Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [17]  PRZYJAC. [1517]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Jarek42
Pamiętnik internetowy
Biegnę więc jestem, jestem więc biegnę

Jarek Kosoń
Urodzony: 1962----
Miejsce zamieszkania: Kołczewo
139 / 295


2018-05-02

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
III Bieg po Kulturę Międzyzdroje 2018. Bieg w rytmie reggae (czytano: 816 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=Po68A4oGeo4

 

Startowałem w dwóch edycjach tego biegu, więc i w trzeciej edycji postanowiłem wystartować. Bieg bez wpisowego, pamiątkowe koszulki, na mecie ciasto i napoje. Co roku po biegu przygrywała kapela na żywo. W tym roku był to zespół Reggaeside, grająca co prawda nie czyste reggae, ale reggae w ich utworach było. Fajna kapela. Dobrze się bawiłem gibając się w rytmie muzyki i machając biało-czerwoną chorągiewką, którą wszyscy uczestnicy otrzymywali na mecie. Zacząłem tak od końca, ale po to, żeby wytłumaczyć tytuł tego wpisu. Zacznę więc od początku.
Na bieg miałem pojechać samochodem, bo chęć udziału w wyjeździe zadeklarowała żona. W nocy pracowałem jeszcze w Międzyzdrojach, ranny powrót, godzina snu i byłem gotowy na wielkie dzieła. Żonie jednak się nie chciało, więc postanowiłem pojechać rowerem. Nawet to mi było na rękę, bo trening rowerowy się przyda. Wyjechałem o 10:00, na miejsce startu przyjechałem koło godziny 11:00. Wpisałem się, pobrałem koszulkę i pojechałem na metę, żeby się tam przebrać. Przebrałem się na startowo - długa koszulka, koszulka techniczna, którą właśnie dostałem i czapka z daszkiem. Czapka i długa koszulka to najnowsze nabytki z Decathlonu. Na start było około 2 kilometrów, więc truchtem i marszem dotarłem o 11:30. Start był o 12:00, więc zostało trochę czasu. Jeszcze lekkie rozciąganie i inne ćwiczenia ze standardowej rozgrzewki i poszedłem już na miejsce startu, którym był hotel Golden Tulip. 15 minut przed startem nastąpiła zorganizowana rozgrzewka, w której częściowo wziąłem udział. Za bardzo nie chciało mi się już męczyć, więc ćwiczenia wykonywałem piąte przez dziesiąte. Wreszcie...

START
Wyruszyliśmy sprzed hotelu i trzeba było bardzo uważać na czające się pułapki w postaci donic kwiatów i progów. Przede mną dużo dzieci. Niektóre nawet długo utrzymywały niezłe tempo. Zacząłem niezbyt szybko. Biegliśmy drogą z płyt jumbo, więc było nierówno i niekomfortowo. Zbieg na plażę no i trochę przyspieszyłem, na tyle, że biegnących za mną już nie widziałem. Co prawda biegnących przede mną oddalali się, ale cóż - jak byli lepsi, to ich prawo. Biegnę tak biegnę i uważam, żeby nie zamoczyć butów. Niekomfortowo by było w mokrych butach, a na zmianę nie wziąłem. Raz czy dwa fala lekko podmoczyła but, ale w sumie było OK. Przed promenadą widzę tłum ludzi. Po biegu dowiedziałem się, że wypoczywała tam foka, więc duża atrakcja dla ludzi. Ominąłem tłum i już jestem przy promenadzie. Podbieg piaseczkiem i już jestem na drodze biegnącej lekko pod górkę. Ciężko było. Nóg prawie po ty podbiegu nie czułem. Ale już blisko mety, lekki finisz i...
META

Wyłączyłem Endomondo, odebrałem biało-czerwoną flagę, którą wszyscy finiszerzy dostawali (w końcu to bieg w Dniu Flagi) i poszedłem w stronę "bufetu". Jeszcze zerknąłem na telefon, a tu w Endomondo czas dalej leci, więc wyłączyłem definitywnie. Czas 22:30, ale gdzieś 10 sekund trzeba odjąć, więc sobie ustalam czas na 22:20. Niestety dystans nie został zmierzony, bo został wyłączony w telefonie GPS. Coś tam majstrowałem i się wyłączył. Dowiedziałem się jednak, że dystans to około 4,7 km, więc nie ma co żałować. W "bufecie" wziąłem butelkę wody i kawałek ciasta drożdżowego. Chwilę porozmawiałem z Arkiem, który wygrał ten bieg szczęśliwie, bo dwójka prowadząca pobłądziła. Popatrzyłem na listę na mecie i mój numer 32 był na miejscu 10, więc 10 miejsce. Potem jeszcze raz zaglądnąłem na koniec. Ukończyło bieg 96 biegaczy. Bieg się zakończył, a ciasto drożdżowe dalej leżało, więc zjadłem jeszcze kilka kawałków. Jakoś ludzie nie byli chętni, a było naprawdę smaczne. Porozmawiałem jeszcze trochę ze znajomymi z różnych stron. Potem koncert zespołu Reggaeside. Po kilku kawałkach (piosenkach, nie kawałkach ciasta) postanowiłem jechać do domu. W planie jak zwykle miałem pokonanie tempowe odcinka Międzyzdroje - Kołczewo. Jakoś więcej miałem siły niż poprzednim razem, więc czas 37:42 powinien być o wiele lepszy. No i rzeczywiście - poprzednio 43:15, więc naprawdę duża sprawa.



link - fajny kawałek zespołu Reggaeside

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
JW3463
23:22
kasar
23:19
marwil
23:15
stachsiejestrach
22:43
pruslee
22:31
lechu93
22:02
Monte99
21:56
Andrzej_777
21:49
Mr Engineer
21:31
Stonechip
21:02
Isle del Force
21:01
Wojciech
21:00
Borowion
20:57
gpnowak
20:18
piotrek53
20:03
scianka
19:53
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |