2019-05-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| VI Polsko - Niemieckie Biegi Majowe. 116/13/2 (czytano: 758 razy)

116 uczestników, 13 miejsce, 2 miejsce w kategorii. Tak w skrócie można opisać ten bieg. Wszystko byłoby OK, tylko dlaczego akurat 13 miejsce? Nie jestem przesądny, ale 13 to zawsze 13. Akurat 13 było szczęśliwe, nie do końca wprawdzie, bo się wywaliłem w jednym miejscu (dobrze, że tylko w jednym), ale w końcu stanąć na podium w kategorii, to jest coś.
Tyle wstępu, czas na szczegóły. O mały włos, a dokładniej o jedno kliknięcie myszką, bym nie pobiegł tutaj. Miałem w planie ten bieg, ale coś organizator długo nie wrzucał go do sieci. Jak już wrzucił, to się zorientowałem po kilku dniach, gdy limit 100 biegaczy został już przekroczony. Działały jeszcze zapisy, więc się zapisałem na wszelki wypadek. Po kilku godzinach zapisy zostały zamknięte. Tak sobie pomyślałem, jak się nie załapię, to przyjdzie do mnie jakaś informacja, więc sobie czekałem. Po kilku dniach patrzę, a zapisy zostały znowu otwarte. Limit dalej 100 osób. Po jakimś czasie poprawiono w jednym miejscu limit na 200 biegaczy, w drugim pozostawiono 100. Tym razem już tak szybko ludzie się nie zapisywali. Przy 144 osobach zapisy zostały znowu zamknięte. Takiego bałaganiku dawno nie widziałem. Ale co tam, bieg bez wpisowego, to nie ma co narzekać. Jak to w przysłowiu - darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, a bezpłatnego biegu się nie krytykuje.
Specjalnie do tego biegu się nie przygotowywałem, a wręcz przeciwnie. Tydzień przed biegiem był pierwszym tygodniem wybiegań do półmaratonu. 3 piętnastki i 3 dziesiątki, po długim okresie biegania szóstek, to było dla duże wyzwanie. Dzień przerwy przed startem nic tu nie mógł zmienić. Co prawda nie byłem jakoś szczególnie zmęczony, ale organizmu nie da się oszukać.
Noc przed biegiem spędziłem w pracy, więc snu nie było. Przyjechałem do domu po 8, zjadłem małe śniadanko (2 kromki chleba i herbata) i położyłem się spać. Przed 11 zjadłem mój biegowy gulasz z makaronem i to było wszystko z jedzenia przed biegiem, który miał wystartować o 16:00.
Na poprzednim biegu podwiozłem Marka, teraz on podwoził mnie, samochodem oczywiście. Umówiliśmy się na 13:45, tak, żeby zdążyć na prom o godzinie 14:40. Zdążyliśmy na wcześniejszy prom o 14:20, więc na miejscu startu byliśmy wcześniej niż planowaliśmy. Odebraliśmy pakiety startowe (koszulka i numer startowy) i trzeba było trochę poczekać na start. Rozmowy ze znajomymi skróciły nam ten czas. Przebrałem się i rozgrzeweczka. Tuż przed startem zdjąłem długą koszulkę i zostawiłem czapkę. Miałem w tym biec, ale było w miarę ciepło, a ja nie przyjechałem na truchtanie, tylko na bieg na maksa, jak zwykle zresztą.
Okazało się, że zapisy to nie koniec zamieszania. Organizator w ostatnie chwili zmienił trasę z ulicznej na crossową z mocnymi podbiegami i zbiegami - 4 okrążenia po stadionie i koronie stadionu. Mnie tam to nawet odpowiadało, bo co drugi dzień ostatnio biegałem górki.
START
Najpierw kółko po stadionie. Biegnę w czubie, ale już liderzy oddalają się. Pierwszy podbieg - stromy i piaszczysty, ostry zbieg, znowu podbieg i znowu zbieg, jeszcze jeden podbieg, zbieg i biegniemy na stadion, kółeczko po tartanie i pierwsze kółko zaliczone. Biegnę na 12 miejscu (tego podczas biegu nie wiedziałem). Wyprzedził mnie jeden biegacz, ja wyprzedziłem jednego, więc dalej to miejsce okupowałem. Na drugim kółku, na niezbyt stromym ostatnim zbiegu - bach leżę. Udało mi się szybko wstać, ale zakląłem sobie szpetnie pod nosem. Wyprzedził mnie jeden biegacz i już do końca biegłem za nim. Na stadionie starałem się wydłużyć krok, czyli zwiększyć tempo. Trzecie okrążenie, czwarte i...
META
Medal z napisem Bieg Konstytucji 3-go Maja. Czas - 22:50, dystans według organizatora - 5,160 km, ale nie było chyba tyle. Było gdzieś 4,600 km. U mnie w endomondo wyszło 4,910 km, ale jak zwykle ostatnio, mój GPS trochę kręcił w jedną i drugą stronę. Tak coś czułem, że tylko jeden biegacz z mojej kategorii o dumnej nazwie M50+ biegł przede mną mną. Był to mój stary znajomy z Goleniowa - Robert. Nigdy z nim nie wygrałem i tym razem też nie wygrałem. Więc 2 miejsce w kategorii? Tak - przyszedł SMS potwierdzający moje przypuszczenia.
Poszedłem się przebrać. Obmyłem się trochę z kurzu, a szczególnie części ciała na które upadłem. Na szczęście prawie nie było zadrapań. Ma się jeszcze ten spryt do upadania. Oby jak najdłużej.
Zjadłem serwowaną zupkę i trzeba było już iść na dekorację zwycięzców. 2 miejsce i puchar. Jakoś szczególnie się nie cieszyłem. Może za dużo mam już pucharów, a może czułem niedosyt, że jeszcze jestem za słaby by pokonać Roberta? Tak czy inaczej przyjemnie jest wejść na podium. Jeszcze uwaga o tym, czy nagrody w klasyfikacji open mają się dublować z nagrodami w kategoriach. Tutaj się dublowały, a jestem przeciwnikiem tego. Dlaczego? Ci z klasyfikacji open przecież już dostają nagrody na pewno cenniejsze niż w kategoriach. Po drugie - 6 biegaczy więcej będzie nagrodzonych, no i szczęśliwych, że stanęli na podium. Bardziej nawet szczęśliwych niż ci, którzy byli czołówką open. Ktoś powie - klasyfikacja kategorii będzie zaburzona. No i co z tego? Tutaj jeszcze bardzie było to niezbyt dobre posunięcie, bo w klasyfikacji open i w kategoriach były tylko puchary. Po co komu dwa puchary z tego samego biegu?
Po dekoracji szybko poszliśmy na prom. Jeszcze pod koniec podbiegliśmy i bez czekania przepłynęliśmy na drugą stronę. W domu byliśmy gdzieś po 18.
Tak kończy się ta przygoda. Warto było.
... następnego dnia przebiegłem na treningu 20 km, w niezłej formie. Co prawda dosyć wolno (czas - 1:47:35, czyli 5:23 min/km), ale ostatnio trenuję jakoś na niższych prędkościach.
Zdjęcie - Robert. Fajnie stać na podium
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |