2014-06-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| „Europejska bryndza” (czytano: 357 razy) (POPRAW WPIS , ZMIEŃ ZDJĘCIE , USUŃ ZDJĘCIE)

Kiedy ostania wizyta Władimira Putina w Chinach dobiegała końca, w polskich mediach dominowały pełne satysfakcji komentarze, dotyczące sromotnej dyplomatycznej klęski, jaką rzekomo poniosła Rosja w związku z brakiem kluczowych rozstrzygnięć w sprawie gigantycznego kontraktu gazowego. Już następnego dnia polskie agencje były zmuszone obwieścić, iż mająca obowiązywać kolejnych trzydzieści lat umowa, której wartość oceniana jest wstępnie na 400 mld dolarów, właśnie została zawarta. Doniesieniom towarzyszyły obrazy przewodniczącego Xi Jinpinga i prezydenta Putnia, ściskających sobie ręce. Rzecz prosta, w dyplomacji, tak jak i w zwykłym życiu szarych obywateli, uścisk dłoni wcale nie musi oznaczać przyjaźni. Ta zaś, to w świecie polityki zazwyczaj efemeryda. Nie zmienia to faktu, że gospodarcze podwaliny współpracy rosyjsko-chińskiego tandemu przestały być jedynie politologiczną spekulacją. Zjadliwe komentarze części prasy zachodniej, w czym celują media brytyjskie, jedynie potwierdzają bezradność i frustrację przywódców Starego Kontynentu. Tak np. elity polityczne Wielkiej Brytanii wciąż nie potrafią się pogodzić z rozkładem kolonialnego imperium, stąd wskazując na obecną względną słabość gospodarczą Rosji, niechcący podkreślają własną marginalizację, wyrażającą się najpełniej w całkowitej zależności od USA.
Konflikt ukraiński jest jedynie papierkiem lakmusowym, sygnalizującym aktualny układ sił. Los Ukrainy pozostaje w całym rozdaniu najmniej istotną zmienną. Krym został zajęty przez Rosjan ze względów strategicznych, przy czym Kijów ze swymi plemiennymi przepychankami odgrywa w kalkulacjach Kremla rolę marginalną. By nie mnożyć oczywistości, warto jedynie zaznaczyć, iż czas działa na korzyść prezydenta Putina. Kijowska junta zużywa się bardzo szybko, przede wszystkim ze względów ekonomicznych, ale nie tylko. Nie mogąc zaproponować umęczonym tłumom niczego poza wyświechtaną, nacjonalistyczną retoryką Majdanu, marionetkowy rząd stał się zakładnikiem własnej propagandy sukcesu. Jak jest, każdy widzi. Na wschodzie siły „rządowe” utknęły związane ciężkimi walkami o charakterze partyzanckim. Zapowiadane od wielu tygodni „zwycięstwo” jakoś nie nadchodzi, natomiast utrzymanie w polu tysięcy ludzi i setek pojazdów dewastuje wątłą linię kredytową, uruchomioną przez Niemcy pod naciskiem reszty członków UE. Odcięcie dostaw gazu na Ukrainę to kolejny gwóźdź do trumny, w której zgniją wolnościowe mrzonki Kijowa. Pomimo buńczucznych deklaracji, Waszyngton też nie kwapi się do topienia kolejnych miliardów w i tak już przegranej sprawie. O ile prawdą jest, iż w porównaniu z Chinami Rosja wypada pod względem gospodarczym blado, o tyle trzeba zauważyć, że w porównaniu z nimi blado wypadają wszyscy. Stany Zjednoczone kroczą już w cieniu swej epoki schyłkowej. Ameryka robi bokami. Jej największym wierzycielem są właśnie Chiny. Utrzymujący się od lat wysoki ujemny dla USA bilans wymiany handlowej pokazuje, jak bardzo Stany Zjednoczone muszą się liczyć z sytuacją gospodarczo-polityczną dominującego partnera. Każdy sygnał świadczący o zbliżeniu Państwa Środka i Rosji, to dla Waszyngtonu fatalne wieści. Z drugiej strony, „podgryzanie” Chin to dla Ameryki rozgrywka nie tyle ryzykowna, co samobójcza. W całej tej szaradzie od początku Kreml utrzymuje przewagę.
Europa dała się wciągnąć w intrygę, której celem było przede wszystkim pogorszenie stosunków UE-Rosja. Jest to znaczące o tyle, że UE jest obecnie największym partnerem handlowym Chin. Chińczycy dysponują olbrzymimi zasobami naturalnymi i choć dostawy z Rosji wydatnie wspomogą utrzymanie ich wysokiego wzrostu gospodarczego, to z pewnością nie mają znaczenia kluczowego, tak jak dla Europy. UE jest zależna od rosyjskich surowców. W tej sytuacji nawet symboliczne wsparcie dla Kijowa musi się odbić bolesną czkawką. Grając na osłabienie Europy, Ameryka strzeliła sobie „samobója”, tworząc sprzyjający klimat dla domknięcia dekady negocjacji pomiędzy Moskwą i Pekinem. Aktualny rozwój wypadków pokazuje, że amerykańskie próby marginalizacji Rosji są skazane na niepowodzenie.
Europejscy przywódcy mają niepowtarzalną szansę obejrzeć na własne oczy, czym kończą się flirty z USA. Ot, taki sobie Majdan - zjełczała bryndza.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |