2012-09-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Historia pewnej kontuzji - tak ku przestrodze... (czytano: 2672 razy)

Wiem, że długo tu nie pisałem, ale w marcu, gdy dopadła mnie kontuzja ścięgna Achillesa zmuszając mnie do ponad półrocznego rozbratu z bieganiem, odechciało mi się wszystkiego, co związane jest z moim ukochanym hobby. Rzadko zaglądałem na portale biegowe i w ogóle mało interesowałem się tym, co się dzieje w tym temacie, żeby tylko jeszcze bardziej się nie dołować. Oczywiście nie dało się całkiem uniknąć styczności z biegowymi wiadomościami, bo chociażby na Facebooku jest to większa część postów moich znajomych – ale nie ulega wątpliwości, że temat biegania stał się bardzo drażniącą sprawą, którą zepchnąłem zdecydowanie na dalszy plan. Teraz jednak, gdy szczęśliwie udało mi się pokonać przeciwności losu – z przyjemnością dalej będę dzielił się wrażeniami z biegowego życia.
Na początek historia tej nieszczęsnej kontuzji. Może tak ku przestrodze dla innych, by nie przesadzać z bieganiem, by trenować z głową. Teraz już wiem, że lepiej zrobić jeden trening mniej niż o jeden za dużo, lepiej odpuścić sobie jeden dzień niż potem przez ponad pół roku być zmuszonym do biegowej absencji. Ta historia to także prztyczek dla naszej służby zdrowia, która niestety woła o pomstę do nieba.
____________________________________________________________
17 marca 2012
Jakiś czas temu dopadła mnie kontuzja. Nie mogę normalnie, czyli całkiem płasko postawić prawą piętę, bo od razu czuję rwący ból – jakby mnie ktoś ciągnął za tę piętę w górę. Ból też lekko promieniuje na kostkę. Najgorsze jest to, że mimo przerwy i odpoczynku nic się nie zmienia, noga boli tak samo, jak na początku. Lekarza mam dopiero - tu serdeczne podziękowania dla polskiej służby zdrowia! - na początku kwietnia (i tak udało mi się fartem wcisnąć, bo kolejny najbliższy termin to... wrzesień) i nie pozostaje mi nic jak być cierpliwym. Co prawda na upartego mógłbym sobie trenować, bo ból robi się w miarę znośny po kilkuset metrach biegania, ale pod warunkiem, że biegałbym ciągiem, bez żadnego zatrzymywania się, bo jak się już zatrzymam, to potem znów potrzebuję czasu, by rozgrzać nogę i biec bez sykania z bólu. Nie będę jednak ryzykował, bo zdrowie jest najważniejsze, a takie bieganie z urazem mogłoby się zmienić w coś bardziej poważniejszego. Szkoda tylko, że wypadło to w takim momencie, gdy tyle fajnych imprez na horyzoncie, w tym najważniejsza, pod którą były treningi – maraton w Łodzi. Zostało mi tylko zgrzytanie zębami...
____________________________________________________________
22 marca 2012
Krew mnie zalewa ze złości i bezsilności, gdy czytam wpisy i widzę treningi innych biegaczy - bo ja też już chcę biegać! A widok innych biegaczy - naprawdę niewiele brakuje, bym się przyłączył. To jest jak narkotyk. A ja już drugi tydzień na biegowym głodzie... Ile jeszcze wytrzymam?...
____________________________________________________________
31 marca 2012
Podsumowanie marca 2012
Ilość przebiegniętych kilometrów: 71km
Ilość dni treningowych: 7
Średnia kilometrów na bieg: 10,14km
Udział w zawodach: brak
Kontuzja – i wszystko jasne. Trochę w tym jest mojej winy, bo zdarzało się, że robiłem dwa treningi dziennie. Ale miało tak być, bo to wszystko odbywało się w ramach przygotowań do maratonu w Łodzi, gdzie chciałem wypaść jak najmocniej. Jak widać, zbytni zapał i zaangażowanie nie zawsze służą…
____________________________________________________________
4 kwietnia 2012
Oficjalnie stwierdzam: polska służba zdrowia to jakaś kpina. Wszędzie skierowania: oddzielnie do lekarza, oddzielnie na USG, oddzielnie na rentgen, normalnie same papierki - biurokracja na maksa. A może ma miejsce jakaś akcja zbierania makulatury o której nie wiem?... Szkoda tylko, że nikt się nie liczy z czasem zwykłego szarego człowieka - czekałem na swą kolej 3,5 godziny, a w gabinecie spędziłem raptem 3 minuty. Kolejna wizyta za dwa tygodnie. Przynajmniej potwierdziło się to, co podejrzewałem - zapalenie ścięgna achillesa. Ale jak poważny to uraz, będę wiedział dopiero po szczegółowych badaniach. Optymistyczny wariant to sterydy i 2-3 tygodnie przerwy, pesymistyczny to... gips i około dwa miesiące bez biegania. MASAKRA!!!
____________________________________________________________
18 kwietnia 2012
Znowu wkurzył mnie lekarz, podobno jeden z lepszych specjalistów w swojej dziedzinie. Myślałem, że już dziś zacznie się moje leczenie, ale nie – dopiero dostałem skierowanie na USG, a z jego wynikami mam przyjść na następną wizytę, która będzie miała miejsce 23 maja, czyli za ponad miesiąc. Co jest jednak w tym najśmieszniejsze? To, że gabinet USG jest piętro wyżej i całe badanie można by zrobić na miejscu, trwałoby to raptem kilkanaście minut, i lekarz, wiedząc co mi dokładnie dolega, mógłby od razu zlecić odpowiednie leczenie, które po miesiącu dałoby na pewno jakieś rezultaty, a być może pozwoliło by wrócić do pełnej sprawności. Ale nieeeeeeeee, lepiej, żebym się przez ten miesiąc dalej męczył. No i na koniec jeszcze perełka – słowa lekarza: tylko niech pan oszczędza nogę, bo uraz może się pogłębić, może nawet dojść do zerwania ścięgna. Jeżeli więc istnieje takie ryzyko, to raczej powinno się temu jak najszybciej zapobiec, a nie pozwalać na hasanie! Paranoja!
I druga perełka – oprócz nogi przyszedłem jeszcze z bolącym ramieniem, które daje mi się we znaki od kilku tygodni. Lekarz podotykał mnie, podumał i stwierdził rozbrajająco: no boli, ale czemu, to ciężko stwierdzić, niech pan na razie robi ćwiczenia, to może przejdzie. No, jaja jakieś!
____________________________________________________________
30 maja 2012
Podsumowanie kwietnia 2012
Ilość przebiegniętych kilometrów: 0km
Ilość dni treningowych: 0
Średnia kilometrów na bieg: 0km
Udział w zawodach: brak
Wygląda to przygnębiająco, stąd już więcej nic nie napiszę…
____________________________________________________________
8 maja 2012
Równo dwa miesiące temu biegałem po raz ostatni. Straszne… Już na szczęście się do tego przyzwyczaiłem, a nawet wręcz… odzwyczaiłem. Teraz zwykłe wejście po schodach mnie męczy. Dziwne uczucie. Najbardziej mi jednak szkoda tego, że przepadło mi naprawdę wiele fajnych imprez, a najgorsze jest jeszcze to, że jeszcze wiele przepadnie… No i… BRZUCH MI ROŚNIE! :). No ale są tez tego plusy – mam więcej czasu dla żony i małego synka i to oni mi wszystko rekompensują.
____________________________________________________________
12 maja 2012
Bieg Europejski w Gdyni. Tym razem niestety jako kibic. Dziwne i smutne uczucie tak patrzeć na to z boku. Oj, chciałoby się wyrwać do przodu i pobiec z innymi…
____________________________________________________________
18 maja 2012
Zrobiłem USG stopy. Potwierdziło się to, co podejrzewał lekarz. Zmiany spowodowane przeciążeniem. Za kilka dni będę u ortopedy i on zleci odpowiednie leczenie. Mam nadzieję, że w końcu rozpocznę drogę ku pełnej sprawności i wrócę na biegowe trasy.
____________________________________________________________
23 maja 2012
No i sprawdziło się to, co podejrzewał lekarz. Zwapnienia na ścięgnie i stan zapalny spowodowany ich przeciążeniem. Prócz tego wpływ też na to miał zabieg, który miałem robiony, gdy wydłużano mi te ścięgno, gdy byłem mały (cierpiałem na końskostopie). Na szczęście do biegania będę mógł wrócić, ale dopiero po serii zabiegów rehabilitacyjnych i kilkutygodniowym odpoczynku. Prawdopodobnie więc na jesień wrócę na biegowe trasy. Długo, ale i tak odetchnąłem z ulgą, bo myślałem, że to może być coś bardziej poważnego. Żeby jednak nie było tak miło i kolorowo, to lekarz mimo wszystko zalecił w nieokreślonej przyszłości przeprowadzenie operacji usunięcia zwapnień, tak na wszelki wypadek.
Czyli ogółem jestem zadowolony. Muszę teraz po prostu robić swoje, leczyć się i być cierpliwy. Już tyle wytrzymałem, to przeżyje jakoś jeszcze trochę. Po raz kolejny jednak przyczepię się do samych wizyt u lekarza. Po co ich było aż trzy? Wizyta, wstępna diagnoza, badanie USG ją potwierdzające i zalecenie odpowiedniego leczenia – to wszystko można było zrobić za jednym zamachem, a trwałoby raptem niecałe pół godziny! Człowiek zaoszczędziłby wówczas i czas i nerwy. Pierwszą wizytę miałem dwa miesiące temu, czyli już dawno zakończyłbym rehabilitację, a kto wie – może właśnie już bym powoli biegał? Poza tym są jeszcze względy ekonomiczne – każda pojedyncza wizyta to każdorazowe wykorzystanie kasy z funduszu zdrowia, więc przy trzech wizytach to było zwyczajne marnowanie pieniędzy! No i jest jeszcze jeden ważny aspekt: trzy wizyty to dwukrotne zupełnie niepotrzebne blokowanie miejsca innym – być może bardziej potrzebującym – pacjentom. Przecież to wszystko jest bardziej sensowne i pożyteczne, więc po co takie zwyczaje? Ech, to Polska właśnie…
____________________________________________________________
1 lipca 2012
Podsumowanie maja i czerwca 2012
Ilość przebiegniętych kilometrów: 0km
Ilość dni treningowych: 0
Średnia kilometrów na bieg: 0km
Udział w zawodach: brak
____________________________________________________________
14 sierpnia 2012
Pierwszy etap rehabilitacji zakończony. Uczucia mieszane: pomogło bo ból zmniejszył się diametralnie, ale z pewnością przydałoby się jeszcze kilka spotkań. Teraz na początku września czas na pole, laser i krio, a potem - liczę, że jeszcze w tym roku, a byłoby miło, gdyby to był już listopad - upragniony powrót do biegania!
____________________________________________________________
20 sierpnia 2012
Sytuacja zmusiła mnie dziś, bym przebiegł szybkim tempem kilkaset metrów. Plus: noga nie boli, ani odrobinkę! Minus: na koniec ledwo mogłem złapać oddech, po prostu zero kondycji... Ale plus zdecydowanie przebija minus, a to najważniejsze :).
____________________________________________________________
31 sierpnia 2012
Drugi etap rehabilitacji rozpoczęty. Potraktowano mnie sporą wiązką lasera i polem magnetycznym - więc już niedługo zacznę świecić i przyciągać przedmioty :). Ważne, że idzie ku dobremu, bo pół roku bez biegania to zdecydowanie o 25 tygodni za długo :).
Podsumowanie lipca i sierpnia 2012
Ilość przebiegniętych kilometrów: 0km
Ilość dni treningowych: 0
Średnia kilometrów na bieg: 0km
Udział w zawodach: brak
____________________________________________________________
7 września 2012
50 Bieg Westerplatte. Po cichu liczyłem, że może uda mi się pobiec, ale na to jeszcze za wcześnie. Równo pół roku bez biegania. Nie wiem, jak ja to wytrzymałem. Jedno jednak wiem na pewno - kolejnych 6 miesięcy już nie zniosę. Na szczęście idzie ku dobremu i na pewno niedługo wrócę - może już za 6... tygodni :).
____________________________________________________________
23 września 2012
W końcu upragniony powrót do biegania. Udział w kameralnych zawodach nie był najważniejszy – ważne, że NOGA NIE BOLI!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |