Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

   

Jarek Cie¶la
Jarosław Cie¶la
Olsztynek
Biegaj±ce Małżeństwo

Ostatnio zalogowany
2020-04-11,20:16
Przeczytano: 11589/1248221 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:8/1

Twoja ocena:brak


Biegowe marzenia
Autor: Ela i Jarek Cieśla
Data : 2015-01-05

Ona:
Na początku była… długa wijąca się przede mną szosa. Każdy zakręt wywoływał uczucie zaciekawienia. Pytałam siebie w duchu: co za nim się kryje? Każdy nowo widziany dom, czy też jezioro, ciekawe ukształtowanie terenu powodowało, że pobudzałam się do dalszego wysiłku, bo to było coś nowego. Po pewnym czasie z szosy zrobiła się długa, bez końca ciągnąca się przed siebie szara nitka. Nuda. Moim marzeniem było jak najszybciej ją pokonać i zobaczyć jakiś inny, odmienny skrawek terenu.

On:
Pierwsze marzenie, to chyba jak najszybciej zakończyć bieg.



Ona:
Nie było tak źle. Trochę dyszałam, ale parłam na przód, chcąc udowodnić sobie, że potrafię to zrobić. Powoli, cierpliwie i nie na czas.

On:
Pamiętam. Ja wcześniej trenowałem, sporo biegałem. Kiedy powiedziałem Ci o tym, że w Olsztynie jest organizowany pierwszy półmaraton, coś zaskoczyło i pomysł wydał Ci się ciekawy. Oczywiście trzeba było kupić nowe buty, potem kolejne biegowe gadżety, ale najlepsze było to, że nie odpuściłaś po pierwszych treningach. Nie było załamania, tylko dążenie do celu. Kilka tygodni przygotowań, w tym czasie wybieganie ponad 20-kilometrowe i była nadzieja, że to polubisz.

Ona:
Nie planowałam tego. Czasami towarzyszyłam Tobie podczas Twoich treningów, ale raczej więcej maszerowałam niż biegłam. Kiedy jednak oczyma wyobraźni ujrzałam, że bez zatrzymania i przechodzenia do marszu pokonuję 21 km i 97,5 m, to coraz bardziej rodziła się we mnie chęć, by właśnie tego dokonać. Nie było na początku ambicji pokonania dystansu w określonym tempie. Nie znałam się na tych wszystkich wyliczeniach, statystykach, a już zupełnie było dla mnie czystą abstrakcją, że mogę stanąć na podium.



On:
Za pokonanie trasy miał być medal i to raczej stanowiło, nie tyle motywację, co taki symbol, że się dobrze wykonało tę „robotę”.

Ona:
Dokładnie. Pamiętam kiedy pierwszy raz na treningu przebiegłam dystans „połówki”. Byłam szczęśliwa. Zmęczona i chciałam każdemu wokół obwieścić, że to zrobiłam. Dlaczego? Nie wiem. Taka jakaś radość była we mnie. Udało się zrealizować marzenie. Ty podczas całego biegu zmieniałeś tempo, to wyrywałeś do przodu, to znów wracałeś do mnie, a ja mozolnie, spokojnie dążyłam do celu. A przecież wcześniej były obawy.

On:
Strach w oczach to miałem raczej ja, po tym jak po drugim takim biegu treningowym, w upale byłaś bardzo wyczerpana. Myślałem, że mi zemdlejesz.

Ona:
Nie przesadzaj. Pamiętam czemu tak było. Otóż zwiększyliśmy tempo i już nie chodziło o to, żeby tylko dobiec, ale jeszcze zrobić to w odpowiednim czasie. Powoli zaczynałam się „wkręcać”.



On:
Przechodziłaś do następnego etapu marzeń związanych z bieganiem. Zaczęło się porównywanie wyników, przypatrywanie innym zawodniczkom…

Ona:
... i zawodnikom. Ty też zaczynałeś przebąkiwać o swoich nowych planach. Nasze marzenia biegowe ewoluowały. Na początku chciałam tylko po prostu pobiec jakieś zawody, a najlepiej półmaraton, bo to już jest dystans, przed którym wielu ma respekt. „Pobiegłaś połówkę? 21 kilometrów? Dałaś radę?” – podziw znajomych jest bezcenny Móc powiedzieć: „jasne, ze dałam radę” to wielka satysfakcja. Kiedy ukończyłam swój pierwszy bieg ważne było też dla mnie to, że właśnie stałam się biegaczką.

On:
Jest coś jeszcze. Wtedy to ja byłem bardziej wytrenowany i moim marzeniem było, abyśmy razem wbiegli na metę. Trzymając się za ręce, w wyznaczonym czasie przynieść radosną wieść, że oto jesteśmy, że się udało. I to zostało spełnione. To niesamowite uczucie, gdy zrealizuje się jakiś cel, który sprawiał problemy i nie do końca było wiadomo, że się powiedzie. Może to i małe marzenie, ale cholernie cieszyło. Do tej pory jak oglądam zdjęcia z tamtego biegu, to moja gębusia sama się uśmiecha.



Ona:
Potem pojawiła się myśl, żeby na dłużej zatrzymać się w tym świecie ludzi prących przed siebie. Nowi znajomi, inne miejsca do biegania, ale również…

On:
...nowy strój. Tamta miała fajne buty, inna bluzkę, albo super getry, bez których przecież nie można na sto procent realizować swoich marzeń.

Ona:
A żebyś wiedział! Anatole France, francuski pisarz powiedział kiedyś, że aby osiągnąć wspaniałe rzeczy musimy marzyć tak dobrze, jak działać.

On:
Pięknie powiedziane. Najpierw obrazujesz, że masz na sobie wspaniałe wypasione buty, takie same jak mistrzyni olimpijska, a potem w nich wygrywasz. I to na jawie. Dobre. Jak wszystko można zręcznie zinterpretować.

Ona:
Ale zabawne. Złośliwy to Ty jesteś, nie ma co.

On:
Może coś w tym jest. To jest jeden z elementów treningu mentalnego. W każdym razie rzeczywiście nasze czyny najpierw mają początek w marzeniach, w myślach. A kiedy są realizowane apetyt na następne rośnie. I pojawiają się błyskawicznie.



Ona:
W miarę, jak zaczęłam brać udział w coraz większej ilości imprez biegowych, a co za tym idzie forma rosła, czasy się poprawiały, zapragnęłam po raz pierwszy stanąć na podium. Ty przynosiłeś puchary z turniejów piłkarskich, dzieci z zawodów tanecznych i biegowych, tylko ja jeszcze nie miałam żadnego trofeum.

On:
Teraz to aż półka się od nich ugina. Zakasowałaś resztę rodzinki.

Ona:
To było też ciekawe doświadczenie. Ostatni raz na zawodach biegałam w szkole podstawowej będąc w klasie sportowej. Teraz okazało się, że potrafię powalczyć nawet w kategorii open wśród kobiet. Kiedy tak się stało, czułam satysfakcję, dumę i radość. Wiesz, wyczytują moje nazwisko, zgromadzeni ludzie biją brawo, uśmiechają się, mówią: „taka niepozorna, a jaka mocna”. To było miłe. Tak właśnie sobie wcześniej wyobrażałam ten moment, kiedy odbieram puchar za zwycięstwo. I ten podziw w Twoich oczach – bezcenne. Kolejne marzenie się spełniło.

On:
Ja szukałem poprawy rezultatów. Chciałem się przekonać czy można przynajmniej dorównać tym, którzy treningi zaczęli dużo wcześniej ode mnie i robili w lepszym niż ja czasie swoje „życiówki”. To było takie gonienie marzeń, w radosnym stylu. Pojawiały się też dodatkowe zachęty: a to zgubienie kolejnego kilograma, a to bardziej zarysowane mięśnie na łydce. I po pewnym czasie nabierały konkretnych kształtów, znaczy się i marzenia i mięśnie łydki.

Ona:
Każda realizacja marzeń rodzi następne. Apetyt na zdobywanie nagród i „pudeł” już został zaspokojony. Teraz powstawała nowa, szalona myśl. Maraton! Z jednej strony strach, przed tak długim dystansem, ale też i coraz większe pragnienie, żeby tego dokonać. Swoje już w nogach miałam, wiele kilometrów było za mną, więc czemu nie?! Zostać maratonką – taka myśl kołatała mi się po głowie.



On:
I oczywiście od razu z dość wysoko postawioną poprzeczką. Padło na bieg po mazurskich polnych, piaszczystych i trawiastych ścieżkach – Maraton w Gałkowie. Jak na pierwszy raz trasa trudna, wymagająca i w czerwcowym upale. Było ciężko!

Ona:
To Twój pomysł. Zresztą nie miałam nic przeciwko. Niezłe przetarcie jak na „dziewiczy” bieg na królewskim dystansie, ale też dobrze nas zahartował. Nie miałam jednak pełnej świadomości ile potrafię przebiec w :normalnych” szosowych warunkach.

On:
I oczywiście kolejna zajawka w Twojej głowie. Czekaliśmy jednak ponad rok, żeby się przygotować na spełnienie tego marzenia. Warto było.

Ona:
Jak cholera! Już na zawsze zapamiętam wspaniałe emocje podczas Poznań Maraton. No i czas, którym śmiało można się pochwalić. Wszystko zagrało jak trzeba.

On:
A to też dzięki temu, że wcześniej pojawiło się inne marzenie.

Ona:
O czymś zapomniałam?

On:
O tym, żeby ktoś nas porządnie do tego wyzwania przygotował.

Ona:
Faktycznie. Kiedy czasami zaczynało brakować motywacji i lenistwo za bardzo mnie ogarniało, pojawiła się myśl, żeby mieć trenera – kogoś kto powie w sposób asertywny, że nie ma zmiłuj, robotę trzeba wykonać. Rozpisze plan i będzie wymagał jego realizacji, a potem powie co należy poprawić.



On:
Pamiętam. To był mój pomysł. Najpierw marzenia, przebąkiwania od czasu do czasu, a potem już postanowienie, że jest nam taki ktoś potrzebny. Zresztą cały czas nasza świadomość biegowa ewoluuje. Rodzą się nowe marzenia i chęci, które konsekwentnie realizujemy. Ciekawe co teraz „chodzi” Ci po głowie?

Ona:
Moje marzenie obecnie? Jeśli myślę o maratonach, to chcę pobiec… za granicą. W Londynie, a potem w Nowym Jorku!!! Następnie korona maratonów Świata. A co? Wolno marzyć!

On:
To już jakaś mutacja nadpobudliwości i szaleństwa zarazem! Stworzyłem demona!

Ona:
Chyba dobrze jest mieć ambitną żonę, prawda?!

On:
W sumie to sam o tym myślę. Za granicą już biegliśmy „połówkę” na Litwie. Trzeba więc sięgać dalej.



Ona:
Nieśmiało, jednak coraz bardziej widzę się biegającą po górach. Nie po szosie, bo taki bieg w Górach Świętokrzyskich już mamy za sobą po…

On:
… męczących półtorakilometrowych podbiegach.

Ona:
Tak, ale to jednak nie to samo. Pokonywać skałki, wąskie ścieżki, przeskakiwać przez zwalone drzewa, stanąć nad urwiskiem i musieć je pokonać…

On:
… poczuć wiatr we włosach, smagający jak bicz po policzkach. Ten zapach swobody i uczucie wolności oraz sprostania morderczym wzniesieniom, pagórkom i nieznanemu terenowi. Kolejne marzenie?

Ona:
Tak. Coraz bardziej realne. Wyobrażasz sobie tak gnać 80 kilometrów po połoninach? Już to widzę oczyma wyobraźni. Niesamowita sprawa. I te widoki.

On:
Czyli trzeba trenować podbiegi? Ech te Twoje marzenia… Moim od zawsze było to, żebyśmy razem w czymś uczestniczyli tworząc zespół, drużynę, jeśli chodzi o sport, bo w życiu nie ma lepszego tandemu od nas .

Ona:
Też tak uważam.

On:
I właśnie to marzenie przez cały czas jest realizowane. Nieważne czy pobiegniemy razem w zawodach pięciokilometrowych, czy też „wygonisz” mnie na jakiś bieg ultra. Może być przez Saharę, Deltę Mekongu czy nawet Syberię… byle z Tobą.

Ona:
Pięknie napisane. Czuję to samo. Jednak jeśli chodzi o Syberię, to całkiem ciekawy pomysł. Podobno jest taki bieg...



On:
O matulu, w co ja się wkopałem. Ten mój długi jęzor!

Ona:
Sam chciałeś.

On:
Na dzisiaj dosyć marzeń. Idę pobiegać!

Ona:
Zaczekaj na mnie! A o czym będziemy polemizować następnym razem, bo mam do Ciebie kilka pytań.

On:
Ja do Ciebie również. No to będzie niezła „przepytywanka”.

Autorzy: Ona - Elżbieta Cieśla, On - Jarosław Cieśla.
Biegające małżeństwo z województwa Warmińsko-Mazurskiego, zdobywcy 4 miejsca w oficjalnych I Mistrzostwach Małżeństw w Półmaratonie z 2014 roku w Skarżysku Kamiennej.
Prowadzą blog: biegajacemalzenstwo.pl i profil na Fb o bieganiu we dwoje: https://www.facebook.com/pages/BiegająceMałżeństwo



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał













 Ostatnio zalogowani
Fidelio
13:48
gpnowak
13:46
Deja vu
13:41
biegacz54
13:39
ahawranek
13:28
vipsektor
13:27
runner
13:26
d.chylinska@wp.pl
13:12
Andrzej.
12:30
nikram11
12:11
Admin
12:06
pol1948
11:54
gawon
11:38
Gapiński Łukasz
11:24
Jurek z Jasła
11:22
Konsul
11:14
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |