2014-07-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maraton Białych Nocy (czytano: 1063 razy)

Dobiegam do skrzyżowania, czerwone światło, ale to traci znaczenie. Po lewej tłum samochodów zatrzymany przez policjanta, po prawej most na Fontance. Jestem sam. Wszyscy czekają. Cząstka miasta zastygła w bezruchu, wstrzymała oddech na chwilę kiedy Maratończyk przebiegnie swoim tempem na drugą stronę. A może spowodować, aby ta chwila potrwała dłużej ? Zwolnic, przystanąć, obejrzeć się w obie strony, spojrzeć w oczy policjanta ? Chłonąc ten moment, kiedy świat zatrzymuje się, żeby ciebie przepuścić...Przechodzi mi taka myśl do głowy, to tylko ułamek czasu, przez wszystkich zapomniany, który zawsze pozostanie gdzieś głęboko...Nie robię tego jednak, nie burzę porządku wszechświata, nie nadużywam tej chwili aby nie zmieniła się w przykre wspomnienie...
Kiedy koło mnie w samolocie lecącym z Moskwy do Sankt Petersburga usiadł potężny mężczyzna z długą-chociaż rzadką-białą brodą i włosami związanymi w kucyk oraz czarnym habicie, a z drugiej strony miejsce zajął młodzieniec dumnie prezentujący tapetę z wizerunkiem Putina na swoim smartfonie,wiedziałem, że podróż ta będzie wyjątkowa. Kiedy, kilkadziesiąt minut później, w autobusie wiodącym z lotniska do centrum miasta, konduktorka, mierząc mnie przenikliwym wzrokiem zapytała po rosyjsku: "nieszczęśliwy?", gwałtownie zaprzeczyłem. No bo jak można by nieszczęśliwym mając w perspektywie tydzień w jednym z najbardziej niezwykłych miast świata ? A jednak, po trudach ostatnich tygodni, znaczonych tysiącami kilometrów za kółkiem, zaległościami treningowymi i bólem coraz to innych części, mojego, "wyćwiczonego " ciała, mogłem rzeczywiście wyglądać nie najlepiej. Ta wyprawa miała to zmienić. Petersburg miał zachwycić , porwać, unieść wysoko ogromem swojej trzystuletniej tradycji i zostawić trwały ślad na następne tygodnie codzienności. I tak się stało...
Biegacze skręcili w prawo, po moście Aniczkowskim, którego krańce znaczą czarne figury wierzgających wierzchowców, rozpoczęli odcinek po najznamienitszej arterii miasta. Newski Prospekt był ich ! Ulica, która nigdy nie zasypia, gdzie można posilić się blinem, sandwiczem, pielmieni, kaszą gryczaną, napić wyśmienitej kawy w kilkudziesięciu restauracjach, knajpkach, fast-foodach, kawiarniach, przez całą dobę. Wieczorne miejsce spotkań różnokolorowej młodzieży, samotnych mężczyzn szukających rozrywki w licznych nocnych klubach, wystrojonych petersburżanek wysiadających z taksówek na spotkanie z adoratorami. Wśród tłumu turystów, miejscowych, naganiaczy, sprzedawców pamiątek pod soborami, kościołami i na wiaduktach, nawoływań "marynarzy" oferujących rejs kanałami miasta, w dzień i w nocy, przechadzają się konie, prowadzone przez młodych ludzi z nadzieją, że któryś z odwiedzających skorzysta z oferty aby "przespacerować się" na wierzchowcu wzdłuż zabytkowych kamienic, neonów i świateł w stronę Admiralicji lub Ławry. Ulica, która nigdy nie zasypia, w mieście, w którym słońce nigdy nie zachodzi (podczas "białych nocy").Teraz tym miejscem, na parę godzin, zawładnęli biegacze. Pół prospektu zostało przeznaczone dla nich. Wśród różnobarwnego tłumu: Maratończyk. Ciężko, wszak minęli już 30 km. Prosta arteria jest miłą odmianą po wzniesieniach sześciu mostów oraz innych pagórków wysp: Admiralicji, Spaskiej, Wasilewskiej i Pietrogradzkiej. To prawda, trasa była wyjątkowa, spod carskiego Pałacu Zimowego, koło iglicy Admiralicji, przy najsłynniejszym, opiewanym przez Puszkina, Jeźdźcu Miedzianym, potem koło stadionu, dookoła Wyspy Zajęczej, gdzie w Soborze św. św. Piotra i Pawła dumnie złożono w marmurowych grobowcach szczątki carów. Potem Striełka, Kunstkamera, gdzie Piotr Wielki umieścił przerażające dowody ludzkiej ułomności i lśniąca, złota kopuła Soboru Św. Izaaka, wzdłuż Fontanki, obok niezliczonej liczby mostków, kładek, klasycystycznych i secesyjnych pałaców i kamienic trasa prowadziła do Newskiego Prospektu. Od samego początku nie było łatwo. Grzejące przez pierwsze 10 km słońce "wyciskało" z organizmu zapasy wody, podbiegi pod zwodzone mosty, nienajlepsze tego dnia samopoczucie spowodowało, że już po 14 km, Maratończyk musiał porzucić plan pokonania granicy trzech godzin (poprzednio zabrakło tylko 36 sekund). W tym momencie grupka z pacemakerami, biegnącymi na 3h, zaczęła się oddalać. Cóż...trzeba się zebrać i wyznaczyć sobie inne cele. Na półmetku 1:31:30, ale wiem, że nie utrzymam tempa z pierwszej części dystansu, choć słońce skryło się za chmurami, a w drugiej części trasy nie ma już tylu przepraw przez rzekę i kanały. Jeżeli pobiegnę w tempie 4:30 to...potem...jeżeli utrzymam 4:40 to...w końcu starałem się biec każdy kilometr poniżej 5 minut i dbać, aby nie być dościgniętym przez grupę biegnącą na 3:15.
Ale nie to było najważniejsze. Kiedy ustanowienie rekordu przestało być realne podziwiać można było bez obaw to, co naokoło, co w długich przed i po maratońskich, miejskich spacerach poznamy jeszcze dokładniej. Cieszyc się chwilą, oddychać morskim powietrzem, odpowiadać na okrzyki zachęty coraz liczniejszych kibiców ("dawaj mołodiec !") i przybijać "piątki" z dzieciakami wzdłuż newskiego nabrzeża, którym wytyczono ostatnie 10 km biegu. A wreszcie, uśmiechnąć się szeroko, kiedy, okrążając Ermitaż, wbiegało się w szerokie przestrzenie Placu Pałacowego, gdzie wśród gigantycznych matrioszek usytuowana była linia mety. Potem już tylko medal, red bull od hostessy, garść orzechów i rodzynek i kolejny, niezwykły maraton zapisujemy po stronie aktywów.
A po chwili odpoczynku, odświeżenia, bierzemy żonę pod pachę (o nie nie, uprawiam biegi, nie kulturystykę :-) i udajemy się na eksplorację carskich pałaców w Peterhofie i Carskim Siole. A na koniec: niezapomniany rejs i oglądanie podnoszenia mostów podczas lipcowej, białej nocy.
Ce la vie !!!
W Maratonie Białych Nocy w Petersburgu, 29.06. , zająłem 201 miejsce (najlepsze z Polaków) na 2261 osoby, z czasem netto 3:13:45. To mój trzeci, najszybszy maraton w życiu (spośród 12).
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |