2026-02-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maraton w Murcji (Hiszpania) (czytano: 11 razy)

Relacja z maratonu w Murcji (3:49:12)
Pakiet startowy na maraton w Murcji otrzymałem od organizatorów pod koniec grudnia 2025r. Kiedy zobaczyłem, że jego termin to 1 lutego 2026r., a do tego pakiet startowy i pakiet finiszera jest dość bogaty, to nie zastanawiałem się długo. W szczególności, że Hiszpania to dobre miejsce na rozpoczęcie maratońskiego nowego roku 🙂 Kiedy u nas panuje w tym czasie zazwyczaj sroga zima, tam są bardzo przyjemnie temperatury.
Jeśli chodzi o koszty pakietów startowych na ten maraton, to cena zależy od ilości zapisanych osób. A wygląda to tak:
- 40 euro – do 750 zarejestrowanych zawodników,
- 48 euro – od 751 do 2000 zarejestrowanych zawodników,
- 68 euro - od 2001 do 4000 zarejestrowanych zawodników,
- 88 euro - powyżej 4001 zarejestrowanych zawodników.
Z Warszawy do Murcji najlepiej dostać się lecąc do Alicante ✈️, a stamtąd autobusem bezpośrednio z lotniska do Murcji 🚌
Bilety na samolot nie były drogie, bo lata tam Wizzair i loty do Alicante można kupić za przyzwoita cenę. Mnie lot w obie strony kosztował 278 zł. Autobus z lotniska do Murcji to koszt kilku euro. Ja zapłaciłem 6,29 euro, ale ceny są dość elastyczne i zmieniają się w zależności od zapotrzebowania, czyli im większe zapotrzebowanie, tym może być drożej. My jechaliśmy autobusem Alsa, ale jeździ tam jeszcze kilka innych firm przewozowych. Bilet na ten autobus należy zakupić w aplikacji Alsa.
Do Hiszpanii poleciałem na cały tydzień (od czwartku do czwartku) z Mariuszem, Darkiem i Dorotą. Na weekend miała dołączyć jeszcze do nas Celina, ale w związku z tym, że hotel odwołał jej w ostatniej chwili rezerwację to ostatecznie zrezygnowała z tej wyprawy 🤷
Ogólnie jeśli chodzi o noclegi, to chyba przez odbywający się maraton z noclegami było raczej słabo… To co było dostępne, było po prostu drogie. My zdecydowaliśmy się na pobyt w Hotelu Allegro Murcia Azarbe, który za 4 noce ze śniadaniem za pokój 2-osobowy kosztował 359 euro. Kolejne 3 noce spędziliśmy w apartamencie w Alicante, który kosztował nas ok. 270 euro na 4 osoby.
W piątek odebrałem pakiet startowy w Anexo al Auditorio, gdzie było usytuowane expo zawodów. Klimat expo dość fajny. Dużo sklepików dla biegaczy, stoiska z jedzeniem oraz sporo ścianek do robienia fotek. Byliśmy tam dość wcześnie, więc uniknęliśmy ścisku i tłumu.
Następnie udaliśmy się na zwiedzanie Murcji, a w sobotę na zwiedzanie Kartageny, do której pojechaliśmy autobusem Alsa z dworca głównego. Bilety zakupiliśmy przez wcześniej już wspominaną aplikację. Pomimo ciepłej i słonecznej pogody okazało się, że ze względu na duży wiatr część atrakcji, jak np. archeologiczny park na wzgórzu jest zamknięta. W Polsce nikt nie przejąłby się takim wiatrem, ale w Hiszpanii mają jak widać inne podejście do takich kwestii… 🤔
W niedzielę start maratonu o godz. 9:30, więc po śniadaniu udaliśmy się wszyscy na start, który był położony ok. 1,5 km od naszego hotelu nad rzeką w okolicy Jardin Chino. Przed startem zrobiłem sobie krótką rozgrzewkę i udałem się do swojej strefy startowej. Darek z Dorotą poszli na zwiedzanie muzeów, a Mariusz miał przemieszczać się na trasie i kibicować. Potem mieliśmy się wszyscy spotkać na mecie. Kiedy byłem już w swojej strefie startowej i czekałem na rozpoczęcie zawodów zauważyłem, że wszyscy pacemakerzy, bez względu na jaki rezultat prowadzą biegaczy, znajdują się na samym początku stawki, w pierwszej strefie. Co za tym idzie osoby chcące trzymać się swojego „zająca” również tam się udały… W efekcie ci biegnący maraton np. na 3 godz. 30 minut startowali
razem z tymi na 5 godz. 30 minut, przez co przez pierwsze 500 metrów po starcie panował lekki chaos… Wszystko to było dziwne i z taką sytuacją na zawodach spotkałem się po raz pierwszy. Ciekawe, czy to kwestia „niedogadania” w ustaleniach organizacyjnych, czy tak miało być….
Na szczęście po ok. 1 kilometrze biegu wszystko się odpowiednio rozproszyło. Nie wspomniałem dotychczas, że wraz z maratonem startował dystans półmaratonu, a o godz. 8:45 wystartował bieg na 10 km. Ja nie do końca wiedziałem na ile mnie stać w tym starcie, ale słyszałem, że trasa jest dość płaska i szybka, więc zdecydowałem, że będę starał się trzymać tempo pomiędzy 5:00 min./km, a 5:20 min./km. Zaraz po starcie poczułem jednak w nogach 2 dni zwiedzania Murcji i Kartageny… No ale cóż… taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy 🤣
Tak czy inaczej, trzymałem się moich tempowych założeń. Trasa maratonu na pierwszy rzut oka wygląda na bardzo zagmatwaną i skomplikowaną. Niestety kolejne rzuty okiem w tej materii nic nie zmieniają… 😉
Ale najlepiej zerknijcie na nią sami na stronie zawodów lub na jej zrzut w galerii, którą załączę do tej relacji. Jest bardzo dużo zakrętów, zawrotek i częściowo robi się pętlę, więc zdarzało się biec dwukrotnie, w tym samym miejscu. Jednak pomimo tego, że trasa jest skomplikowana i „pokręcona”, to faktycznie jest szybka i interesująca zarówno dla biegacza, jak i kibica. W kilku miejscach, gdzie wybiegało się na obrzeża miasta kibiców było mniej i niewiele się działo. To były fragmenty, które były troszkę nudne. Tylko spontaniczni kibice i zespoły muzyczne lub DJ. Ale za to bieganie po centrum wynagradzało te nudniejsze chwile na obrzeżach Murcji. Działo się tam dużo, począwszy od żywiołowych kibiców, a kończąc na kapitalnych zespołach muzycznych, DJ i tańcach. Moje biegowe serce szczególnie skradła grupa kibiców/pensjonariuszy tutejszego domu pomocy społecznej 🙂
Starsi ludzie, w większości na wózkach inwalidzkich bardzo żywiołowo i z życzliwym uśmiechem na twarzy machali i głośno kibicowali. To było bardzo budujące i dodające sił. Nagrodziłem ich oklaskami, podziękowałem i pobiegłem dalej. Na trasie Mariusz łapał mnie chyba 4 razy. Poza tym podczas biegu połączyłem się poprzez wideo-rozmowę z Anią, która tym razem nie wybrała się ze mną na kibicowanie, ale śledziła moje zmagania z Kopenhagi. Muszę przyznać, że moje założenia biegowe na ten start udało mi się realizować konsekwentnie tylko, albo aż, do 24 kilometra. Potem tempo troszkę spadło, ale nie jakoś drastycznie, bo do końca zawodów utrzymywało się poniżej 6 min./km.
Punkty odżywcze, na których znajdowała woda, izotonik i banany pojawiały się co ok. 4 km, więc bardzo przyzwoicie. W dwóch miejscach podawano także żele energetyczne. Jeśli chodzi o pogodę, to na starcie zawodów i przez ich pierwszą godzinę świeciło słońce. Przez to zrobiło się trochę za ciepło i poczułem podczas biegu, że się przegrzewam. Na szczęście po ok. godzinie od startu lekko się zachmurzyło i utrzymywała się temperatura ok. 15 stopni. W pewnym momencie zaczął padać nawet deszcz, ale trwało to tylko może z 5-10 minut. Ogólnie podczas biegu czułem się bardzo dobrze. Mięśniowo i wydolnościowo było nieźle. Zmęczenie oraz czasami chyba grymas bólu przeplatało się z zadowoleniem i uśmiechem, który kierowałem do kibiców i pewnie trochę sam do siebie. Ostatni maraton, jaki biegłem, miał miejsce w listopadzie 2025r., więc po prostu już tęskniłem za tymi emocjami i odczuciami, jakie pojawiają się podczas pokonywania królewskiego dystansu. Na trasie dołączył do mnie Konrad, który jak podał, śledzi moje zmagania maratońskie. Przebiegliśmy wspólnie kilka kilometrów, porozmawialiśmy, a potem on przyspieszył, żeby powalczyć o nową życiówkę, którą jak się okazało poprawił, czego mu serdecznie gratuluję 👍
Ostatnie 3 kilometry były już dla dość męczące i lekko zwolniłem w porównaniu z tempem podczas całych zawodów. Jednak pomimo tego, finiszowałem żywiołowo i z ogromną satysfakcją, z polską flagą w rękach i wśród sporego tłumu kibiców. A przyznać trzeba, że meta i miejsce, w którym się znajdowała, to prawdziwy majstersztyk; wielki czerwony dywan i przywitanie przez organizatorów ze wskazaniem, że finiszuje biegacz z Polski, a wszystko to przed klimatyczną i zabytkową katedrą z końca XIV wieku 🙂
Z czasem 3:49:12 na 1526 startujących w maratonie osób zająłem 655 miejsce, w kategorii wiekowej na 217 osób zająłem 103 miejsce, a w kategorii płci na 1304 osoby zająłem 605 miejsce. W tym samym czasie na trasie biegło jeszcze 4874 półmaratończyków, a w biegu na 10 km o 8:45 wystartowało 4372 osób.
Po zakończeniu zawodów trzeba było przejść kawałek, żeby dostać się do strefy finiszera. Szczerze mówiąc przejście to było słabo oznaczone i mało intuicyjne dla zmęczonych biegaczy. Ja podszedłem do miasteczka biegowego ze złej strony i musiałem iść dokoła niego, żeby trafić do odpowiedniego wejścia🤦 Przy wejściu otrzymywało się torebkę, do której wolontariusze wrzucali różne napoje, soki, batony, owoce, żelki, kupony na jedzenie i piwo. Było tego naprawdę dużo.
Następnie należało udać się na drugą stronę rzeki do budynku jednego ze sponsorów i odebrać kurtkę finiszera. Muszę przyznać, że pakiet startowy i pakiet finiszera były bardzo bogate. Prawdopodobnie najbogatszy ze wszystkich maratonów, w jakich brałem udział. W galerii wrzucę zdjęcia tych pakietów. Koszulka i kurtka w bardzo fajnej i nietuzinkowej kolorystyce. Podsumowując wszystko, co mnie spotkało na maratonie i na całej tej wyprawie do Hiszpanii, muszę przyznać, że była to interesująca oraz przyjemna przygoda i bardzo ciekawy start. W szczególności, że odbywa się to wszystko w czasie, kiedy w Polsce jest środek zimy, a w Hiszpanii panują temperatury w okolicach 15-20 stopni. Myślę, że jest to maraton, na który mógłbym jeszcze kiedyś wrócić 😁
Dodać jeszcze trzeba, że w tym samym maratonie w kategorii kobiet wygrała Polka; Dominika Stelmach, która z czasem 2:36:36 ustanowiła swoją nową życiówkę 💪👍
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |