Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

    



Dzień 13... tego dnia mojej podróży po Azji wystartowałem w IDBI Federal Life Insurance Kolkata Full Marathon ukończony w czasie 04:07:52 - a więc INDIE ZDOBYTE !!! Przy okazji mały jubileusz - to 42 kraj w którym ukończyłem maraton :-)

Przygoda z maratonem w Kalkucie zaczyna się już w momencie pierwszej próby zapisania się. Nie jest to proste zadanie - strona internetowa organizatorów do dziś wyświetla np. banery z 2018 roku. Linki do zgłoszeń są, ale... ale zwykle nie działają. Tzn. działają, ale tylko dla mieszkańców krajów z SAARC, czyli Indie, Pakistan, Nepal, Bhutan, Sri Lanka. Gdy klikniecie na zapisy uczestników zagranicznych to link prowadzi na szesnastą Planetę Układu Słonecznego, czyli w kosmos... Jednym słowem nerwy, bo do maratonu dwa tygodnie a zgłoszenia nie działają. I oczywiście nikt nie odpisuje na emaila, a jak w końcu mi odpisali to... to podali link który właśnie nie działa...

W końcu jednak zadziałał, nie uwierzycie - na dwa dni pomiędzy 16 a 18 stycznia (a maraton 2 lutego). Się udało, choć bilety lotnicze kupiłem już dużo wcześniej. Więc stres był. Radości, że udało się zapisać nie przykrył nawet fakt że musiałem zapłacić 4 razy drożej niż lokalsi. To coraz bardziej popularna praktyka w świecie maratonów.


Ale jak już di Indii dojedziecie, to podróżujcie, delektujcie się, i nie dajcie zarazić zarazkami:

Jestem na wszystko "poszczepiony" od dwóch lat od kiedy tylko zaczęliśmy ze Sławekiem Smolińskmi projekt pobiegnięcia maratonu w każdym kraju świata. Nie użyłem na trasie ani razu żadnego z punktów odżywczych - ani płynów ani jedzenia - dzień wcześniej zrobiona wizja lokalna oraz to co widziałem na starcie... przekonały mnie że albo lecę na własnej "logistyce" albo wcale. Biegłem z plecakiem plus pomoc szwagra na rondzie na którym byliśmy 4 razy. Pilnujemy się bardzo w trakcie całego wyjazdu. Na punktach na początku tylko była woda butelkowana ale w wielu podawanych korki już odkręcone, później wszystko w kubeczkach, często obok śmietników itd. Do tego wolontariusze podający jedzenie i obrane banany gołymi rękami - w sensie nie z tacy, ale prosto z łapki :-)

I rzeczywiście, jak jeść, albo pić - to tylko ze swoich zapasów. Wszystko pięknie, ale jak ktoś kiedyś w krajach egzotycznych zaraził się jakąś bakterią, ten wie, jak taka zabawa smakuje. Całe szczęście miałem swoje wsparcie podczas maratonu. A jak wygląda woda nalewana z butli - też zobaczycie na filmie :-)

Ogólnie: maraton przez swoją egzotykę - to jednak INDIE - jest piękny. I nie można go porównywać to innych wielkich maratonów na świecie czy w Polsce. Bo to zupełnie inny bieg - bieg, na który się nie wróci, ale który ten jeden raz warto pobiec. Pobiec pamiętając o tym, by zwiedzić okolicę - dalszą i bliższą Indii...











>



Komentarze czytelników - 3podyskutuj o tym 
 

Kamus

Autor: Kamus , 2020-02-03, 08:10 napisał/-a:
LINK: http://Nie narzekaj

Masa
nie jedno chyba widziałeś w Indiach, ale pewnie nie wszystko.Jak mi przywieźli "prowiant" i wołowinę ( tak chciała załoga)to na mięsie 10 km much i owadów !

Pozdrawiam

 

Admin

Autor: Admin, 2020-02-04, 04:19 napisał/-a:
Muchy na pewno były jadalne - dodają je jako warzywa :-)

 

Krzysiek_biega

Autor: Krzysiek_biega, 2020-02-04, 07:18 napisał/-a:
Jestem ciekaw ile taka porcja much ma kalorii, czy da się na tym pobiec dobrze maraton?:)

 

 Ostatnio zalogowani
VaderSWDN
02:22
esperlando@onet.eu
01:09
MarGro
00:03
Wojciech
23:54
marekch11
23:52
Jarek42
23:40
syrob
23:36
42.195m
23:25
jarecki112
22:54
andrzejgonciarz
22:48
ArturSz
22:47
benfika
22:43
torcer
22:31
rocha
22:23
amadera
22:22
Admin
22:20
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |