2010-10-18
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Studium pewnego przypadku - 2 (czytano: 443 razy)

Drugie podejście – Wrocław;
Wybór docelowego, najważniejszego jesiennego startu jesienią nie był prosty, ale zdecydowałem się na Wrocław. Przede wszystkim dlatego, że znam miasto – w końcu pracowałem i mieszkałem tam przez pewien czas. Również względy logistyczne przemawiały za stolicą Dolnego Śląska – tak się składa że mieszka tu moja siostra, więc z noclegiem nie powinno być problemu.
Plan był by solidnie, pierwszy raz w pełni zgodnie wybranym planem treningowym, przygotować się do tego właśnie maratonu. A później już na luzie, z nowiutką życiówką w kieszeni, wystartować na „swoich śmieciach”, czyli w Poznaniu.
No i zaczęło się…
W połowie lipca po okresie roztrenowania, rozpocząłem przygotowania maratońskie, wg. planu Jurka S. Niestety ten z całą pewnością złośliwie, stworzył plany na czasy 3:20 i 3:40, pomijając zupełnie założone i upragnione przeze mnie 3:30. Musiałem więc skorygować mistrza, biorąc jego plan na 3:40 i uzupełniając go o dodatkowy kilometraż, jak również podnosząc niewiele prędkość przelotową. Trudno powiedzieć teraz, czy Jurek podpisałby się pod tym akurat zmodyfikowanym planem, ale jeśli tylko w kolejnym zmienionym poprawionym wydaniu „Biegiem przez życie” uzna za stosowne umieścić ten akurat „mój” plan – droga wolna ;-)
Przygotowania ruszyły pełną parą. Oczywiście przez cały ten okres przygotowawczy nie rezygnowałem z częstych, w zasadzie co tygodniowych startów które nie były ujęte w realizowanym przeze mnie planie. Poza tym jednak treningi były z reguły udane, tętno niskie nawet po bardzo długich wybieganiach i wszystko zmierzało ku udanemu finałowi. Komplikacje pojawiły się dopiero w tygodniu poprzedzającym start w maratonie. Najpierw zmuszony byłem zrezygnować z ostatniego kontrolnego startu na 10km w moim rodzinnym Namysłowie. Dobry wynik na szybkiej trasie, z pewnością podbudowałby mnie w tamtym momencie. Znaczenie mogła mieć również zmiana diety w tygodniu poprzedzającym start, z czego niezupełnie zdawałem sobie wówczas sprawę.
No i sam maraton…
Optymistycznie nastawiony razem z kolegą Tomkiem vel. Putek, zawitaliśmy w sobotę wieczorem do Wrocławia. Nocleg jak wspomniałem mieliśmy zapewniony w mieszkaniu mojej siostry, co miało mi zapewnić zdrowy i spokojny sen w „normalnych” warunkach. Nic bardziej błędnego… podobnie jak w Krakowie, nawet na chwilę nie zmrużyłem oka. Najgorsze, że niewiem dlaczego? Może jednak trzeba było wypić to jedno piwo przed snem?
A sam maraton? Zgodnie z planem ustawiłem się za pacemakerami na 3:30, którym zresztą zaraz po starcie uciekły prawie wszystkie baloniki, mając plan trzymać się ich tak długo jak się da. Niestety koledzy najprawdopodobniej postawili sobie za punkt honoru już na 1 km zniwelować całą stratę do czasu brutto, i nieźle mi odskoczyli. Na szczęście spotkałem innych biegaczy również mierzących w czas 3:30, przez co trzymając w miarę równe tempo niemalże bez żadnych przygód dotarłem do 29 km, gdzie to… zupełnie odcięło mi zasilanie. Do tego stopnia, iż początkowo myślałem o zejściu z trasy. Niesiląc się już na żadne niemalże próby powrotu do biegu, spokojnym krokiem zmierzałem do mety, nie dbając o żaden przyzwoity limit czasowy. Może jeszcze próbowałem się zabrać z balonikami na 3:45, czy z 10 minut później z kolegą Tomkiem, ku jego wielkiemu zdziwieniu że widzi mnie w tym miejscu, ale próby biegu kończyły się zaledwie po kilkuset metrach.
Jednym słowem … główny start sezonu zakończył się mega-porażką :( .A tydzień później…życiówka w półmaratonie.
Cdn.
Kurcze… jak do tej pory, to nie mam pomysłu na tytuł dla swojego bloga. Warto by go nazwać, o ile oczywiście zdecyduję się go dalej kontynuować ;) Póki co chyba najlepiej by pasowały… Gorzkie Żale ; - )
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Tomasz Ławniczak (2010-10-18,17:16): Pisz, ja chętnie poczytam jak "konkurencja" trenuje :P i poczekam aż mnie prześcigniesz ;) piotrl (2010-10-18,19:29): Michu, żale żalami, ale co z tą życiówką w półmaratonie!? chyba dobre było rozbieganie tydzień wcześniej:))) michu77 (2010-10-18,21:10): ...zwłaszcza, że Ty Tomek wogóle nie trenujesz ;) To po co Ci podglądanie konkurencji? Wpisuje cel na przyszły rok - wyprzedzić Tomka!!! michu77 (2010-10-18,21:13): Niestety podejrzewam Piotrek, że gdybym wystartował w Pile na tydzień przed maratonem - życiówka mogłaby być dużo bardziej okazała ;) Odpuściłem jednak, ze względu na maraton. A wczoraj - tydzień po Poznaniu - padła życiówka na dyszkę. michu77 (2010-10-18,21:15): Wiechu! Plan Skarżyńskiego zakładał najwyżej 28km wybiegania. I takie zrealizowałem, ale prąd mi odcięło właśnie po 28km.
|