Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [10]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Marco7776
Pamiętnik internetowy
Bieganie w miejscach nieoczywistych

Marek Ratyński
Urodzony: 1976-07-12
Miejsce zamieszkania: Warszawa
14 / 80


2015-01-02

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Rok pełen wrażeń i rekordów (czytano: 642 razy)

 

Minęła północ. Na niebie rozbłysły fajerwerki, radośnie wystrzelił korek z Prosecco. Wznieśliśmy toast za Nowy Rok, marzenia splotły się z życzeniami. ...Jaki jednak był ten który upłynął ? To dobry moment, żeby się nad tym zastanowić...
Prosecco przywołuje dobre wspomnienia. To z włoską ziemią wiążą się największe emocje i osiągnięcia minionych dwunastu miesięcy. To gościnne lotnisko w Bergamo k.Mediolanu było progiem do moich dwóch, najlepszych osiągnięć w maratonie.
Ale po kolei...
W rok 2014 wstępowałem pełen biegowych nadziei. Chciałem poprawić wyniki na wszystkich dystansach, w których startuję na komercyjnych zawodach. 10, 15, 21.1, 42.2 km
Ponadto, skrycie, marzyłem o „złamaniu” bariery 3h w maratonie. Solidnie przepracowana, sprzyjająca pogodowo, zima, dawała takie nadzieje. I prawie wszystkie zamiary udało się zrealizować !
Najpierw śnieżna i zimna, styczniowa Chomiczówka. Trzy kółka po uliczkach osiedla, które widziałem z okien mojego dziecięcego pokoju. Wspaniała atmosfera, klimat miejsca (wśród blokowisk i betonowych placów zabaw jest prawdziwa Atmosfera, która chyba wynika z entuzjazmu uczestników, którzy zdecydowali się na to zimowe szaleństwo). Ciężko dysząc zdobywam się na finisz, spierzchnięte usta próbują wytworzyć na twarzy coś na kształt radosnego „rogalika” :-) , 59:48, piętnastka poniżej godziny! Dla mnie BOMBA i nagroda za wysiłek zimowy, pierwszy cel osiągnięty!
Potem pojechałem do bliskiej moim ścieżkom biegowym Wiązowny, na tradycyjny półmaraton. Dzieci i wolontariusze wzdłuż trasy, w Gliniance, na mecie nie zrekompensowały wrażenia, że bieg jest niedopracowany organizacyjnie (dla wielu biegaczy zabrakło posiłku, niektórym zapomniano powiedzieć o dekoracji, w której mieli uczestniczyć, ciastka na mecie były tylko dla VIP-ów). Miałem wrażenie, że dla organizatorów liczy się tylko komercyjna stacja telewizyjna, która przeprowadzała relację z zawodów. Gdyby nie pełni entuzjazmu wolontariusze, obecność marznących kibiców (którym Bardzo Dziękuję) i wynik jaki osiągnąłem... 1:25:38... Niektórzy, na tym portalu piszą: 1:20 – słabo. Chciałbym tak „słabo” kiedyś pobiec, a na razie mój nowy rekord bardzo pobudził moją wyobraźnię przed nadchodzącym maratonem.
Maratony, z wyjątkiem pierwszego, biegam za granicą. Dopóki starcza czasu i środków czynię z tego wielkie wydarzenie, nie tylko biegowe. Wydarzenie, którego uczestnikiem jest zawsze mój Najwierniejszy Kibic. Chodząc ścieżkami przeszłości, wśród zabytkowych murów, reprezentacyjnych arterii i płócien Wielkich Mistrzów chłoniemy atmosferę miejsc, które dane nam jest odwiedzać. Dla mnie clu tych wypraw jest zawsze maraton. Tym razem był to niezwykły Mediolan, impreza spora, choć nie z tych największych (za którymi nie przepadam). I oto niewiele brakowało, aby spełnił się mój mediolański sen. Kiedy mijałem linię mety przy twierdzy Sforców, zegar pokazał 3:00:36. Rekord jest ! Do magicznej granicy zabrało 200 m.
Potem był przepełniony entuzjazmem Milanówek (10 km), gdzie rozdawano medale w trzech kolorach. Drugi raz w życiu „zszedłem” poniżej 40 minut, rekordu nie pobiłem, ale na piersiach miałem „złoto” (było dla pierwszych pięćdziesięciu biegaczy).
I najwspanialsza moja przygoda biegowa w mijającym roku – Półmaraton Hajnowski, z biesiadą, ogniskiem, przejażdżką kolejką wąskotorową i drewnianym medalem. A – przy okazji ;-) – Puszcza Białowieska wzdłuż pofałdowanej trasy. Czasowo trochę słabiej niż w Wiązownej, ale wrażenia nie do przecenienia.
Bieg po lasach w Radziejowie i okolicach, na tydzień przed kolejnym maratonem, nie był treningowo dobrym pomysłem, chociaż z 10 km przyspieszyłem dopiero w drugiej części trasy. Jednak, widząc entuzjazm organizatorów, który tworzyli imprezę po raz pierwszy, naprawdę czułem się „zbudowany” obecnością w tym miejscu, przy pięknym dworku, w obecności stukilkunastu uczestników. A że obok znajdują się podgrzewane, mszczonowskie baseny, gdzie udaliśmy się po zawodach, to wyprawa ta, wzbogacona burzą, zostawiła miłe wspomnienia.
Koniec czerwca to czas Białych Nocy w Petersburgu i kolejnego maratonu. Tym razem na zwodzonych mostach i mostkach wzdłuż Newy i kanałów oraz na Newskim Prospekcie pobiegłem w 3:12, ale był to już czwarty, kolejny maraton poniżej 3:15. A przecież nie co dzień jest niedziela (tym razem dopełniła się w ogrodach Carskiego Sioła ;-)
Bieg Powstania znają niemal wszyscy. Tym razem w tradycyjnym, wieczornym upale i wśród nowych biegaczy (którzy miesiąc wcześniej byli tylko kibicami w Radziejowie) pobiegłem identycznie, jak rok wcześniej, 41:13.
A potem dwa, jakże wyjątkowe półmaratony: wzdłuż term i szpaleru kuracjuszy w Ciechocinku i po zabytkowym bruku i bieżni łowickiego stadionu (ach,ta wałówka na mecie).
Czasy bardzo podobne (1:28), rekordu nie było, ale już od kilku tygodni dokuczała mi rwa kulszowa.Cóż...
Po krótkim odpoczynku wśród kreteńskich biegaczy (nigdy nie widziałem tylu osób biegających po parku dla rekreacji), pozostało zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem maratońskim.
Po przebieżce na trudnej trasie „dziesiątki” w malowniczej Warce udaliśmy się znów do Bergamo, aby stamtąd przemieścić się pociągiem do Nicei. Uroki Lazurowego Wybrzeża, z punktem kulminacyjnym, maratonem Nicea-Cannes (kilkanaście tysięcy uczestników w maratonie i sztafetach) skończyło się okazałym medalem ukrytym pod płaszczem przeciwdeszczowym i wynikiem 3:06:08, moim drugim najlepszym w „karierze” biegacza amatora. To więcej niż oczekiwałem po ciężkim, intensywnym biegowo i zawodowo roku i z wciąż dającą się we znaki rwą.
Sezon zakończyłem tradycyjnie w czapce Mikołaja, na warszawskich Bielanach (10 km). Na nowej trasie, gdzie zza mgły wyłaniała się dostojnie Wisła, a meta przy Centrum Olimpijskim wydawała się dalej niż kiedykolwiek...W nagrodę w planie treningowym pojawiło się, z dawna wyczekiwane, roztrenowanie, a w kieszeni skarpetki, które wylosowałem w pobiegowej loterii dla uczestników.

To był rok najbardziej obfity w zawody, miejsca i wrażenia. To był także rok najszybszy, z rekordami na 15, 21.1 i 42.2. Trochę dokuczała mi kontuzja, wynikła jednak nie tylko z biegania. Nie mogę nie być zadowolonym ;-)
Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali fachowymi radami i obecnością na metach i w trudnych momentach. Moja historia biegowa trwa dalej...

Bąbelki z Prosecco uwalniają się coraz szybciej, Sylwester dobiegł końca. Czas zmierzyć się z Nowym Rokiem... I znów wszystkie drogi prowadzą na lotnisko w Bergamo. Marcowa Brescia kolejnym wyzwaniem. Będę na nie Gotowy !


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
SzyMen
19:24
Raffaello conti
18:28
Piotr100
18:20
wwdo
17:49
bobolo500
17:29
bur.an
17:24
Pawel63
17:06
Namor 13
16:49
eldorox
16:11
arek_tg
16:00
biegacz54
16:00
Admin
15:33
gpnowak
15:14
Hari
15:01
mieszek12a
14:58
JolaPe
14:38
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |