Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [1]  PRZYJAC. [17]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Shodan
Pamiętnik internetowy
Moja droga do Maratonu

Eryk
Urodzony: 1972-11-27
Miejsce zamieszkania: Warszawa
8 / 84


2010-11-11

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Gdzie ten rekord? (czytano: 194 razy)

 

Czuję progres. Bez problemu zaliczam kolejne treningi z tabeli Skarżyńskiego. Mało tego: od czasu do czasu dorzucam 5 trening w tygodniu. Z wydłużaniem zasięgu też nie mam problemu. Pamiętam jak jeszcze niedawno z dużym trudem walczyłem o każde 100 m powyżej 10 km, a teraz wybieganie 20 km staje się normą. Treningi biegowe uzupełniam też ćwiczeniami siłowymi. Chyba nadszedł czas pomyśleć o lepszym wyniku na 10 km. Ten wynik z Krynicy jakoś nie daje mi satysfakcji. Jak komuś mówię jaką mam życiówkę, uczciwie dodaję, że trasa „to trochę z górki była”. Okazja na lepszy wynik nadarzyła się w Dzień Niepodległości.

W tym dniu w Warszawie WOSiR organizuje XXII Bieg niepodległości. W pakietach startowych uczestnicy dostają czerwone albo białe koszulki. Przed startem biali ustawiają się z prawej strony a czerwoni z lewej. W ten sposób powstaje żywa biało czerwona flaga. Sympatyczny akcent nawiązujący do charakteru imprezy.

Wszystko mi mówi że jestem gotowy złamać 46 min: dobry wynik w Biegnij Warszawo (mimo tłoku i rozwiązanej sznurówki), solidnie przepracowany ostatni miesiąc, sprzyjająca pogoda, rywalizacja z Witkiem (z pracy), który kręci podobne czasy (będzie się z kim pościgać). Poza tym, to już raczej ostatnia szansa w tym sezonie. Nie ma zmiłuj się – musi być życiówka!

Na starcie są strefy czasowe, więc ustawiam się tam, gdzie moje miejsce. „Bardzo fajnie” – myślę „od razu będzie można pobiec własnym tempem”. Jestem solidnie nabuzowany, ale w skupieniu czekam na wystrzał. No i poszły konie po betonie. Biegnę po rekord. Trasa prosta, praktycznie bez zakrętów tylko z jedną nawrotką przy SGH. Tłoku nie ma. Jest ok., damy radę! Biegnę, biegnę, biegnę i coś czuję, że trochę brakuje mi mocy. Chcę przyspieszyć – nie za bardzo wychodzi. Buty jakby kleiły mi się do asfaltu. Na dodatek food-pod Garmina trochę przekłamuje mi dystans. Pierwsze oznaczenie odległości na trasie zobaczyłem dopiero na 3 km. Garmin w tym momencie pokazywał sporo więcej. Przed nawrotką mogłem sobie popatrzeć na czołówkę wyścigu, która pędziła już w drugą stronę. Widok gości mknących prawie 2 razy szybciej ode mnie jakoś mnie nie podbudował. Na półmetku wiedziałem, że już nic dobrego tutaj nie wykręcę. Starałem się tylko dowieźć do mety, ale co się podczepiłem pod któregoś z biegaczy, to ten zaraz się ode mnie oddalał. Co chwila ktoś wyskakiwał zza moich pleców i raźno mknął do mety zostawiając mnie z tyłu.

Na metę wpadłem z czasem 49:11. Długo analizowałem co się stało: może za szybki początek był, może to po prostu nie mój dzień, może jedno i drugie… Na pocieszenie Witek skończył z trochę gorszym czasem. ;-) Czego się nauczyłem tym razem: tego, że nie na każdych zawodach poprawia się swoje czasy.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
Grzegorz Kita
13:13
fit_ania
13:07
Katarzyna_Konkel
12:58
akaen
12:49
Leno
12:27
MARIO87
12:20
m@roni
12:13
szyper
12:03
janusz9876543213
11:55
VaderSWDN
11:55
Raffaello conti
11:51
irko58
11:49
biegacz54
11:47
kris1020
11:24
młodyorzech
11:19
miras
11:13
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |