2016-04-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| II Dziwnowska Liga Biegowa - 3 bieg. Błądzić jest rzeczą ludzką. 77,7 (czytano: 840 razy)

Trenowałem, trenowałem, no i po co? Po to, żeby pierwszy raz w historii moich startów zmylić trasę i pobiec około 200? metrów krócej.
Ale po kolei. Dzień zaczął się optymistycznie. Nie ważyłem się już dłuższy czas i przed biegiem postanowiłem zobaczyć ile ciałka muszę dźwigać. Wyszło dokładnie 77,7 kg. Szczęśliwa liczba? Okazało się, że niezupełnie. Śniadanko złożone z 4 chlebków z margaryną i miodem, do tego kubeł herbaty. Godzina 7.00, dokładnie 3 godziny przed startem moje kulinarne potrzeby zakończyłem. Spakowałem się, zrobiłem co miałem zrobić i byłem gotowy do wyjazdu. 8.50 - wyjechałem rowerkiem do Dziwnowa, gdzie miał odbyć się bieg. Dojechałem szczęśliwie. Zapisałem się, porozmawiałem o tym i owym. Krótka rozgrzeweczka i start.
Biegnę w czubie, bo herosi postanowili początek pobiec na luzie. Po kilkuset metrach i tak wysunęli się do przodu. Początek to bieg po promenadzie. Biegnę za trzema biegaczami, wśród których jest mój ziomal - Grzesiek. Trzech podiumowców pobiegło do przodu, więc na razie 7 miejsce. Czyżby siódemka była dzisiaj moim przeznaczeniem? Kończy się promenada i biegniemy chodnikami do końca Dziwnowa. Grzesiek dogania jednego z biegaczy i biegnie z nim. Drugi z biegaczy biegnie przede mną jakieś kilka - kilkanaście metrów. Szkoda, że i my nie biegniemy razem, bo jakoś łatwiej jest. Dziwnów się kończy i zaraz skręcamy na ścieżkę rowerową prowadzącą do Dziwnówka. Góra - dół, góra - dół. Nie spodziewałem się takiej trasy w nizinnej okolicy Dziwnowa. Doganiam i przeganiam wreszcie biegacza, który biegł przede mną. Grzesiek z drugim biegaczem nie dał się doścignąć.
Dobiegamy do Dziwnówka. Pierwsza przecznica, druga przecznica, trzecia przecznica, gdzie skręcam w prawo tam gdzie koledzy przede mną. Biegnący bezpośrednio za mną też skręcają. Biegniemy, biegniemy i widzimy jak jeden podiumowicz (3 miejsce) biegnie w poprzek naszej trasy powracając już z nawrotu. Już wiemy, że skręciliśmy o jeden skręt za blisko. Doganiam Grześka i cóż - jakoś się nie zdecydowaliśmy na powrót i teraz tylko do przodu. Jeden biegaczy za nami ponoć się zawrócił. To było kilka chwil namysłu, ale myślę, że widocznie nie lubimy się cofać. Ze mnie zeszło powietrze. Biec, żeby biec? Bo przecież na mecie poinformujemy o zaistniałej sytuacji i zostaniemy przesunięci na koniec stawki jak to bywało w tamtym roku w DLB. Ale z drugiej strony to nie mistrzostwa świata i skracanka nie była duża, więc może będzie można ponegocjować? W końcu uczciwość może być nagrodzona od czasu do czasu.
Grzesiek wysforował się do przodu. Jeden z biegaczy-skracaczy został w tyle, drugi mnie dogonił i przegonił. Tempo na drugiej połówce było w porządku. Zachowałem nawet siły na przyspieszenie w końcówce, ale skracanka dobiła mnie psychiczne i nie byłem w stanie się zmobilizować. Teraz żałuję, bo mogłem tak jak na ostatnich treningach ostatnie 500 metrów docisnąć poniżej 2 minut, na zapalenie płuc, jak mawiał kolega Rysiek ze Świnoujścia.
Na mecie poinformowaliśmy o skróceniu trasy. Organizator wspaniałomyślnie obiecał, że doliczy do naszego czasu 2 minuty i sklasyfikuje nas normalnie. Czy to zrobi czy nie - czas pokaże. Ile minut skróciliśmy? Minutę?
Dystans biegu - 9,440 m (mój około 9,200 km), czas brutto - 43.34 (41.34 + 2 minuty).
Po biegu odbyła się dekoracja zwycięzców i potem organizator zaprosił nas na grilla. Zjadłem dwie kiełbaski i czas na powrót. Jeszcze most mnie trochę przytrzymał, bo się zwodził. Po przepłynięciu stateczka most się otworzył i już bez przeszkód dotarłem do domu.
Podsumowanie - 9,2 km biegiem i 24 km rowerem. Taki mały duatlonik. Forma? Idzie w górę.
Wreszcie są wyniki. Ostatecznie uplasowałem się na 8 miejscu. 7 miejsce było blisko.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |