Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [126]  PRZYJAC. [285]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mamusiajakubaijasia
Pamiętnik internetowy
"Byle idiota pokona kryzys; to co cię wykańcza, to codzienna harówka" - Antoni Czechow

Gabriela Kucharska
Urodzony: 1972-08-26
Miejsce zamieszkania: Rudawa / Kraków
378 / 579


2011-04-29

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Viaticum... (czytano: 877 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://www.youtube.com/watch?v=nf1WFP7PxgQ

 

Dziś delikatnie zwrócono mi uwagę, że zaniedbałam się w pisaniu tutaj.

No tak.

Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że nie chciałam pisać, bo mój nastrój nie do końca jest kwitnący, że użyję eufemizmu:)
A że publiczne lizanie ran wydaje mi się niestosowne, więc i milczę sobie.

Co słychać?

Ano, życie biegnie sobie dalej:)

Tydzień przed Świętami moja Tunga miała operację.
Dziewczynka miała guzki nowotworowe na cycuszkach, i w związku z tym lekarka zadecydowała o usunięciu jej trzech spośród dziesięciu.
Tunga zniosła to dobrze, tylko po tym zabiegu jej miłość do mnie wzrosła jeszcze bardziej (o ile to w ogóle możliwe). Moja Czarna Mańka nie odstępuje mnie na krok, śpi najbliżej mojej głowy jak tylko może, kładzie mi głowę na ramieniu kiedy jestem w łóżku (ona jest na podłodze, bo na łóżko mojej dziewczynki nie wpuszczam, ale to duży pies i z podłogi sięga), ogrzewa mi stopy leżąc na nich kiedy siedzę przy komputerze w kuchni, składa mi wizyty kiedy jestem w toalecie i inne tego typu objawy prawdziwej miłości i oddania wykazuje.


Udało mi się być na maratonie krakowskim - tym razem w charakterze kibica wyżywałam się na mojej czerwonej trąbce (prezent od Mireczka sprzed trzech lat bodajże, więc jeżeli kogoś moje trąbienie denerwuje, to może mieć pretensje li i jedynie do niego:))
Ciesze się, że mogłam na Błoniach spotkać znajomych i nieznajomych i im pokibicować:)

Dygresja:
Otóż zauważyłam, że znajomych mogę podzielić na dwie kategorie:

Grupa pierwsza to ci, których ja znam i którzy znają mnie:)

Grupa druga zaś, to tacy, którzy znają mnie, ale których ja nie znam i nie kojarzę:)
Skąd wiem, że są znajomymi?
A stąd, że jeżeli stoję i trąbię osobie, której ja nie znam, a ona odkrzykuje "Dzięki, Gaba", to znaczy, że wie kim jestem, a przynajmniej potrafi dopasować postać do imienia:)

Na Błoniach przedstawicieli tej drugiej grupy było całkiem sporo:)
Pozdrawiam wszystkich Was, którzy mnie pozdrawialiście, a których nie znałam i nie znam:)
Miło było czuć Waszą sympatię:)


Po maratonie trzy dni wolnego a potem Triduum Paschalne - dla mnie najważniejszy czas w całym roku liturgicznym.
Czas refleksji nad sobą, nad mijającym czasem, nad Ofiarą Baranka. Przeżywany co roku wciąż od nowa, wciąż z takim samym głodem i potrzebą Boga z jednej strony, i poczuciem swojej małości z drugiej.
Przez takich jak ja i dla takich jak ja umarł Bóg; ludzi miałkich, letnich, grzesznych częściej grzechem zaniechania niźli jakimś konkretnym złem. Tyle, że te małe grzeszki w sporym nagromadzeniu powodują, że nasze serca, nasze sumienia, nasze wymagania w stosunku do samych siebie stają się coraz bardziej letnie.
Coraz częściej żar musi się odnaleźć i wybić spod warstwy popiołu. Tego popiołu co roku przybywa, a Wielkanoc jest świetnym czasem na gruntowne porządki...
W temacie porządków zaś..... chyba mam nowego spowiednika. (Poprzedni przestał nim być nie z mojej winy, a poszukiwania jego następcy trwały od września).
Jaki jest?
Surowy:)
I to mi odpowiada:)
Każdy ma swoją drogę dochodzenia do Boga, swój przepis na relację z Bogiem. Mnie nie odpowiada Jezus-hipis, dla którego wszystko jest super, a "To że grzeszysz, Gabuniu, to twoja ludzka słabość, ja i tak cię kocham. Będzie dobrze".
Mnie odpowiada wizja Boga bardziej eschatologiczna. Chcę żyć godnie i staram się tak robić, a świadomość tego, że wszystkie moje postępki zostaną kiedyś osądzone jest dla mnie ważna. Paradoksalnie pomaga mi ona, zupełnie mnie nie paraliżując.
Wolę usłyszeć: "Zrobiłaś źle, popraw to, bo powinnaś i możesz", niż: "Bóg Cię kocha i tak".
Chcę zasłużyć na tę miłość, choć moje ludzkie możliwości są bardzo ograniczone i niedoskonałe. Ale serce szczere:)
Tak więc spowiednik trafił mi się surowy, ale słuchający, rozumiejący i rozmawiający. Rozpracował mnie i moje wątpliwości na czynniki pierwsze i zadał piekielnie trudną pokutę.
Spodobał mi się - tak po prostu:)

Po Wigilii Paschalnej spaliśmy w klasztorze - bardzo to lubię:)
Potem śniadanie wielkanocne u mojej siostry - pierwsze Święta bez mamy.
Jakie było to śniadanie?
Bardziej spokojne niż zwykle.
Nie to, że moja mama wprowadzała zamieszanie czy gwar - uchowaj Boże, ale...bardzo mi jej w czasie tego śniadania brakowało. To było pierwsze śniadanie dwupokoleniowe od dwunastu lat, i mimo żarcików moich i Dominiki, mimo rozgardiaszu jaki powodowały dzieci, po prostu było spokojnie na pograniczu smutku. Na pograniczu, bo jednak stan smutku nie został, na szczęście, osiągnięty.

W lany poniedziałek mieliśmy bardzo miłych gości, więc zaliczyliśmy miły wieczór w dorosłym gronie:)
A wino z Krymu rzeczywiście było mocne i bardzo, bardzo dobre:)


We wtorek Jasiu pojechał do Gorlic.
I teraz będę nieprzyzwoicie wręcz chwalić moje średnie dziecko:)
Otóż Jasiu pojechał do tych Gorlic na międzynarodowy konkurs akordeonowy, który odbywa się tam co dwa lata i jest imprezą o ugruntowanej pozycji na "polskim rynku akordeonowym" :)
Za szkoły Jasia pojechały dwie osoby - dwaj najlepsi akordeoniści z całej szkoły (a jest ich tam trochę) - Jasiu i Marcin. Marcin jest od Jasia dwa lata starszy, a Jasiu...jaki jest każdy wie:)
Pan Jasia mówi, że Jasiu jest najlepszym uczniem jakiego miał w ciągu ostatnich kilku lat. No, że talent ma po prostu:)
Mój synuś pojechał, zagrał, po czym pan zadzwonił do mnie, że plan został zrealizowany w stu procentach - Jasinek nie pomylił się ani razu, pięknie trzymał linię melodyczną, pięknie utrzymywał tempo gry, ale broń Boże nie przyśpieszał tam, gdzie nie było to wskazane. Słowem - pełen sukces.
Moje dziecię pojechało tam po to, by się nieco przetrzeć w tym akordeonowym światku, zaś w czasie kolejnej edycji konkursu za dwa lata, pan chce, by Jasiu już powalczył:)
Jestem z niego prawdziwie dumna!
Wczoraj wieczorem mój syn wrócił do domu pełen nowych wrażeń i pięknych wspomnień:)



A co u mnie?
Hm...żeby być szczerą, to powinnam napisać, że pogrążam się w depresji.
Tak szczerze mówiąc, jestem teraz na takim etapie, że najchętniej to bym to życie przespała. Nie znajduję motywacji, sił i ochoty, by wstawać z łóżka.
Za oknem wiosna radosna, a ja śpię. Bo wtedy jest łatwiej, bo wtedy nie myślę, bo wtedy nie mam świadomości.
Wiem, że to nie jest najlepszy stan ani na początek wiosny, ani na żadną inną porę roku, ale... próbuję się z tego podźwignąć. Tyle, że na razie mi nie wychodzi.

Kiedyś wyjdzie - wiem to!


Co jeszcze?
Stanno tutti bene, chciałoby się powiedzieć.

Na marginesie, polecam wszystkim ten znakomity i bardzo mądry film.
Ja też czuję się teraz tak, jak główny bohater, który wraca na grób żony i nie chcąc jej martwić, mając pełną świadomość tego, że łże, uśmiecha się smutno i mówi: Stanno tutti bene

Ale, że o depresji pisać nie chcę, więc też i nie będę szczera, i powiem jak zwykle:

Jest fantastycznie!
Nie może być lepiej:))





We wtorek jadę do Katowic trąbić Piotrkowi, Tomkom, Oli, Maćkowi i wielu innym znajomym.
Chciałam tam biegnąć połówkę, ale cena jest zaporowa, więc...pozostaje trąbienie:)



PS. Dostałam zaproszenie na spotkanie mojej klasy z okazji dwudziestolecia matury (hm...dość szybko to minęło).
I jakoś tak zupełnie nie chce mi się na nie iść.
Nie wiem, czy mam ochotę na wieczór wśród zadowolonych z siebie i swoich osiągnięć życiowych kobiet.
Bezrobotna gospodyni domowa z depresją:)
Jest cudnie:)))






W linku jeden z moich ulubionych utworów mojego ulubionego Szweda i jego trio.
Byłam kiedyś na ich koncercie w Chorzowie i do dziś na wspomnienie tego koncertu i tego, co ci trzej faceci zrobili z widownią, przechodzą mnie ciarki.
Od nich się zaczęła moja słabość do skandynawskiego jazzu.

Panie, Panowie...przed Wami Esbjörn Svensson Trio!
Przyjmijcie ich ciepło:)






Fotka: każdy widzi, ze jestem w kwitnącym nastroju.
"Mistrzyni Sprawiania Pozorów" to moje drugie, indiańskie imię ;)

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


adamus (2011-04-29,22:09): Nikt nie komentuję to i ja nie będę....:))
Renia (2011-04-29,22:14): Polecam coś żywszego: Duffy "Well, well, well", a do prasowania Joe Cockera;)
amd (2011-04-29,22:34): Bo to jest wpis z cyklu tych które nie jest łatwo skomentować. Masia pokazała nim klasę :)
Tr (2011-04-29,23:51): wiesz co Gabrysiu? chyba będziemy musiały uciąć sobie dłuższą pogawędkę w tych Kattowiztach. a przy okazji dam Ci pewien przepis. :)
amd (2011-04-30,11:12): Przepisy (kuchenne) z definicji powinny iść przeze mnie :)
mamusiajakubaijasia (2011-04-30,12:07): To ja o przepis na jakiś dobry ale lekki tort poproszę:)
kluseczka (2011-04-30,12:54): Jejku, ja chyba jestem w tej pierwszej grupie znajomkow. Będziesz mi trąbiła? Super! Zrobie tutkę z rąk i ci odtrabię;)
Tr (2011-04-30,13:00): hm.. nie wiem Arturze czy .. no nie wiem ale jak chcesz.. no kurczę.. jak się zaloguję drugi raz to też wyślę Ci ten przepis. :)))
kokrobite (2011-05-01,21:08): Fajne foto. Pięknie wyszłaś :-)
jacdzi (2011-05-04,09:29): Fotka super. Ale ja chce napisac pare slow o depresji. Po kilku tygodnich po Debnie, gdzie nie bylo nam pisane pogadac chocby dluzsza chwile pierwszy raz Cie zobaczylem. No i jesli tak wyglada depresja to chce chorowac na nia i polecam to innym! A na marginesie, fajnie ze Piotrek pobiegl Katowice, w takich warunkach! Rosnie Ci rasowy biegacz.







 Ostatnio zalogowani
kos 88
09:20
Chyży
09:19
GriszaW70
09:14
wiesław
08:57
edgar24
08:30
waldekstepien@wp.pl
08:21
platat
08:21
Raffaello conti
08:06
Admin
07:53
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:50
kostekmar
07:42
michu77
07:40
Robak
07:09
Leno
07:08
jaro109
06:54
krzysztofl
00:45
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |