Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [10]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Marco7776
Pamiętnik internetowy
Bieganie w miejscach nieoczywistych

Marek Ratyński
Urodzony: 1976-07-12
Miejsce zamieszkania: Warszawa
15 / 80


2015-03-20

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Maraton w Brescii czyli moje "happy hours" (czytano: 922 razy)

 

Kiedy zagłębisz się w wąskie uliczki bresceńskiej starówki, między Piazza Douomo a Piazza Loggia, tam gdzie mały, średniowieczny kościółek "wciska się" ciasno między kamieniczki, może dostrzeżesz niepozorną, niewielką knajpkę pozbawioną krzykliwych reklam i tablic zachęcających nielicznych turystów do skosztowania miejscowych "lunch paket". Światło nieco przytłumione, wystrój prosty, na szybie zwykła kartka z informacją, że między 17:30 a 20:00 serwuje się tutaj posiłki w ramach "happy hours". Knajpka jest jednak pełna. Miejscowi regularnie zaglądają tutaj aby bez ograniczeń nakładać sobie świetne prosciutto, salame, penne czy ostro skropione oliwą papryczki i inne warzywa, wszystko to zapijając miejscowym drinkiem Pirlo, wyczarowanym na "bazie" Campari lub winem z Bardolino lub Valpolicelli, znad brzegów niedalekiego Jeziora Garda.
Takiego miejsca właśnie szukałem, i miałem szczęcie je znaleźć. Przy czym nie chodziło tylko o obfitą kolację za skromne 6 euro. Magia angielskich słów, zaadaptowana przez Włochów była mottem całej wycieczki do północnej Italii.
Przez długi czas leśne, weekendowe treningi, długie i krótsze wybiegania, były dla maratończyka takimi właśnie "happy hours", godzinami oderwania od nieprzyjemnych "zapachów" codzienności, gorzkich "smaków" nieżyczliwości i "dotyków" zwątpienia.
Nie teraz jednak. Brak czasu i zmęczenie spowodowały, że nocne przebieżki na wysokich obrotach w chłodne, mroczne, zimowe dni nie miały nic wspólnego z "rozkoszami happy hours". To była pogoń żeby zdążyć przed północą, modlitwa aby uniknąć wszelakich fizycznych bólów, obawa czy zdąży zgodnie z harmonogramem wykonać wszystkie założenia.

Z takimi właśnie obawami, z "duszą na ramieniu", tęsknie spoglądając we wspomnienia pięknych biegowych poranków i wieczorów stanąłem na starcie wśród przeszło 4000 amatorów biorących udział w biegowej niedzieli w lombardzkim miasteczku, pozostającym na uboczu turystycznych szlaków.
Miasteczko jako całość urokliwe nie jest ale ma kilka miejsc, które sprawiają, że warto się od tych standardowych tras na chwilę oderwać. To stara, średniowieczna, owalna katedra, Pałac Loggi, pozostałości Forum Romanum, bryła potężnego castello na wzgórzu i wąskie uliczki na starówce pamiętające czasy renesansu. Przede wszystkim zamieszkują je jednak prawdziwi Włosi. Mówiący wyłącznie w języku Dantego, żywiołowo gestykulujący i śmiejący się całym sobą. Czujesz, że jesteś za granicą a nie w jednym z tych kosmopolitycznych tygli pełnych służbowych uśmiechów, nienagannego angielskiego i marudzących polskich turystów.
Biegacze ruszyli wąskimi ulicami przedmieścia. Blisko wznosiły się dwa, masywne wzgórza świadczące o tym, że za nimi "czają" się groźnie Dolomity o ośnieżonych zboczach. Ciężko się przebić wśród uczestników startujących na 10 km i w półmaratonie. Pierwszy kilometr, drugi, ósmy, wciąż brak właściwego tempa. Irytacja. Za chwilę jednak ustępuje. Trasa wyprowadza kolumnę z miasta, wije się wiejskimi drogami wśród pastwisk, które zaczynają swoją roczną wegetację. Z zagród dochodzą charakterystyczne zapachy krów (i nie tylko ), słychać rżenie koni… Trasa biegu na 10 km skręca w kierunku miasta, teraz udaje się osiągnąć właściwy rytm: 4:10-4:12. Maratończyk odrabia zaległości. Ale czy jest przygotowany na takie tempo przez resztę dystansu? Raczej nie...
Kiedy po 18 km trasa półmaratonu również skręca do centrum, przez długie okresy czasu jest na trasie sam. Sam na polnych drogach, wśród pól i pastwisk, twarzą w twarz z mocnym wiatrem wiejącym ze wschodu, znad wód Jeziora Garda. Tylko na zakrętach pojawiają się porządkowi z chorągiewkami, a co 2,5 km punkty odżywiania i odświeżania. Nudno ? Monotonnie ? Może innym się tak wydaje… ale… maratończyk ma wreszcie swoje "happy hours"! Wraca radość z przemierzanych kilometrów. Nadchodzi jego 17:30 w knajpce na bresceńskiej starówce. Jest sam z przyrodą, ze swoimi myślami, ze swoim rytmem, z głębokim oddechem. Czas na półmetku 1:29:52 nie powtórzy się w drugiej części. Wiatr jest zbyt silny a braki w przygotowaniach zbyt duże ale jest OLBRZYMIA satysfakcja MIEJSCA i CZASU.
Ja wiem, że są takie biegi w kraju, ale potrzebowałem "swojej Brescii" aby odzyskać "moje happy hours" ! Teraz będę mógł spokojnie wrócić na biegowe ścieżki w okolicach Otwocka !
Siedem km przed metą trasa prowadzi do miasteczka, wąskie, brukowane uliczki, Pani śpiewająca "I will survive" w tempie maratończyka po 37 km biegu (to była prawdziwa "masakra"), kibice, "piątki" przybijane z dziećmi… Brescia: znów przyspieszam, choć ostatnie km nieco pod górkę. Niesie mnie fala entuzjazmu. Piazza Duomo, meta na Piazza Loggia, ręce w górze. Czas 3:08:09 okazał się trzecim najlepszym w historii moich "występów". I to rewelacyjne samopoczucie ! Jestem w szoku ! Nie ma problemów z masażem, w końcu maraton nie był zbyt duży. Na placu obok masa owoców, ciast i serów uzupełnia stracone kalorie. Wszyscy są uśmiechnięci, żywo gestykulują. W końcu ponad 95% uczestników to Włosi, poza tym kilku Chorwatów, Amerykanin, Francuz i jeden Polak…
Zbieramy się zatem z Żoną do kwatery aby powrócić znowu na "happy hours" do niepozornej knajpki na starówce, a potem wsiąść do żółtego samolotu i zabrać cząstkę (co mówię garść całą  happy hour do domu ! Io amo Italia ! Kocham bieganie 
PS W inne dni wybraliśmy się nad Jezioro Garda, wspinaliśmy się - samochodem- na okalające wzgórza, oglądaliśmy Pałac i ogrody Gabrielle d"Annunzio, zamek w Malcesine, degustowaliśmy Bardolino w winnicy w tym mieście. Innym razem odwiedziliśmy zachwycającą Weronę z olbrzymią Areną, uroczym Piazzadelle Erbe i "balkonem Julii"(tej od Romea), a także wjeżdżaliśmy kolejką na Alta Bergamo aby ujrzeć zachwycającą Capella Colleoni ołtarze pędzla Lorenza Lotta. Było warto !

W Art Marathon Brescia zająłem 71 miejsce (10 w kategorii wiekowej) na 772, którzy ukończyli maraton. Wygrał Włoch o nazwisku Ferrari ;-) z czasem 2:31:36


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


kokrobite (2015-03-20,13:01): Gratuluję wyjazdu, pomysłu i świetnego wyniku! :-)







 Ostatnio zalogowani
lechu93
21:51
romelos
21:41
Maciej
21:26
Wojciech
21:21
Endil
20:59
czewis3
20:41
gpnowak
20:32
krych26
20:14
Admin
19:53
ATT Sport
19:44
Stonechip
19:42
Pawel63
19:37
entony52
19:37
Dawid_B
19:35
kos 88
19:34
lukket
19:26
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |