2014-05-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Jedźcie do Hajnówki na półmaraton ! (czytano: 639 razy)

Tym razem mniej będzie o bieganiu, bowiem hajnowsko-białowieski weekend był czymś więcej niż imprezą biegową. Był zabawą, poznaniem, świeżym oddechem i integracją. Był oderwaniem od codzienności na dłużej niż te półtorej-dwie godziny, jakie zajmuje przebiegnięcie 21,1 km.
Kiedy zobaczyłem, parę dni przed startem, profil trasy zwątpiłem w ustanowienie nowego rekordu. Kiedy na pierwszych trzech kilometrach, w Białowieży, słońce z nieukrywaną satysfakcją podniosło temperaturę organizmu o kilka stopni za dużo, nadzieje rozwiały się ostatecznie. Nie znaczy to, że nie było walki wśród szumiących drzew Białowieskiej Puszczy, na pagórkach i zbiegach, w obiektywie kamery wystawiającej swoje "oko" z samochodu lokalnej stacji, wreszcie na ulicach Hajnówki i mecie pięknie usytuowanej koło miejscowego amfiteatru. Była walka, były chwile zwątpienia, zmęczenie i kilka refleksji, zwłaszcza kiedy mijałem ciężko oddychającego zawodnika w "słusznym" wieku, z napisem na koszulce "Park Wodny Hajnówka": "Czy jeżeli za dwadzieścia lat wciąż będę brał udział w podobnych zawodach też tak będę się męczył ?" Parę kilometrów dalej moja refleksja zmieniła się diametralnie: "czy za dwadzieścia lat będę w stanie tak biegać ?" Potwornie "zmęczony" uczestnik wyprzedził mnie bowiem jak zając żółwia przy tablicy z napisem 19 km.
Lecz bieg, ukoronowany oryginalnym, drewnianym, imiennym (!) medalem w kształcie liścia był tylko przedsmakiem tego co miało się wydarzyć. Już dzień wcześniej, co stwierdzam z żalem, ominęły nas przesłuchania chórów cerkiewnych i koncert regionalny na leśnej polanie. Zabrakło czasu i determinacji. Kiedy żona ma przeniosła swoje kibicowanie z parku wodnego (do którego wstęp był darmowy) do amfiteatru, sierotki losujące nagrody dla uczestników nie były dla nas łaskawe. Ominęły nas przyprawy, miody, piłeczki, albumy krajoznawcze, regionalne alkohole, a nawet rowery ;-( Może to i lepiej, bo jeszcze obudziła by się w nas dusza triathlonisty ?
Nie ominęły nas jednak inne atrakcje białowieskiego weekendu. Ognisko, na którym mój wegetariański żołądek, ze zdumieniem przyjął bigos, kaszankę, a nawet odrobinę świeżej dziczyzny. Pan, który wręczał mi poprzedniego dnia numer startowy, teraz z błyskiem w oku, poczęstował najpierw odrobiną (żeby nie było) chrzanówki a potem zielonej bukwicy.
Było to niezbędne aby wkroczyć następnie na parkiet w rytm polsko-białorusko-rosyjskiego (może i ukraińskiego) disco (polo, ruso, biało...) i standardów muzyki popularnej. Bawiliśmy się świetnie, a świeże, poburzowe powietrze chłodziło nasze rozgrzane głowy i nogi. Było też trochę nostalgii za dzieciństwem, kiedy zabrzmiały "Biełyje rozy"...
Następnego dnia Towarzystwo Biegaczy (z rodzinami) "integrowało się" z puszczańską przyrodą w kolejce leśnej, która wolniutko snuła się wśród mokradeł, zagajników na polanę, gdzie spokojne, obficie zarośnięte wszelkiego rodzaju sitowiem i rzęsą wodną jezioro hałaśliwie rozbrzmiewało żabim rechotem (obudził się we mnie mały Żeromski ;-)
A na deser był Żubr, Pan Żubr. Jednak nie o piwo tu chodzi (bynajmniej nie w moim przypadku) lecz o leniwego żubra w puszczańskim zoo, którego eksploracja zakończyła nasz pobyt w tym pięknym miejscu.
Jeżeli byłeś tam ze mną lub przede mną, na pewno jesteś zachwycony, jeżeli nie, pojedź za rok do Hajnówki na półmaraton. Brzmi jak reklama, a niech tam będzie ! Jedź !
P.S. W XIV Półmaratonie Hajnowskim zająłem 22 m-ce (380) z
czasem 1:27:50.
P.S.2 Pozdrawiam wszystkich Współuczestników biegu,
biesiady i innych atrakcji "puszczańskich" !
P.S. Bardzo dziękuję młodziutkiej wolontariuszce Ani,
dzięki zaangażowaniu której zostaliśmy doprowadzeni
pod same drzwi szkoły z nauką jęz. białoruskiego.
Pozdrawiam Serdecznie !
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Mahor (2014-05-20,22:37): Przegapiłem Hajnówkę :-( Jak byś trochę ponarzekał było by mi lżej :-)
|