - 14.38, 5 km - 24.40, 10 km - 50.00, 15 km - 1.15.41, 20 km - 1.42.00, ostatnie 3 km - 15.05, ostatni 1 km - 4.54
Prawie 7 minut lepiej niż na pierwszej 25-tce. Co prawda bez plecaka, ale i tak to jest przepaść. Ostatnie 3 kilometry niezbyt szybkie, chociaż się starałem, ale to na razie jest bardzo daleko dla mnie i nie mam już w końcówce pary. Nogi nie bolały, za to najpierw ręce, później kark. Trzeba ćwiczyć też niebiegające partie ciała, co czynię gdy nie biegnę dystansu większego niż 10 km. Wiosna pokazuje się coraz bardziej. Od kilku dni krzyczały żurawie. Dzisiaj co prawda nie krzyczały, ale za to widziałem pierwsze w tym roku bociany. Parka przeleciał mi nad głową i to nie były omamy spowodowane zmęczeniem.

21.02 - środa
10 km (T2) - 54.10
3 km - 15.31, ostatnie 3 km - 16.02, ostatnie 500 m - 2.19
Przychodzi wiosna więc trzeba zacząć biegać na przełajowej trasie. Pierwszy raz od kilku miesięcy pobiegłem moją trasą i nie jestem zadowolony. Temperatura od 3 do 4 stopni, ziemia przemarznięta i twarda jak beton. Wiele miejsc rozjeżdżonych samochodami, drogi po prostu zniszczone. Przy cieplejszej pogodzie będzie niezłe błoto. Tę trasę trzeba zostawić do wiosny. Nie starałem się biec ma maksa, bo to i inne podłoże niż asfaltowe i jutro 25 kilometrów.

22.02 - czwartek
25 km - 2.12.06
1 km - 4.59, 3 km - 15.12, 5 km - 25.41, 10 km - 51.49, 15 km - 1.18.19, 20 km - 1.45.27, ostatnie 3 km - 15.48, ostatni 1 km - 5.10
Wydawałoby się, że słabiutko, a tu się warunki raptem pogorszyły i wynik nie jest aż tak zły. Spadł śnieg i szosa była pokryta ubitym śliskim śniegiem. Było 2 - 3 stopnie i pod koniec biegu zaczęło wszystko topnieć. Warunki stawały się coraz lepsze, bo było coraz mniej ślisko. Niestety zmęczenie spowodowało, że ostatnie 3 kilometry były słabiutkie.
... kilka godzin po treningu - ciężkie warunki czuję w nogach.

23.02 - piątek
10 km - 49.12
1 km - 4.56, 3 km - 14.59, 5 km - 25.11, ostatnie 3 km - 14.04, ostatni 1 km - 4.34
Temperatura na 1-2 stopnie minusie, słoneczko. Tam gdzie posypali solą lub przygrzało słońce była czarna szosa z bryją śnieżną, w pozostałych miejscach biały śliski ubity śnieg. Tego pierwszego było chyba więcej, więc warunki nie były aż takie złe. Taki sam czas jak w poniedziałek, ale bardziej wartościowy, bo po trudniejszej trasie. Od 3 kilometra pracowałem ciężko, żeby na końcu złamać 50 minut. Jak by były za duże straty na 7 kilometrze, to nawet szybka trójka by nie pomogła. Jutro piętnastka.

24.02 - sobota
15 km - 1.17.22
1 km - 4.51, 3 km - 14.58, 5 km - 25.24, 10 km - 51.56, ostatnie 3 km - 14.49, ostatni 1 km - 4.49
Gorzej niż ostatnia piętnastka, ale warunki były o niebo gorsze. Dalej miejscami czarna szosa, miejscami śliski zbity śnieg. Próbowałem biec mocno, ale warunki nie pozwalały za bardzo, a może też byłem przemęczony całotygodniowym treningiem. Tak kończy się ten tydzień. W następnym tygodniu zapowiadają ostrą zimę, a ja zaplanowałem 100 kilometrów. Będzie więc ciężko.
Podsumowanie tygodnia - 95 km.

25.02 - niedziela
Bez treningu.

26.02 - poniedziałek
30 km - 2.40.45
5 km - 25.17, 10 km - 51.17, 15 km - 1.18.08, 20 km - 1.45.19, 25 km - 2.13.18 ostatnie 3 km - 16.13, ostatni 1 km - 5.13
Pierwsza 30-stka zrobiona. Międzyczasy 1 i 3 kilometra zniknęły, ponieważ w zegarku mam 10 międzyczasów a już po przebiegnięciu dystansu włączałem i wyłączałem stoper i międzyczasy zabrało (zmęczenie chyba). Tempo lepsze niż na ostatnich 25 kilometrach, ale tylko do 20 kilometra. Potem już wolniej. Przyszły ostre mrozy, ale na czas biegu było tylko -3 stopnie. Szosa miejscami czarna, miejscami śliski zjeżdżony i ubity śnieg. Warunki więc nie idealne, ale mogły być gorsze.

27.02 - wtorek
Bez treningu.
Coś zaczęło mnie kłuć w gardle, więc kuracja czosnkowa i nadzieja, że będę mógł wkrótce trenować. Zresztą temperatura -6 stopni (może i by podniosła się do -5), a ja ponoć poniżej -5 stopni nie trenuję. Ponoć, bo bym chyba biegał, jakbym był w pełni zdrowy. Do tego wiatr, śnieg i zadymka śnieżna - wszystko przemawiało, żebym nie biegał.

28.02 - środa
Bez treningu.
Mróz jeszcze się wzmógł. W nocy było -15, w dzień najwyższa temperatura pokazywała -8 stopni. Poniżej -5 stopni nie biegam, więc nie biegam. Końcówka lutego niestety się posypała. Ale jutro meteorologiczna wiosna, więc może być lepiej.
Podsumowanie miesiąca: 335 km, a mogło być według planu o 35 km więcej.

01.03 - czwartek
10 km - 49.30
1 km - 4.45, 3 km - 14.35, 5 km - 24.50, ostatnie 3 km - 14.27, ostatni 1 km - 4.39
No i stało się. Po raz pierwszy biegałem przy temperaturze niższej niż -5 stopni. To jest pierwszy dzień meteorologicznej wiosny, jakby kto nie wiedział, a tu takie mrozy. Ubrałem dodatkowo drugą czapkę i drugą parę skarpet. Skarpety nie były tak nieodzowne, ale druga czapka już tak. Nie było mi ani zimno ani ciepło w głowę, więc to był udany ruch. Podwójne rękawice nie zapobiegły w początkowej fazie biegu przemarznięciu palców, ale potem już jakoś było cieplej i palce nie marzły. Jak przybiegłem było dokładnie -5,5 stopnia, więc można powiedzieć, że pod koniec prawie mieściłem się w normie temperaturowej. Pod wiatr było lodowato i opaska na twarz była niezbędna. Z wiatrem i z bocznym wiatrem było już cieplej. W porównaniu do ostatniej dziesiątki - szybszy początek, wolniejszy koniec, ale 50 minut bez problemu złamałem. Jutro zależnie od temperatury - 25 lub 15 kilometrów, bo jeszcze takie dystanse w tym tygodniu mam w planie. Jedną dyszkę jestem na minusie, ale co tam, może i lepiej.

02.03 - piątek
Bez treningu.
Czekałem, czekałem, czekałem, temperatura podniosła się do -6 stopni. Wczoraj pobiegłem, dzisiaj nie. Trzeba oszczędzać siły i zdrowie przed decydującymi treningami, czyli 25 km, 2x30km. Od jutra już ma być cieplej i zrobię dyszkę, w niedziele 25 km.

03.03 - sobota
10 km - 49.30
1 km - 4.43, 3 km - 14.49, 5 km - 25.20, ostatnie 3 km - 14.52
I po dużych mrozach. Jeszcze w nocy było -15, ale już w czasie biegu -3/-2 stopnie. Założyłem dwie czapki, żeby sprawdzić czy można przy takiej temperaturze tak biegać. Po 3 kilometrach musiałem jedną zdjąć, bo było za ciepło. No przy -4/-5 może czapka byłaby potrzebna, ale i przy niższych temperaturach i mroźnym wietrze myślę, że czasem się przyda.
Początek niezły, ale po 3 kilometrze zwolniłem i już tak do końca, chociaż miedzy 3 a 7 kilometrem myślałem, żeby trzymać tempo, bo wtedy można by było złamać 50 minut. Nie złamałem, a i na 9 kilometrze zapomniałem włączyć międzyczas. Nie ma więc czasu ostatniego kilometra. Nie będę się martwił z tego powodu :) Jutro 25 kilosów.

04.03 - niedziela
30 km - 2.44.46
1 km - 14.56, 5 km - 25.13, 10 km - 51.44, 15 km - 1.19.24, 20 km - 1.47.35, 25 km - 2.16.33 ostatnie 3 km - 16.24, ostatni 1 km - 5.13
Miało być 25 km, ale gdzieś na 20-stym kilometrze postanowiłem pobiec 30. Tydzień storpedowany przez mróz, więc pomyślałem, że coś więcej trzeba pobiec. Gorzej o kilka minut niż na pierwszej 30-stce. Początek lepszy, potem słabiej, ostatni kilometr taki sam z dokładnością do sekundy.
Podsumowanie tygodnia - 80 km (miało być 100). Lepiej niż można się było spodziewać. Wydawało mi się, że wieczność nie biegałem przez te mrozy.

05.03 - poniedziałek
10 km - 51.33
3 km - 15.18, 5 km - 25.21, ostatnie 3 km - 15.15, przedostatnie 0,5 km - 2.24, ostatnie 0,5 km - 2.13
Po 30-stce jakoś noga nie podawała. Starałem się biec na złamanie 50 minut, ale dużo zabrakło. Jutro trzecia 30-stka.

06.03 - wtorek
30 km - 2.40.43
1 km - 4.55, 3 km - 15.05, 5 km - 25.39, 10 km - 51.49, 15 km - 1.18.31, 20 km - 1.45.54, 25 km - 2.14.04, ostatnie 3 km - 15.25, ostatni 1 km - 5.02
2 sekundy lepiej niż 26 lutego. Aż do 25 kilometra wolniej, potem szybciej, szczególnie ostatnie 3 kilometry. Jak wybiegałem było plus 3, jak przybiegałem - plus 7. Wiosna wreszcie. Dzikie gęsi, żurawie i inne ptaszki ćwierkały niemiłosiernie. Chyba cieszyły się, że nie zamarzły.

07.03 - środa
10 km - 53.29
3 km - 15.54, 5 km - 26.44, ostatnie 0,5 km - 2.23
Śnieg zamieniający się w błoto, mokro, potężne kałuże. Za to temperatura znośna - od 3 do 4 stopni. Po wczorajszym jakoś nie miałem siły biec w jako takim tempie. To zresztą zrozumiałe. Pierwszy kilometr zapomniałem zmierzyć, trzeci już był słabiutki, a piąty mega-słabiutki. Co prawda włączyłem międzyczas na 7-mym kilometrze, ale ostatnich 3 kilometrów nawet nie zapisałem. Na 9-tym kilometrze nie włączyłem międzyczasu, bo po co? Było bardzo słabo. Ale na pół kilometra przed końcem włączyłem, bo postanowiłem przynajmniej ostatnią pięćsetkę pobiec w dobrym tempie. Jakieś tam tempo wykręciłem, przynajmniej lepsze niż 5 min/km. Jutro ostatnia 30-stka. Uff - ciężko będzie.

08.03 - czwartek
30 km - 2.43.38
1 km - 5.03, 3 km - 15.12, 5 km - 25.39, 10 km - 52.15, 15 km - 1.19.36, 20 km - 1.47.14, ostatnie 3 km - 16.30, ostatni 1 km - 5.24
Bieg z plecaczkiem z wodą i jedzeniem (banan i 4 małe wafelki). Banana zjadłem koło 16 kilometra, wafelki na 25 kilometrze, a wodę, której było pół litra wypiłem na 15, 16 kilometrze i po zjedzeniu wafelków. Czas słabszy niż ostatnio. Na 5 kilometrze identyczny, ale potem coraz słabiej. Jedzenie organizm wchłonął, tylko po wafelkach i wodzie nieco czułem żołądek, ale bez sensacji żołądkowych. Na 25 kilometrze nie włączyłem międzyczasu, a włączałem (chyba). Coś poszło nie tak, ale nie będę robił tragedii.

09.03 - piątek
10 km - 54.52
1 km - 5.17, 3 km - 16.07, 5 km - 27.26, ostatnie 3 km - 16.09, ostatni 1 km - 5.04
Po wczorajszej 30-stce czułem ścięgno prawej nogi, więc zacząłem asekuracyjnie i nie szalałem na trasie. Dyszka zaliczona jako odpoczynek po długim rozbieganiu. Jutro miało być 15 km, ale może dla równego rachunku przebiegnę 20. 30 byłoby już za dużo.

10.03 - sobota
20 km - 1.49.40
1 km - 5.12, 3 km - 15.52, 5 km - 26.44, 10 km - 54.09, 15 km - 1.21.56, ostatnie 3 km - 16.28, ostatni 1 km - 5.21
Ostatni dłuższy bieg przed maratonem. Wolno, ale nie mogłem szybciej.
Posumowanie tygodnia: 110 km

11.03 - niedziela
Bez treningu. Na następny tydzień przewiduję 4 dyszki w poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek (biegi te nie ma maksa, ale fragmentami trzeba będzie trochę pocisnąć). W sobotę parkrunowa piątka w Świnoujściu (w razie brzydkiej pogody sobie odpuszczę), ale też nie na maksa. Muszę przecież osobiście zaprosić na maraton moją parkrunową rodzinkę.

12.03 - poniedziałek
10 km - 50.09
1 km - 4.53, 3 km - 15.11, 5 km - 25.24, ostatnie 3 km - 14.31, przedostatnie 0,5 km - 2.27, ostatnie 0,5 km - 2.17
Oszczędzałem się trochę i końcówkę pobiegłem nieco szybciej.

13.03 - wtorek
Bez treningu.
Deszcz i mokro, więc zrobiłem sobie przerwę taktyczną.

14.03 - środa
10 km - 52.28
1 km - 5.02, 3 km - 15.19, 5 km - 25.47, ostatnie 3 km - 15.59, przedostatnie 0,5 km - 2.31, ostatnie 0,5 km - 2.31
Początek niezły, ale później słabo. Oszczędzałem się. Jutro przewiduję szybciej.

15.03 - czwartek
10 km - 50.41
3 km - 15.12, 5 km - 25.47, ostatnie 3 km - 15.02, przedostatnie 0,5 km - 2.27, ostatnie 0,5 km - 2.18
Szybciej niż wczoraj, ale nie złamałem 50 minut, chociaż chciałem. Nic na siłę. 5-6 stopni, ale temperatura odczuwalna w prognozie pogody -2 stopnie i naprawdę te -2 czuło się, szczególnie pod wiatr, chociaż był leciutki. Jutro dyszka też nie na maksa, a w sobotę odpoczynek.

16.03 - piątek
10 km - 50.40
1 km - 4.41, 3 km - 14.46, 5 km - 25.02, ostatnie 3 km - 15.16, przedostatnie 0,5 km - 2.30, ostatnie 0,5 km - 2.24
Sekundę lepiej niż wczoraj, ale to był zupełnie inny bieg. Ostry początek, słaby koniec. Druga połówka pod mroźny wiatr. Temperatura 1-2 stopnie, temperatura odczuwalna według prognoz pogody minus 9 stopni, co było czuć. Ubrałem się jak przy temperaturze ujemnej - pod bluzę biegową bluza termiczna, dwie pary rękawic, dodatkowe spodenki biegowe, opaska na twarz i na początku dwie czapki. te dwie czapki to było za ciepło, bo było z wiatrem. Pod wiatr założyłem opaskę na twarz, która częściowo też chroni głowę, więc też druga czapka nie była potrzebna. Ale przy mroźnej temperaturze warto mieć drugą czapkę w razie czego.
Tak to zakończyłem cykl treningowy przed maratonem. Gdyby nie siarczyste mrozy, to bym zrealizował w 100%, ale i tak realizacja była niezła. Dzięki mrozom udało się nawet zrobić kumulację treningu - 3x30 km i 20 km w ciągu 7 dni przerywane dyszkami (razem w ciągu 7 dni 140 km), a takiej intensywności nie planowałem. Co prawda tempo treningu nie zawsze było dobre, ale wiem, że im więcej biegam tym jetem lepszy.

17.03 - sobota
Bez treningu.

18.03 - niedziela
START
42,2 km - 4.31.41
21,1 km - 1.55.54
Czas może niezbyt dobry, ale ten bieg to był horror. Podłoże nierówne, oblodzone, miejscami kamieniste. W drugiej części trasy pod mocny mroźny wiatr. Jak na te warunki, to całkiem nieźle.
Podsumowanie tygodnia: 82 km

19.03 - poniedziałek
Bez treningu.

20.03 - wtorek
6 km - 31.46
1 km - 5.07, 3 km - 15.50, przedostatnie 500 m - 2.34, ostatnie 500 m - 2.30
Bieg na rozbieganie mięśni po maratonie. Biegłem ile mogłem, bez jednak zrywania tempa. Pierwszy raz pobiegłem w okularach. Moje stare okulary z wypraw rowerowych. Po moich maratonowych perypetiach chciałem kupić sobie okulary biegowe, ale po co, skoro w okularach nie biegam. Raz na jakiś czas muszą wystarczyć takie jakie mam. A przejechałem z nimi pół Europy i nie narzekałem na oczy. Przetestowałem jeszcze kieszonkę w spodniach biegowych, czy można tam włożyć telefon. Kieszonka mała, ale mój telefon też mały, więc było OK. Pierwszy start w DLB w sobotę, więc dwie dziesiątki z szybką końcówką w środę i w czwartek, bez treningu w piątek i w sobotę start na 9,440 km. Doprawdy nie wiem jak mogę pobiec. Dużo biegałem, ale w wolnym tempie. Co prawda starałem się końcówki biegać szybko, ale szybkości to nie mam.

21.03 - środa
Bez treningu.
Miała być dyszka i to na ostro, niestety nie było. Postanowiłem przejść się z Międzyzdrojów do Kołczewa, częściowo po plaży, robiąc zdjęcia z trasy "Maratonu po Plaży". 15 km przeszedłem w dokładnie 3 godziny, idąc dosyć żwawo. Nie chciałem się już forsować biegiem. Wychodzi na to, że na dziwnowski bieg będzie musiała starczyć tylko jedna ostra dyszka.

22.03 - czwartek
10 km - 49.27
1 km - 4.38, 3 km - 14.31, 5 km - 24.51, ostatnie 3 km - 14.29, przedostatnie 0,5 km - 2.16, ostatnie 0,5 km - 2.13
Pierwszy i jedyny sprawdzian przed biegiem w Dziwnowie. Nie jest źle. Zmęczenie po maratonie chyba mija, wytrzymałość jest, szybkość i siła - chyba nie bardzo. Przed biegiem spadło dużo opadów - mokry śnieg. Było mokro, więc byłem cały mokry od stóp do głów.
Zobaczę jak to będzie w sobotę i w zależności od formy ustalę sobie dalszy trening. Jutro wolne. Trzeba wypoczywać przed startem.

23.03 - piątek
Bez treningu.
Niestety po wczorajszym treningu zaczęło boleć gardło, pojawił się kaszel. W południe jeszcze było 36,6, ale o 17:00 już 38,4 stopni. Więc jutrzejszy bieg niestety beze mnie. Takie jest życie biegacza. W jednym dniu dobrze, w następnym kicha. Czosnek, witaminy i jak będzie bardzo wysoka temperatura trzeba będzie ją zbić. Przynajmniej do niedzieli bez biegu.


24.03 - sobota
Bez treningu.
6:00 - 38,8 stopni. Kiedy wygram walkę z chorobą? Śmieszne jest to, że akurat teraz noszę koszulkę z Poznań Maratonu, na której jest termometr z temperaturą 42,195. 12:00 - 38,9. Do 39 stopni nie biorę na zbicie temperatury. 16:00 - 37,6 po zażyciu środka na zbicie gorączki.

25.03 - niedziela
Bez treningu.
8:00 - 37,8, 20:00 - 38,2. Może jutro odpuści?

26.03 - poniedziałek
Bez treningu.
6:00 - 38,2. Nie jest dobrze. Myślałem że będzie poniżej 38. Trzeba będzie powoli myśleć o pójściu do lekarza. Ale da mi antybiotyk i do końca roku mogę chorować. 18:00 - 37,3 po fervexie (paracetamol).

27.03 - wtorek
Bez treningu.
7:30 - 36,9. Wreszcie jakieś sukcesy. Co prawda stan jeszcze podgorączkowy, ale jest nadzieja, że wkrótce będę zdrowy. 16:00 - 37,2.

28.03 - środa
Bez treningu.
6:00 - 37,2. Miałem zdrowieć, a tu ciągle stan podgorączkowy. Niedobrze. 10:00 - 36,8. Może być. 19:00 - 37,4. Choroba nie chce odejść.

29.03 - czwartek
Bez treningu.
9:00 - 36,3. Temperatury nie ma, ale kaszel jest. Nawet jakbym dzisiaj chciał biegać, to i tak bym nie biegał. Dokładnie tydzień temu w czwartek pobiegłem ostatni trening w mokrym śniegu. Dzisiaj jest tak samo. Zamiast wiosny - zima. Mokro, mokro i jeszcze raz mokro. Ale może jutro delikatnie szósteczkę bym przeleciał?

30.03 - piątek
Bez treningu.
Jeszcze walka z gardłem i kaszlem. Vitaral, rutinoscorbin, czosnek i od wczoraj sok z cebuli i rumianek - najpierw inhalacje, potem płukanie gardła i na zakończenie doustnie.

31.03 - sobota
5 km - 28.07
Wreszcie po wielu dniach powróciłem na trasy biegowe. Miało być 6 km, ostatecznie skróciłem do 5. 6-7 stopni, ale wiatr lodowaty (temperatura odczuwalna poniżej 0). Nie cisnąłem, tak sobie przebiegłem w wolnym tempie.
Podsumowanie miesiąca: 263 km. Mimo wielu dni bez biegów i tak to większy kilometraż niż największy w tamtym roku. Nie dziwota - przebiegnięty maraton i kilka długich dystansów.

01.04 - niedziela
Bez treningu.
Zimno, mokro i pierwszy dzień świąt.

02.04 - poniedziałek
6 km - 31.45
1 km - 4.57, 3 km - 15.46, przedostatnie 500 m - 2.23, ostatnie 500 m - 2.32
6 stopni, słońce, a wiatr polarny. Bez szaleństw, ale coraz szybciej

03.04 - wtorek
6 km - 29.32
1 km - 4.45, 3 km - 15.07, przedostatnie 500 m - 2.14, ostatnie 500 m - 2.10
Początek mocniejszy, potem wolniej, końcówka już o wiele szybsza niż 5 min/km.

04.04 - środa
6 km - 30.01
1 km - 5.00, 3 km - 15.33, przedostatnie 500 m - 2.16, ostatnie 500 m - 2.15
Pierwszy raz na krótko, bo 18 stopni i słońce. Przetestowałem przeciwdeszczową czapkę z daszkiem z Decathlonu. Może być.
Myślałem, że trzymam tempo na złamanie 30 minut, a tu masz - za wolna ostatnia pięćsetka. Początek wolny, druga połowa szybsza.

05.04 - czwartek
6 km - 29.10
1 km - 4.44, 3 km - 14.54, przedostatnie 500 m - 2.10, ostatnie 500 m - 2.05
To najszybsza szóstka w tym roku, chociaż dychę robiłem już w 48 minut. Przetestowałem cieniutką koszulkę z długim rękawem z Decathlonu. Na wierzch koszulka techniczna i 12-13 stopni niestraszne, a nawet trochę za ciepło. Udany zakup. Jutro chyba pobiegnę, ale początek wolny, koniec szybszy. Dzień przed zawodami nie biegam, ale za dużo miałem wolnego.

06.04 - piątek
6 km - 34.01
Przedostatnie 500 m - 2.10, ostatnie 500 m - 2.09
Jak postanowiłem tak zrobiłem. Lekki bieg przed zawodami, ostatni kilometr szybszy na pobudzenie.

07.04 - sobota
6,680 km - 29.17
START - trasa leśna między Dziwnówkiem a Łukęcinem.
Czas porównywalny do czasów z tamtego roku, ale dwa lata wcześniej przebiegłem sporo poniżej 29 minut. Nie jest źle. Przecież robiłem tylko wytrzymałość.

08.04 - niedziela
6 km (T2) - 31.35
Nareszcie bieg po górkach. 14 szybkich podbiegów, chociaż pierwszy raz to nie były one zbyt szybkie. Jutro dyszka po górkach, pojutrze dyszka po szosie i jeszcze w tygodniu planuję przynajmniej jedną 15-stkę. Trzeba trenować siłę i szybkość przy równoczesnym zachowaniu wytrzymałości. W DLB decydujący przecież może być półmaraton, a i maraton się szykuje. Równocześnie muszę powalczyć o złamanie 20 minut na parkrunie.
Podsumowanie tygodnia: 43 km. Nieźle jak na powrót po chorobie. Nie zrobiłem dnia wolnego, bo zaległości były duże, a biegać dużo w jednym treningu też nie mogłem.

09.04 - poniedziałek
10 km (T2+1) - 53.31
3 km - 15.22, ostatnie 500 m - 2.22
Więc zrobiłem dyszkę z szybkimi podbiegami. Były trochę szybsze niż wczoraj.

10.04 - wtorek
10 km - 51.05
1 km - 4.48, 3 km - 14.56, 5 km - 25.11, ostatnie 3 km - 15.26, przedostatnie 500 m - 2.31, ostatnie 500 m - 2.35
Chciałem złamać 50 minut, ale na drugiej połówce było ostro pod wiatr.

11.04 - środa
10 km (T2+1) - 55.17
3 km - 15.55, ostatnie 500 m- 2.20
Wolniej niż poprzednio, ale szybciej pod górki. Między podbiegami już wolniej, bo jeszcze nie mam tyle pary co w tamtym roku.

10.04 - wtorek
10 km - 51.05
1 km - 4.48, 3 km - 14.56, 5 km - 25.11, ostatnie 3 km - 15.26, przedostatnie 500 m - 2.31, ostatnie 500 m - 2.35
Chciałem złamać 50 minut, ale druga połówka była pod silny wiatr i było to niemożliwe.

11.04 - środa
10 km (T2+1) - 55.17
3 km - 15.55, ostatnie 500 m - 2.20
Wolniej niż poprzednio, ale podbiegi już były dynamiczniejsze.

12.04 - czwartek
15 km - 1.22.35
1 km - 5.05, 3 km - 15.40, 5 km - 26.32, 10 km - 55.01, ostatnie 3 km - 16.00, przedostatnie 500 m - 2.28, ostatnie 500 m - 2.30
Dłuższy dystans zrobiony. A że powoli? Trochę się wymęczyłem w tym tygodniu.

13.04 - piątek
6 km - 33.50
5 km wolno, ostatni kilometr szybko. Czasu ostatniego kilometra nie znam, przez elektronikę - telefon + Endomondo. Do 5 kilometra wszystko działało z międzyczasami co kilometr, ale wtedy się coś urwało i na mecie nie miałem Endomondo na ekranie, więc musiałem poklikać i dopiero wyłączyć czas. Wyliczyło mi zamiast sześciu - 5 kilosów. Tak to jest z techniką. Czasem lepiej polegać na zwykłym stoperze.

14.04 - sobota
5 km -
Start w parkrunie Świnoujście.

15.04 - niedziela
10 km T2+1) - 34.10
Teraz to naprawdę szybkie górki.

16.04 - poniedziałek
15 km - 1.18.30
1 km - 5.00, 3 km - 15.15, 5 km - 25.39, 10 km - 52.25, ostatnie 3 km - 15.10, przedostatnie 500 m - 2.21, ostatnie 500 m - 2.24
Siąpił drobny kapuśniaczek, dlatego rozgrzewkę skróciłem do 5 minut. Udało mi się ostatnie 3 kilometry przebiec szybciej niż pierwsze 3 kilometry. Muszę ostatnie 3 kilometry biegać naprawdę szybko, żeby wyrobić trochę szybkości.

17.04 - wtorek
10 km - 48.41
1 km - 4.36, 3 km - 14.24, 5 km - 24.23, ostatnie 3 km - 14.13, przedostatnie 500 m - 2.10, ostatnie 500 m - 2.08
Miały być górki, ale było mokro, więc zdecydowałem się na szybką dyszkę. Jak na mnie była szybka. Bardzo szybkie ostatnie 3 kilometry nie były jeszcze tak szybkie jak zakładam, ale nie jest źle.

18.04 - środa
21,1 km - 1.59.59
Nieoczekiwany start w bardzo trudnym crossowym maratonie w Świnoujściu. Pierwszy ostry podbieg zniechęcił mnie do szybkiego biegu. Zresztą normalnie biegać można było na krótkich odcinkach trasy.

19.04 - czwartek
6 km - 34.50
Bieg w najszybszym tempie w jakim mogłem biec. Trzeba było przewietrzyć trochę mięśnie. Jutr dycha po górkach. Muszę ostro trenować, bo niedługo półmaraton DLB i Maraton po Plaży. Z powrotem pobiegłem nieco inną trasą, bo widziałem, że będzie pogrzeb. Na kondukt żałobny nie za bardzo miałem ochotę natrafić. Trzeba by było się wtedy cofać, bo nie wypada tak biegać. Cóż - uroki mojej trasy. Początek to droga na cmentarz.

20.04 - piątek
6 km - 30.48
1 km - 5.05, 3 km - 15.53, przedostatnie 500 m - 2.17, ostatnie 500 m - 2.19
Miała być dyszka po górkach, ale nogi jeszcze były mocno zakwaszone po półmaratonie, więc na przetarcie zrobiłem 6 km w maksymalnym tempie na jakie mnie było stać. Nie jest źle. Jutro na zawodach może być nieźle (jak na mnie).

21.04 - sobota
2,8 km - 12.23
Biegi w Wapnicy. Oprócz biegu jeszcze był NW na dystansie 2,7 km i dojazd do Wapnicy rowerem 42 km w dwie strony. Pierwszy raz w tym roku dłuższy przejazd rowerowy i od razu maraton? Nie przesadzam? Jutro znowu będą może zakwaszone mięśnie i trzeba je będzie rozruszać szósteczką. No bo wolnych dni w bieganiu nie robię. Czeka mnie przecież półmaraton DLB i dwa Maratony po Plaży - 27 maja i 16 czerwca (na trasie Dziwnów - Niechorze (latarnia) - Dziwnów, 46,8 km).

22.04 - niedziela
6 km - 32.27
1 km - 5.07, 3 km - 16.09, przedostatnie 500 m - 2.35, ostatnie 500 m - 2.27
Tak jak przypuszczałem - wczorajszy dzień dał mi się we znaki, więc szósteczka na rozruszanie mięśni była jak najbardziej wskazana. Po uzyskanym czasie widać, że mięśnie były mocno zakwaszone. Nie muszę przeprowadzać specjalistycznych badań - wystarczy mi przebiec 6 kilometrów na maksa możliwego w dany dzień.

23.04 - poniedziałek
10 km - 50.37
1 km - 4.49, 3 km - 15.18, 5 km - 25.44, ostatnie 3 km - 14.35, przedostatnie 500 m - 2.21, ostatnie 500 m - 2.16
Całkiem nieźle, chociaż jak na najbliższy start w DLB na dystansie 7 km, to brakuje treningu szybkościowego. Na ostatnich 3 kilometrach mam go wykonywać, bo specjalnie szybkości nie będę trenował (jakoś mi się nie chce), no i nastawiam się teraz na wytrzymałość (do półmaratonu i maratonu).
24.04 - wtorek
10,3 km (T2+1) - 53.38
Bieg z Endomondo. Wyszło tak jak przypuszczałem więcej niż 10 kilometrów - 10,27 km. Na koniec nie udało mi się od razu wyłączyć, więc odliczyłem od czasu 3 sekundy, które mniej więcej się więcej nabiły. Mapka biegu, profil trasy i prędkość może powiedzą, że jest pagórkowato i pod górkę biegłem najszybciej jak mogłem. Ostatnie 500 metrów też starałem się szybko biec, tym bardziej, że było z wiatrem. Najszybszy oczywiście pierwszy kilometr - 4.38, najwolniejszy 8 kilometr - 5.33. Czas na 10 km - 52.28

hostowane

hostowane

25.04 - środa
10 km - 48.39
1 km - 4.39, 3 km - 14.45, 5 km - 24.53, ostatnie 3 km - 13.44, przedostatnie 500 m - 2.09, ostatnie 500 m - 2.05
Jak na mnie to był mocny bieg. Pierwsza połówka pod wiatr i tak od 3-go kilometra trudno mi było utrzymać tempo, ale utrzymałem na poniżej 5:00 min/km. Ostatnie 3 kilometry miały być bardzo szybkie i były szybkie. Ostatni kilometr najszybszy, też tak jak zamyślałem. Druga część dychy była z wiatrem, więc łatwiej i lepiej niż gdyby wiatru nie było. Jutro bieg z podobnym pomysłem, tylko na krótszym dystansie 6 km. Pojutrze też 6 km, tyko że spokojnie z bardzo szybkim ostatnim kilometrem.

26.04 - czwartek
6 km - 28.22
1 km - 4.44, 3 km - 14.54, ostatnie 3 km - 13.28, przedostatnie 500 m - 2.04, ostatnie 500 m - 2.01
Tak jak pomyślałem tak zrobiłem. Ostatnie 3 kilometry szybkie i ostatni kilometr na zapalenie płuc. Nieźle to wygląda, ale tak poniżej 4:20 min/km to jeszcze nie dla mnie. A taka szybkość na dystansie 7 - 10 km by mi była potrzebna. Bo na 5 kilometrów muszę celować w szybsze bieganie, przynajmniej w pobliżu 21:00, co daje prędkość 4:12 min/km. Już nie mówię o celu, który chciałbym osiągnąć, czyli złamanie 20 minut. Tylko ten cel jest na razie bardzo odległy.



27.04 - piątek
6 km - 32.46
Przedostatnie 500 m - 2.08, ostatnie 500 m - 2.03
Tak jak planowałem - spokojnie, chociaż nie wolno, ostatni kilometr szybko - trzymałem przede wszystkim długość kroku. Plan na jutro - dopóki się da trzymać się Zdziśka.

28.04 - sobota
6,4 km - 28.23
START w DLB.
Szału nie było, ale końcówka dokładnie jak we wczorajszym treningu. Dobrze, że w ogóle pobiegłem, bo przyplątały się nieoczekiwane kłopoty gastryczne, z którymi się jednak uporałem. Co doświadczenie, to doświadczenie.

29.04 - niedziela
10 km - 48.54
1 km - 4.48, 3 km - 14.40, 5 km - 24.43, ostatnie 3 km - 14.02, przedostatnie 500 m - 2.11, ostatnie 500 m - 2.10
Jak na dzień po zawodach całkiem nieźle. Może zawody nie były na maxa? Ostatnie 3 kilometry muszę jednak biegać szybciej czy były zawody czy nie, a przynajmniej ostatni kilometr.

30.04 - poniedziałek
10,3 km (T2+1) - 53.35
3 km - 15.12, ostatnie 500 m - 2.18
Szybkie podbiegi mnie trochę wymęczyły, a było dzisiaj oprócz tego ciepło - 23-25 stopni i słońce.
Kończy się miesiąc. Tylko jeden dzień w nim nie biegałem - 1 kwietnia, ale dużo było szóstek. Jeszcze dwie piętnastki, nieoczekiwany półmaraton, jeden trening rowerowy, prawie codzienne 15-minutowe treningi z ciężarkami i to by było na tyle. Razem wybiegałem 241 kilometrów. To o wiele więcej niż w tamtym roku, więc jest dobrze.

01.05 - wtorek
15 km - 1.17.55
1 km - 4.59, 3 km - 15.23, 5 km - 26.14, 10 km - 52.48, ostatnie 3 km - 14.31, przedostatnie 500 m - 2.18, ostatnie 500 m - 2.15
Oszczędzałem się, żeby na ostatnich kilometrach przyspieszyć. Przyspieszyłem, ale to nie to. Jutro start na 5 km w Międzyzdrojach. Treningowo, bo 15 kilometrów w przeddzień nie umożliwi chyba szybkiego biegania.

02.05 - środa
4,7 km - 22.20
Coś się ciężko biegło. Ale za to był te trening rowerowy, jako dojazd na zawody.

03.05 - czwartek
10 km - 51.06
1 km - 4.54, 3 km - 15.12, 5 km - 25.36, ostatnie 3 km - 14.49, przedostatnie 500 m - 2.21, ostatnie 500 m - 2.15
Jak na dzień po ciężkim dniu z zawodami i ostrą jazda na rowerze - całkiem nieźle. Jutro planuję poniżej 50 minut, ale nie za ostro, bo w niedzielę ważny start.

04.05 - piątek
10 km - 49.03
1 km - 4.54, 3 km - 14.20, 5 km - 24.24, ostatnie 3 km - 14.31 [4.56, 4.57, 4.38]
Wreszcie użyłem Endomondo tak jak powinno się używać. Więc jasność telefonu na max, głośność na max i widziałem i słyszałem. Jak mi się odpukać zepsuje obecny zegarek, to kupię jakiś ze zwykłym stoperem bez międzyczasów. Jak będę chciał sobie zmierzyć międzyczasy, to mam telefon. Jeśli chodzi o formę, to jest chyba gorsza niż w tamtym roku, ale źle nie jest. Może wystarczy kilka mocniejszych treningów, żeby biegać poniżej 21 minut na 5 kilometrów. A może już jestem w stanie tak biegać? Zobaczę w niedzielę.


05.05 - sobota
6 km - 33.44
Przedostatnie 500 m - 2.22, ostatnie 500 m - 2.17
5 kilometrów wolne, ostatni kilometr szybszy.

06.05 - niedziela
5,160 km - 20.50
Start w Świnoujściu na 3 mile morskie.
Bieg rewelacyjny jak na moje możliwości. Może wszystkich tych wszystkich metrów nie było, ale ponad 5 kilometrów było. Przy okazji dojazd 2 x 30 km rowerem.

07.05 - poniedziałek
10 km - 51.40
1 km - 4.55, 3 km - 15.17, 5 km - 25.47, ostatnie 3 km - 15.10, przedostatnie 500 m - 2.25, ostatnie 500 m - 2.21
Jak po tak eksploatującym dniu jakim była niedziela całkiem nieźle.
Jeszcze wieczorem 14 kilometrów rowerem.

08.05 - wtorek
6 km - 29.25
1 km - 4.47, 3 km - 14.49, przedostatnie 500 m - 2.25, ostatnie 500 m - 2.14
Miało być 15 kilometrów, ale wyszło 46 kilometrów rowerem i 6 kilometrów biegiem. Chyba wystarczająco za te 15 kilometrów potrenowałem. Jak na bieg po ciężkiej jeździe rowerem całkiem całkiem. Jutro nie wiem - po szosie czy po górkach? Bo pojutrze 20 kilometrów.

09.05 - środa
10,3 km (T2+1) - 55.25
Miało być po szosie, ale drogowcy akurat "naprawiali drogę", to znaczy lali lepik i na to kamyczki. Więc te kamyczki będą się obijały kilka miesięcy. Biegłem więc po górkach z szybkimi podbiegami. Dwa nie podbiegłem, bo myślałem o triatlonie dla siebie. Wygrany bon przeznaczę na długie spodenki do pływania i czapkę z daszkiem do biegania na lato (wychodzi akurat stówka). Jeszcze okulary do pływania za dyszkę i mogę myśleć o pływaniu. A jak popływam, to można startować w triatlonie. Jutro chyba pod wieczór (jutro ma być gorąco jak dzisiaj) dwie dychy po szosie z kamyczkami.

10.05 - czwartek
10 km - 52.50
1 km - 5.09, 3 km - 15.48, 5 km - 26.44, ostatnie 3 km - 15.11, przedostatnie 500 m - 2.24, ostatnie 500 m - 2.19
Miało być 20 kilometrów, ale zostało przesunięte na jutro. Dzisiaj po pierwsze gorąco - 27, 28 stopni podczas biegu i słońce, zapowiadano też burze. Jutro będzie chłodniej, więc ten trening będzie szybszy. A dzisiaj? Od początku jakoś ciężko się biegło. Ostatnie 3 kilometry starałem się szybciej biec, ale jak noga nie podaje to nie podaje.

11.05 - piątek
20 km - 1.50.33
1 km - 5.09, 3 km - 15.37, 5 km - 26.08, 10 km - 53.57, 15 km - 1.22.40, ostatnie 3 km - 16.07, przedostatnie 500 m - 2.34, ostatnie 500 m - 2.31
Miały być dwie dyszki i są. Tempo nie oszałamiające, ale wczoraj byłoby jeszcze gorzej. Dzisiaj aż 11 stopni zimniej i bez słońca. Nawet lekko zmarzły mi ręce.

15.05 - sobota
10 km (T2+1) - 59.26
Ostatnie 500 m - 2.37
Szybko pod górki, ale czas żenujący. Nie mogło być inaczej, gdy się poprzedniego dnia biegało 20 km, a następnego dnia biegnie 25 km. Organizm sam się broni.

13.05 - niedziela
25 km - 2.18.25
1 km - 5.08, 3 km - 15.36, 5 km - 26.09, 10 km - 53.23, 15 km - 1.21.29, 20 km - 1.50.28, ostatnie 3 km - 16.24, ostatni 1 km - 5.13
Chciałem uciec przed upałem i częściowo mi się to udało. Start (8:00) - 19 stopni, meta - 25 stopni. Szybciej niż dwie dyszki dwa dni temu, więc nie jest źle.
Ostatnie długie wybieganie przed półmaratonem. Teraz trzeba regenerować organizm. W planie szóstki i jedna dyszka.

14.05 - poniedziałek
8 km - 43.46
3 km - 16.22, ostatnie 3 km - 16.12, przedostatnie 500 m - 2.33, ostatnie 500 m - 2.32
Miało być 6 kilometrów, ale zamyśliłem się i wyszło 8. Na 6 kilometrów czas wyszedłby 32.33, czyli słabiutki. A biegłem ile miałem sił. Sił po wczorajszych 25 kilometrach nie było wiele, więc taki bieg. Dodatkowo skwar 27 stopni, słońce. Jutro dyszka w mocniejszym tempie, ale bez szaleństw., Przecież organizm musi wypoczywać przed półmaratonem, który jest jednym z ważniejszych biegów w tym roku. W tamtym roku był najważniejszy, ale teraz przyszły Maratony po Plaży.

15.05 - wtorek
10 km - 51.40
1 km - 5.03, 3 km - 15.15, 5 km - 25.25, ostatnie 3 km - 15.25, przedostatnie 500 m - 2.22, ostatnie 500 m - 2.23
Huśtawka temperatury. Dzisiaj 16 - 19 stopni. Tempo jako takie i nie drążyłem za bardzo, bo przecież trzeba zachować siły na półmaraton. Jutro dzień odpoczynku, czyli szósteczka przedstartowa - 5 km wolno, ostatni kilometr bardzo szybko.

16.05 - środa
6 km - 34.56
Przedostatnie 500 m - 2.24, ostatnie 500 m - 2.23
5 kilometrów wolno, 1 kilometr szybko. To taki dzień odpoczynku na biegowo. Tylko ten ostatni kilometr mógłby być szybszy. Ale widać, że organizm powiedział nie, bo chciałem szybciej.

17.05 - czwartek
6 km - 29.28
1 km - 4.45, 3 km - 14.48, ostatnie 3 km - 14.40, przedostatnie 500 m - 2.10, ostatnie 500 m - 2.16
Miało być szybszym tempem i było. Jutro znowu biegowy szóstkowy odpoczynek.

18.05 - piątek
6 km - 3.06
Przedostatnie 500 m - 2.22, ostatnie 500 m - 2.11
Dzisiaj odpoczynkowa szósteczka, czyli wolne 5 kilometrów i szybki kilometr.
Program do półmaratonu zrealizowany, chociaż był trochę kiepski. Próbowałem dużo biegać, ale wychodziło sporo szóstek. Od 2 kwietnia wszystkie dni przebiegałem, żeby były te kilometry w nogach. Normalnie, to w ostatnich latach jeden dzień był bez biegania w tygodniu.

19,05 - sobota
21,41 km - 1.40.16
START - Międzywodzie - Międzywodzie
Taka trasa:
hostowane
Według moich pomiarów (i nie tylko moich) dystans był dłuższy. Wynik taki jaka pogoda i wytrenowanie.

20.05 - niedziela
Bez treningu.
Trzeba wreszcie dać odpocząć nogom. Od jutra jedna dyszka i szósteczki na crossowej trasie, bo przecież na plaży nie ma asfaltu.

21.05 - poniedziałek
6 km (T2) - 33.18
3 km - 16.51, ostatnie 500 m - 2.18
Wreszcie po crossie a nie po szosie. Mocno pod górki.

22.05 - wtorek
6 km (T2) - 32.53
3 km - 16.41, ostatnie 500 m - 2.14
Miała być dyszka z szybkimi górkami, ale było ciepło - 24 stopnie i zdecydowałem się na szósteczkę też z szybkimi górkami. Przecież to jest wypoczynek przed maratonem. Ale chcę przy okazji zrobić troszkę siły, bo już 2 czerwca ważny bieg DLB po lesie. Już dyszki nie będzie przed maratonem.

23.05 - środa
6 km (T2) - 31.47
1 km - 16.04, ostatnie 500 m - 2.18
Im dalej od półmaratonu tym szybciej. Nie czułem, że było minutę lepiej niż wczoraj. Szybkie górki bez jednej, bo się zamyśliłem i zapomniałem. Myślałem oczywiście o sprawach biegowych.

24.05 - czwartek
6 km (T2) - 31.29
3 km - 15.46, ostatnie 500 m - 2.19
Coraz szybciej :)

25.05 - piątek
6 km (T2) - 31.01
3 km - 15.15, ostatnie 500 m - 2.19
Postanowiłem ten trening zrobić sobie na luzie. Patrzę na czas półmetka, atu taka niespodzianka - czas o pół minuty lepszy niż wczoraj. Nogi same mnie niosły. Ubrałem buty w których będę biegać maraton. Ostatni raz w nich biegałem w "4 Milach Jarka" 2017, czyli w sierpniu ubiegłego roku.

26.04 - sobota
Bez treningu.

27.05 - niedziela
43,36 km - 4:55:03
II Maraton po Plaży Dziwnów - Międzyzdroje - Dziwnów.

28.05 - poniedziałek
Bez treningu oczywiście.

29.05 - wtorek
6 km (T2) - około 44 min
Piszę około, ponieważ na trasie usuwałem gałęzie, które ktoś wyciął, a zwierzęta leśne wywlekły na drogę (chyba). Nogi drewniane, więc było powoli. Pod górki nie miałem siły przyspieszyć, ale jutro będzie lepiej.

30.05 - środa
6 km (T2) - 32.33
3 km - 16.19, ostatnie 500 m - 2.26
Nieźle, tym bardziej, że temperatura była 30 stopni. Szybko pod górki oczywiście. Jutro ostatni szybki trening.

31.05 - czwartek
6 km (T2) - 31.45
3 km - 15.58, ostatnie 500 m - 2.17
Jest nieźle, chociaż może zabraknąć trochę do całkowitej regeneracji po maratonie. Jutro spokojnie po górkach z przyspieszeniem na ostatnich 500 metrach.
W maju przebiegłem 290 kilometrów (1x43km, 1x25km, 1x21km, 1x20km, 1x15km, 7x10km, 1x8km, 13x6km, 2x5km) i przejechałem na rowerze 164 kilometry. Dobra podbudowa na następne miesiące.

01.05 - piątek
6 km (T2) - 38.24
Ostatnie 500 m - 2.24
5,5 km wolno ale nie za wolno, ostatnie 500 metrów szybciej.

02.05 - sobota
6,68 km - 28.44
START w DLB, trasa leśna pod Łukęcinem.
Wynik bardzo dobry, lepszy niż w tym roku (29.10), lepszy niż w tamtym roku (29.30, 29.20), trochę gorszy niż mój rekord sprzed 2 lat (31.01, 28.34).

03.05 - niedziela
6 km (T2) - 33.33
3 km - 16.48, ostatnie 500 m - 2.25
Szósteczka z szybkimi podbiegami. Zaczynam lubić te szósteczki. Teraz wartałoby polubić dziesiąteczki.

04.06 - poniedziałek
6 km (T2) - 31.34
0,5 km - 2.26, 3 km - 16.01, ostatnie 500 m - 2.11
Tydzień odpoczynku przed maratonem a zarazem przygotowania do sobotniego parkrunu. Więc szybkie, coraz szybsze szósteczki z szybkimi podbiegami, pierwsze i ostatnie 500 metrów jak najszybsze. Dzisiaj właśnie tak biegłem, ale jeszcze pierwsze 500 metrów nie było bardzo szybkie.

05.06 - wtorek
6 km (T2) - 32.14
0,5 km - 2.08, 3 km - 1.58, ostatnie 500 m - 2.18
Pierwsze pół kilometra było szybkie, ostatnie już nie za szybkie.

06.06 - środa
6 km (T2) - 31.14
0,5 km - 2.17, 3 km - 15.48, ostatnie 500 m - 2.10
Tym razem pierwsze 500 metrów było nie za szybkie (chociaż dla mnie jak na trening to szybkie), ale szybciej się jakoś nie dało. Za to na trasie było szybciej, a i górki jakoś były dynamiczniejsze. Ostatnie 500 metrów już było szybkie, ale tak już poniżej 2 minut powinienem biegać, a przynajmniej bliżej 2 minut. Przecież mój cel, to 20 minut na parkrunie Świnoujście, czyli 5 kilometrów. Chociaż mówią, że jest tam dłuższy dystans. Sprawdzę to swoim GPS-em w najbliższą sobotę.

07.06 - czwartek
6 km (T2) - 31.04
0,5 km - 2.14, 3 km - 15.23, ostatnie 500 m - 2.19
Pierwsza pięćsetka lepsza niż wczoraj i pierwsza połówka też o wiele lepsza. Za to druga połówka gorsza i ostatnia pięćsetka za wolna. Bieg porównywalny do przedostatniego przed maratonem (25 maja).

08.06 - piątek
6 km (T2) - 36.27
Luźno 5,5 kilometra, szybkie ostatnie 500 metrów.
Ostatnie 500 metrów - 2.19

09.06 - sobota
5 km - 21.23
Start w 100 parkrunie Świnoujście.

10.06 - niedziela
47,71 km - 5:04:07
Start w III Maratonie po Plaży na trasie Dziwnów - Niechorze - Dziwnów.
Ciężko było. Jednak na maratony to nie jestem przygotowany, chociaż zimą dużo biegałem, a i wiosną starałem się też dużo biegać, ale tylko starałem, ponieważ ciągle miałem jakieś ważne starty.
trasa:
hostowane

międzyczasy:
hostowane

Cel 1 sezonu biegowego osiągnąłem :)

11.06 - poniedziałek
Bez treningu.

12.06 - wtorek
Bez treningu.
Nie pamiętam kiedy miałem dwa dni przerwy w bieganiu, ale należało mi się.

13.06 - środa
6 km (T2) - 35.06
Znowu do treningu. Będzie crossowo z szybkimi podbiegami.
Po dwóch dniach od maratonu biegło się nieźle, chociaż organizm na pewno jeszcze zmęczony.

14.06 - czwartek
6 km (T2) - 30.49
0,5 km - 2.06, 3 km - 15.17, ostatnie 500 m - 2.11
Niezły czas i nadspodziewanie szybka pierwsza pięćsetka. Po wielu latach (chyba ponad 10, bo 10 lat była gwarancja na żywotność baterii) padł mi zegarek. Mam nadzieję, że to tylko bateria. Całe szczęście, że nie na maratonie. Te czasy zapamiętałem.
...zegarek się sam naprawił. Zostały nawet czasy tego treningu i czas ostatnich 500 metrów mogłem tutaj wpisać.

15.06 - piątek
6 km (T2) - 29.23
0,5 km - 2.04, 3 km - 14.39, ostatnie 500 m - 2.13
Rekordowy bieg. Czasy zmierzyłem za pomocą mojego starego zegarka.

16.06 - sobota
6 km (T2) - 36.29
Bieg miał być wolny i był, ale szybkich ostatnich 500 metrów nie było. Coś zapomniałem, ale ostatnie metry już przyspieszyłem.

17.06 - niedziela
11,3 km - 1:00:31
Start w biegu Międzyzdroje - Świnoujście (latarnia), po plaży, w ramach Bałtyckiej Sztafety 2018.
Miało być ściganie, wyszedł bieg towarzyski. Dlaczego - w innym wpisie.

18.06 - poniedziałek
6 km (T2) - 31.04
0,5 km - 2.08, 3 km - 15.18, ostatnie 500 metrów - 2.08
Solidny trening, ale nie najszybszy

19.06 - wtorek
6 km (T2) - 32.20
0,5 km - 2.12, 3 km - 15.51, ostatnie 500 m - 2.27
Miało być szybko, a wyszło byle jak. Szybko pod górki oczywiście, ale było jakoś niezbyt dynamicznie. Ostatnie 500 metrów to jakieś nieporozumienie. Starałem się, ale nie wyszło. Jutro będzie lepiej, bo gorzej być nie może.

20.06 - środa
6 km (T2) - 29.39
0,5 km - 2.09, 3 km - 14.47, ostatnie 500 m - 2.01
A mówiłem, że będzie lepiej? I było lepiej. Na uwagę zasługuje ostatnia 500-ka. Wreszcie przecież muszę biegać na treningach poniżej 2 min/km jak chcę złamać 20 minut na parkrunowym 5 km (a przynajmniej się zbliżyć do tego czasu).

21.06 - czwartek
Miało być przedstartowe wybieganie 4,5 km wolno, ostatnie 500 metrów szybko, ale było bez treningu. Trzeba wrócić do zwyczajów z ubiegłego roku i jeden dzień w tygodniu zrobić sobie wolne.

22.06 - piątek
12,57 km - 52.33
Start w zawodach w Świnoujściu o godzinie 20:00, po górkach, z dojazdem rowerem.
Świetnie się biegło. Ostatni pełny kilometr - trudno uwierzyć, ale 3:31 min/km.

23.06 - sobota
6 km (T2) - 29.46
0,5 km - 2.12, 3 km - 14.41, ostatnie 500 m - 2.12
Świetny trening po wczorajszych szaleństwach.

24.06 - niedziela
6 km (T2) - 32.17
0,5 km - 2.15, 3 km - 16.08, ostatnie 500 m - 2.11
Cóż - po dwóch mega dniach czas na szarą rzeczywistość. Biegłem ile sił, ale nie dało się szybciej. Może to i dobrze. Nie można się zarżnąć na treningach.

25.06 - poniedziałek
6 km (T2) - 31.17
0,5 km - 2.12, 3 km - 15.39, ostatnie 500 m - 2.13
Lepiej niż wczoraj, ale bez szału. Można powiedzieć - jak na pierwszych 500 metrach, tak w całym biegu.

26.06 - wtorek
6 km (T2) - 28.50
0,5 km - 2.08, 3 km - 14.35, ostatnie 500 m - 1.54
No i odpaliłem. Na drugiej połówce czułem się mega-silny. Wreszcie druga pięćsetka poniżej 2 minut. Tylko ta pierwsza pięćsetka coś jet uparta. Za słaba rozgrzewka, ale w startach przy tej rozgrzewce prawie zawsze pierwszy kilometr biegnę poniżej 4 minut. Długi krok to podstawa złamania 2 minut. Będę o tym pamiętał. Jutro lepiej nie będzie, bo nie może być, ale za kilka dni znowu odpalę.
Wreszcie po raz pierwszy popływałem w morzu. Gdzieś 600 metrów ciągłego pływania w większości stylem grzbietowym. Najpierw zrobiłem rekonesans z którego wynikło, że legalnie do plaży można dostać się jadąc przez camping "Tramp" w Świętouściu. Na okolicznych drogach leśnych widnieją zakazy wchodzenia. Dojechałem w tym rekonesansie aż do Międzywodzia, do miejsca skąd odbywa się start półmaratonu. Niestety zejście na plażę jest tutaj po wielu schodkach, co przeszkadzałoby w moim triatlonowym przedsięwzięciu. Razem wyszło około 14 kilometrów jazdy rowerem. Jeśli chodzi o pływanie, to odczuwałem ból karku, no i morskie fale powodowały, że zachłystywałem się wodą. Trzeba pływać gdy nie ma wiatru i nie ma fal, ale to można długo poczekać. Jeden skurcz łydki jakoś przetrzymałem. Następny trening wkrótce. Przetestowałem oczywiście moje długie spodenki pływackie i okulary pływackie. Test wypadł pomyślnie, chociaż w okularach pływałem bez zdjęcia zabezpieczających folii. Coś mi nie pasowało, ale dopiero po powrocie do domu zauważyłem to. Może po zakupie to widziałem, ale zapomniałem.
Znalazłem trasę rowerową, która ma nieco ponad 40 km. Wychodzi na to, że w końcówce będzie ciężko - sztywny podjazd w Wisełce to nie przelewki.

hostowane

27.06 - środa
6 km (T2) - 32.12
0,5 km - 2.14, 3 km - 15.52, ostatnie 500 m - 2.06
Jak na następny dzień po pływaniu, które mnie zawsze osłabiało całkiem nieźle. Do tego po nocce w pracy.

28.06 (T2) - czwartek
6 km (T2) - 28.21
0,5 km - 2.00, 3 km - 14.08, ostatnie 500 m - 2.00
Najszybszy bieg w tym roku. Pierwsza i ostatnia pięćsetka równo w 2 minuty. Oczywiście szybkie podbiegi, ale ze względu na szybsze tempo nieco mniej dynamiczniejsze. Nie przeszkodziła nawet druga nocka pod rząd, więc brak snu nie wpływa mocno na formę. Dwa dni od pływania i może to pływanie polepsza formę biegową? Zawsze czułem, że pływanie wysysa ze mnie siły, ale może nie tak bardzo?

29.06 - piątek
6 km (T2) - 29.42
0,5 km - 2.03, 3 km - 14.52, ostatnie 500 m - 2.03
To już było nie to co wczoraj, ale dalej było nieźle. Dwa dni nie jestem w stanie biegać na maxa.
Po biegu wybrałem się nad morze, żeby popływać. Były fale, ale 800 metrów w jednym kawałku zrobiłem. Pętla 100 metrów i nawrót, na każdym początku setki płynąłem trochę kraulem. Myślę, że coraz więcej kraulem będzie, bo tak cały czas na grzbiecie jest niewygodnie, świeci słońce w oczy i fale zalewają człowieka.

30.06 - sobota
6 km (T2) - 29.42
0,5 km - 2.06, 3 km - 14.48, ostatnie 500 m - 2.09
Dzień po pływaniu. Muszę zweryfikować swoje przemyślenia, bo wynik naprawdę dobry. Gorzej pierwsza i ostatnia pięćsetka, ale na trasie trochę szybciej i w efekcie taki sam czas jak wczoraj.
Podsumowanie czerwca - 215 km biegu, 130 km kolarstwa, 1,4 km pływania.

01.07 - niedziela
6 km (T2) - 28.17
0,5 km - 2.01, 3 km - 14.03
Dwa dni po pływaniu znowu najlepszy czas w tym roku na trasie T2. Druga połówka wolniejsza, ostatnia 500-ka nie zmierzona, ponieważ nie zauważyłem znacznika. Muszę poprawić farbą oznaczenie 5 kilometrów.

02.07 - poniedziałek
6 km (T2) - 29.14
0,5 km - 2.03, 3 km - 14.56, ostatnie 500 m - 2.00
Muszę robić lepszą rozgrzewkę, żeby pierwszą 500-tkę schodzić poniżej 2 minut. Może wydłużę ją z 10 do 15 minut. Druga połówka szybsza. Oczywiście jak zwykle szybciej pod górki.
Na trasie T1 poprawiłem farbą znaczniki półkilometrowe. Przy okazji na trasie T2 oczyściłem drogę z gałęzi. Dużo ich coś, więc się trochę zmachałem.

03.07 - wtorek
6 km (T2) - 28.50
0,5 km - 1.56, 3 km - 14.20, ostatnie 500 m - 2.01
Rozgrzewka 15 minut, w tym pod koniec dłuższe dosyć szybkie przebieżki. Pomogło - pierwsze 500 metrów poniżej 2 minut. Tempo na trasie niezłe, ale mimo to, że się starałem, to ostatnie 500 metrów powyżej 2 minut.

04.07 - środa
6 km (T2) - 29.52
0,5 km - 2.03, 3 km - 15.01, ostatnie 500 m - 2.04
Pomimo intensywniejszej rozgrzewki nie udało się zejść poniżej 2 minut na pierwszej 500-tce. Po wczorajszym ostrym treningu organizm dzisiaj musiał odreagować, chociaż gdybym się mocniej przyłożył? Chociaż na ostatniej 500-tce przykładałem się, i co z tego?
Wyjazd na pływanie. Dojazd 5 km rowerem - 15 minut, powrót - 14 minut. Około 1 km pływania (4x250 metrów) w morzu z falami - około 51 minut. Część trasy kraulem, większość - stylem grzbietowym. Jakoś za mocno się nie zmęczyłem. Mogłem więcej.

05.07 - czwartek
6 km (T2) - 29.30
0,5 km - 1.59, 3 km - 14.45, ostatnie 500 m - 1.58
Po 3 kilometrze rozwiązała mi się sznurówka i zacząłem manipulować przy stoperze. Zresetowałem czas, więc czas końcowy jest w przybliżeniu. Na drugiej połówce mniej więcej biegłem w tempie pierwszej, a może nawet trochę szybciej, ale zaliczę sobie takie samo tempo, więc czas jest dwa razy dłuższy. Udało mi się wreszcie przebiec pierwszą i ostatnią 500-kę poniżej 2 minut. Niewiele, ale zawsze. Dzień po pływaniu w dobrym tempie, więc to tak bardzo nie wpływa na moje siły, ale przed startami nie będę pływał.

06.07 - piątek
6 km (T2) - 29.38
0,5 km - 2.00, 3 km - 14.51, ostatnie 500 m - 2.00
Dzisiaj miała być lepsza forma, wyszła gorsza. Co gorsza nie złamałem 2 minut na skrajnych pięćsetkach, ale było blisko, więc nie ma co narzekać. Wyjdzie na to, że dzień po pływaniu będę miał optymalną formę. Jutro zrobię dyszkę po górkach. Trzeba coś dłuższego wreszcie przebiec.

07.07 - sobota
10,3 km (T2+1)- 54.02
0,5 km - 2.05, 3 km - 15.09, ostatnie 3 km - 15.55, ostatnie 500 m - 2.15
Do 3 kilometra jako tako, później gorzej. Wiedziałem, że na ostatnich 500 metrach muszę dać z siebie wszystko, żeby przebiec w pobliżu 2 minut. Dałem wszystko, ale w pobliżu nie było.

08.07 - niedziela
6 km (T2) - 29.29
0,5 km - 1.57, 3 km - 14.51, ostatnie 500 m - 1.59
Tempo niezłe, chociaż w drugiej połówce wydawało mi się, że biegnę wolno i starłem się biec szybciej. Różnice są niewielkie, a tempo różni się tak bardzo, że aż sam się dziwię. Schodzę na 500-kach poniżej 2 minut, ale muszę schodzić wyraźniej, tak jak na pierwszej.
Wyjazd na plażę, żeby popływać. Postanowiłem lepiej to zmierzyć. Więc jazda rowerem: start - sprzed domu (start do treningów biegowych), meta - brama campingu (przy plaży). Czasy - 15.46 i powrót - 14.12. Pływanie w coraz bardziej falującej wodzie, tak że nie dopłynąłem do swojego kilometra. Zabrakło tylko 50 metrów do dokończenia trasy i nie byłem w stanie tego zrobić. Może na siłę dałoby się to zrobić, ale ciężko jest płynąć gdy fale przewalają się przez człowieka. Kilka razy pod koniec musiałem na chwilę stanąć, żeby wypluć wodę zalewającą mnie. Gdy raz nie poczułem dna, to od razu doznałem skurczu prawej łydki. Tak już coś mam, gdy nie czuję dna to od razu doznaję skurczu. To jakiś atak paniki, który muszę przezwyciężyć. Na szczęście skurcz przetrzymałem, i nie było głęboko, tylko gdy fala podchodziła, to robiło się głębiej. Pływałem oczywiście wzdłuż plaży na trasie około 250 m - dopłynięcie od miejsca położenia roweru do zejścia na plażę, nawrót, dopłynięcie do przewróconych brzózek (takie punkty orientacyjne sobie obrałem), nawrót, zejście na plażę, brzózki, nawrót i miałem dopłynąć do miejsca położenia roweru. Z powrotem było ciężej, bo pod falę na skos. Czas - około 1 godziny 2 minut.

09.07 - poniedziałek
6 km (T2) - 29.09
0,5 km - 2.00, 3 km - 14.36, ostatnie 500 m - 1.59
Zaczęło to być regułą, że dzień po pływaniu dobrze mi się biega. Wydawałoby się, że godzina pływania wyczerpie organizm, a tu taka niespodzianka, przynajmniej dla mnie. Druga połówka szybsza, a ostatnia pięćsetka poniżej 2 minut, więc jest dobrze. Moja forma biegowa jest bardzo ulotna, chociaż po czasach widać, że zwyżkuje. Jutro zapewne będzie gorzej niż dzisiaj, chociaż powinno być lepiej.

10.07 - wtorek
6 km (T2) - 29.21
0,5 km - 1.58, 3 km - 14.33, ostatnie 500 m - 2.02
Pierwsza połówka szybsza niż wczoraj, ale za to druga wolniejsza. W sumie wolniej niż wczoraj.

11.07 - środa
6 km (T1) - 28.31
0,5 km - 2.01, 1 km - 4.15, 3 km - 14.08, ostatni 1 km - 4.21, ostatnie 500 m - 2.02
Miało być po trasie T2, a mogło w ogóle nie być ze względu na deszcz. Kiedyś bym spokojnie poszedł trenować. Teraz po deszczu staram się nie biegać. Deszcz przeszedł, ale biegałem po szosie, bo górki były zapewne zabłocone. Tempo niezbyt imponujące, ale na tyle mnie było dzisiaj stać. Jutro też ma być deszcz i będę wyczekiwał przejaśnień.

12.07 - czwartek
6 km (T1) - 26.40
0,5 km - 2.02, 1 km - 4.09, 3 km - 13.27, ostatni 1 km - 4.07, ostatnie 0,5 km - 2.00
W porównaniu do wczoraj, to jest ekstra tempo, ale średnia tylko 4:27 min/km.

13.07 - piątek
Bez treningu

14.07 - sobota
5 km - 20.52
START w parkrunie Świnoujście - jubileusz dwa lata.
Niezły bieg, chociaż po ostatnim starcie w Świnoujściu można było spodziewać się lepszego czasu. Dystans - ponad 5 km (mój pomiar 5,15 km), chociaż oficjalnie to jest 5 kilometrów.

15.07 - niedziela
6 km (T2zm) - 31 minut
0,5 km - 2.00, ostatnie 0,5 km - 2.12
Na mojej trasie piłowano drewno, więc musiałem zawrócić i dobiegać jakoś 6 kilometrów. Dystans w przybliżeniu 6 km (T2 zmienione). Po wczorajszym miałem siły tylko na początek biegu, a może zmiana trasy tak mnie zniechęciła?

16.07 - poniedziałek
6 km (T2) - 30.08
0,5 km - 2.04, 3 km - 14.55, ostatnie 0,5 km - 2.04
Jakoś dzisiaj słabo. Jadę popływać, to może jutro będzie lepiej.

17.07 - wtorek
6 km (T1) - 29.56
0,5 km - 2.13, 1 km - 4.35, 3 km - 14.52, ostatni 1 km - 4.36, ostatnie 0,5 km - 2.16
Słabiutko. Męczyłem się by złamać 30 minut. Czyżby wczorajsze pływanie?

18.07 - środa
10 km (T1) - 49.17
0,5 km - 2.05, 1 km - 4.17, 3 km - 14.10, 5 km - 24.23, ostatnie 3 km - 14.36, ostatni 1 km - 4.23, ostatnie 0,5 km - 2.07
Czas odpoczynku się skończył, nadszedł czas na przygotowania na wrześniowo-październikowe wyzwania DLB. Dzisiaj energii o wiele więcej niż wczoraj, więc ze swobodą złamałem 50 minut na dyszkę. Biegam teraz dyszki, czasem coś więcej, czasem jeszcze szósteczkę.

19.06 - czwartek
10 km (T1) - 49.17
0,5 km - 2.06, 1 km - 4.17, 3 km - 14.13, 5 km - 24.29, ostatnie 3 km - 14.58, ostatni 1 km - 4.30, ostatnie 0,5 km - 2.14
Początek identyczny jak wczoraj. Do 5 kilometra mniej więcej tak samo, później już gorzej.

20.06 - piątek
10 km (T2+1) - 52.39
0,5 km - 2.09, 3 km - 14.48, ostatnie 3 km - 15.36, ostatnie 0,5 km - 2.09
Przed biegiem samopoczucie było kiepskie, ale na biegu było lepiej. Dwie przeszkody w postaci zwalonych drzew, przy czym w drugim przypadku trzeba było przejść do marszu, żeby pokonać przeszkodę - pod drzewem przechodziłem.

21.07 - sobota
10 km (T2+1) - 52.39
0,5 km - 2.09, 3 km - 14.57, ostatnie 3 km - 15.06, ostatnie 0,5 km - 2.09
Podobnie jak wczoraj, tylko druga połówka szybsza.

22.07 - niedziela
10 km (T1) - 48.27
0,5 km - 2.06, 1 km - 4.12, 3 km - 13.47, 5 km - 23.42, ostatnie 3 km - 14.33, ostatni 1 km - 4.25, ostatnie 0,5 km - 2.08
Pierwsza połówka szybsza, ale druga też nie była zła.

23.07 - poniedziałek
10 km (T2+1) - 51.24
0,5 km - 2.10, 3 km - 14.50, ostatnie 3 km - 15.00, ostatnie 0,5 km - 2.13
Sił było więcej niż ostatnio na tej trasie więc było szybciej. Pierwsza i ostatnia pięćsetka co prawda wolniej, ale pośrodku już lepiej.

24.07 - wtorek
10 km (T1) - 49.00
0,5 km - 2.05, 1 km - 4.17, 3 km - 14.02, 5 km - 24.13, ostatnie 3 km - 14.26, ostatni 1 km - 4.15, ostatnie 0,5 km - 2.02
Nie było tak szybko jak w niedzielę, ale było dobrze. Przebłyski formy czuć.

25.07 - środa
10 km (T2+1) - 52.10
0,5 km - 2.06, 3 km - 14.54, ostatnie 3 km - 15.25, ostatnie 0,5 km - 2.10
Temperatura 29 stopni i pełne słońce więc chciał nie chciał organizm bronił się przed ekstremalnym wysiłkiem. Ale i tak było całkiem nieźle.

26.07 - czwartek
10 km (T1) - 50.50
0,5 km - 2.13, 1 km - 4.28, 3 km - 14.27, ostatnie 3 km - 15.06, ostatni 1 km - 4.31, ostatnie 0,5 km - 2.09
Duże rozczarowanie. Myślałem, że biegnę na złamanie 50 minut, a tu na kilometr przed metą szanse na to były zerowe. Jeszcze trochę przycisnąłem ostatnią 500-kę, ale i tak było słabo. Myślę, że to wynik wczorajszego biegu w upale. Dzisiaj wystartowałem rano i było 23 stopnie, ale na mecie już 28 stopni, więc tak fajnie też nie było.

27.07 - piątek
Bez treningu, bo jutro start w Wisełce.

28.07 - sobota
1,8 km - 7.27
Start w "Biegu ku Słońcu" w Wisełce. Planuję ogień, przynajmniej na początku biegu.
Ogień może był, ale z nieba. Coś ciężko się biegło.

29.07 - niedziela
10 km(T1) - ok. 50 min
0,5 km - 2.07, 1 km - 4.19, 3 km - 14.18, ostatnie 3 km - 15.22, ostatni 1 km - 4.23, ostatnie 0,5 km - 2.10
Pomiary zgadzały do 3 kilometra, później na 5 kilometrze wyszedł jakiś za bardzo dobry czas. Dlatego też czas wpisuję około 50 minut.

30.07 - poniedziałek
10 km (T1) - 49.49
0,5 km - 2.12, 1 km - 4.32, 3 km - 14.35, 5 km - 24.58, ostatnie 3 km - 14.30, ostatni 1 km - 4.30, ostatnie 0,5 km - 2.12
Żeby złamać 50 minut musiałem się napracować. Ciężko się biegło.

31.07 - wtorek
10 km (T2) - 53.34
0,5 km - 2.14, 3 km - 15.28, ostatnie 3 km - 15.34, ostanie 0,5 km - 2.06
Bieg w pełnym słońcu przy temperaturze w cieniu 31 stopni. Organizm sam się przestawił na wolniejsze bieganie, chociaż chciałem wycisnąć więcej, szczególnie w drugiej połówce. Prawie się udało, a ostatnie 500 metrów było naprawdę niezłe. W sobotę start na 5 kilometrów, więc BPS - dwie szósteczki po szosie, jedna rano druga w godzinie startu, czyli o 16, w piątek bez treningu, w środę może pływanie 1 km.

01.08 - środa
6 km (T1) - 28.47
0,5 km - 2.09, 1 km - 4.24, 3 km - 14.16, ostatnie 3 km - 14.31, ostatni 1 km - 4.26, ostatnie 0,5 km - 2.12
Trochę szybszy trening, ale bez szaleństw, chociaż biegłem prawie na 100%.

02.08 - czwartek
6 km (T1) - 28.24
1 km - 4.26, 3 km - 14.08, ostatnie 3 km - 14.16, ostatni 1 km - 4.16, ostatnie 0,5 km - 2.04
Trening w godzinach startu w Kamieniu, czyli koło 16. Bieg taki sobie. Pierwsze 0,5 km nie udało mi się uchwycić, ale cudów nie było, co pokazuje czas 1 kilometra.

03.08 - piątek
Bez treningu.

04.08 - sobota
5 km - 20:43
Start w Kamieniu Pomorskim - szczegóły w osobnym wpisie.

05.05 - niedziela
10 km (T2+1) - 54.56
0,5 km - 1.59, ostatnie 0,5 km - 2.14
Wydawało mi się, że biegnę jako tako a wyszło kiepsko. Jeszcze pierwsze 500 metrów było bardzo dobre, ale potem było jak było. Cóż - po mocnym biegu nie może być dobrze. Bieg z przeszkodami. Co prawda jedno przewrócone drzewo wypiłowano, ale drugie na pobocznej drodze już nie i trzeba chyba będzie długo na to czekać. Na trasie wbił mi się kolec do nogi i musiałem się zatrzymać, zdjąć buta i skarpetkę i wyciągnąć ten kolec. Jeszcze jedno zdarzenie - ktoś sobie zdejmował druty z ogrodzenia, zostawił przy drodze i moja noga zaplątała się w te druty. Dobrze, że nic się nie stało.

06.08 - poniedziałek
10 km (T2+1) - 54.56
0,5 km - 2.12, ostatnie 0,5 km - 2.18
Wydawało się, że gorzej być nie może niż wczoraj, ale było gorzej. Jutro będzie lepiej.

07.08 - wtorek
10 km (T1) - 49.19
0,5 km - 2.12, 1 km - 4.31, 3 km - 14.46, 5 km - 25.08, ostatnie 3 km - 14.05, ostatni 1 km - 4.16, ostatnie 0,5 km - 2.11
Wreszcie szybszy bieg. Starałem się utrzymywać tempo i na ostatnim kilometrze trochę przycisnąłem. Nie było łatwo i przyjemnie.

08.08 - środa
10 km (T2+1) - 56.26
0,5 km - 2.22, 3 km - 16.21, ostatnie 3 km - 16.06, ostatnie 0,5 km - 2.20
Jeszcze gorzej niż poprzednio. Już na rozgrzewce czułem brak sił. Pomyślałem sobie - dzisiaj zrobię 6 kilometrów, ale zrobiłem 10. Chyba chciałem zobaczyć jaki czas zrobię przy kiepskim samopoczuciu. Temperatura 31 stopni, a gdy kończyłem trening - 34 stopnie. Starałem się ostatnie 3 kilometry przebiec szybciej niż pierwsze 3 kilometry i to się udało. Nie było łatwo, chociaż wiaterek wiał.

09.08 - czwartek
10 km (T1) - 51.08
0,5 km - 2.15, 1 km - 4.34, 3 km - 15.07, 5 km - 25.40, ostatnie 3 km - 14.55, ostatni 1 km - 4.29, ostatnie 0,5 km - 2.10
Początek niezły, ale już na 3 kilometrze słabo. Końcówkę starałem się przebiec szybciej i się udało.

10.08 - piątek
10 km (T2+1) - 55.37
0,5 km - 2.19, ostatnie 3 km - 15.55, ostatnie 0,5 km - 2.18
Jak zacząłem wolno biegać na crossowej trasie, tak wolno biegam. Jutro dyszka, pojutrze szósteczka i to by było całe przygotowanie do "Nocnej 9" w Świnoujściu.

11.08 - sobota
10 km (T1) - 51.22
0,5 km - 2.16, 1 km - 4.40, 3 km - 14.58, 5 km - 25.35, ostatnie 3 km - 15.24, ostatni 1 km - 4.45, ostatnie 0,5 km - 2.21
Ciężko mi się ostatnio biega. Spadek wydolności tragiczny, ale może będzie lepiej.

12.08 - niedziela
6 km (T1) - 28.44
0,5 km - 2.17, 1 km - 4.32, 3 km - 14.19, ostatnie 3 km - 14.25, 1 km - 4.21, 0,5 km - 2.08
Trochę szybciej. Przecież forma nie mogła ulecieć w siną dal.

13.08 - poniedziałek
Bez treningu.

14.08 - wtorek
9 km? - 40.58
START w Świnoujściu w pierwszym moim nocnym biegu.

15.08 - środa
Bez treningu.
Wczoraj się mocno styrałem, więc przyda się przerwa. Jutro szósteczka, pojutrze znowu dzień bez treningu, no bo to dzień przed startem w Dziwnowie.

16.08 - czwartek
6 km - 29.42
0,5 km - 2.18, 1 km - 4.41, 3 km - 15.13, ostatnie 3 km - 14.29, ostatni 1 km - 4.12, ostatnie 0,5 km - 2.03
Na początku ciężko było biec, ale potem zmobilizowałem się, żeby złamać 30 minut.

17.08 - piątek
Bez treningu.

18.08 - sobota
9,440 km - 40.40
START w Dziwnowie.
Świetny czas, ale warunki były dobre.

19.08 - niedziela
311 schodów - 2.06
START w Świnoujściu w biegu po schodach na latarnię.

20.08 - poniedziałek.
Bez treningu.
Wyjazd rowerem do Wolina, więc na bieg już nie starczyło siły i ochoty.

21.08 - wtorek
10 km (T2+1) - 54.22
0,5 km - 2.13, ostatnie 3 km - 16.17, ostatnie 0,5 km - 2.22
Powrót do treningu po kilku szalonych dniach. Na trasie nowa przeszkoda - zwalona topola. Tempo jako takie, ale bez rewelacji.

22.08 - środa
10 km (T2+1) - 53.57
0,5 km - 2.08, 3 km - 15.01, ostatnie 3 km - 16.09, ostatnie 0,5 km - 2.24

23.08 - czwartek
10 km (T1) - 49.31
0,5 km - 2.11, 1 km - 4.28, 3 km - 14.25, 5 km - 24.40, ostatnie 3 km - 14.23, ostatni 1 km - 4.29, ostatnie 0,5 km - 2.11
Po dwóch crossach trzeba było pobiegać po szosie. Złamane 50 minut, więc nie było źle. Pierwsze i ostatnie 3 kilometry prawie takie same.

24.08 - piątek
Bez treningu biegowego.
Przejechałem 60 km rowerem, żeby najpierw prześwietlić zęba w Kamieniu Pomorskim, a później udać się do dentysty w Wolinie. Miało być szybko ze zmierzeniem czasu na trasie Kołczewo - Dziwnów, ale zapomniałem włączyć stoper, później na trasie Wolin -Kołczewo i tutaj włączyłem - czas 35:34.

25.08 - sobota
10 km (T1) - 50.17
0,5 km - 2.13, 1 km - 4.33, 3 km - 14.50, 5 km - 25.28, ostatnie 3 km - 14.32, ostatni 1 km - 4.33, ostatnie 0,5 km - 2.13
Chciałem złamać 50 minut, ale od 2 do 7 kilometra było za wolno, chociaż się starałem. Na 9 kilometrze już byłem bez szans.

26.08 - niedziela
10 km (T2+1) - 54.45
0,5 km - 2.15, 3 km - 15.30, ostatnie 3 km - 15.40, ostatnie 0,5 km - 2.16
Starałem się ostatnie 3 kilometry przebiec szybciej niż pierwsze, ale się nie udało mimo starań.

27.08 - poniedziałek
10 km (T1) - 50.17
0,5 km - 2.09, 1 km - 4.21, 3 km - 14.29, 5 km - 24.58, ostatnie 3 km - 14.25, ostatni 1 km - 4.20, ostatnie 0,5 km - 2.06
Tym razem złamałem 50 minut. Od 3 kilometra walka o utrzymanie tempa i na ostatnim kilometrze udało się przyspieszyć.

28.08 - wtorek
10 km (T2+1) - 53.35
0,5 km - 2.15, 3 km - 15.15, ostatnie 3 km - 15.36, ostatnie 0,5 km - 2.18
Najlepszy czas na tej trasie w miesiącu, więc nie ma co narzekać. Trochę dzisiaj bardziej energicznie pod górki, chociaż zawsze staram się biec pod górki szybciej.

29.08 - środa
10 km (T1) - 49.51
0,5 km - 2.13, 1 km - 4.34, 3 km - 14.46, 5 km - 25.19, ostatnie 3 km - 14.14, ostatni 1 km - 4.27, ostatnie 0,5 km - 2.12
Pierwsze kilometry poniżej 5 min/km, między 3 a 7 kilometrem walka o to, żeby jak najmniej stracić i na ostatnim kilometrze walka o złamanie 50 minut. Udało się.

30.08 - czwartek
10 km (T2+1) - 50.13
3 km - 3.31
Tylko pierwsze 3 kilometry zmierzyłem, ostatnie 0,5 km też, ale po raz drugi zegarek zgasł. Chyba już teraz sam się nie podniesie. Jak go nowa bateria nie wskrzesi, to kupuję nowy w cenie 150-200 złotych. Musi mieć przynajmniej 10 LAP-ów. A może kupię coś bardziej zaawansowanego, chociaż nie czuję potrzeby.

31.08 - piątek
10 km (T1) - 48.54
0,5 km - 2.08, 1 km - 4.21, 3 km - 14.20, 5 km - 24.20, ostatnie 0,5 km - 2.12
Bieg ze wskazówkowym zegarkiem mechanicznym, więc czasy zapamiętane. Na 9,5 km zapamiętałem tylko gdzie jest wskazówka sekundowa i czas ostatni policzyłem. Nie chciałem biegać z telefonem.
Podsumowanie sierpnia - 217 km biegu, 194 km jazdy rowerem, 2 km pływania.

01.09 - sobota
Bez treningu. Wreszcie. Wykorzystałem fakt, że musiałem wrzucić do piwnicy drewno opałowe.

02.09 - niedziela
10 km (T1) - 47.10
0,5 km - 2.06, 1 km - 4.18, 3 km - 13.53, 5 km - 23.55, ostatni 1 km - 4.22, ostatnie 0,5 km - 2.12
Myślałem, że jest 49.10, a tutaj taki czas. Spotkałem kolarza, który okazał się biegaczem, który kiedyś biegał maratony w 2:30. Porozmawiałem sobie z nim długą chwilę (jechał obok mnie). Jak było 3 kilometry do mety przyspieszyłem jak zwykle i chyba przyspieszyłem mocniej niż zawsze, więc taki czas. W sumie to nic rewelacyjnego, bo dyszkę mógłbym spróbować przebiec w jakieś 43 minuty, ale na treningu to bardzo dobrze.

03.09 - poniedziałek
6 km (T2) - 28.23
0,5 km - 2.10, 3 km - 14.14, ostatnie 3 km - 14.09, ostatnie 0,5 km - 2.08
Miało być 10 km po górkach, było 6, ale za to szybciej. Decyzja zapadła po pierwszych 500 metrach. Jakoś nie czułem się na siłach pobiec dobrze 10 kilometrów. Jutro dyszka po szosie.

04.09 - wtorek
10 km (T1) - 47.25
0,5 km - 2.08, 1 km - 4.18, 3 km - 13.48, 5 km - 23.35, ostatnie 3 km - 13.52, ostatni 1 km - 4.25, ostatnie 0,5 km - 2.10
Drugi niezły trening na 10 km zbliżony do tego sprzed dwóch dni. Tym razem zapamiętałem wszystkie międzyczasy. Nie było to trudne, bo zapamiętywałem tylko końcówki z wyjątkiem 7 kilometra, ale tutaj ułatwienie - było 33:33.

05.09 - środa
0,5 km - 2.10, 3 km - 14.19, ostatnie 3 km - 13.54, ostatnie 0,5 km - 2.01

06.09 - czwartek
Bez treningu. Długi wyjazd do miasta.

07.09 - piątek
6 km (T1) - 30.39
0,5 km - 2.20, 1 km - 4.42, 3 km - 15.12
Zaczęła się nowa era w moich biegach. Bateria w zegarku została zmieniona i zegarek chodzi jak burza.
Ponieważ wczoraj musiałem wyjechać do miasta załatwiać sprawy, więc dzień przerwy w treningu zrobiłem nietypowo dwa dni przed zawodami, a dzień przed zawodami zrobiłem luźne wybieganie. Biegłem luźno, więc jak na półmetku było gorzej niż 15 minut nie przejąłem się tym i jeszcze nawet zwolniłem. Bo po co mi złamanie 30 minut? Jutro jest bardzo ważny bieg, więc oszczędzałem siły, chociaż bez przesady. A może lepiej by było jednak trochę pocisnąć? Myślę, że nie, ale któż to wie? Jak forma? To jest wielka niewiadoma. Na 4 Milach Jarka było bardzo dobrze. Od tamtego czasu trening nastawiłem na ten start, chociaż nie można zapominać o półmaratonie. 6 października tuż tuż.

08.09 - sobota
9,440 km - 40.34
START w biegu DLB w Dziwnowie.
Czas niezły, a nawet bardzo dobry, o 5 sekund tylko gorszy od ubiegłorocznego mojego rekordu. Ale w tym roku o wiele więcej biegałem i mogłem się spodziewać lepszej formy. Tylko, że o wiele więcej biegałem a nie trenowałem i w tym tkwi problem.

09.09 - niedziela
6 km (T2) - 29.48
0,5 km - 2.10, 3 km - 15.02, ostatnie 3 km - 14.46, ostatnie 0,5 km - 2.05
Miałem pobiec dyszkę, pobiegłem szóstkę. Na crossowej trasie starałem się złamać 30 minut i złamałem. Jutro dyszka po szosie i następny tydzień to właśnie dyszki, jako przygotowanie do biegu DLB za 2 tygodnie na dystansie 6,250 km. W tygodniu zawodów szósteczki. Trasa biegu będzie crossowa, więc będę przeplatał szosową trasę z T1 z crossową trasą T2.

10.09 - poniedziałek
10 km (T1) - 49.08
0,5 km - 2.10, ostatnie 0,5 km - 2.05
Tylko tyle międzyczasów, ponieważ skasowałem je ze stopera i tylko tyle zapamiętałem. Pierwszy i ostatni kilometr jak zwykle mocniejszy, 3 ostatnie kilometry też.

11.09 - wtorek
10 km (T2+1) - 53.21
0,5 km - 2.17, 3 km - 15.22, ostatnie 3 km - 15.07, ostatnie 0,5 km - 2.15
Przed biegiem padał deszcz i po crossowej prasie po deszczu nie biegam. Ale teraz pobiegłem, ponieważ najbliższy start będzie po takiej trasie. Starałem się ostatnie 3 kilometry przebiec szybciej niż pierwsze 3 kilometry i to mnie napędzało. Czas wyszedł niezły. Przeglądając wyniki - lepszy czas uzyskałem 25 lipca, czyli dawno temu. Jutro dyszka po szosie i szybsze tempo.

12.09 - środa
10 km (T1) - 49.34
0,5 km - 2.18, 1 km - 4.37, 3 km - 14.32, 5 km - 24.50, ostatnie 3 km - 14.22, ostatni 1 km - 4.22, ostatnie 0,5 km - 2.05

13.09 - czwartek
10 km (T2+1) - 51.03
0,5 km - 2.13, 3 km - 15.01, ostatnie 3 km - 14.34, ostatnie 0,5 km - 2.07
Przed treningiem czułem się zmęczony, a na treningu noga podawała. Więc co było robić - starałem się pobiec jak najszybciej i w końcówce jeszcze dołożyłem. Wyszedł najlepszy wynik w tym roku, o minutę lepszy od tego najlepszego. Trzy dni temu był minutę gorszy. W tamtym roku łamałem 50 minut, ale to się nie przełożyło na wyniki, więc nie ma się co tak sprężać.

14.09 - piątek
10 km (T1) - 48.50
0,5 km - 2.14, 1 km - 4.30, 3 km - 14.20, 5 km - 24.21, ostatnie 3 km - 14.11, ostatni 1 km - 4.17, ostatnie 0,5 km - 2.06
Taki sobie trening. Końcówka tak mocna jak tylko mogłem.

15.09 - sobota
10 km (T2+1) - 51.08
0,5 km - 2.14, 3 km - 14.50, ostatnie 3 km - 14.43, ostatnie 0,5 km - 2.05
Prawie powtórzyłem dobry bieg sprzed dwóch dni. Więc jest moc. Jutro jeszcze dyszka po szosie, bo pamiętam cały czas o półmaratonie, potem BPS, czyli dzień przerwy, trzy szósteczki, w tym dwie crossowe i ostatnia na luzie, dzień przerwy i start na 6,250 km.

16.09 - niedziela
10 km (T1) - 47.53
0,5 km - 2.08, 1 km - 4.20, 3 km - 14.03, 5 km - 24.04, ostatnie 3 km - 13.54, ostatni 1 km - 4.07, ostatnie 0,5 km - 1.56
Mocnym akcentem zakończyłem tydzień. W sumie 7 dyszek, więc 70 kilometrów. Dzisiaj miałem moc. 500 metrów przed metą miałem szansę złamać 48 minut, tylko trzeba było pobiec w 2.02. Tak przyspieszyłem, że nie tylko złamałem te 48 minut, ale i 2 minuty na 500 metrów.

17.09 - poniedziałek
Bez treningu.

18.09 - wtorek
6 km (T2) - 29.14
0,5 km - 2.14, 3 km - 14.38, ostatnie 3 km - 14.36, 0,5 km - 2.05
Dosyć mocno po dniu wolnym.

19.09 - środa
6 km (T1) - 29.42
0,5 km - 2.16, 1 km - 4.36, 3 km - 15.02, ostatnie 3 km - 14.40, ostatni 1 km - 4.32, ostatnie 0,5 km - 2.13
Nie miałem w planie szaleństw, więc powolutku ze złamaniem 30 minut.

20.09 - czwartek
6 km (T2) - 29.19
0,5 km - 2.08, 3 km - 14.38, ostatnie 3 km - 14.41, 0,5 km - 2.06
Prawie prawie taki sam bieg jak dwa dni temu, z wyjątkiem pierwszej pięćsetki, która dzisiaj była szybsza. Starałem się za mocno nie cisnąć, żeby starczyło energii na zawody za dwa dni. Jurto przerwa w treningu, żeby zbierać dalej energię.

21.09 - piątek
Bez treningu.

22.09 - sobota
6,250 km - 27.14
START w DLB Dziwnów - Międzywodzie - Dziwnów crossowo po lesie.
O pona minutę lepiej niż na wiosnę.

23.09 - niedziela
6 km (T1) - 28.37
1 km - 4.34, 3 km - 14.30, ostatnie 3 km - 14.07, ostatni 1 km - 14.18, ostatnie 0,5 km - 2.05
Fajny mocny trening.

24.09 - poniedziałek
6 km (T1) - 31.55
0,5 km - 2.24, 1 km - 4.55
Miał być luźny trening i był luźny. Nie wiem czy nie lepiej byłoby bez treningu.

25.09 - wtorek
Zawody w Świnoujściu zostały przerwane, więc nie biegałem. Zdarzyła się tragedia - umarł mój stary znajomy z biegowych tras Jurek Ochota.
Bez biegania, za to 2x30 km jazdy rowerem. Kołczewo - Świnoujście 1:49, Świnoujście - Kołczewo 1:30, Międzyzdroje - Kołczewo 41:51

26.09 - środa
15 km (T1) - 1.16.56
0,5 km - 2.14, 1 km - 4.34, 3 km - 14.43, 5 km - 25.07, 10 km - 51.06, ostatnie 3 km - 15.13, ostatni 1 km - 4.44, ostatnie 0,5 km - 2.21
Miałem pobiec dychę, ale pobiegłem 15.

27.09 - czwartek
Bez treningu.
Coś mnie drapie w gardle, więc postanowiłem zrobić dzień przerwy.

28.09 - piątek
15 km (T1) - 1.14.25
0,5 km - 2.14, 1 km - 4.29, 3 km - 14.02, 5 km - 24.00, 10 km - 49.33, ostatnie 3 km - 14.27, ostatni 1 km - 4.36, ostatnie 0,5 km - 2.18
Po dniu przerwy niezły trening 15-kilometrowy. Złamałem 50 minut na 10 kilometrów i 1.15 na 15 kilometrów więc było bardzo dobrze.

29.09 - sobota
Bez treningu.

30.09 - niedziela
15 km (T1) - 1.13.53
0,5 km - 2.17, 1 km - 4.36, 3 km - 14.17, 5 km - 24.13, 10 km - 49.18, ostatnie 3 km - 14.20, ostatni 1 km - 4.24, ostatnie 0,5 km - 2.09
Lepiej niż dwa dni temu, więc jest dobrze. Gardło dalej drapie, ale jutro znowu przerwa w treningu.

01.10 - poniedziałek
Bez treningu.

02.10 - wtorek
6 km (T1) - 28.50
0,5 km - 2.17, 1 km - 4.36, 3 km - 14.33, ostatnie 3 km - 14.17, ostatni 1 km - 4.23, ostatnie 0,5 km - 2.10
Pierwsza szóstka w żywym tempie.

03.10 - środa
6 km (T1) - 28.43
0,5 km - 2.20, 1 km - 4.40, 3 km - 14.30, ostatnie 3 km - 14.13, ostatni 1 km - 4.33, ostatnie 0,5 km - 2.14
Druga szóstka też szybka. Niestety przemokłem.

04.10 - czwartek
6 km (T1) - 29.11
0,5 km - 2.22, 1 km - 4.45, 3 km - 14.48, ostatnie 3 km - 14.23, ostatni 1 km - 4.26, ostatnie 0,5 km - 2.12
Ostatni trening przed półmaratonem. Miało być wolno, a było wolniej, chociaż w niezłym tempie.

05.10 - piątek
Bez treningu.

06.10 - sobota
21,1 km - 1:37:09
START w DLB.
Czas niezły.

07.10 - niedziela
Bez treningu.

08.10 - poniedziałek
Bez treningu.
Tak prawdę mówiąc sezon się dla mnie skończył, przynajmniej sezon na dobrą formę i dobre wyniki. Bieg kończący DLB można już potraktować na luzie, albo wcale nie pobiec. Jeszcze pozostał ostatni bieg (czy biegi) w Lidze Biegowej Joggingu, bo jak już rozpocząłem startować w tej lidze to muszę już skompletować starty. Jeszcze może bieg w Dzień Niepodległości, bo przecież trzeba jakoś uczcić okrągłą 100 rocznicę uzyskania niepodległości i nastanie czas na regenerację i odpoczynek. A teraz szósteczki, nie więcej.

09.10 - wtorek
6 km (T2) - 31.56
0,5 km - 2.25, 3 km - 15.42, ostatnie 0,5 km - 2.25
Powrót po półmaratonie. Jakoś zeszło ze mnie powietrze. Jednak rywalizacja to jest to. Bez niej nie ma sensu się męczyć.

10.10 - środa
6 km (T1) - 29.44
0,5 km - 2.20, 1 km - 4.45, 3 km - 15.03, ostatnie 3 km - 14.41, ostatni 1 km - 4.37, ostatnie 0,5 km - 2.17
Druga połówka szybsza. Bez fajerwerków, ale porządnie.

11.10 - czwartek
6 km (T2) - 30.05
o,5 km - 2.15, 3 km - 15.11, ostatnie 3 km - 14.54, ostatnie 0,5 km - 2.04
Chciałem złamać 30 minut, ale mimo przyspieszenia na ostatnich 500 metrach nie udało się. Druga połówka szybsza. Czas na na crossową trasę niezły.

12.10 - piątek
6 km (T1) - 29.41
0,5 km - 2.18, 1 km - 4.42, 3 km - 14.57, ostatnie 3 km - 14.44, ostatni 1 km - 4.24, ostatnie 0,5 km - 2.07

13.10 - sobota
Bez treningu.
Zamiast treningu - wesele.

14.10 - niedziela
6 km (T2) - 30.21
0,5 km - 2.21, 3 km - 14.55, ostatnie 3 km - 15.26, ostatnie 0,5 km - 2.19
Tak sobie po górkach bez większego spinania się.

15.10 - poniedziałek
Bez treningu, za to kupno i wrzucanie węgla.

16.10 - wtorek
6 km (T1) - 29.41
0,5 km - 2.13, 1 km - 4.33, 3 km - 14.40, ostatnie 3 km - 15.00, ostatni 1 km - 4.39, ostatnie 0,5 km - 2.17
Czas prawie jak w piątek z tą różnicą, że pierwsza połówka szybsza, druga wolniejsza. Jest ciepło i słonecznie, więc pojawiły się roje muszek. Ciężko biegać gdy takie muszki dostają się do oczu.

17.10 - środa
6 km (T2) - 30.32
0,5 km - 2.20, 3 km - 15.11, ostatnie 3 km - 15.22, ostatnie 0,5 km - 2.17
Miało być po górkach i było. Ani szybko ani wolno, tak bez historii.

18.10 - czwartek
6 km (T1) - 31.01
0,5 km - 2.24, 1 km - 4.41, 3 km - 14.40, ostatnie 3 km - 15.21, ostatni 1 km - 4.54, ostatnie 0,5 km - 2.27
Miałem biec szybko, a biegło się wolno. Dobrze, że to co ważne już w tym roku przebiegłem.

19.10 - piątek
Bez treningu

20.10 - sobota
5 km - 20.41
START w ostatnim 9 biegu DLB nie liczącym się do klasyfikacji. Biegnę na maksa jak zwykle, bo po to jadę na bieg, żeby biec, a nie się obijać.
Było na maksa. Nieźle. Patrząc na treningi - genialnie :)

21.10 - niedziela
Bez treningu.

22.10 - poniedziałek
Bez treningu.

23.10 - wtorek
Bez treningu - deszcz.

24.10 - środa
6 km (T1) - 29.55
0,5 km - 2.23, 1 km - 4.44, 3 km - 14.58, ostatnie 3 km - 14.57, ostatni 1 km - 4.32, ostatnie 0,5 km - 2.16
Po trzech dniach przerwy wreszcie trening. Jako tako (po japońsku). Muszę jeszcze trzymać trochę formy, bo może jeszcze się przyda. Przecież jeszcze test Coopera w Świnoujściu (jak się odbędzie) i jakiś bieg 10-11 listopada.

25.10 - czwartek
6 km (T1) - 28.45
0,5 km - 2.16, 1 km - 4.30, 3 km - 14.22, ostatnie 3 km - 14.23, ostatni 1 km - 4.32, ostatnie 0,5 km - 2.15
Ponad minutę lepiej niż wczoraj, więc jest dobrze.

26.10 - piątek
Bez treningu.
Nieoczekiwanie musiałem pojechać do Wolina rowerem. Więc zamiast 6 km biegu było 28 km jazdy rowerem. Z powrotem Wolin - Kołczewo - czas 34:10. Było lekko z wiatrem, więc czas bardzo dobry, tylko 18 sekund gorszy od mojego rekordu z 2016 roku.

27.10 - sobota
Bez treningu.
Miał być trening, ale postanowiłem pójść na grzyby, pierwszy raz w tym roku. Było trochę jazdy rowerem, dużo chodzenia. Grzyby były - maślaki, podgrzybki, kozaki, opieńki. Wyszła z tego pyszna zupa ugotowana przez żonę. Mogłem jeszcze pobiegać, ale po co?

28.10 - niedziela
6 km (T1) - 29.08
0,5 km - 2.17, 1 km - 4.38, 3 km - 14.38, ostatnie 3 km - 14.30, ostatni 1 km - 4.33, ostatnie 0,5 km - 2.14
Takie sobie bieganie.

29.10 - poniedziałek
6 km (T1) - 29.50
0,5 km - 2.16, 1 km - 4.38, 3 km - 14.58, ostatnie 3 km - 14.52, ostatni 1 km - 4.41, ostatnie 0,5 km - 2.18
Dzisiaj zimniej, ale słabiej niż wczoraj.

30.10 - wtorek
6 km (T1) - 29.45
0,5 km - 2.18, 1 km - 4.43, 3 km - 15.05, ostatnie 3 km - 14.40, ostatni 1 km - 4.27, ostatnie 0,5 km - 2.13

31.10 - środa
6 km (T2) - 30.44
0,5 km - 2.18, 3 km - 15.21, ostatnie 3 km - 15.23, ostatnie 0,5 km - 2.15

01.11 - czwartek
Bez treningu.

02.11 - piątek
6 km (T1) - 29.37
0,5 km - 2.17, 1 km - 4.41, 3 km - 14.56, ostatnie 3 km - 14.41, ostatni 1 km - 4.37, ostatnie 0,5 km - 2.16
Rozdziobią nas kruki i wrony. Przy drodze leżała sarna zabita zapewne przez przejeżdżający samochód. Stado olbrzymich kruków rozszarpywało ją.

03.11 - sobota
6 km (T2) - 29.41
0,5 km - 2.16, 3 km - 14.50, ostatnie 3 km - 14.51, ostatnie 0,5 km - 2.09
Złamanie 30 minut na crossowej trasie T2, to niezły wyczyn.

04.11 - niedziela
6 km (T1) - 29.40
Po raz pierwszy od długiego czasu bez międzyczasów. Po prostu zapomniałem wpisać, a później wykasowałem z zegarka. Ale złamane 30 minut i to się liczy.

05.11 - poniedziałek
Bez treningu.
Jeśli miałbym wystartować w sobotę czy w niedzielę w jakimś biegu niepodległościowym, to trzeba było zrobić sobie taką przerwę. Ale na ten moment jakoś mi się nie chce jechać. Mam dwie możliwości - Świerzno (kijki plus bieg) lub Parkrun Świnoujście. Tylko w pierwszym przypadku nie podają wyników, a to jest dla mnie ważne, a w drugim - jakoś mi się nie chce. Rowerem do Świerzna jest 38 kilometrów, więc to by było wyzwanie. Ale jet sens się tak męczyć? Chociaż sport jest po to, żeby się zmęczyć.

06.11 - wtorek
6 km (T1) - 29.41
0,5 km - 2.20, 1 km - 4.45, 3 km - 14.57, ostatnie 3 km - 14.44, ostatni 1 km - 4.32, ostatnie 0,5 km - 2.14

07.11 - środa
6 km (T2) - środa
3 km - 15.43, ostatnie 3 km - 15.59, ostatnie 0,5 km - 2.19
Biegłem normalnie, a wyszło powoli.

08.11 - czwartek
6 km (T1) - 29.27
0,5 km - 2.24, 1 km - 4.46, 3 km - 14.55, ostatnie 3 km - 14.32, ostatni 1 km - 4.20, ostatnie 0,5 km - 2.06
Do 5 kilometra tak jak ostatnio. Już myślałem, że będzie koło 19.40, ale przyspieszyłem i było trochę lepiej.

09.11 - piątek
Bez treningu.

10.11 - sobota
5 km - 21.55
Parkrun Świnoujście.
Spodziewałem się lepszego czasu, ale po pierwsze słabo mi się biegło, po drugie jest tam ponoć dłuższy dystans.

11.11 - niedziela
Bez treningu.
Nie biegałem, za to pływałem. W imprezie 3 x 100 przepłynąłem 1 kilometr.

12.11 - poniedziałek
Bez treningu.

13.11 - wtorek
Bez treningu.
Po pierwsze miało padać cały dzień, po drugie roztrenowanie trzeba kontynuować. Jutro już coś pobiegam.

14.11 - środa
6 km (T1) - 29.50
0,5 km - 2.23, 1 km - 4.47, 3 km - 15.11, ostatnie 3 km - 14.39, ostatni 1 km - 4.21, ostatnie 0,5 km - 2.06
Niezły finisz.

15.11 - czwartek
6 km (T1) - 30.03
0,5 km - 2.22, 1 km - 4.46, 3 km - 15.01, ostatnie 3 km - 15.02, ostatni 1 km - 4.31, ostatnie 0,5 km - 2.12

16.11 - piątek
6 km (T1) - 31.07
1 km - 4.58, 3 km - 15.29, ostatnie 3 km - 15.38, ostatni 1 km - 5.00
Trzy biegi dzień po dniu i coraz gorzej.

17.11 - sobota
Bez treningu.

18.11 - niedziela
Bez treningu.
Miała być szósteczka, ale jak miałem biegać, to kropił deszcz. Ponieważ mam roztrenowanie, więc nie będę się pchał na siłę do biegania.

19.11 - poniedziałek
6 km (T1) - 30.40
0,5 km - 2.20, 1 km - 4.45, 3 km - 15.10, ostatnie 3 km - 15.30, ostatni 1 km - 4.54, ostatnie 0,5 km - 2.27

20.11 - wtorek
6 km (T1) - 29.55
1 km - 4.42, 3 km - 15.01, ostatnie 3 km - 14.54, ostatni 1 km - 4.30, ostatnie 0,5 km - 2.17
Jeszcze raz złamałem 30 minut. Ale tak na luzie.

21.11 - środa
Bez treningu.

22.11 - czwartek
6 km (T2) - 30.56
3 km - `5.13, ostatnie 3 km - 15.43, ostatnie 0,5 km - 2.21

23.11 - piątek
Bez treningu.

24.11 - sobota
6 km (T1) - 29.52
3 km - 15.09, ostatnie 3 km - 14.43, ostatni 1 km - 4.35, ostatnie 0,5 km - 2.17

25.11 - niedziela
Bez treningu.

26.11 - poniedziałek
6 km (T2) - 31.38
Wreszcie bez międzyczasów, chociaż coś tam mierzyłem.

27.11 - wtorek
Bez treningu.

28.11 - środa
6 km (T1) - 29.57
1 km - 4.43, 3 km - 14.53, ostatnie 3 km - 15.05, ostatni 1 km - 4.47
Jeszcze raz złamane 30 minut więc w tym roztrenowaniu nie jest źle.

29.11 - czwartek
Bez treningu.

30.11 - piątek
Bez treningu.
Miał być trening, ale po pierwsze zapowiadają deszcz, a po drugie to ostatni dzień roztrenowania, więc trzeba korzystać z wypoczynku. Następny za rok :) :(
W listopadzie biego-kilometraż wyniósł w ten sposób 89 km 14x6km i 1x5km).

Zestawienie treningów w porównaniu do 2017 roku:

http://biegacz58.xlx.pl/biegi.html

hostowane

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
eighty
16:19
Jarek42
16:17
sova100
16:15
Madmax
16:14
kostekmar
16:13
samer21
16:10
visentin
16:00
TomekWiśniewski
15:54
marmach
15:41
heelmaes
15:39
Redakcja
15:38
darekg
15:38
michu77
15:22
Karol
15:20
zbig
15:15
Czlowiek Znikad
15:14
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |