2016-01-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Mój pierwszy start - 1975 rok (czytano: 1035 razy)

Było to dawno temu. Tak dawno, że nawet najstarsi biegacze nie pamiętają. Ja tam byłem i... skończyłem... bieg na ostatnim miejscu. Rok 1975, czasy podstawówki jeszcze. Wioska w której mieszkam - Kołczewo była jeszcze wtedy siedzibą gminy. Gmina musiała zorganizować obchody 1 maja, więc zorganizowała. Ze sportowych rzeczy było strzelanie i bieg. Wziąłem udział w strzelaniu - bez sukcesów. Wziąłem też udział w biegu - też bez sukcesów. Ale skąd miały być sukcesy, skoro dużego talentu biegowego nie posiadam, a treningu biegowego nie było. Zresztą kto wiedział, że trzeba trenować i jak trenować?
Więc 1 maja 1975 roku rozpoczęła się moja kariera biegowa. Trasa prowadziła z centrum Kołczewa, ulicą w stronę Chynowa, skręt w ulicę Kościelną, potem ulicą Osadników Wojskowych i dobieg do centrum. Dystans około 1,5 km. Biegliśmy akurat pod oknami mojego obecnego mieszkania i drogą z której rozpoczynam każdy trening.
Stanęliśmy na starcie - my "tuzy" kołczewskiego sportu. Ja - Jarek Kosoń, o rok młodszy Teodor Żemojtel, czyli Telek, o rok starszy - Marek Lysy, i z mojego rocznika - Darek Szczupakiewicz.
Wystartowaliśmy. Biegniemy razem. Pamiętam jak do Telka doskoczył jakiś piesek i ten musiał się od niego opędzać. Taki urok wsi - wałęsające się pieski. Do skrętu w ulicę Kościelną i potem aż do jej końca trzymam się szpicy. Potem wszyscy poszli do przodu - ja zostałem na końcu. Przybiegłem na 4 miejscu. Do podium zabrakło niewiele - jednego mniej biegacza :) Kto wygrał i jaka była kolejność - nie wiem. Przypuszczam, że najlepszy był Marek Lysy. Nie dość, że był najstarszy, to w biegach zawsze brylował.
Po biegu było wręczenie nagród. I tu niespodzianka. Za 4 miejsce dostałem książkę. Chyba tylko dlatego, że nie było chętnych do biegu kobiet. Tyle lat, a ja wiem jaka to była książka i jeszcze do tej pory ją mam. Tytuł - "Sport w Polsce" Stefana Sieniarskiego. Właśnie dzięki niej zainteresowałem się sportem na poważnie.
Ktoś powie - jaki to bieg - czterech biegaczy na krzyż. Ale kilkadziesiąt lat minęło, a ja dalej ten bieg pamiętam, jakby to było wczoraj.
Telek - prowadzi gospodarstwo rolne na mojej ulicy - sportem się nie zajął,
Darek - ukończył studia na Uniwersytecie Szczecińskim na wydziale WF i udzielał się w sporcie,
Marek - został żołnierzem zawodowym i miał sporo sukcesów biegowych.
Jednak aktywnym biegaczem zostałem tylko ja...
... Ostatni będą pierwszymi
Na zdjęciu - fragment trasy przy mojej chałupie. Czterdzieści lat minęło jak jeden sen...
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |