2019-06-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Zającowanie (czytano: 813 razy)

Ostatnio na biegach rozplenił się zwyczaj wyznaczania "zająców" (bardziej po angielsku - pacemaker) biegnących na określony czas. Nawet w moim parkrunie Świnoujście zające się pojawiły. Biegłem z takim na czas 22:00 i dobiegłem w 22:16, ale tylko dlatego, że w takim tempie akurat biegłem. Teraz mało co startuję na większych biegach, więc sprawa jest dla mnie mało znana. Zresztą nigdy nie biegłem w takiej grupie. Albo mnie takie grupy wyprzedzały albo nie dawałem się wyprzedzić. Nie pamiętam, żebym kiedyś dogonił.
Jakoś nie jestem za takim postępowaniem. Bieg w dużej grupie jest nie dla mnie. Dziwię się też ludziom, którzy są tymi zającami. Jaka jest satysfakcja z tego, że zamiast biec jak najszybciej biegnie się na określony czas? Przecież sport to osiągnięcie jak najlepszego wyniku. A jak się tego nie robi, to już to nie jest to sport, tylko jakaś zabawa. Nawet za cenę tego, że nie płacę wpisowego nigdy bym na takie coś się nie zgodził. Wolę wpłacić wpisowe i pobiec jak zwykle na maksa.
Druga sprawa - czy jest zgodne z duchem sportu wożenie się za kimś? Niedawno rozmawiałem z panem Kupczykiem, dawno temu czołowym polskim i światowym średniodystansowcem, finalistą olimpijskim na 800 metrów. Mówił, że w jego czasach zającowanie było surowo zabronione. A teraz co? Zająców na stadionie i na ulicy jak "mrówków".
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu snipster (2019-06-07,09:28): nie placemaker, tylko pacemaker - od słów "pace" i "maker" :) Jarek42 (2019-06-07,10:13): No tak - nawet nie wiem jak się pisze. Poprawiłem.
|