2011-08-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Umarł król! Niech żyje król! (czytano: 637 razy)

Poznaliśmy się blisko 2 lata temu. Od tamtej pory, ja i on, zawsze byliśmy razem. W słońcu, czy w deszczu. W trzaskającym mrozie podczas niedzielnych treningów nad Rusałką, w ulewnym deszczu podczas biegu Wawrzynkowego w Słupcy, czy też w nie tak znowu dawno w czerwcowy słoneczny dzień na szczytach Karkonoszy. Był on ze mną zarówno wtedy gdy osiągałem sukcesy, jak i wówczas gdy przełykałem gorycz porażki. W zeszłym tygodniu musiałem się z nim pożegnać ;(
Było to krótko po powrocie z mojego pierwszego obozu biegowego dla amatorów w Szklarskiej Porębie. Wróciłem z niego z mocnym postanowieniem prowadzenia dziennika biegowego, w którym będę mógł zapisywać wszystkie moje przebiegnięte kilometry, jak również nabycia … GF305.
Zdecydowana większość uczestników obozu posiadało już to cacko, i w zasadzie wszyscy chwalili sobie jego użytkowanie. Ja natomiast biegając po niezmierzonych trasach biegowych, mogłem tylko pytać „Jakie mamy tempo?”.
Pół biedy jeszcze gdy dotyczyło to codziennych tras treningowych. Te miałem obcykane, czy to za pomocą licznika samochodowego, czy też na wiele innych sposobów. Niemniej ten zakup, otworzył dla mnie nowe … możliwości. Teraz to mogłem sobie pobiegać, gdzie tylko i ile tylko, dusza zapragnie ;-)
Niemniej każdy, nawet najbardziej udany związek się kiedyś kończy – w zeszłym tygodniu spakowałem go w kopertę i wysłałem do serwisu. Od wczoraj mam … nowego przyjaciela… No cóż, coś się skończyło, żeby coś innego się mogło rozpocząć...
Na zdjęciu: gdzieś na trasie - jeszcze razem.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jagódka (2011-08-09,12:08): No cóż w takim razie powodzenia na nowej drodze życia;)))) A fotka z Kościana? michu77 (2011-08-09,13:57): A dziękuję! W imieniu swoim i nowego GF305! A fotka faktycznie z Kościana. Niedługo później spotkałem na trasie pewną biegaczkę ;)
|