Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

Przeczytano: 391 razy (od 2022-07-30)

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:0/0

Twoja ocena:brak


Jubileuszowe Bieganie w Dębnie
Autor: Krzysztof Grzybowski
Data : 2003-04-27

Jubileuszowe Bieganie w Dębnie
Autor: Krzysztof Grzybowski. Data 23.04.2003 r.

Po tygodniowym odpoczynku po maratonie wziąłem się ostro do pisania sprawozdania z – jakby z której strony tu nie spojrzeć – mego jubileuszowego biegu maratońskiego. Szło mi to jednak dość opornie, chyba z powodu, ostatniego czasu ( szkoła ) ogólny wstręt do pisania.

Przygotowania się do niego rozpoczęły się od momentu gdy stwierdziłem - jest szansa na ukończenie 50 maratonu w Dębnie. Osobiście wiedziałem ze mam już czterdziesty któryś tam maraton, ale je dokładnie nie liczyłem. Dopiero robiąc statystykę wszystkich biegów po maratonie w Gdańsku w 2002 r., okazało się potrzebny mi jest jeszcze do przebiegnięcia jeden, a następny w Dębnie będzie tym wymarzonym pięćdziesiątym. Początkowo planowałem brakujący maraton zaliczyć w Warszawie, ale międzyczasie okazało się ze jest odwołany Bieg na 100 km w Kaliszu. Nie zwlekając szybko wysłałem zgłoszenie do Poznania. Na maraton który miał się odbyć w tym samym terminie, co Kalisz. Później stwierdziłem że moja decyzja była słuszna. Pomijając aspekt finansowy ( taniej mi wyszło do Poznania niż do Warszawy ), to moje przygotowanie się do ukończenia 100 km w tym terminie, spowodowały ze w Poznaniu biegło się mi bardzo dobrze, pomimo ze było dość chłodno, padał deszcz i do tego był nieprzyjemny wiatr.

Tradycyjnie do Dębna przyjechałem w przeddzień startu - na parę godzin – załatwić formalności zgłoszeniowe i wrócić w domowe pielesze. Wszystkie sprawy związane z zgłoszeniem ( Ośrodek Kultury ) się do maratonu załatwiłem tak szybko, ze prawdopodobnie pobiłem ( raczej na pewno ) rekord w szybkości zapisania się do maratonu. Załatwienie tego wszystkiego zajęło mi z góry z 10 min. Największe wrażenie na mnie zrobiło badania przed startowe. Brak kolejek do których już się przyzwyczaiłem (np. Gdańsk ) i trzech lekarzy przyjmujących uczestników, co jest jeszcze u nas w Polsce rzadkością. A przecież przyjechałem, gdy było już tam sporo uczestników - około godz.17. Udałem się do sali widowiskowej. Po krótkich rozmowach z spotkanymi tam kolegami i wypiciu kawy ( do wyboru była kawa, herbata, woda mineralna – gratis ) wybrałem się na samochodowy rekonesans z towarzyszącą mi ekipą po trasie maratonu. Trasa mnie specjalnie nie interesowała ( ta sama co roku tylko w odwrotną stronę ), ale bardzo kolegę, który miał debiutować na tej trasie. Także zainteresowane przebiegiem trasy były osoby nam towarzyszące ( kibice ).
Po w miarę przespanej nocy na 1,5 godz. przed startem wróciłem z powrotem do Dębna. Pogoda była słoneczna. Jak po ostatnich zimnych dniach było dość ciepło. Obawiałem się żeby nie było za gorąco. Organizm nie przygotowany jeszcze do wysokich temperatur, w czasie dużego wysiłku mógłby dość nie korzystnie zareagować. Sprawę całą uratował ( choć nie do końca ) lekki chodny wiatr.
Start do biegu nastąpił po paru przemówieniach i odegraniu hymny narodowego z małym opóźnieniem. Na trasę maratonu ruszyło 570 uczestników. Ja oczywiście z nimi. W tym momencie mógłbym opisywać moją walkę z pokonywania poszczególnych kilometrów, nie będę przynudzał i ograniczę się najważniejszych wrażeń jakie wyniosłem po pokonaniu tej trasy :
1. Pierwszy kilometr biegnąc przy dopingu kibiców ustawionych po dwóch stronach drogi, oraz podczas pokonywaniu dwóch nawrotów w Dębnie, no i ostatnie metry maratonu,
2. Świetnie zaopatrzone i sprawnie działające punkty odżywiania, odświeżania i medyczne,
3. Gorąco dopingujący kibice na trasie,
4. Trasa biegu całkowicie zamknięta dla ruch samochodowego,
5. Trasa w odwrotna stronę niż poprzednich latach ( moim zdaniem ) biegnie się ją lepiej,
6. Poważny kryzys - ból lewej nogi ( stara kontuzja ) na 22 km, spowodowała moje zwolnienie tempa, lecz na razie ciągle biegnę,
7. Koło 26 muszę jednak przejść w chód ( taki mam potworny ból ). W tej chwili myślę ze mogę nie ukończyć biegu w wymaganym limicie czasu. Po przejściu paruset metrów podrywam się jak ptak z podciętymi skrzydłami do lotu,
8. W tej chwili chód i bieg to główna moja taktyka z tym ze tego drugiego jest o wiele więcej,
9. Na ulicach Dębna doping kibiców podrywa mnie do ciągłego biegu,
10. Stwierdzam ze na kontuzje jest dobry doping kibiców ( ból mam o wiele mniejszy ) ;-))))
11. Do mety już bardzo mało idę - do końca odczuwam ból nogi,
12. Ostatnie nie zapomniane wrażenia z ostatnich metrów mego 50 maratonu,
13. Poczucie ulgi przy przekraczaniu linii mety, ze pomimo przeciwności losu, ukończyłem go nie dość ze w limicie, to do tego w dobrym czasie.
No i w końcu meta. Po sporych trudach, ale jestem na mecie.! Z uzyskanego czasu 3:33:24 nie byłem do końca zadowolony, ale gdyby ktoś mi ten czas zaproponował na 26 km wziąłbym go bez wahania.

Wyniki biegu:
Mężczyźni
1. GLINKA Waldemar GLKS Świdnica - 2:14:48
2. BEBŁO Leszek KB Sporting Międzyzdroje - 2:14:51
3. DRYJA Marek UMKS Volleys Piotrków Tryb. - 2:15:04

Kobiety
1. SYREK Grażyna Olimpia Poznań - 2:32:09
2. DRYBULSKA Monika Olimpia Poznań - 2:32:24
3. DELION Valentina MOŁDAWIA - 2:44:44

Członkowie Towarzystwa
256. GRZYBOWSKI Krzysztof - 3:33:46
279. KAŁASZ Marcin - 3:37:51
310. MIŁOTA Grzegorz - 3:42:37


Udałem się do samochodu po ubranie, a następnie do pobliskiej szkoły gdzie zlokalizowane została cala baza socjalna. Stwierdziwszy ze jest za duży tłok przy pryśnicach, umyłem się przy umywalce (przecież mam nie daleko do domu, to się tam spokojnie się wykąpię). Tradycyjnie w stołówce panowała super obsługa uczestników maratonu. Wystarczyło się tam pojawić, a zostało się bardzo szybko i sprawnie obsłużony przez bardzo miłe i sympatyczne dziewczyny.
Można by było dużo pisać dużo dobrego na temat przebiegu całego maratonu, ale następnego dnia po maratonie dowiedziałem się ze dla części uczestników zabrało medali. Ta informacja mnie totalnie zaskoczyła. Po analizie zaistniałej sytuacji wynikło, ze organizatorzy próbując zrobić dużą frekwencję na siłę, dokonywali zapisów uczestników jeszcze w dniu zawodów, nie przygotowując w tym celu odpowiedniej ilości medali. ( nie liczyli ze się aż tylu zawodników zgłosi w dniu zawodów ). Organizatorzy obiecali ze przyślą medale wszystkim tym którzy nie otrzymali ich na mecie. Dla mnie jest to już musztarda po obiedzie. Dla większości maratończyków dużą przyjemność i frajdę sprawia po wbiegnięcie na metę, ceremonia powieszenie na szyi - przez sympatyczne dziewczyny - medalu ukończenia maratonu. A tego właśnie organizatorzy pozbawili części maratończyków.
Drugą sprawa którą przyjąłem z lekkim zdziwieniem było wykonanie tychże medali. Liczyłem, ze z okazji Jubileuszowego 30 Maratonu będą wykonane minimum na poziomie z poprzednich lat. Były jednak wykonane najgorzej ze wszystkich które tam otrzymałem, a przecież był to mój już czwarty maraton w Dębnie.
Myślę i mam nadzieję ze jest to wypadek przy pracy, wynikły ze splotu nie przewidziany sytuacji, a w następnym

roku Maraton Dębno 2004 odbędzie się tradycyjnie na wysokim poziomie. Ja osobiście pomimo tego wszystkiego będę tam przyjeżdżał, gdyż organizację i atmosferę panująca tam, nie spotkamy na żadnym maratonie w Polsce.

Krzysztof Grzybowski
Gorzowskie Towarzystwo Miłośników Biegania
AMATOR
http://www.amator.and.pl/
bigfut@poczta.onet.pl
korespondent Maratonów Polskich
http://www.maratonypolskie.pl



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał



















 Ostatnio zalogowani
kornik
02:50
lisu
00:37
scianka
23:05
zbyszekbiega
22:43
Wojciech
22:10
Admin
22:09
marz
22:06
przystan
21:55
PIOTR29PK
21:46
kaes
21:34
Rehabilitant
21:27
entony52
21:20
Pawel63
21:03
Henryk W.
20:44
rezerwa
20:32
jpolcyn
20:04
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |