2014-01-22
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| „Sierotki rewolucji” (czytano: 469 razy) (POPRAW WPIS , ZMIEŃ ZDJĘCIE , USUŃ ZDJĘCIE)
PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=2NUNuX4n-48

Ach! To płonie Ukraina. Otóż nie. Płonie kilka opon i koksowników na kijowskim Majdanie. Ostatnio spłonęło też parę policyjnych samochodów.
Naród ukraiński pragnie się otrząsnąć z koszmaru tyranii! Ależ skąd, gros Ukraińców, nawet tych, którzy otwarcie i ostro krytykują działania ekipy Janukowycza, grzecznie idzie spać po kolacji, by rano stawić się w pracy. Działają urzędy, szpitale, transport, handel. Szkoły i przedszkola co dzień wypełniają gromady rozwrzeszczanych dzieciaków. Na Majdanie prym wiedzie kilkuset rozgrzanych gorzałką oszołomów, którym kibicuje kolejnych kilkuset gapiów. W weekendy „bojownicy o wolność” mogą liczyć na kilkutysięczną publikę. Występy urozmaicają przezabawne pochody ucharakteryzowanych na przedstawicieli Cerkwi clownów. W istocie Cerkiew ukraińska przezornie trzyma się na uboczu, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Sukienkowi wysoko cenią spokój i wygodę, dlatego włączą się w „porewolucyjny proces odbudowy kraju” dopiero, kiedy będzie jasne, kto dzieli pieniądze.
Są pierwsze ofiary krwawego reżimu! Nie. Póki co, legalnie wybrana władza realizuje przewidziane ustawowo zadania utrzymania porządku. Śmiertelne strzały padły po wielomiesięcznych przepychankach, dopiero wtedy, gdy funkcjonariusze zostali obrzuceni kawałkami bruku i butelkami z benzyną. Gdyby „reżim” naprawdę chciał upuścić krwi opozycji, zrobiłby to już dawno i z pewnością nie skończyłoby się na kilku zabitych. Najnowsze rozporządzenie w sprawie wzbogacenia tzw. środków przymusu bezpośredniego, poszerza wachlarz tychże o kilka typów granatów, w tym błyskowo-hukowych i wypełnionych gazem drażniącym, oraz możliwość użycia armatek wodnych pomimo ujemnych temperatur. Środki w pełni adekwatne by ostudzić oszalałe emocje zagrażającego sobie i innym motłochu. Odmrożone palce czy moszna, bądź też solidne zapalenie płuc, powinny skutecznie ukoić potrzebę ryzykownej przygody ukraińskich „rewolucjonistów”.
Toż policja i Berkut tłuką ludzi niemiłosiernie! Jeszcze nie. Tłuką przyzwoicie, do tego służą pałki, obecne jako środek zapobiegawczy w arsenałach wszelkiego typu służb interwencyjnych. Policja ukraińska nie jest pod względem brutalności jakimś europejskim ewenementem. Przekraczanie tzw. granic obrony koniecznej to w podobnych sytuacjach norma. Kto sądzi inaczej, niechaj przejrzy materiały z kilku ostatnich lat, dotyczące tłumienia zamieszek na ulicach Berlina, Paryża czy Londynu. Kliczko też zaliczył łomot. Fakt sam w sobie ciekawy, jednak ciekawszy o tyle, że oberwał z mańki w ramach wewnątrzopozycyjnych porachunków.
Niech żyje opozycja! O tak. Przywódcy opozycyjni mają duże szanse na wyjście z całego zamieszania bez szwanku. Po prostu nie pchają się na barykady. Twarzy też raczej nie stracą (jak Juszczenko), gdyż jeszcze jej nie mają. Jeśli wszystko potoczy się wedle scenariusza Pomarańczowej Rewolucji, tych kilka razów pałką, będzie można wymienić na wielce lukratywne stanowiska w administracji rządowej. Skoro udało się wtedy, to czemu nie spróbować raz jeszcze? Słusznie. Juszczenko, dawne bożyszcze opozycyjnych tłumów, z rozczulającą konsekwencją tłumaczył, iż, co prawda, jego syn to hulaka puszczający w nocnych klubach tysiące dolarów, lubi też drogie zabawki jak np. telefon komórkowy za kilkadziesiąt tysięcy euro, ale dziecko ciężko i uczciwie pracuje na te przyjemności, więc niech mu wyjdzie na zdrowie. Wiadomo, młodość musi się wyszumieć. Dziwnym trafem okres wzmożonej aktywności zawodowej bliższej i dalszej rodziny Juszczenki, tudzież idący jej śladem spektakularny sukces finansowy, zbiegły się w czasie z jego prezydenturą. Polscy spadkobiercy spuścizny opozycyjnej rozumieją tego typu zależności doskonale. Młoda Wałęsówna też najlepiej kręciła piruety za prezydentury swego taty. Jego syn dwukrotnie uniknął więzienia za spowodowanie wypadków zakończonych okaleczeniem ofiar, co, z jego perspektywy, należy traktować jako wyjątkowo fartowny obrót sprawy. Gdy papa zasiadł w fotelu premiera, ówczesny „narzeczony” panny Buzek, dopomóż losie, pełnił zaszczytną funkcję „asystenta” premiera, co sprowadzało się w realu do noszenia za nim teczki. Wysokość miesięcznego uposażenia wypłacanego z tego tytułu wskazuje, iż teczka musiała być cholernie ciężka. Pociecha pełniącego jeszcze do niedawna funkcje ministra finansów i wicepremiera, Jacka Rostowskiego, znalazła szczęśliwym trafem posadę w MSZ. Zagadnięty o to premier, z uśmiechem zawodowego figlarza, odparł: „Nasze dzieci też muszą gdzieś pracować”. A juści! Nie ma innej opcji.
Opozycjoniści ukraińscy wraz z licznym przychówkiem też chcą mieć lepiej. Czy bez Janukowycza Ukraińcom będzie lepiej? To już zupełnie inna kwestia. Juszczenko raczej ich rozczarował, tak jak cała porewolucyjna rzeczywistość. Nadal bogacą się nieliczni i to zwykle kosztem spauperyzowanych tłumów. W regionie karty rozdaje potężna Rosja, bez której UE szybko spadnie do roli drugorzędnego rynku zbytu dla umacniających swoją pozycję Chin. Żaden „traktat stowarzyszeniowy”, ani kolejna kołomyjka stanowisk na Ukrainie tego nie zmienią. Rozumieją to doskonale zarówno przywódcy najsilniejszych państw UE, z kanclerz Merkel na czele, jak i prezydent Putin. Warszawa, tradycyjnie wbrew zdrowemu rozsądkowi, nadal „obnaża rosyjski imperializm”, całkiem jakby on rzeczywiście działał na jej szkodę i jakby faktycznie była zdolna mu się skutecznie przeciwstawić na przekór Niemcom i Francji.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora adamus (2014-01-23,02:19): Co do oceny sytuacji na Ukrainie to mamy podobną.... Ale zastawiam się po co wrzucasz wątki polityczne na Twój blog ????? Wolno Tobie wrzucać tu oczywiście wszystko ale czy na pewno warto ????? snipster (2014-01-23,09:47): problem (niektórych) Polaków jest taki, że myślimy, iż jesteśmy narodem wybranym, oraz że jesteśmy najważniejsi w tym całym burdelu ziemskim. To tak samo, jakby na siłę uszczęśliwiać tubylców budując im drogi, szpitale, szkoły, sklepy, fabryki, podczas kiedy oni chcą czegoś innego, co jest dla cywilizowanych nie do pojęcia. Podobnie jest z Ukrainą. Zdecydowana większość pragnie powrotu socjalizmu, bo wtedy to było fajnie, a teraz jest be. Takie proste myślenie jest poza sferą niektórych polityków. mamusiajakubaijasia (2014-01-23,12:13): Polityka to guano (że posłużę się eufemizmem), które rządzi się swoimi prawami, i które wykazuje zastanawiającą powtarzalność - gdziekolwiek by się nie działa. Twój wpis podkreśla to i punktuje bardzo akuratnie. Ejsid (2014-01-23,13:17): Cóż... też popieram. Ukraina to kolebka cywilizacji rosyjskiej, więc dziwne by było aby nagle większość Ukraińców chciała się odłączyć do wpływów rosyjskich na korzyść UE. Niektórzy sugerują, że mógłby w (niedalekiej przyszłości) nastąpić podział Ukrainy na Zachodnią i Wschodnią część. Mało realny scenariusz. Z resztą... czym się tak naprawdę różni UE od Rosji? Jedni i drudzy chcą poszerzać swoje strefy wpływów, podporządkować nowe kraje w imię wyimaginowanej integracji, po to aby grupa socjalistycznych błaznów i europejskiej finansjery pacyfikowała różnorodność, niszczyła konkurencję, wprowadzała ograniczenia (np. klimatyczne) i całkowicie uzależniła kraje od dotacji i od żebrania unijnych (naszych) pieniędzy, przy okazji zadłużając się na niebotyczne kwoty w EBC czy MFW. Dopóki Ukraina jest pomiędzy "młotem a kowadłem" dopóty UE i Rosja będą ze sobą konkurować na korzyść Ukrainy. To szansa na prowadzenie niepodległej polityki, w którym mogą być traktowani jak partnerzy a nie jako państwo satelitarne z długami u jednych czy u drugich. PS: Tak czy siak brukselski burdel musi się rozpaść - i się rozpadnie. tytus :) (2014-01-28,13:38): cieszę się, że najprawdopodobniej nie miałeś racji, Van
|