Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

     

Przeczytano: 5970/120029 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:10/6

Twoja ocena:brak


Mój debiut, mój Katorżnik...
Autor: Marcin Kochowicz
Data : 2009-08-19

Podzielę się z Wami moimi kilkoma spostrzeżeniami, oceną biegu, jako takiego i całej idei, która przyświeca temu niezwykłemu przedsięwzięciu. Na start w tegorocznym Katorżniku zdecydowałem się rok temu, jeszcze przed zakończeniem naboru na poprzednią edycję...

Pomysł uczestnictwa w tego rodzaju imprezie dojrzewał we mnie jakiś czas, a moje wyobrażenie o tym, jak będzie wyglądać mój start „rozrastało się” z każdym dniem, który przybliżał moment startu... Dodać muszę, że niedzielne zawody były pierwszymi, w jakich miałem okazje startować w swoim jakże już długim 28-letnim życiu... (nie licząc międzyszkolnych zawodów na dystansie 1 km z 1996 roku...).


Rys.1 - autor artykułu


Przygoda ze sportem w moim wypadku wyglądała bardzo różnie, ale chyba nie czas i miejsce, żeby o tym pisać...o tym innym razem... Start i okoliczności, które miały mu towarzyszyć zaplanowałem dosyć szczegółowo, choć jak być może można się domyślić, życie zweryfikowało nieco zamiary i nie wszystkie elementy planu udało się zrealizować w 100%...

Przygotowanie fizyczne: ten element układanki wypadł mi zdecydowanie najmniej okazale. Zapisałem się na V Bieg Katorżnika gdzieś na przełomie marca i kwietnia (jeśli mnie pamięć nie myli) i właściwie wtedy zacząłem przygotowywać plan treningowy. Dużo czytałem, przeglądałem strony internetowe itp.

Ostatecznie trochę intuicyjnie zdecydowałem się na metodę mieszaną (zakładam, być może błędnie, że taka metoda istnieje...). Trzy treningi w tygodniu: pierwszy zamierzałem poświęcić na krótki bieg na rozbieganie, poprzedzony oczywiście rozgrzewką i zakończony solidnym rozciąganiem; drugi: zgodnie z planem – miał być nastawiony na szybkość i siłę; trzeci: to dłuuuugi bieg. Każdy trening miał się zamykać w 1 h (w tym rozgrzewka i rozciąganie). Niestety – klasyczny błąd nowicjusza – na pierwszym treningu, a zacząłem od trzeciego z rozpiski, naciągnąłem sobie mięśnie w obu łydkach, biegnąc zbyt forsownie, jak na moje możliwości... Trzy tygodnie przerwy...

Jakoś na przełomie kwietnia i maja zacząłem biegać raz, dwa razy w tygodniu, chodząc także raz w tygodniu na zajęcia bokserskie. Od 15 czerwca (pierwsza dokładna data – przed chwilą zerknąłem na rozpiskę mojej dziewczyny...) zacząłem regularne trzy treningi w tygodniu i tak nieprzerwanie aż do dnia zawodów. W biegach tych towarzyszyła mi moja dziewczyna, która była mym wsparciem i mobilizacją, za co jej bardzo dziękuję...

Przygotowanie stroju: szczegóły wyglądu przedstawię niżej. Gromadziłem go przez ładnych parę tygodni – uznając, co się przyda, a co nie będzie konieczne, by wypaść, choć „średnioblado”.

Trzy dni przed kolejną edycją Katorżnika, korzystając z urlopu, pojechałem m.in. z moją dziewczyną do Krakowa i jego okolic. Wrażenia niesamowite, więc na „STACJĘ KOKOTEK” jechaliśmy w nastrojach doskonałych i bojowych oczywiście. Skorzystaliśmy z „oferty” podwiezienia z Krakowa samochodem przez jednego z uczestników biegu, który „na przyczepce” miał już dodatkowe dwie osoby. Tak, więc w piątkę przybyliśmy w sobotnie popołudnie do „miejsca przeznaczenia”.




Aklimatyzacja przebiegła bezproblemowo, zwłaszcza że na miejscu spotkaliśmy swojego krajana z regionu leszczyńskiego – nieznanego mi wcześniej, a jak się już po powrocie do domu dowiedzieliśmy: nieznanego mojej dziewczynie jej kuzyna! (i niech ktoś powie, że świat jest wielki). Spaliśmy na sali gimnastycznej, gdzie ludzi niezwykłej pasji nie brakowało.

Zupełnie na marginesie, jeden z przyszłych Katorżników noc poprzedzającą bieg uświetnił nam koncertem czkawki (zupełnie nie wnikam w genezę tejże „przypadłości”...). Karimata była ździebko twarda, choć nie narzekam, bo wiem, że byli i tacy, których od podłogi dzielił tylko spiwór... Obok nas spało małżeństwo, którego mniej atrakcyjna połowa (przepraszam Panie Aleksandrze za sformułowanie) zamierzała wystartować w zbliżającym się Katorżniku...

Rano bolał mnie każdy kant ciała (wszyscy „chudzi” wiedzą, o co mi chodzi – czułem tył, przód, biodra i Bóg jeden wie, co tam jeszcze...). Zjadłem solidne śniadanko (wieczorem zjadłem trzy kiełbaski z grilla), spakowałem się, podpytałem ww. Pana Aleksandra, za którym przemawiał 20-letni staż biegacza i 64-letni staż człowieka o rady dla debiutanta, bo jak wspomniałem wyżej, to nie był tylko mój pierwszy Katorżnik, ale pierwsze zawody!

Długie getry, a pod nimi ochraniacze – były, trampki – były, taśma klejąca służąca do sklejenia sznurowadeł, by czasami się nie rozwiązały w trakcie biegu – były, krótkie spodenki i krótki rękawek – były. O 11.00 poszliśmy zobaczyć start pierwszej grupy, by nieco oswoić się ze zbliżającą się godziną „0”. Mój bieg miał się zacząć o godzinie 12.00 – w samo południe – ten zwrot przed 16 sierpnia kojarzył mi się wyłącznie z westernami...

Wróciłem na chwilkę na salę, zjadłem banana, chwilę później wypiłem odżywkę, a jeszcze parę minut później zjadłem węglowodany w żelu (gdzie ja to wszystko mieszczę...?). Z dobre 20 minut przed startem byłem już gotów do ostatecznej rozgrywki...popijając łyk po łyku wodę mineralną (jak bardzo tęskniłem w trakcie biegu za wodą do picia, nie potrafię opisać, a myślę, że nie byłem jedynym, który marzył o szklance wody, bo rozumiem, że wiaderko nie wchodziło w rachubę...)




Myślałem, że z racji debiutu przed startem będę mocno zdenerwowany, ale czułem się raczej dobrze: skoncentrowany i zmotywowany, by dać z siebie wszystko, na co mnie tego dnia będzie stać. Odliczanie, start, poszli.... Sprinterem nie jestem, więc dosyć szybko, mimo świetnej pozycji startowej, znalazłem się w połowie stawki. Później krok po kroku nadrabiałem lub z rzadka traciłem pozycje na rzecz innych.

Myślę, że określenie atmosfery, jako wyśmienitej pasowałoby do właściwego opisu każdej innej grupy, ale jako „naoczny świadek” biegu o godzinie 12.00 mogę zapewnić, że atmosfera w trakcie pokonywania kolejnych metrów taka właśnie była. Współpraca grupy, później podgrup, informowanie biegaczy z tyłu o zbliżających się przeszkodach, „kolarskie” zmiany pozwalające odpocząć temu, który prowadził w danej podgrupie, a pozwalające na jak najszybsze pokonywanie dystansu. Jednym słowem WYJĄTKOWE.

Mniej więcej na 1/3 dystansu, może nieco prędzej, zapytałem Pawła Januszewskiego, który w tym momencie był tuż obok mnie, czy 400 metrów już dawno by się skończyło...potwierdził moją sugestię w całej rozciągłości...

Strażaka z „mojej” grupy zachęcałem do szybszego pokonywania jeziora, bo „tam podobno w trzcinach coś się pali”... zdążyłem też przeprosić jednego z uczestników za ochlapanie go przy wskakiwaniu do jednego (chyba z miliona...) rowów... Humor dopisywał, kondycja generalnie też (przemilczę chyba, za Waszym przyzwoleniem, fragment moich odczuć odnoszących się do mojej formy fizycznej pod koniec biegu...).

Woda, las, trzciny, błoto, maź o bliżej niezidentyfikowanym pochodzeniu, korzenie, kawałki roślin i drzew, przeszkody różnej budowy i skali... Ogromny wysiłek, na który w stopniu jakim bym sobie życzył, nie byłem niestety przygotowany.




Było bardzo, bardzo trudno, ale nie miałem ani jednego momentu zwątpienia...parłem do przodu, raz szybciej, innym razem nieco wolniej, raz pracując nogami, a raz bardziej rękoma...byle do przodu (w duchu fair play rzecz jasna)... Długo towarzyszyli mi dwaj żołnierze i myślę, że współpraca tego na prędce zmontowanego „oddziału”, układała się całkiem nieźle (pozdrawiam 31 na mecie oraz jego kompana, który nam prysnął w pewnym momencie do przodu)...

Końcówka była mordercza, ale potwierdzę wcześniej zauważone na sygnały innych uczestników: brak taśm, które wcześniej zostały zerwane na końcowych fragmentach trasy, ale też na wcześniejszych odcinkach umożliwiał dosyć luźną „interpretację” wizji Organizatorów odnoszącą się do sposobu pokonywania kolejnych przeszkód...

Ostatnie metry, pomost...jest: META!!! Uczucie nie do opisania, coś czego każdy, kto nie doświadczył może tylko pozazdrościć... Pokonałem dystans w czasie 1.48.12, wpadłem na metę (jak się później dowiedziałem) 33, zmęczony jak nigdy, ale szczęśliwy, że dałem radę... Podkowa Katorżnika jest moja, kąpiel w jeziorze, pamiątkowe zdjęcia, uściski dłoni i wzajemne gratulacje uczestników biegu. Najlepsza na świecie woda mineralna...i nic gorsza – godzinę później – żołnierska grochówka...

Uszykowany do powrotu szukałem transportu na lubliniecki dworzec oddalony ok. 10 km od Kokotka. Jeden z organizatorów zaproponował, że podwiezie nas i parę innych osób na dworzec. Ułatwił nam powrót po tak wielkim wysiłku, oszczędził dodatkowych stresów i ochronił, przed „katorżniczą trasą na dworzec”.




Wielkie dzięki dla właściciela Renault’a (czy jeśli wolicie francuskiego samochodu, jeśli wcześniejsze sformułowanie potraktujecie, jako krypto reklamę...). Nawet ten fragment opisu pobytu na V Biegu Katorżnika 2009 pokazuje, jak bardzo liczy się człowiek dla ludzi, którzy tworzą ten bieg.

Przesyłam wszystkim Katorżnikom gratulację, a Organizatorom oprócz gratulacji (m.in. za profesjonalizm działań i skuteczność) podziękowania za stworzenie warunków do zaistnienia czegoś, co pozostanie w mej pozytywnej pamięci na lata...

Pozdrawiam
już nie debiutant, Marcin Kochowicz (numer startowy 271)

PS Przekazanie telefonicznie przez moją dziewczynę do domu informacji o moim wyniku i dodanie na końcu, że otrzymałem srebrną podkowę...poskutkowało wycięciem przez Mamę, fragmentu, że jestem na 30-40 miejscu i przekazaniem rodzinie, że syn dostał srebrny medal, czyli był drugi...i już chwilę później najbliżsi otrzymali wiadomość, że zająłem drugie miejsce...a ja po chwili smsy z gratulacjami za drugie miejsce, które nawet przez moment nie było w moim zasięgu...tak to jest z tymi mamami...



INFORMACJA POSIADA MULTI-FORUM
POROZMAWIAJ
Biegi przełajowe

XI Bieg Katorżnika - Lubliniec - Kokotek, 8.8.2015

102
2018-08-07
Biegi przełajowe

XIII Bieg Katorżnika - Kokotek k.Lublińca, 12.8.20...

7
2017-07-18
Biegi

Bieg Katorżnika sprzedam

1
2017-07-17
Biegi przełajowe

XII Bieg Katorżnika - Kokotek,13.08.2016

4
2016-08-12
Biegi przełajowe

2014 - X Bieg Katorżnika

40
2014-08-18
Biegi przełajowe

2013 - IX Bieg Katorżnika

84
2013-09-24
Biegi przełajowe

2012 - VIII Bieg Katorżnika

74
2012-09-03
Biegi przełajowe

2011 - VII Bieg Katorżnika

378
2012-02-12
Biegi przełajowe

2010 - Ucieczka z Alcatraz

86
2010-10-30
Biegi przełajowe

2010 - VI Bieg Katorżnika

702
2010-10-26
Biegi przełajowe

2010 - IV Bieg Małego Katorżnika

28
2010-08-16
Biegi przełajowe

2010 - IV Galernik TEAM

6
2010-02-15
Biegi przełajowe

2009 - V Bieg Katorżnika

542
2009-09-18
Biegi przełajowe

2008 - IV Bieg Katorżnika

537
2009-01-25
Biegi przełajowe

2007 - III Bieg Katorżnika

584
2007-12-28
Biegi przełajowe

2006 - II Bieg Katorżnika

95
2006-08-23




















 Ostatnio zalogowani
jaroszakal
00:35
drAngla
23:55
ona
23:54
markwi
23:35
marianzielonka
23:26
Anetalch
23:25
StaryCop
23:17
rys-tas
23:16
Andrew67
23:12
Hubert87
23:11
fit_ania
23:11
Biela
23:06
Paw
22:49
miło¶nik biegania
22:38
Szamot
22:36
staszek63
22:28
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |