2014-03-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| „Polityka przyrodnicza” (czytano: 324 razy) (POPRAW WPIS , ZMIEŃ ZDJĘCIE , USUŃ ZDJĘCIE)

http://wiadomosci.wp.pl/kat,137674,title,Radoslaw-Sikorski-o-Rosji-drapieznik-nabiera-apetytu,wid,16444579,wiadomosc.html?ticaid=112521&_ticrsn=3
„Jak wiemy, drapieżnicy [prawdopodobnie panu ministrowi chodziło o formę „drapieżniki”, względnie „drapieżcy”] nabierają apetytu w miarę jedzenia” – owa przyrodnicza nieścisłość w ustach polskiego ministra spraw zagranicznych, użyta w kontekście wydarzeń na Ukrainie, to wyjątkowo zła wróżba na przyszłość. Chodzi zarówno o przyszłość samego ministra, jak i prowadzonej przez Polskę jałowej gry na nastrojach antyrosyjskich, stanowiącej namiastkę spójnej i zakotwiczonej w realiach polityki zagranicznej. Radosław Sikorski miota się pomiędzy amatorskimi interpretacjami produkcji spod znaku National Geographic, a chwytami telewizyjnego wieszczka. Syty drapieżnik nie wykazuje większego zainteresowania kolejną zdobyczą, natomiast zawsze stanowi zagrożenie gdy jest głodny, staje w obronie łupu, bądź też bezceremonialnie zostaje naruszone jego terytorium łowieckie. Pan minister raczył również przemilczeć inne modele współistnienia gatunkowego. Ot, choćby takie maleńkie rybki i krewetki, spełniają na rafie funkcje usługowe, np. dbając o higienę paszcz większych mieszkańców oceanu, dzięki czemu nie tylko pozostają syte, lecz także korzystają ze swoistego immunitetu – żyją ponieważ są użyteczne. W przypadku Polski posunąłbym owe przyrodnicze analogie nieco dalej. W naturze często bywa i tak, że organizmy mikroskopijne, poprzez samo tylko istnienie i realizację podstawowych aktywności, jak konsumpcja czy wydalanie, wydatnie wspomagają procesy trawienne innych stworzeń. Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż egzystujące w przewodzie pokarmowym bakterie raczej nie wykoncypują idei rewolty, nakierowanej na wywołanie obstrukcji lub biegunki u gospodarza, mogłoby to bowiem oznaczać ich zgubę.
Uprawianie „polityki historycznej” wymaga pilnego ćwiczenia pamięci selektywnej, zaś próby realizacji założeń „polityki przyrodniczej”, muszą być poprzedzone latami wnikliwych obserwacji. Wyrwane z kontekstu i niedbale rzucane przed kamerami porównania, nie tylko stawiają pod znakiem zapytania ministerialną wiedzę z zakresu przyrodoznawstwa, lecz również źle świadczą o poziomie rozwoju naturalnych mechanizmów przystosowawczych polskiego MSZ. Szkodliwe drobnoustroje muszą zostać uśmiercone przez system immunologiczny organizmu, któremu szkodzą.
Pan minister jest człowiekiem zdolnym pojąć płynną angielszczyznę, warto zatem, aby czasem oderwał się od spraw bieżących i poświęcił chwilę na obejrzenie w oryginale jakiejś produkcji na temat zasad rządzących światem przyrody. Filmy obcojęzyczne w polskim tłumaczeniu często bardzo tracą na wartości edukacyjnej. Polski głos na arenie międzynarodowej ma tę właściwość, że im donioślejszy zdaniem Warszawy, tym mniej dla zachodniego odbiorcy zrozumiały. Dobrze wyciągać wnioski z przeszłości. Zamiast nieudolnie straszyć Europę rosyjskim niedźwiedziem, może by skorzystać z niepowtarzalnej okazji i siedzieć cicho, kombinując jak zrobić dobrze jego jelitom, ku pożytkowi całego bakteryjnego szczepu?
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora tytus :) (2014-03-07,21:32): Słownik Języka Polskiego dopuszcza formę drapieżnica, drapieżnicy i tyle w tym temacie
|