2011-04-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kosmos... (czytano: 841 razy)

Dzisiaj przypada rocznica tego, jak w 1958 roku nad Bornholmem spadł płonący "Sputnik 2" z psem Łajką.
I garść (no, spora garść) danych:
Sputnik 2 (ros. "towarzysz podróży") - drugi z serii radzieckich satelitów "Sputnik". Zarazem drugi sztuczny satelita Ziemi. Jako pierwszy w historii wyniósł na orbitę okołoziemską żywą istotę, psa Łajkę. Ponieważ ówczesna technika nie pozwalała bezpiecznie sprowadzić psa z powrotem na Ziemię, zamierzono uśpić go w 10 dniu lotu. Do 2002 taka była oficjalna wersja zakończenia misji "Sputnika 2".
ZAŁOGA
Łajka (ros. Лайка, Szczekaczka) była radzieckim psem - kosmonautą - pierwszym żywym organizmem, który wszedł na orbitę okołoziemską.
Prawdziwy przebieg lotu Łajki i "Sputnika 2" nie był znany aż do 2002. Wtedy wyjawiono, że nieprawdą jest oficjalna wersja władz sowieckich. Informowały one, że Łajka zdechła bez bólu, około 10 dni po wylocie. Jak stwierdził Małaszenkow, umocowana do kabiny suczka zdechła z przegrzania w panice i bólu już kilka godzin po starcie (po osiągnięciu orbity, od "Sputnika" nie odczepiła się rakieta nośna. Jej obecność sprawiła, że system kontroli temperatury stał się niewydolny i temperatura wewnątrz osiągała 40 °C. Spowodowało to, że Łajka żyła tylko przez kilka godzin, zamiast planowanych 10 dni (po tym czasie automat miał wydać psu zatrutą porcję żywności - nie było technicznych możliwości sprowadzenia jej z powrotem na Ziemię).
Okazało się również, że została zwerbowana z ulic Moskwy, po których się błąkała. Miała wtedy około 3 lat i ważyła 6kg. Prawdopodobnie te dwa czynniki, mała waga i przystosowanie do trudnych warunków, zadecydowały o jej wyborze na pasażera statku.
Po starcie Sowieci oświadczyli, że nie planowano powrotu psa - nie znano wtedy bezpiecznej techniki powracania z orbity. Małaszenkow przyznał, że pomiary w "Sputniku 2" wskazywały, iż po starcie w kabinie temperatura i wilgotność wzrosły do ekstremalnych wartości. Po wejściu na orbitę ostatni człon rakiety nośnej powinien oddzielić się od satelity. Wskutek awarii nie stało się tak. Orbitujący korpus rakiety nośnej, mający 25 metrów długości, zaczął się nagrzewać. Kapsuła satelity zadziałała prawdopodobnie jak radiator odprowadzający z niej ciepło. W wyniku tego w kabinie zaczęły panować tropikalne warunki.
Po starcie tętno Łajki było trzykrotnie szybsze niż w stanie odpoczynku. Gdy znalazła się w przestrzeni kosmicznej, w stanie nieważkości, puls zwolnił, ale powrót do normalnych wartości zajął trzykrotnie dłużej niż podczas prób na Ziemi. Może to świadczyć o stresie jakiemu poddane było zwierzę.
Podczas czwartego okrążenia Ziemi, między piątą a siódmą godziną lotu, zanikły funkcje życiowe Łajki.
Trumna, jaką stał się dla Łajki "Sputnik 2", spłonęła w atmosferze 14 kwietnia 1958 po 2570 okrążeniach Ziemi. Łajka zajęła istotne miejsce w eksploracji kosmosu, dowodząc iż ziemski organizm może przetrwać dłuższy pobyt w stanie nieważkości. Jej misja umożliwiła loty w kosmos składające się z załogi ludzkiej.
Tyle Wikipedia.
Oczywiście kiedy byłam małą dziewczynką, byłam święcie przekonana, że Łajka wróciła na Ziemię i dokonała swego żywota w miłych dla psa warunkach.
Potem ta naiwna wiara mi minęła.
Natomiast...pamiętam, jak jeszcze rok temu Piotrek w rozmowie ze mną wyraził zdumienie, że Łajka zginęła w kosmosie. Był przekonany (tak jak ja kilka lat wcześniej), że Łajka wróciła.
No cóż...
W ludzkim pędzie do zgłębienia tajemnic nauki to zwierzęta płacą najwyższą cenę.
To na nich testujemy lekarstwa, na nich przeprowadzamy eksperymentalne operacje, to im wstrzykujemy hormony młodości i trucizny, na nich testujemy kosmetyki (wciąż jeszcze), je wysyłamy w kosmos (Rosjanie wysyłali psy, a Amerykanie małpy), to z ich tłuszczu robimy mydło, ze skór: torebki, buty i kurtki, z ich kości robimy karmę dla innych zwierząt i nawozy. Ich mięsem żywimy się przez całe nasze życie.
W końcu są naszymi najlepszymi przyjaciółmi ;(
Na zdjęciu Łajka.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora dario_7 (2011-04-14,08:54): Ja tam psów nie jadam ;) Ale kiedyś jeden próbował to zrobić ze mną :))) I wcale nie po przyjacielsku... ;) jacdzi (2011-04-14,09:39): A dwa dni temu 12.04 mielismy rocznice lotu Gagarina. Kosmiczny tydzien! Tr (2011-04-14,10:32): Mając lat cztery moje młodsze dziecko które dość sprawnie posługiwało się już wtedy literkami, samo nauczyło się na pamięć notki o Łajce. Katowała nas potem tym kilkuwierszem przez ponad pół roku. Od tamtego czasu kosmos jest Moni ulubionym tematem. A ja też kiedy byłam dzieckiem kochałam Łajkę. Teraz zabieram sie do czytania. :) Tr (2011-04-14,10:35): Pewna bliska mi osoba będąc już na studiach zdziwiła się, że jeżyki nie noszą jabłek na igiełkach. :)))) Tr (2011-04-14,10:37): aaaa, a jeszcze inna była przekonana, że mysz to samica a szczur to samiec.. tego samego gatunku rzecz jasna. :)))) Rufi (2011-04-14,12:45): hmm, a kilka lat temu Michał (mój pierwszy jedyny maż) był bardzo zdziwiony tym, że słonina nie jest od słonia... Tr (2011-04-14,17:23): :))))) Ela nasze chłopaki są super! uwielbiam ich :)))))a te jeżyki to łysy. pozwolił mi napisać, że to on. :))) Rufi (2011-04-15,09:16): No nieźle :-) To mu to przypomnę jutro ;-) Ale szczegóły o słoninie Ci opowiem to padniesz :-) Michal mowil ze faktycznie cos mu nie pasowalo ze to od slonia bo przeciez by o wiele droższe było.... :-))))
|