Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

   


W ramach rozpoczętego przez nas niedawno cyklu artykułów opisujących pandemiczną rzeczywistość rynku biegowego zapraszamy Was dzisiaj do wywiadu z Grzegorzem Kuczyńskim, organizatorem biegów w Białymstoku i Supraślu. Jak prywatni organizatorzy poradzili sobie z trwającą wciąż pandemią? O tym w dzisiejszym artykule.

Jeżeli jesteście organizatorem biegu, firmą działającą na rynku usług skierowanych do biegaczy, albo zawodnikiem żyjącym z biegania i chcielibyście opowiedzieć nam swoją własną historię ostatnich kilkunastu miesięcy - zapraszamy do kontaktu.

Michał Walczewski, MaratonyPolskie.PL – Grzegorz, jak tam droga S8, dalej blokuje możliwość przejazdu przez Białystok?

Grzegorz Kuczyński, Fundacja Białystok Biega – a kiedykolwiek blokowała? Nic o tym nie wiem. Owszem był trudny wjazd do Białegostoku przez trwającą budowę drogi ekspresowej i dużego węzła komunikacyjnego, ale to mamy już za sobą. Teraz z Warszawy do Białegostoku jedziemy cały czas „ekspresówką”. Ba! Z Poznania czy Wrocławia jedziemy cały czas drogą ekspresową / autostradą niemal do centrum naszego miasta, więc czas podróży bardzo nam się skrócił. Sam tego doświadczam – często podróżuję.

M.W. – Pamiętam jak po raz pierwszy byłem w Białymstoku na biegu. To był chyba druga edycja Waszego półmaratonu w 2014 roku. Jechało się do Was z Warszawy i jechało...

G.K. – To Cię zaskoczę... pamiętam, że byłeś u nas na pierwszej (!) edycji półmaratonu, w 2013. Pamiętam film, który wtedy zrobiłeś i kilka słów, które w filmie wypowiada Zbyszek Rosiński (którego wtedy jeszcze nie znałem) – „piękny bieg, piękni ludzie. Rozwijajcie się!” Tak to jakoś szło. Wziąłem to sobie do serca i cały czas staramy się rozwijać, choć ostatnie dwa lata do łatwych nie należały. Mimo tego, że długo się do nas jechało, to z tego co wiem, bardzo lubiłeś do Białegostoku przyjeżdżać. Zresztą zawsze byłeś i jesteś tu mile widziany.

M.W. – To była moja pierwsza w życiu wizyta w Białymstoku. Gdyby nie biegi, pewnie nigdy bym do tego miasta nie dotarł. To nie tylko moje spostrzeżenie - wiele osób odkryło Białystok właśnie dzięki półmaratonowi.

G.K. – To prawda. Takich osób są setki, a może i tysiące. Słyszę to na każdym kroku: „wow, cieszę się, że tutaj dotarłem. Nigdy w Białymstoku nie byłem”. Wcześniej nie było powodu, żeby odwiedzić nasze miasto. Półmaraton, zresztą nie tylko półmaraton - bo teraz także Bison Ultra-Trail - rzeczywiście przyciąga biegaczy z całej Polski. I od samego początku taki był cel działań naszej Fundacji. „Odczarować” Białystok. Wiem, że o naszym mieście, bardzo pięknym i przyjaznym zresztą, krąży wiele krzywdzących stereotypów. Dopiero jak się tutaj przyjedzie, to oczy szerzej się otwierają.

Wiele osób, które uczestniczyło w PKO Białystok Półmaraton, po tym jak region im się spodobał (i nasza organizacja) wraca do naszego miasta i zabiera ze sobą znajomych. Teraz mogą pobiec jeszcze w Bison Ultra-Trail po Puszczy Knyszyńskiej. To wszystko procentuje. Szczerze: jestem z tego dumny. Z tego, że udało nam się stworzyć dobrą ofertę dla biegaczy.


M.W. – Przez te kilka lat przez które organizujecie biegi w świadomości biegaczy odległości w Polsce bardzo się skróciły. Na Wasze imprezy – już nie tylko na sztandarowy półmaraton, ale i na inne – przyjeżdżają biegacze z całej Polski. Okazuje się, że Białystok wcale nie leży na końcu świata?

G.K. – Prawda? Wiem, że niektórym to się wydaje dziwne, zaskakujące. Pamiętam, jak byliśmy na expo w Gdyni ze stoiskiem półmaratonu. Zachęcaliśmy biegaczy do przyjazdu do nas. Zaczepiam ludzi z Krakowa, którzy odpowiedzieli tylko „proszę pana, już do Gdyni było daleko, a Białystok??? Daj pan spokój”. No tak, w wyobrażeniu wielu osób, Białystok leży gdzieś za Suwałkami... i jeszcze trochę dalej. Całe szczęście takie postrzeganie się zmienia. Pracowaliśmy nad tym przez 10 lat, ale było warto. Teraz spotykając ludzi z zachodniopomorskiego, dolnośląskiego, czy śląskiego często słyszę „o, Białystok, biegliśmy tam, było super, a jakie fajne miasto”. To cieszy.


M.W. – Kiedy odkryłeś w sobie chęć organizacji biegów?

G.K. – Na swoim pierwszym biegu… w sensie na pierwszym swoim biegu, w którym wystartowałem. To był Bieg Ursynowa na 5 km w czerwcu 2010 roku. Zachłysnąłem się atmosferą biegu ulicznego. Już po pierwszym kilometrze układałem w głowie jak poprowadzić trasę biegu ulicznego w Białymstoku. Kilka tygodni po moim starcie byłem już na rozmowach w Urzędzie Miasta. We wrześniu 2011 roku wystartowała pierwsza edycja Białystok Biega na 5 i 10 km. Po tej pierwszej, już czekałem na kolejne. W 2013 zorganizowaliśmy półmaraton, potem w 2015 sztafetę Electrum Ekiden… i tak co rok/dwa dokładaliśmy jakieś wydarzenie biegowe. Właśnie dzisiaj robiłem takie szybkie podsumowanie do Urzędu Miasta. Od 2011 roku z Fundacją Białystok Biega zorganizowaliśmy 52 wydarzenia, a mety naszych biegów przekroczyło ponad 82 tys osób. A przecież cały czas jesteśmy na początku drogi.

M.W. – Nie żałujesz tej decyzji? Zamiast "firmy" biegowej można było otworzyć sanatorium dla Łosi, albo warsztat samochodowy...

G.K. – Na Łosiach się nie znam. W warsztacie chyba bym się jednak nie odnalazł :-) A tak serio, nigdy decyzji o zajęciu się organizacją biegów nie żałowałem. Zresztą przez pierwsze lata działania Fundacji (do 2015) pracowałem na etacie, zajmując dość poważne stanowiska managerskie, a dopiero po pracy zajmowałem się biegami. Gdy to był jeden, czy dwa biegi rocznie to jakoś to jeszcze godziłem. Jednak miałem ochotę na więcej. Głowa cały czas buzowała od pomysłów na kolejne wydarzenie biegowe. Musiałem coś wybrać… i wybrałem miejsce, w którym teraz jestem. Zostawiłem stabilną pracę i poświęciłem się w 100% działalności, którą teraz się zajmuję. Nie żałuję! Czuję się szczęśliwy robiąc to co robię, choć mówiąc uczciwie, nie spodziewałem się, że pracy w Fundacji będę miał dużo więcej niż wcześniej.

Kilka tygodni temu ukazał się ze mną wywiad w Pulsie Biznesu, jako przykład osoby, która rzuciła pracę w korporacji dla pasji. Czytałem potem komentarze, że co to za pasja, przecież na pewno z tego mam pieniądze. Do teraz się zastanawiam co autor tego komentarza miał na myśli? Może ktoś sądzi, że jak się coś robi z pasji, to trzeba to robić pro bono, albo najlepiej do tego dokładać?

Zostawiając pracę w korporacji liczyłem się z tym, że moja stopa życiowa spadnie, i tak było. Ale tak, utrzymuję się z organizacji biegów, zarabiam na tym – jakie to straszne, prawda? Dla części osób to wręcz nie do przyjęcia. A ja się zastanawiam – lekarz za swoją pracę bierze wynagrodzenie, ekspedientka w sklepie też, magazynier, prawnik, kierowca... Generalnie każdy pracuje, żeby zarabiać, ale organizator biegów nie powinien. Tylko jeszcze nikt mi nie powiedział, dlaczego?

Tak wybrałem, to jest teraz moje miejsce pracy, w której normalnie otrzymuję wynagrodzenie – wg mnie to naturalne i się tego nie wstydzę.

W Polsce mamy wyobrażenie, że organizator biegu to osoba, która z nudów coś sobie robi w tym temacie raz czy dwa razy w roku. Pewnie sporo takich organizatorów jest. Branża eventów sportowych jednak cały czas się zmienia, dojrzewa. Coraz więcej podmiotów zajmuje się tym profesjonalnie. Uważam, że uczestnicy powinni się tylko z tego cieszyć. Naturalną koleją rzeczy będzie wyższy poziom organizacyjny imprez, w których startują.

M.W. – W 2014 roku zaczynałeś niemal od zera. O ile cała Polska oszalała już wtedy na punkcie biegania, to tzw. ściana wschodnia była na ten trend dość odporna?

G.K. – Myślę, że to nie było tak, że „ściana wschodnia była na ten trend odporna”, tylko nie było nikogo, kto chciał zaproponować duży format imprezy. Nie było biegów, to i biegaczy było zdecydowanie mniej niż w innych częściach kraju. Przed pierwszą imprezą w 2011 roku jeszcze nie zdawałem sobie sprawy ile pracy jest przede mnę, żeby zachęcić ludzi do biegania, do aktywności.

Jako totalny laik, myślałem sobie, że skoro w Biegu Ursynowa pobiegło 1500 osób, to pewnie w Białymstoku może pobiec 1000. Teraz sam się z tego śmieję. Przygotowaliśmy tysiąc pakietów startowych, wszystko zapakowaliśmy… na starcie stanęło 348 osób. Wiesz co było w tym najgorsze? Że te 700 toreb trzeba było później rozpakować! O stratach finansowych lepiej nie będę wspominał. Pierwszy bieg zrobiłem za własne pieniądze. To była dobra lekcja, choć dość kosztowna.

Już w poniedziałek po biegu planowałem sobie w głowie kolejną edycję. Mocno zacząłem pracować nad tym, żeby więcej osób w Białymstoku zaczęło się ruszać. Ta praca była potrzebna i warto było podjąć ten wysiłek.


M.W. – Mam wrażenie, że poza Białymstokiem wschód naszego kraju nadal nie biega. Trudno wskazać inne, duże imprezy które odniosły tu sukces...

G.K. – To prawda. Nie chcę jednak pouczać innych organizatorów. Każdy ma swój pomysł na wydarzenie, swoją koncepcję. PKO Białystok Półmaraton jest największym wydarzeniem sportowym wschodniej Polski. Bison Ultra-Trail już po drugiej edycji jest liczącym się biegiem w swojej kategorii. Robimy swoje i skupiamy się na tym, żeby biegacze do nas wracali. Często podejmujemy odważne decyzje – jak chociażby pierwszy w Polsce wirtualny półmaraton (prawie 4 tys zawodników). Część moich znajomych organizatorów kompletnie tego nie rozumiała po co my to robimy.

A ja czułem się, z jednej strony w obowiązku przed biegaczami, żeby nie zostawić ich w pandemii, a z drugiej wiedziałem, że marka jaką jest PKO Białystok Półmaraton musi być cały czas obecna w głowach zawodników. To było bardzo ważne. Zrobiliśmy ten krok z drżącym sercem co z tego wyjdzie. Okazało się, że biegacze odpowiedzieli życzliwością, niektórzy nawet wdzięcznością. To był początek pandemii i ważne było, żeby wzajemnie okazać sobie zaufanie i wsparcie. FBB przetrwała 2020 rok dzięki zaangażowaniu naszych uczestników, za to zawsze będę dziękował. My daliśmy coś, na co biegacze czekali. To był bardzo dobry układ win-win.

Wiem też, że dla wschodniej Polski robimy sporo dobrego. Jak ktoś przyjedzie do nas na wydarzenie, może zainteresować się także innym biegiem w regionie. Jak biegacze będą częściej przyjeżdżali na Podlasie, wszyscy na tym wygramy.


M.W. – Wymień proszę wszystkie Wasze imprezy, bo tyle ich „się narobiło”, że sam nie jestem już w stanie ich spamiętać.

G.K. – Opisowo czy tak po prostu? :-) No dobrze, lista wygląda tak:

- Bieg Pamięci Sybiru – luty – 5 km w lesie (po zmroku)
- PKO Białystok Półmaraton – maj + bieg towarzyszący PKO Bieg na 5
- Electrum Ekiden – sztafeta maratońska – czerwiec
- Amatorski Myting Lekkoatletyczny – biegi na bieżni lekkoatletycznej na dystansach od 400m, do 5000 m
- Białystok Biega – 5 i 10 km – ulice miasta
- Bison Ultra-Trail – Supraśl i Puszcza Knyszyńska. Dystanse 16, 35, 50, 70 i 100 km
- Biegnę dla Niepodległej – 11 listopada
- przed pandemią organizowaliśmy również bieg z przeszkodami Hero Run. Co będzie z nim dalej, nie potrafię na razie powiedzieć.

Do tego wszystkiego dochodzą biegi dla dzieci. Od 4 lat organizujemy cykl Super Biegacz. W skład cyklu wchodzą:

- PKO Bieg Juniora
- Electrum Ekiden Mini
- Hero Run Kids
- AML Junior
- Moltani Kids Run

Jak widać trochę tego jest :-)



M.W. – Myślisz, że jest to dobra ścieżka rozwoju dla prywatnych organizatorów? Jeżeli chcesz żyć z organizacji biegów, to musisz organizować wiele imprez, a nie jedną?

G.K. – Jeżeli ktoś chce obrać taką drogę, którą ja wybrałem, to musi na to spojrzeć pod kątem ekonomii. W przypadku naszej Fundacji na pełen etat w tej chwili pracują w niej 4 osoby, a dodatkowe 5-6 mamy w roli „dochodzących strzelców”. Organizacja musi zatrudnionym osobom wypłacać wynagrodzenie przez cały rok, mimo, że robimy to z wielkiej pasji - to jest to przecież nasza praca. Czy robić jedną czy kilka imprez? Nie ma na to recepty. Jeżeli ktoś potrafi zorganizować jedną imprezę, która pozwoli utrzymać zespół przez cały rok – czemu nie? Ja wybrałem inny kierunek. Co bym robił z czasem, jakbym miał jedną imprezę? :-)

Wszystko sprowadza się chyba do pomysłu na organizację, którą się kieruje.

M.W. – Czym się różni prywatny organizator od instytucjonalnego? Mam na myśli stowarzyszenia i fundacje kontra ośrodki sportu i samorządy.

G.K. – W Polsce mamy dwa typy organizatorów: publiczni, czyli samorządy i niepubliczni, czyli organizacje pozarządowe (fundacje, stowarzyszenia) i firmy prywatne. Choć fundację czy stowarzyszenie trudno nazwać „prywatną”, to dla uproszczenia możemy takie nazewnictwo przyjąć.

Czym się różnimy? W wielu obszarach widać te różnice. Pandemia niektóre z nich mocno uwypukliła. Weźmy chociażby finansowanie wynagrodzenia osób pracujących w obu organizacjach. Wyobraźmy sobie taki przykład, dla pewnego uproszczenia. Powiedzmy mamy podmiot prywatny zajmujący się organizacją wydarzeń. Pracuje w nim 8 osób. Z drugiej strony mamy 8 osób zajmujących się organizacją imprezy sportowej, ale te osoby zatrudnione są przez samorząd.

Co się działo jak z powodu pandemii nie można było organizować imprez sportowych? Osoby zatrudnione w samorządzie dostawały wynagrodzenie. Osoby zatrudnione w podmiocie prywatnym....no właśnie, miały już nieco gorzej. Na początku często pensje były obcinane, potem dochodziły zwolnienia.

A co jak taka sytuacja trwa dwa lata? Każdy może sobie dopowiedzieć ciąg dalszy. Ja wiem jedno, jednostki budżetowe mogły swoich biegów nie robić, podmioty prywatne musiały walczyć o to, żeby w jakikolwiek sposób działań. Musiały coś robić, bo bez przychodu by nie przetrwały. Czy może istnieć podmiot prywatny, który przez 2 lata nie ma przychodu?

Dlatego podmioty prywatne przez ostatnie dwa lata w moim odczuciu były zdecydowanie bardziej aktywne i zdeterminowane do działania. Mówiąc krótko – nie mieliśmy innego wyjścia. To był na pewno najtrudniejszy okres w naszej działalności, a przecież te trudności jeszcze się nie skończyły. Oceniamy, że 2022 rok będzie równie trudny. Już wiemy, że część z biegów, które były robione od lat zniknie z kalendarza.

Kolejna różnica to sposób finansowania. Organizator samorządowy przeważnie ma zdecydowanie łatwiejszy start. Ma „zagwarantowane” pieniądze na organizację. Podmiot prywatny musi te środki zdobyć, od zera. Stąd na pewno „samorządowcy” mogą planować wydarzenie z większym spokojem i zapleczem finansowym. To nie jest zazdrość, tylko stwierdzenie faktu.

Są jednak aspekty, w których to organizator samorządowy ma trudniej. To między innymi trzymanie się procedur przetargowych. Nie zawsze może wybrać firmę, którą uważa za najlepszą, bo procedury mu na to nie pozwalają. Na tym polu podmioty prywatne mają na pewno łatwiej.

Można dużo o tym mówić. Generalnie Polska pod tym względem jest bardzo specyficznym krajem. Na zachodzie Europy ze świeczką szukać publicznych organizatorów, którzy robią duże wydarzenia sportowe.


M.W. – Jakie plusy a jakie minusy mają i jedni, i drudzy? Czy w ogóle taki podział ma sens, czy może jednak jest sztucznie tworzony przez nas, dziennikarzy?

G.K. – O tych plusach i minusach powiedziałem przy poprzednim pytaniu, jednak myślę, że zamiast szukać różnic ważniejsze jest coś innego – aby szukać wzajemnego porozumienia. W Białymstoku do tematu organizacji podchodzi się zupełnie inaczej. Niemal wszystkie duże wydarzenia sportowe (amatorskie) organizowane są przez podmioty prywatne ale przy dużej pomocy i udziale Ośrodka Sportu i Rekreacji. Mistrzostwa Polski w triathlonie, wydarzenia organizowane przez naszą fundację, czy Tour de Pologne i Orlen Wyścig Narodów – to wszystko eventy podmiotów prywatnych z dużym udziałem BOSiRu.

W Białymstoku oba podmioty się wspierają. Nikt się nie zastanawia, a może niech BOSiR robi półmaraton. Szczerze? Po co? Ośrodek Sportu i Rekreacji ma swoje obiekty, o które należycie dba, doskonale nimi zarządza, a imprezami zajmują się specjalistyczne podmioty.

Myślę, że to bardzo dobry przykład na to, jak może to wyglądać. Mało tego, taki układ jest na pewno tańszy dla samorządu niż gdyby np. BOSiR miał wszystkie te eventy robić samodzielnie i za wszystko odpowiadać. Nie twierdzę, że by sobie nie poradził. Nie mam co do tego wątpliwości. Wiem natomiast, że takie rozwiązanie byłoby droższe, przez to mniej efektywne.


M.W. – Wszystko szło pięknie aż do 2020 roku. Na ile przed półmaratonem odwołano Waszą imprezę i jak sobie z tym poradziliście?

G.K. – Wszyscy widzieliśmy jak pięknie wszystko się rozwijało. 2019 rok to rekordy frekwencji na wydarzeniach sportowych (w ujęciu globalnym). Wchodziliśmy w 2020 z wielkimi planami i dużym zapałem. Jeszcze w lutym nikt nie wierzył, że jakiś wirus jest w stanie nam zagrozić. Przecież w lutym 2020 normalnie zorganizowaliśmy Bieg Pamięci Sybiru. Dopiero marzec zmienił wszystko.

Tak naprawdę nikt nam nie kazał odwołać półmaratonu. Zrobiliśmy to sami. Co okazało się najlepszą decyzją pod każdym względem, głównie finansowym. Jak tylko ogłoszono pierwsze obostrzenia, podjęliśmy decyzję o odwołaniu wydarzenia. To był początek marca. Byliśmy na etapie składania zamówienia na medale i koszulki. Wybór był taki: zamawiamy wszystko i czekamy co się wydarzy, albo odwołujemy wydarzenie. Pamiętam tamten tydzień. To było kilka dni rozmów z różnymi instytucjami na przeróżnych szczeblach. Od Wojewody, Prezydenta, po służby sanitarne, a nawet wojsko. Z rozmów wywnioskowałem jedno – szybko to się nie skończy. W tym samym czasie w krajach arabskich pojawiły się pierwsze biegi wirtualne. Wszystkie zebrane dane mówiły mi jedno – „w maju chłopie tego półmaratonu nie zrobisz, nie ma szans”. Podjąłem decyzję o odwołaniu półmaratonu, co okazało się bardzo dobrą decyzją. Nie mamiliśmy, że może się uda – podaliśmy do razu informację, że bieg będzie odwołany.


M.W. – Zwracaliście „kasę”?

G.K. – Tak. Daliśmy zawodnikom trzy opcje do wyboru: zwrot kasy, przeniesienie na kolejny rok lub start w biegu wirtualnym. Choć zdaję sobie sprawę, że każdy organizator był w innej sytuacji, dlatego nigdy nie będę krzyczał „patrzcie, a Białystok zwracał opłaty, a ten, czy tamten tego nie robił”. My ponieśliśmy koszt przygotowań i promocji (do czasu odwołania biegu), jednak nie zaangażowaliśmy jeszcze środków w produkcję wyposażenia pakietów startowych. Na straty musieliśmy spisać kilkadziesiąt tysięcy zł.

M.W. – Jak zwracać opłaty startowe, gdy zostały już wydane na organizację?

G.K. – To trudny temat. Należy rozgraniczyć to, co działo się w I połowie 2020 roku i potem. Wiosną ubiegłego roku pandemia nas zaskoczyła. Nikt nie był w stanie się do tego przygotować, zabezpieczyć. To nie jest prawda, że były jakieś dostępne ubezpieczenia od tego typu sytuacji. My podjęliśmy decyzję o odwołaniu imprezy w momencie kiedy staliśmy przed dylematem: zamawiamy „grube rzeczy” (w sensie wartości) albo odwołujemy. Ale co mają powiedzieć organizatorzy, którzy mieli już wszystko kupione? Środki od uczestników zostały wydane. Sponsorzy nie wpłacili środków, bo przecież wydarzenie się nie odbyło. I co wtedy?

Szczerze, to uważam, że to kwestia wielkości imprezy i paradoksalnie, czym większe wydarzenie tym większy problem w takiej kryzysowej sytuacji. Przy największych imprezach kwoty do zwrotu byłyby tak duże, że przecież żaden bank nie skredytuje środków na zwrot. Z czego to potem oddać?

W jeszcze innej sytuacji byli organizatorzy samorządowi. Środki były zwracane z miejskiej kasy. Nie ma tu za dużo filozofii. Musimy jednak pamiętać, że to były pieniądze podatników, którzy zrzucili się na ten zwrot – oczywiście upraszczając.

Tak więc co do zasady, każdy zrobił tak, jak mógł, na co było go stać. Była też taka część organizatorów, która wyprodukowała koszulki, medale i wydawali to w pakietach w tym roku, mimo, że na akcesoriach była data z 2020. Wszyscy znaleźli się w mega niekomfortowej sytuacji. Ja na pewno nie podpiszę się pod stwierdzeniem, że ktoś kogoś okradł. To mój komentarz do pierwszej części roku, gdzie byliśmy zaskoczeni sytuacją. Natomiast jeżeli mówimy o tym co dzieje się teraz, to możemy w jakiś sposób się przygotować, coś założyć i - choć nie jest to łatwe - uważam, że jeżeli odwołujemy imprezę jedną z opcji jaką powinien mieć uczestnik to zwrot opłaty. Zaznaczam – nie możemy porównywać I połowy 2020 z sytuacją obecną.


M.W. – Jakie koszty ponosicie z tytułu organizacji imprez biegowych? Kategorie, wielkości wydatków, choćby procentowe?

G.K. – Głównymi kategoriami w budżecie są: zabezpieczenie trasy (pod względem technicznym i medycznym), wyposażenie pakietów startowych, promocja wydarzenia, koszty związane z wolontariatem, budową i obsługą biura zawodów i koszty osobowe przy produkcji eventu. U każdego organizatora poszczególne obszary będą w znaczącym stopniu się od siebie różniły.

Myślę, że warto porozmawiać o innej rzeczy – o strukturze przychodów, która na zachodzie Europy i w Polsce różni się diametralnie. „Tam”, w uproszczeniu, budżet biegu opracowywany jest w taki sposób, aby z opłat uczestników móc wydarzenie zorganizować, a wpłaty sponsoringowe są zyskiem organizatora. W Polsce nie ma takiej możliwości, aby z opłat zawodnik zbilansowało się wydarzenie. U nas bez wsparcia miasta i sponsorów, budżet nie ma szans się domknąć.

Biegi górskie, czy OCR wypracowały sobie już inną strukturę i chwała im za to. Oczywiście wiąże się to z ceną pakietów startowych. W biegach ulicznych część zawodników tkwi w przeświadczeniu, że bieg powinien kosztować 50 zł. Że w pakiecie powinna być koszulka, czapka, fajnie jakby był jeszcze jakiś gadżet. A za co ma organizator bieg zorganizować? A już przyznanie się, że ktoś na organizowanych przez siebie wydarzeniach zarabia, to już w ogóle jest niedopuszczalne. Przecież szanujący się organizator robi to z pasji i bezpłatnie. Tylko gdzie nas takie myślenie doprowadzi? A co jak ktoś (jak ja) wybrał organizację wydarzeń sportowych jako swoją pracę?

Myślę, że dużo zmian nas czeka w organizacji, mentalności, podejścia do biegaczy i organizatorów. Czy tego ktoś chce, czy nie, branża biegowa, czy nawet szerzej – eventów sportowych – będzie się profesjonalizowała. I to jest jedyna droga, żeby w Polsce mogły odbywać się wydarzenia na europejskim poziomie.



M.W. – Pomimo pandemii nawet w najtrudniejszym 2020 roku udało Wam się kilka imprez zorganizować. Jak?

G.K. – To prawda. W 2020 udało nam się zrobić kilka wydarzeń wirtualnych, ale także tych stacjonarnych. W sumie zanotowaliśmy prawie 13 tys uczestników. Nie wiem czy była tu jakaś magia, że udało się zrobić kilka biegów stacjonarnych. Myślę, że przede wszystkim było dużo determinacji i wykorzystania każdej możliwej okazji do organizacji, nawet jak było duże ryzyko odwołania.

W lutym zrobiliśmy Bieg Pamięci Sybiru, jeszcze przed pandemią. Potem jesienią korzystając z poluzowania obostrzeń i zachowując ścisły reżim sanitarny zrobiliśmy bieg uliczny na 5 i 10 km (Białystok Biega) oraz Bison Ultra-Trail, mimo, że na dzień przed imprezą wprowadzono nam czerwoną strefę. Na pytanie „jak?”, mogę tylko opowiedzieć: „bo była szansa i ją wykorzystaliśmy”.


M.W. – Niedawno na Podlasiu organizowaliście kolejną edycję Ultra Bisona. Niedaleko terenów objętych stanem wyjątkowym. Nie myślałeś o tym, że bieg należy odwołać?

G.K. – Nawet przez moment nie przeszło mi to przez głowę. Choć szybko okazało się, że będziemy mieli w związku z tym trudności. Całe szczęście mieliśmy kilka dni na to, żeby odnaleźć się w tej całej sytuacji. Jasne było, że w pasie przygranicznym nie będziemy mogli się poruszać. Dotyczyło to głównie najdłuższego dystansu 100 km. Niemal następnego dnia po ogłoszeniu stanu wyjątkowego ruszyliśmy do Puszczy Knyszyńskiej, żeby wyznaczyć nową trasę. Poszło to dość sprawnie, choć w lasach trochę dni i godzin spędziliśmy. Pocieszające w tym wszystkim jest to, że nowa trasa bardzo się spodobała uczestnikom, ponieważ przy obecnej sytuacji już wiemy, żeby w 2022 roku trasę poprowadzić tak jak w 2021.

M.W. – Były jakieś naciski lub sugestie, że impreza nie powinna się odbyć?

G.K. – Ze strony samorządów nie było takich nacisków, absolutnie. Natomiast było kilku zawodników, którzy żądali od nas zwrotu opłaty startowej "bo jest stan wyjątkowy i oni się boją startować". Na strach nic poradzić nie mogę. Opłat oczywiście nie zwracaliśmy. Bieg się odbył, nie ucierpiał standard wydarzenia. Myślę, że uczestnicy nie odczuwali, że coś jest nie tak, że jest jakieś zagrożenie.

M.W. – Obserwując od lat rozwój Waszych biegów i fundacji odnoszę wrażenie, że jesteście lubiani ponad przeciętność. Nie zauważam jakiegoś hejtu w Waszym kierunku tak od pewnego czasu popularnego w przypadku innych organizatorów z Polski. Jaka jest tajemnica sukcesu?

G.K. – Serdecznie dziękuję! Zgadza się, ogólnie rzecz biorąc nie mamy większego problemu z hejtem. Choć faktycznie widzę jak się to zmieniło przez ostatnie dwa lata i jak atakowani są inni organizatorzy. Czytając wypowiedzi uczestników naszych wydarzeń i po rozmowach z nimi, potwierdzam, nasze biegi zawodnikom przypadły do gustu i chyba jesteśmy lubiani, choć może to nieskromnie zabrzmi. Feedback jest bardzo pozytywny i budujący. Nakręca nas do dalszego działania.

Jaka jest tajemnica sukcesu? Nawet nie wiem czy to tajemnica, bo wszystko co robimy widać. Powtarzam to od pierwszego dnia istnienie FBB – jesteśmy otwarci, nie zamiatamy niczego pod dywan. Jak nam coś nie wyjdzie, zawsze się przyznajemy i przepraszamy. Nie szukamy winy w podwykonawcach czy ustroju politycznym. Bierzemy pełną odpowiedzialność za to co robimy i dzielimy się tym z zawodnikami.

Poza tym zarówno ja, jak i ludzie z Fundacji staramy się być obecni i widoczni. Jak wiesz, nie jestem dyrektorem biegu, który zakłada garnitur i w loży VIP siedzi sobie z gośćmi. Wynika to z mojej natury. Chcę być blisko uczestników, ponieważ tylko w taki sposób można „odczuwać” imprezę.

Ważne jest też to, że staramy się na bieżąco reagować na potrzeby biegaczy, wsłuchiwać się w oczekiwania, choć oczywiście nie jesteśmy w stanie spełnić wszystkich próśb i zachcianek. Często jednak jeżeli mamy jakiś problem do rozwiązania, staramy się odpowiedzieć na pytanie „czego bym sam oczekiwał, jako biegacz?”. To ułatwia.

Inną sprawą jest jednak hejt, który leje się z mediów społecznościowych na organizatorów. Z tym wszyscy powinniśmy walczyć. Hejt nie jest ani konstruktywny, ani powodujący, że będą zachodziły pozytywne zmiany. Nikt nie boi się krytyki. Krytyka może być uzasadniona i pomocna, ale nie hejt, który jest krzywdzący. Zauważam niepokojącą tendencję, że hejterom nikt nie przeszkadza, choć większość widzi, że to co robi hejter jest złe. Mało kto stanie w obronie i powie „dość tego”. Trzeba mieć odwagę, żeby takie stanowisko zająć.


M.W. – Lubisz biegaczy?

G.K. – Bardzo! Uważam, że jako grupa, jesteśmy jedną z najbardziej pozytywnych społeczności. Mi osobiście, obcowanie z biegaczami dodaje sił i napędza. Może biegacz to czują i stąd takie odwzajemnienie uczuć?

Oczywiście, tak jak napisałem wyżej, zaczyna się pojawiać problem hejterów, którzy czują się bezkarni. Rośnie też grupa osób, które w bardzo roszczeniowy sposób podchodzą do swoich startów. Jak usłyszałem ostatnio, że jednemu z organizatorów biegu górskiego dostało się od uczestników za to, że na trasie były „za luźne kamienie”, to się zastanawiam co się z nami dzieje? Ale może to jeszcze zatrzymać. Pozytywnie nastawionych osób jest nieporównywalnie więcej, tylko „krzykacz” ma to do siebie, że właśnie głośniej krzyczy. Ale nie robi się go przez to więcej. Cały czas uważam, że my-biegacze, jesteśmy bardzo pozytywną grupą.


M.W. – Nie obawiasz się, że któregoś dnia firma którą zbudowałeś rozpadnie się na podstawie jakiejś kolejnej decyzji „czynników rządowych” albo zmian w regulacjach prawnych?

G.K. – Michał, co kilka miesięcy napotykam na jakieś doniesienia o tym, że ktoś chce coś majstrować przy organizacja pozarządowych, którą jesteśmy. Ale wiesz co? Zawsze zadaję sobie pytanie: „a czy ja mam jakiś na to wpływ?” Pewnie niewielki. Póki co, nic nam nie grozi, więc nie tracę czasu na takie rozmyślania. Zapewniam jednak, że gdyby coś takiego mogło mieć miejsce od razu ruszymy do działania – chyba co do tego nie muszę przekonywać.

M.W. – Rosnące koszty organizacji? To prawda, czy kolejny mit?

G.K. – Niestety prawda. Szczerze mówiąc, nie myślałem, że wzrost kosztów będzie aż taki. To nie jest tak, że skoro oficjalna inflacja wynosi prawie 8%, to o tyle wzrosną koszta. Niektóre rzeczy podrożały nam o 40%! Czekamy na wyceny medali, bo wszyscy wiemy, że surowiec wzrósł bardzo. Koszty pracy w ciągu tych 2 lat jak poszły w górę. To wszystko dodając do siebie powoduje, że pakiety startowe na pewno pójdą w górę. Nie ma opcji, żeby ceny opłat startowych zostały na poziomie z 2021. Są przecież organizatorzy, którzy ostatni raz zrobili imprezę w 2019. Tam będziemy obserwowali największe wzrosty opłat. No chyba, że ktoś źle policzy budżet, ale wtedy biegacze odczują to w inny sposób.

M.W. – Gdy jest drożej, słyszymy zwykle w mediach, że „przedsiębiorcy te koszty muszą wziąć na siebie”. Czy prywatny organizator może dodatkowe nowe koszty „brać na siebie”?


G.K. – Prywatny organizator i tak wiele sporo nowych kosztów, czy też wzrost cen bierze na siebie. Tak było u nas w 2021, gdzie staraliśmy się zatrzymać ceny z 2020 i w dużej mierze się to udało. Jednak przy tak dużych wzrostach kosztów, ceny na 2022 musimy podnieść. Biegacze oczekują pewnego standardu wydarzenia, a to wszystko kosztuje. Jestem jednak przekonany, że biegacze też to rozumieją. Być może wystartują w mniejszej ilości imprez, ale wybiorą te bardziej lubiane, a przede wszystkim dobrze zorganizowane.

M.W. – Co na to Twoi klienci, czyli uczestnicy biegów? Są świadomi tego, że kolejny sezon będzie droższy? Już teraz za sam dojazd do Białegostoku trzeba zapłacić dużo więcej, a tutaj jeszcze żarłoczny organizator będzie się chciał wzbogacić na biegaczach...

G.K. – No tak, przecież żarłoczny organizator też chce zarabiać coraz więcej (hahaha). Naprawdę, myślę, że biegacze to rozsądni ludzie. Widzę co się dzieje dokoła. Trzeba być oderwanym od rzeczywistości, żeby sądzić, że ceny biegów nie wzrosną.

To jest oczywiste, że będziemy się zbliżali do modelu wydarzeń z zachodu Europy, gdzie opłata startowa to jest faktyczna opłata za udział. Za koszulkę i każdy gadżet trzeba dopłacić. Kończy się era wypasionych pakietów startowych, gdzie jego wartość przewyższała opłatę startową – to było absurdalne. Biegi trzymające się kurczowo zasady, żeby dopchać pakiet za jak najniższą cenę znikną z rynku. Priorytetem jest dobra organizacja, zabezpieczenie trasy, komfort uczestników, dobre zabezpieczenie medyczne, a nie zawartość pakietu startowego.

To my, organizatorzy, musimy powiedzieć wyraźnie, biegacz płaci za organizację biegu, nie za zawartość pakietu startowego. Całe szczęście pytań w stylu „a co jest w pakiecie?” jest z roku na rok coraz mniej. Ludzie oczekują dobrze zorganizowanej imprezy sportowej. I za to chcą płacić.


M.W. – Twoja ocena optymizmu na rynku biegów w Polsce w skali szkolnej od 1 do 6

G.K. – oj, podchwytliwe pytanie. Niby proste, a jednak złożone. Od kilkunastu miesięcy patrzę z szerszej perspektywy. Bo widzę to co robi nasza Fundacja i widzę rynek szerzej, przez działania w Związku Organizatorów Sportu Masowego. Gdybyś pytał tylko o nasze działania, to oceniam optymizm na 4+ (przez to co sam zauważyłeś, że jesteśmy inaczej odbierani). Natomiast jak patrzę na cały rynek i widzę problemy z jakimi borykają się organizatorzy to myślę, że 3 będzie właściwszą oceną.

Są wydarzenia, które zanotowały spadki po 60% frekwencji. Mają problemy z lokalnymi samorządami i przed nimi na pewno duże wyzwania. Cały rynek stoi teraz przed dużą pracą do wykonania:

- musimy zachęcać ludzi do aktywności, to w naturalny sposób przełoży się na frekwencję.
- przekonać biegaczy, aby wrócić do modelu z 2019 roku, kiedy to zawodnicy zapisywali się do biegów wcześniej. Ja wiem skąd niechęć do wcześniejszych rejestracji, ale czekanie do ostatniej chwili spowoduje, że imprezy będą odwoływane, a w konsekwencji mogą zniknąć z rynku
- będzie musiało przyjść zrozumienie ze strony uczestników, że ceny opłat startowych wzrosną, nie ma od tego odwrotu
- przekonanie samorządów, żeby nie ograniczały środków na sport amatorski, ponieważ w dłuższej perspektywie doprowadzi to do znacznie większych wydatków na służbę zdrowia.

Te zadanie wykonamy. Powrót do frekwencji z 2019 jest możliwy, ale nie nastąpi to w ciągu roku czy dwóch. W moim odczuciu 2022 jeszcze będzie trudnym rokiem, w 2023 zaobserwujemy stabilizację, a dopiero 2024, 2025 będzie wracał ten optymizm, który tak dobrze znamy i który tak lubiliśmy.


M.W. – Zaproś naszych czytelników na swoje biegi. Co przygotowaliście na nadchodzący sezon?

G.K. – Planujemy zrobić wszystko i, jak zawsze, będziemy o to walczyli. Już 12 lutego pobiegniemy w Biegu Pamięci Sybiru, a potem 15 maja w PKO Białystok Półmaratonie. Czerwiec to sztafeta Electrum Ekiden… a potem II część roku. Na Bison Ultra-Trail zapisy są już otwarte, a za kilka tyg otworzymy na wrześniowe Białystok Biega. W listopadzie, jak zawsze sezon zamkniemy Biegnę dla Niepodległej… Na pewno coś jeszcze po drodze zrobimy.

M.W. – Nie odwołacie? :-)

G.K. – Nie planujemy ;) Choć omikron lekko mnie stresuje.

M.W. – Dziękuję za rozmowę.

G.K. – Dzięki serdeczne! Proszę pamiętać, że to jak wygląda nasz rynek biegowy zależy nie tylko do organizatorów, ale również od biegaczy, mediów, całego otoczenia, więc także od samorządów.

Od redakcji: więcej informacji o imprezach organizowanych przez Fundację Białystok Biega znajdziecie na stronie bialystokbiega.pl



Komentarze czytelników - 3podyskutuj o tym 
 

emka64

Autor: emka64, 2021-12-31, 22:24 napisał/-a:
Poznałem Grzegorza w Sobótce dzięki Michałowi i mnie Grzegorz nie zacytuje jak Prezesa bo wypaliłem "Białystok? Takie fioletowe koszulki,łee". Do dzisiaj mi wstyd :-(
Póki co pobiegłem w wirtualnej rywalizacji Biegu Sybiru 2021 i jeszcze kiedyś do Was podjadę jak mi S8 podciągną do mojej wsi :-)

 

Admin

Autor: Admin, 2022-01-01, 09:58 napisał/-a:
Pamiętam jak sam byłem zdziwiony że Ci się chce tak daleko jechać!

 

t.kraska

Autor: t.kraska, 2022-01-11, 17:05 napisał/-a:
Nie byłem -straszny kawał drogi.Na S8 nie mam co liczyć, ale może polecę z lotniska im.Bohaterów Czerwca"76? - kto wie, może w przyszłym roku. Jedynie kłopot, bo w tym Radomiu też impreza goni imprezę.

 

 Ostatnio zalogowani
czewis3
17:36
Brytan65
17:36
entony52
17:35
eldorox
17:24
biegacz54
16:33
aniquo
16:03
kostekmar
15:56
PrzemDal
14:48
adamR
14:46
Januszz
14:44
runner
14:18
Admin
13:54
Andrea
13:32
ahawranek
12:39
andbo
12:37
staszek63
12:37
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |