Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [9]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Pamiętnik internetowy



Urodzony:
Miejsce zamieszkania:
10 / 50


2013-08-03

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
„Wakacje z bogami” (czytano: 761 razy)
(POPRAW WPIS , ZMIEŃ ZDJĘCIE , USUŃ ZDJĘCIE)

PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=jknynk5vny8

 

Przy okazji kolejnych rocznicowych obchodów ni to hitlerowskich zbrodni, ni największej porażki obowiązkowo moralnie zwycięskiej AK, przez rozmaite telewizje przewija się mnogość wojenno-okupacyjnych wspominek. Większość to pospolity wypełniacz antenowych pustek, od nabuzowanych hormonami, pryszczatych harcerek, oddających cześć siedemdziesięcioletnim szkieletom poległych, po pełne westchnień za dawno minioną młodością patriotyczne pierdu-pierdu obwieszonych orderami staruszków. Zdarzają się jednak prawdziwe perełki. Do tych ostatnich zaliczam m.in. fragment filmu Michała Nekanda-Trepki „Ostatni świadek”. Rzecz nie nowa, bo z roku 2002, niemniej warta przypomnienia. Bohaterem dokumentu jest ostatni żyjący uczestnik buntu w Treblince, Samuel Willenberg. Otóż w trakcie przechadzki po terenie zajmowanym niegdyś przez obóz, w którym wśród zagazowanych setek tysięcy ludzi znalazły się również dwie siostry Willenberga (rozpoznał ich ubrania podczas pracy w sortowni), stawia on sobie pytanie: „Gdzie wtedy był Bóg?”, po czym sam udziela takiej oto odpowiedzi: „Nie było go tutaj. Był na wakacjach”. Powiedział to człowiek, który uczestniczył w walkach kampanii wrześniowej, doświadczył nazistowskiego okrucieństwa, by w stosunkowo niedługi czas po ucieczce z obozu przyłączyć się do warszawskiej rozróby, pomimo, że to polscy sąsiedzi zadenuncjowali jego ukrywającą się wraz z córkami matkę.

Bogowie. Niesyci udręki cenzorzy. Obłąkani maniacy. Wiecznie żądający ku swej chwale stosów pokiereszowanych zwłok ludzi i zwierząt. Sadyści upojeni krzykami zadręczanych, zwykle bezbronnych istot. Od spływających krwią schodów azteckich piramid, po izby tortur przepełnionych bojaźnią bożą inkwizytorów. Karnawał kaźni. Modelowane zachciankami kapłanów bestialstwa.

Wśród korowodu ubóstwionych zwyrodnialców prym wiedzie złoty cielec trzech religii, Jahwe/Allach. Ponoć najpotężniejszy gdyż jedyny. Tylko ów stuknięty autor Biblii/Koranu, od swych wyznawców oczekuje bezwzględnego posłuszeństwa, miłosierdzia, dobroci i skromności, jednocześnie zaś nakazuje mordować innowierców, porywać i gwałcić. Gdy mu się ktoś sprzeciwi, natychmiast zsyła choroby, powodzie, głód, szarańczę, zatruwa rzeki, skazuje na trwającą dziesiątki lat tułaczkę po pustyni, razi piorunami, odbiera wszelką nadzieję, a nawet przemienia w słupy soli. Dostarcza superbroni (Arka Przymierza) by zintensyfikować zniszczenie. Chce by mu kadzić dymem palonych na stosach zwierząt. Nie koniec na tym. Jak każdy rasowy psychopata, rozkoszuje się manipulowaniem swymi ofiarami. Choć wie wszystko na temat tego co było, jest i będzie, rozkazuje Abrahamowi by poderżnął gardło własnemu dziecku. Takiego to dowodu „wierności” oczekuje pan wszelkiego stworzenia, zdolny jednym pierdnięciem rozpylać galaktyki. Podobnie znęcał się nad Hiobem. Gdy umyślił sobie odnowienie „przymierza”, nie omieszkał przypieczętować go krwią, a jakże, swego syna. Oto dobrodziej ludzkości. Aktualnie na wakacjach.

Owo utkane ze sprzeczności monstrum, nie kiwnęło palcem, gdy dobrzy chrześcijanie postanowili wybić gazem i posłać w niebo w postaci dymu i sadzy jego lud (naród wybrany). Bardzo mu natomiast wadzi, kiedy bydlęta uśmiercane zostają bezboleśnie. Ukochał bowiem krwawe rytuały, dlatego milsze mu tradycyjne, koszerne szlachtowanie. Gwałcone przez księży dzieci też raczej nie są dla niego jakimś szczególnym zmartwieniem. Nie chciał dla nich uczynić cudu, gotów jest natomiast interweniować za pośrednictwem nieżyjącego Wojtyły, który jakoby „odparował” tętniaka z głowy jakiejś kostarykańskiej dewotki.

Na swych posłańców Bóg zazwyczaj wybiera największe kanalie. Wystarczy wspomnieć choćby okres pornokracji, gdy kolejni następcy św. Piotra w krótkich przerwach pomiędzy spiskami i mordowaniem oponentów, nurzali się w rozpuście, nierzadko płodząc dzieci w związkach kazirodczych, a było też paru takich, którzy preferowali rodzinne figielki w szerszym gronie. Przez wieki troską wielu papieży było głównie to, jak się utrzymać przy władzy i zabezpieczyć interesy zazwyczaj licznego potomstwa. Gdy akurat nie musieli mordować na własnym podwórku, zachęcali do rzezi na wrogach Boga, co zresztą najwyraźniej mu odpowiadało, bowiem dopuścił do dziewięciu oficjalnych krucjat i jednej, tzw. dziecięcej, której orężem miała być „bezgrzeszność” milusińskich w wieku 10-16 lat. Swoją drogą, ruch krucjatowy to jedynie część przebogatej historii wojen religijnych. Bóg kibicował naprzemiennie to żydom, to katolikom, to prawosławnym, to znów protestantom, czasem muzułmanom.

Dziś papieże mordują mniej spektakularnie, ale z tym samym poczuciem moralnej wyższości. Na przykład grzmiąc ustami misjonarzy o grzeszności środków antykoncepcyjnych, czym walnie przyczyniają się do rozprzestrzeniania m. in. HIV i wielodzietności pogłębiającej nędzę wielkich połaci Afryki. Z pewnością to po myśli Boga. Wiedzą o tym również rabini i mułłowie. Dlatego też Bóg nieustannie podpowiada jednym by nawoływali do dżihadu, drugim od chwili podziału Palestyny (1947), by zagrzewali do obrony Izraela. Wciąż w imię Boga wylatują w powietrze szkolne autobusy, restauracje i wojskowe posterunki, zaś czołgi i lotnictwo masakrują palestyński motłoch zawzięcie wywrzaskujący: „Bóg jest wielki!”. Ano tak, poprzez swoje zbrodnie np. na terenach Ziemi Świętej.

Bóg jako upośledzony wykwit pożądającego dominacji, słabego umysłu, jest tylko przywiędłym listkiem figowym dla ego. Fantazją ogniskującą nasze najniższe instynkty. Tragedia polega na tym, iż ludzkość może istnieć bez „boskiej” kurateli, natomiast bóstwa bez ludzi ulatniają się jak kamfora, bowiem mogą nas krzywdzić jedynie gdy im na to pozwolimy, podtrzymując iluzję ich dominującej obecności. Lapidarnie ujął to niegdyś John Lennon w słynnym „God”: „Bóg to pojęcie, którym odmierzamy nasz ból”. Jak wiadomo, Bóg bardzo się za te słowa na Lennona pogniewał, stawiając w końcu na jego drodze Marka Davida Chapmana.

Literatura:

Russell Chamberlin „Źli papieże”, Amber, Warszawa 2005

Pierre Crépon „Religie a wojna”, Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1994

Michael Howard „Wojna w dziejach Europy”, Ossolineum, Wrocław 2007

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Pawel1973 (2013-08-03,09:33): Może jakiś mądry ks. dr umiał by wyjaśnić dlaczego tak to jest ale generalnie skoro Bóg jest, to chce aby ludzie zrozumieli , że nawet niewyobrażalne cierpienia na Ziemi to tylko stan przejściowy. W końcu nie żyjemy aby płodzić dzieci i przerabiać powietrze na CO2 a pokarm na g... aż do wygaśnięcia Słońca tylko po to aby żyć niezależnie od bytu Wszechświata. Zresztą gdyby Bóg ciągle interweniował to zapewne pozbawiłby nas możliwości czynienia zła ale też niepotrzebnych rozpraszających ducha, przyjemności takich jak np bieganie albo TV ;-)
Sheng2 (2013-08-06,11:53): Ciekawy wpis, ale chyba troszkę mieszasz wolę Boga z wolą ludzi zasłaniających się Jego imieniem.







 Ostatnio zalogowani
romelos
19:52
VaderSWDN
19:47
maniek79
19:37
Bartaz1922
19:35
czewis3
18:50
janusz9876543213
18:44
zefir
18:12
sa111
18:11
darfik
17:57
ab
17:33
creas
17:23
mario1977
17:15
arturrow
16:26
Borowion
16:20
kmajna
15:28
Pawel63
15:22
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |