Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [17]  PRZYJAC. [1517]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Jarek42
Pamiętnik internetowy
Biegnę więc jestem, jestem więc biegnę

Jarek Kosoń
Urodzony: 1962----
Miejsce zamieszkania: Kołczewo
182 / 295


2019-05-12

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
XXIII Wiosenne Biegi Przełajowe w Wapnicy. Wreszcie rowerem (czytano: 645 razy)

 

Byłem w tamtym roku, więc pojechałem i w tym. Gdyby był bieg DLB, to bym nie pojechał, jak to się zdarzyło 2 lata temu. Są zawody ważne i ważniejsze.

Pierwszy raz w tym roku wybrałem się na zawody rowerem. Kilka razy mogłem już jechać, ale coś zawsze przeszkodziło. Pogoda nie nie zachęcała do tego, Maratony po Plaży wymuszały wyjazd samochodem, a gdy nie było już większych przeszkód - po prostu się chciało. Żona kusiła - jedź samochodem, ale twardo powiedziałem - jadę rowerem, bo trzeba trochę treningowo pojeździć. W skrócie te wyjazd wyglądał tak: 25 km rower, 3 km marsz NW, 3 km bieg, 0,3 km bieg, 21 km rower. Po tym wszystkim byłem zmęczony, więc dopiero na następny dzień piszę tę relację. Zresztą wieczorem jechałem do pracy, więc czasu i tak by nie było.

Wyjazd ten był z marszu, a dokładniej mówiąc z dwutygodniowych wybiegań do półmaratonu. Trochę zrobiłem objętości, więc wypoczęty nie byłem. 2x20 km, 4x15 km, 5x10 km może nie jest jakimś wielkim osiągnięciem, ale dla mnie jest, bo przedtem długi czas biegałem szósteczki.

Sobota 11 maja - pobudka o godzinie 7:00. Tradycyjne ważenie - 74,5 kg, czyli 4,5 kg brakuje do szczytowej formy. Śniadanie, chwila internetu, szybki spakowanie się i o godzinie 8:31 wyjeżdżam rowerem ,jak już wcześniej pisałem, na 21-kilometrowy dojazd na start. Gdzieś po dwóch kilometrach tak jakby trzasną we mnie piorun. Zapomniałem kijków no Nordic Walking, a właśnie miałem wystartować i w tej konkurencji. Szybki powrót do domu, przywiązałem kijki do ramy i o godzinie 8:47 nastąpił drugi wyjazd. Dużo nie nadrobiłem, ale z 21 kilometrów zrobiło się gdzieś 25. Ja zwykle pod pierwszą górkę przed Wisełką podjechałem, ale pod górki numer 2 i 3 szybko przemaszerowałem. Dojechałem do Międzyzdrojów i stąd już było blisko. Na parkingu przy Jeziorze Turkusowym, gdzie zawsze mierzę czas, byłem o godzinie 10:03, czyli czas przejazdu to 1 godzina i 16 minut. Zawody rozpoczynały się o godzinie 10 i tylko taką informację miałem. Ale wiedziałem, że interesujące mnie konkurencje będą później. I tak było. NW - godzina 11:05, bieg - godzina 12:45. Sporo więc czekania. Zapisałem się do tych dwóch konkurencji no i czekałem.

Rozgrzewka i start Nordic Walking. Niestety byłem sam. Jakoś dziwnie się czułem, ale co tam, start to start. Niby jest moda na kijki, ale tu jakoś nie było tego widać. Może w tamtym roku, wspólnie z jedną kobitką, przegoniliśmy tubylców? Pierwsze miejsce zapewnione, pod warunkiem, że się nie zabłądzi. Trasa trudna do pomylenia, bo wokół słynnego Jeziora Turkusowego, o turkusowym kolorze wody. Ale nie wszyscy organizatorzy o tym wiedzieli. Najpierw puścili mnie po trasie biegowej, która wiła się wokoło, potem jak chciałem wyjść już z tej trasy na okrążenie wokół jeziora, to jedna pani mnie zawróciła i twierdziła, że źle idę. Twardo powiedziałem - szedłem w tamtym roku, to wiem lepiej i poszedłem tam gdzie powinienem. W tamtym roku były oznaczenia, w tym roku nie było, ale trasę trudno było pomylić, jak już wcześniej pisałem. W górę, w dół, po schodkach i po ścieżkach leśnych. Po lewej stronie widać jeziorko, więc wszystko w porządku. Dochodzę do mety. Po wejściu na teren szkoły skręt w prawo ( w tamtym roku poszedłem prosto i musiałem trochę zawrócić), rundka po terenie szkolnym i meta. Dystans - 3 km (według organizatora), czas - 24:21. Otrzymałem bon na koszulkę i wziąłem rozmiar mniejszy dla żony. Dla siebie planowałem zdobyć w biegu, chociaż w różu bym i tak nie chodził, a taki kolor koszulki w tym roku był ( w tamtym roku czerwony).

Teraz trzeba było poczekać na bieg. Przed biegiem druga rozgrzewka, a dokładnie trzecia, bo jazda rowerem też była rozgrzewką.

START
Biegnę na początku czwarty. Miejsce jest ważne, bo koszulki były dla pierwszych 6 w każdej kategorii. Przede mną znajomi z DLB - Arek i Bartek, za mną Przemek. Oczywiście wyprzedza mnie Przemek, więc jestem piąty. Potem wyprzedza mnie jeszcze jeden biegacz, więc szóste miejsce. Tak mijamy pierwsze okrążenie. Niestety na drugim kółku spadam najpierw na siódme, potem na ósme miejsce. Wyprzedził mnie burmistrz Międzyzdrojów i biegnie przede mną (słyszałem, że biega, ale nie wiedziałem, że tak dobrze). Ten szósty oddala się i z nim oddala się koszulka. Trzymam się burmistrza - ledwo daję radę. Koniec drugiego kółka - jestem ciągle za nim. Wreszcie udaje mi się go wyprzedzić. Finisz i siódme miejsce, takie jak mój numer startowy.
META

Dystans (według organizatora) - 3 km, czas (według mnie, bo organizator nie mierzył czasu) - 11:49. Tempo wychodzi więc 3:56 min/km, co jest mało prawdopodobne. W tamtym roku było 2,8 km, więc tyle sobie zapisuję i już realne tempo 4:13 min/km.
Organizator wywieszał wyniki poszczególnych biegów na tablicy ogłoszeń, ale zapomniałem je sobie oglądnąć. Biegło około 20 mężczyzn i 1 kobieta (na 2 kółka, czyli 2 km), wygrał Arek, Bartek był trzeci a Przemek był czwarty.

Wyniki, które udało mi się zdobyć (jak znajdę więcej, to dopiszę):
1. Arkadiusz Borysiuk
2. Rafael Pena
3. Bartek Musiał
4. Przemysław Troszczyński
5.
6.
7. Jarosław Kosoń
8.
9. Mateusz Bobek

Był jeszcze jeden punkt programu - Bieg dla Ziemi, na 300 metrów, bez rywalizacji, gdzie każdy uczestnik dostawał na mecie kwiatka w doniczce. Wystartowałem i w tym biegu oczywiście, bo chciałem żonie przywieść też kwiatka, a i cel był szczytny. Mimo, że nie było rywalizacji - pobiegłem dosyć mocno, ale wielu dzieciaków nie zdołałem wyprzedzić. Jeśli chodzi o kwiatek, to dostały mi się fioletowe bratki.
Zjadłem jeszcze zupkę serwowaną w ramach imprezy i już zaczęły się dekoracje. Stanąłem oczywiście na podium w kategorii NW. Puchar, torba sportowa, kilka gadżetów, w tym "nerka" biegowa, któryś tam kolei długopis i smycz na klucze, folder o Międzyzdrojach.

Czas było wracać. Start jak zwykle przy parkingu o godzinie 13:37. Jechałem w krótkich spodenkach, cienkiej koszulce z długim rękawem i koszulce z "4 Mil Jarka", koloru jaskrawo - żółtego, żeby mnie było widać. Wiało trochę zimnym wiatrem i bałem się, że za cienko się ubrałem. Jakoś tragicznie nie było, ale rękawiczki mogłem założyć. Jak zwykle na końcu Międzyzdrojów włączyłem stoper, żeby zmierzyć czas jazdy do Kołczewa (między tabliczkami miejscowości). Pierwszy długi podjazd za Międzyzdrojami jakoś podjechałem, drugi podjazd też dałem radę podjechać, na trzecim podjeździe w Wisełce też nie musiałem iść pieszo (ostatnio szedłem). Dojazd do Kołczewa i czas 45:19. W domu byłem o godzinie 14:51, czyli czas przejazdu to 1 godzina 14 minut. Tylko 2 minuty szybciej niż w stronę Wapnicy, ale zawsze szybciej.

Jeszcze kąpiel, obiad - oczywiście makaron z biegowym gulaszem i można było trochę odpocząć przed pracą.

Podsumowując - fajny rekreacyjny wyjazd, ale dodając dojazd rowerem, to już taki rekreacyjny nie był. Pierwszy od dłuższego czasu wyjazd bez telefonu. Chciałem choć na chwilę oderwać się od życia, więc telefon został w domu. W razie czego poprosiłbym kogoś o użyczenie. Dobrze, że nie trzeba było.




Zdjęcie - różowa koszulka nie dla mnie (i tak bym nie chodził w takich barwach), puchar z różem już dla mnie

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
Lektor443
02:10
GrandF
01:48
gpnowak
22:34
bobparis
22:24
Marek.run
22:10
PAFCIO71
22:00
filips1
21:46
lachu
21:28
jantor
21:27
kostekmar
21:23
INGL66
21:16
gandhi88
21:11
Raffaello conti
21:08
siepiet
21:06
michu72
21:06
ronan51
21:02
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |