Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [9]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Pamiętnik internetowy



Urodzony:
Miejsce zamieszkania:
32 / 50


2014-10-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
„HUMDRUM, czyli dlaczego nie sypiam z obcymi” (czytano: 611 razy)
(POPRAW WPIS , ZMIEŃ ZDJĘCIE , USUŃ ZDJĘCIE)

PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=zXf346deBks

 

Nigdy nie uważałem się za osobę specjalnie atrakcyjną, ani gdy idzie o powierzchowność, ani tym bardziej towarzysko. Co prawda, ludzie na ulicy nie odwracają głowy gdy spotkają moje spojrzenie, z drugiej strony przedstawicielki płci nadobnej nigdy nie padały plackiem na mój widok. Dobiegam czterdziestki, a z sygnalizowanym faktem pogodziłem się już jakiś czas temu, czyli gdzieś w wieku lat czternastu, kiedy przy okazji jakichś odtrąconych szkolnych karesów dotarło do mnie, że nigdy nie będę się podobał absolutnie wszystkim, co więcej, większość spotkanych osób w ogóle będzie miała gdzieś moje ewentualne rozterki natury estetycznej i to właśnie jest jak najbardziej naturalne. Tym większym zaskoczeniem była wiadomość jaką otrzymałem kilka dni temu. Pewnie nie wywlekałbym tu tej w sumie błahej sprawy, gdyby nie pretekstowy co prawda, ale jednak wątek biegowy. Ci, którzy trochę mnie znają, wiedzą, że mam słabość do szczegółów, dlatego wzmiankowaną wiadomość zamieszczam w oryginale:

Hejka!

Jesteśmy wesołom grupom rozbieganych przyjaciół. Piszemy do ciebie bo spodobało nam sie twoje foto na MP i jak piszesz na blogu. Chcemy ci zaproponować wejście do naszej grupy. Jej wyjontkowość polega na tym że po treningach lubimy sie ostro zabawić (bzykanko pod prysznicem?). Chciałbyś sie wiencej dowiedzieć o co chodzi to pisz. Możesz sie z nami kontaktować przez MP (jesteśmy tam już rok!) albo na maila jak chcesz. Zapewniamy dzikie piepszenie i moc innych atrakcj. Bieganie nie musi być nudne!!!

Maratońcy Kochankowie.

Zrazu owe ociekające miodem słowa potraktowałem z pewnym dystansem, gdyż wydało mi się bardzo mało prawdopodobne, aby uwadze czujnej administracji MP przez rok umykała działalność Maratońców, do tego jeszcze Kochanków, którzy faktycznie próbowaliby wykorzystywać portal dla potrzeb kolejnych seksualnych podbojów. Oto moja odpowiedź:

Drodzy Maratońcy,

wielce mnie łechce Wasza słodka propozycja. Muszę Cię jednak, Wesoła Grupo, rozczarować. Po pierwsze, odpowiadam na anonimy niezwykle rzadko, jednak styl Waszych czułych słówek po prostu rozłożył mnie na łopatki, dlatego postanowiłem coś skrobnąć w odpowiedzi. Po drugie, bardzo przeceniacie moje możliwości. Moje treningi to najczęściej zasuw na dystansie kilkudziesięciu kilometrów, zaś po takim wysiłku słabo toleruję nawet komara bzyczącego nad uchem, stąd jeśli o mnie chodzi, jakiekolwiek „bzykanko” po treningu można raczej między bajki włożyć. Prócz tego jestem przypadkiem typowego niedzielnego casanowy. Jak przychodzi co do czego, to się chowam za plecami żony, a ona spokojnie przypomina mi rzeczy oczywiste, które zapewne Wam jakoś umykają. Otóż, za urokami nieskrępowanej aktywności seksualnej, angażującej osoby zupełnie sobie obce, kryje się całkiem sporo mocno studzących mój i tak słomiany zapał niespodzianek. Choroby weneryczne i przestępstwa z użyciem przemocy to najpoważniejsze zagrożenia, choć nie jedyne. Dla przykładu, warto rozważyć tak nieerotyczne pojęcia jak egzema, grzybica, wszawica czy próchnica, a to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. Co do „piepszenia”, to polecam rządowe kanały informacyjne, zaś jeśli ma być ono prawdziwie „dzikie”, nie ma jak enuncjacje opatrzone logo Katolickiej Agencji Informacyjnej. Poza tym bieganie mnie nudzi wyłącznie gdy występuje na MP pod postacią białego szumu. Na treningach nigdy się nie nudzę.

Rad, iż podryw Maratońców mam już z głowy, z niedowierzaniem odnotowałem rychłą odpowiedź (tu również w trudnym do podrobienia oryginale):

Kurde szkoda że tak to odpierasz i nie taktujesz powarznie naszego zaproszenia. Właśnie załatwiamy wynajem hoteliku pod trening grupowy (he he he) na weekendzie. Zabawa bedzie odjazdowa. Najpierw bieganko potem lizanko. Może ci prześlemy jakieś fotki to nabierzesz chenci. Jak zmienisz zdanie to pisz.

Pozdro,

Maratońscy Kochankowie

A, więc jednak Maratońscy, a szkoda, gdyż Maratońcy według mnie pasowało jak ulał. Trudno. Tak czy inaczej, kusicielska odpowiedź Kochanków kończy naszą wymianę zdań pocztą elektroniczną. Skoro jednak ponoć tu zaglądacie, zatem coś jeszcze do tematu dorzucę.

Mili Kochankowie, załóżmy roboczo, iż faktycznie jesteście ową „wesołom grupom”. Traf chciał, że natknęliście się na faceta trochę już podtatusiałego, generalnie życzliwego nawet „czarnym”, tym bardziej zatem ludziom młodszym, dla których cały bagaż erotycznych doświadczeń to zazwyczaj jedynie nerwowe przeglądanie stron XXX, oczywiście w „tajemnicy” przed rodzicami, bądź też wciskanie przed snem między rozpalone hormonami uda pluszowego misia. W mojej odmowie uczestnictwa w Waszych odlotowych breweriach nie kryje się nawet sugestia moralnej przygany. Pieprzcie się przez „rz” w dowolnych konfiguracjach i niech Wam na zdrowie wyjdzie. Już jako nastolatek czułem, że dewiza: zawsze, z każdym i wszędzie, to jeno slogan usilnie wmontowywany w wizerunek kokietujących publikę gwiazd popkultury, a nie wykładnik powszechnej tyranii normy. Tak się składa, że od piętnastu lat jestem (póki co z wzajemnością) zakochany we własnej żonie. Dzięki niej czasem budzą mnie dźwięki z pierwszych albumów Petera Gabriela, albo jakiś inny Bach, a nie np. Radio ZET. Przedkładam dobre samopoczucie małżonki, dotyk jej delikatnych dłoni i zapach świeżo umytych włosów, który rozchodzi się rano po domu, nad wszelkie „odjazdy”, bale i lokale. Mnie bawi wspólne gotowanie i brodzenie w kolorowych liściach na spacerze w parku, albo partyjka Scrabble na dobranoc. Wiem, to wszystko zalatuje wapnem, tyle że mnie wystarcza. Kiedy moja matka krząta się w ogródku, to w dźwiękach dochodzących zza okna dopatruję się już zapowiedzi ostatecznego porzucenia wszystkiego co bliskie, a gwar dziecięcych śmiechów stawiam na równi z grzmotem pioruna i biciem żałobnego dzwonu. Taki ze mnie pompatyczny zgred. Nic Wam po mnie. Dlatego nie piszcie więcej, nie przysyłajcie mi Waszych fotek, ani nie próbujcie zbyt usilnie pojąć sensu wytaczanych tu przeze mnie argumentów.

Życzę Wam nade wszystko spokoju. Kiedy już się wyszumicie, zaliczycie masę „przyjaciół”, wyliżecie dokładnie bliższych i dalszych znajomych, bzykniecie, bzykniecie się i zostaniecie bzyknięci w tę i z powrotem, może uda Wam się usłyszeć wewnętrzną ciszę, drżącą w każdym, nawet najbardziej rozwydrzonym człowieku, ot, po prostu HUMDRUM.

PS Polecam, Grupo, zaopatrzyć się czym prędzej w jakiś solidny słownik. W przeciwieństwie do brawurowych numerków z nieznajomymi, lektura i dyktando sprawdzające nigdy nie narażą na szwank Waszego zdrowia i życia. Uważajcie na siebie i innych.

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


paulo (2014-10-20,08:26): Tadeuszu, jesteś Wielki! Urzekłeś mnie tym spojrzeniem na żonę, na to, co piękne i przyjemne. Drzemie w Tobie wspaniałe wnętrze, aż czasami nie pasujące do tego wojowniczego nastawienia do czarnych i czerwonych kolorów :) Pozdrawiam
Hung (2014-10-22,20:33): - Jasiu, ile to jest 2 + 2? - Pięć, proszę pani. - Jasiu, jak masz wątpliwości, to najpierw się zastanów. - Ale ja nie mam wątpliwości. Tadku, słowniki są dla wątpiących.







 Ostatnio zalogowani
pckmyslowice
06:15
Petroso
06:10
zbyszekprym
05:59
scianka
05:58
JW3463
23:22
kasar
23:19
marwil
23:15
stachsiejestrach
22:43
pruslee
22:31
lechu93
22:02
Monte99
21:56
Andrzej_777
21:49
Mr Engineer
21:31
Stonechip
21:02
Isle del Force
21:01
Wojciech
21:00
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |