Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [9]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Pamiętnik internetowy



Urodzony:
Miejsce zamieszkania:
25 / 50


2014-05-10

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
„O potędze nauk ciemnogrodzkich” (czytano: 1054 razy)
(POPRAW WPIS , ZMIEŃ ZDJĘCIE , USUŃ ZDJĘCIE)

 

Polska jako ostatnia reduta oświecających nauk Karola Wojtyły, lśni niczym czysty diament pośród moralnego gruzowiska świata. Wszyscy wokół zazdroszczą Polakom niebywałego sukcesu, spektakularnych osiągnięć, pozycji, jaką ojczyzna JPII zajmuje pośród pośledniejszych krain. Tu, nad Wisłą, widać jak na dłoni efekty przywiązania wdzięcznego narodu do transcendentalnej mądrości Wielkiego Polaka. Jak zostało powiedziane: „Po owocach ich poznacie”. Owocowanie w pełni. Po prostu dech zapiera. Cudowna klęska urodzaju.

Naród, który wydał największego mędrca w tej części galaktyki, a może i w całym wszechświecie, wszystko czyni według wskazówek JPII. Jako nieobecny ciałem, przemawia on do pospólstwa ustami swych podkomendnych, od kardynałów począwszy, aż po władców najlichszych prowincjonalnych parafii. Zresztą, w Polsce nawet z pozoru świeckie kadry urzędnicze w praktyce nie zajmują się niczym innym, jak tylko uskutecznianiem świętych nauk. Trudno się temu dziwić. Ciężko doświadczeni przez historię, będącą rzecz jasna wyrazem woli bożej, Polacy składają swój los jedynie w ręce prawdziwych Polaków, tzn. takich, którzy zasypiają i budzą się z imieniem papieża Polaka na ustach. Dzięki Bogu trwa to już ćwierć wieku czyli niemal tyle, co miniony, jaśnie oświecony pontyfikat.

Czego zazdroszczą nam zeświecczone hordy tarzających się w moralnym upodleniu sąsiadów? Odpowiedź jest prosta i strzelista jak kościelna dzwonnica: wszystkiego!

Polacy, na ten przykład, mają najlepszą powszechną służbę zdrowia. JPII nie korzystał z jej usług jedynie dlatego, iż ciałem był tam, choć duchem zawsze był tu, tzn. wszędzie. Jego myśli krążyły bez przerwy pomiędzy Wadowicami a Krakowem, jak stado gołębi. Gdy serce przy ojczyźnie, to i duch zdrowy, a jak zdrowy duch, to i ciało da radę. Prócz tego, zawsze mógł wesprzeć swe święte moce zabiegami w klinice Gemelli, co prawda nie tak uduchowionej jak ośrodki krajowe, za to zaledwie o rzut piuską od watykańskiej rezydencji. W polskich szpitalach personel niejednokrotnie dowiódł swej wierności naukom papieża. Np. powołując się na boleści sumienia, odmawiał wykonania gwarantowanych ustawowo zabiegów aborcji. Zresztą, z tymi aborcjami to w naszej ojczyźnie wielce tajemnicza sprawa. Jako że przeważająca część społeczeństwa to zdeklarowani czciciele papieskiej świętości, właściwie w Polsce aborcji się nie wykonuje. Po prostu nie ma takiej potrzeby. Zabiegi w ośrodkach prywatnych, czyli za stosowną opłatą, w ogóle można pominąć. Tak samo jak te dokonywane pokątnie, nielegalnie. Takie rzeczy robią wyłącznie ludzie z moralnego marginesu, czyli pozostający w zdecydowanej mniejszości innowiercy, oraz ateiści. Papiści zdecydowani pozbyć się niechcianego potomstwa, palą je w uprzednio starannie zamkniętych domostwach, jak ów szafarz z Jastrzębia Zdroju. Ewentualnie kiszą dzieci w beczkach, głodzą, tudzież ciskają nimi o podłogę, czasem podrzucają zakonnicom. Toczeni moralną degrengoladą Czesi czy Niemcy, stawiają na edukację seksualną i dostęp do refundowanej antykoncepcji. Polacy takich rozwiązań nigdy nie zaakceptują. Wynika to bezpośrednio z nauk JPII.

Na marginesie warto dodać, że JPII zawsze darzył dzieci wyjątkowymi względami. Najbardziej zaś troszczył się o te nie narodzone. Może dlatego los tych, które przyszły na świat i już nieco podrosły, nie bardzo zaprzątał jego uwagę. Zgodnie z propagowanym przez siebie hasłem: „Prawda was wyzwoli”, konsekwentnie odmawiał spotkania z przedstawicielami rodzin poszkodowanych przez duchownych-pedofilów. Jak zaświadczają watykańskie dokumenty, przez lata chronił Marciala Maciela Degollado, założyciela słynnego Legionu Chrystusa, oraz przy okazji jednej z największych siatek pedofilskich. JPII uczynił go m.in. ekspertem Światowego Synodu Biskupów, namaścił także publicznie jako „wzór dla młodych”.

Powracając do kwestii lecznictwa, generalnie Polacy zorganizowali swoją służbę zdrowia w taki sposób, żeby oczekiwanie na wizytę u lekarza trwało jak najdłużej. Chodzi o to, aby pozwolić działać bożemu miłosierdziu. Jak powszechnie wiadomo, Bóg nierychliwy, ale zawsze sprawiedliwy. Podobnie rzecz się ma z refundacją leczenia chorób rzadkich. Chorzy nie znają tu dnia ani godziny, stąd muszą być czujni i trwać w modlitwie. Jeśli NFZ odmówi finansowania terapii, albo nie uwzględni stosownego leku na swoich listach, pozostaje ściągnąć ekipę TVN i żebrać o zmiłowanie fundacji pani Walter, lub od razu kierować swe żale bezpośrednio do JPII. Poza tym, tylko ludzie małej wiary stawiają na współczesną medycynę. Jeśli komuś naprawdę zależy na zdrowiu, to jedzie z pielgrzymką na Jasną Górę. Motto polskiej służby zdrowia brzmi zatem: „Nie lękajcie się”.

Nauki JPII mają też przełożenie na sposób powstawania wielu najważniejszych obiektów użyteczności publicznej. W Polsce najlepiej udają się inwestycje w kościoły, klasztory, plebanie, pomniki, tablice pamiątkowe, kapliczki, etc., a od wielkiego dzwonu stadiony piłkarskie. Nie znaczy to wcale, że świat nie kipi z zazdrości na samą myśl o tutejszej infrastrukturze drogowej. Jak na kraj tranzytowy przystało, budowa dróg idzie nam doskonale. Jest to zasługa powszechnego w Polsce obrzędu „święcenia”. Uświęcone pokropkiem budowy to areny iście tytanicznych zmagań ducha, pragnącego ostatecznie zatryumfować nad materią. W tym przypadku idzie o to, aby kształtować cnotę cierpliwości, jako też przymioty gospodarności i (nade wszystko) przywiązania do tradycji. Tradycyjnie przetargi na przedsięwzięcia finansowane z portfela publicznego pozostają w Polsce okryte całunem tajemnicy wiary. Podatnicy zmuszeni są wierzyć, iż wszystko odbywa się w zgodzie z naukami JPII. Musi tak być istotnie, bowiem poziom korupcji w Polsce jest wprost proporcjonalny do czystości sumienia urzędników państwowych, ci zaś z różańcem się nie rozstają.

Skoro o drogach mowa, nawet tak trywialna czynność jak prowadzenie samochodu, ma w Polsce wymiar duchowy. Wielu polskich kierowców przystraja swe wehikuły obrazkami z papieżem, medalikami ze św. Krzysztofem, itp. talizmanami. Dzięki wierze w magię ochronną nie muszą się przejmować ani przepisami ruchu drogowego, ani np. wpływem spożytego alkoholu. Co prawda, Polska od lat zajmuje czołowe miejsce w europejskich statystykach dotyczących ilości śmiertelnych wypadków spowodowanych przez pijaków, niemniej nie ma przecież takiej rzeczy, z której nie można się wyspowiadać. Rozumowanie polskich kierowców jest proste: trzy zdrowaśki i wszystko będzie dobrze, bo inaczej być nie może.

Polska słynie też z wybornej dyplomacji oraz śmiałej polityki zagranicznej. Celem nadrzędnym wszelkich posunięć polskiego MSZ jest rzecz jasna eksport nauk JPII. Dlatego nasz kraj angażuje się jedynie w wojny sprawiedliwe, czyli wszczynane i prowadzone przez USA. Jak wiadomo, JPII zawsze był zwolennikiem takich właśnie wojen. Pewnie dlatego na początku lat osiemdziesiątych Bank Watykanu, zwany Instytutem Dzieł Religijnych i oficjalnie z bankowością nie mający nic wspólnego, oraz powiązany z nim Banco Ambrosiano, pośredniczyły w operacjach finansowania prawicowych reżimów w Ameryce Południowej, jak również transakcjach związanych z eksportem broni m.in. do zrewoltowanych części Afryki. Owe zbożne praktyki uwieńczył międzynarodowy skandal i trup prezesa Ambrosiano, Roberto Calviego, dyndający pod londyńskim Blackfriars Bridge. Z Polską ma to tyle wspólnego, że sztandarowy projekt naszej demokracji, czyli „Solidarność”, działał dzięki finansowemu pośrednictwu Watykanu, który za odpowiednią prowizją obracał datkami CIA. Owe tradycje są zresztą nad Wisłą nadal żywe, więc kolejne przepojone bojaźnią bożą rządy RP nie miały i nadal nie mają oporów, by np. odpłatnie udostępniać terytorium ojczyzny JPII na potrzeby amerykańskich katowni. Jeśli nawet wywiad USA kogoś u nas torturował, to po pierwsze „niewiernych”, po drugie terrorystów (generalnie podludzi), po trzecie w słusznej sprawie, zatem w zgodzie z duchem nauk św. Ojca Świętego.

I jakże mają nam nie zazdrościć? Wiadomo, nie dadzą rady.
Uśmiechnięta twarz premiera Tuska, zapewniającego przed kamerami, iż cuda JPII oglądał na własne oczy, to w tym wypadku dowód koronny.

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


(2014-05-12,07:37): cóż, mimo iż w poglądach na temat Jana Pawła II się różnimy, prawdą jest iż Polacy (w większości) mają generalnie w dupie jego naukę, mimo iż masowo chodzą do kościoła. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji. Miłego dnia!







 Ostatnio zalogowani
arco75
11:52
Robak
11:39
biegacz54
11:18
Leno
10:34
benfika
09:53
Admin
09:53
mc42
09:08
henry
08:50
mariuszkurlej1968@gmail.c
08:08
pckmyslowice
07:54
platat
07:49
chris_cros
07:46
kostekmar
07:40
martinn1980
07:03
jaro109
07:01
bobparis
06:50
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |