2007-10-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| SM¦ 07/2007 (czytano: 241 razy)

Dzi¶ Spontanieczne Młocińskie ¦ciganie. Ci, którzy czytaj± uważnie pamiętaj±, że od maja mam się poprawiać co miesi±c o pół minuty, aby w listopadzie pobiec na życiówkę. Nie było łatwo. W czerwcu się udało, ale lipiec zawalony, w sierpniu nie biegłam SM¦a (jedyny raz w tym sezonie, bo byłam na wakacjach i Półmaratonie Puchatka), we wrze¶niu byłam w niedyspozycji. Ale teraz będę walczyć.
Na starcie masa ludzi - super. Robię mał± rozgrzewkę. Proszę KrzysiaP, żeby był moim zaj±cem i pierwszy kilometr poprowadził wolniej, a potem dawał mi plecy. Ruszamy w grupce 8-osobowej. Dziwne, bo jako¶ bez pogaduszek jak zwykle. Lecimy lekko. Po jakim¶ czasie co¶ piknęło i Sławek mówi, że 1 km w 5'05". Na te słowa Krzy¶ rusza szybciej. Ja mu na to, żeby tak bardzo nie rwał. Gdzie¶ tak po 2 km czuję, że walczę z wiatrem, więc proszę Krzysia biegn±cego obok, żeby wskoczył na mój wewnętrzny tor. Od razu lepiej. Ale wtedy też czuję, że mam zamiast nóg drewniane kołki i żałuję, że jaki¶ przebieżek nie zrobiłam na rozruszanie. Ale jadę z tymi klockami i cieszę się, że to tylko klocki, a nie ciężarki u stóp. Może się rozruszaj±. Gdzie¶ tak po 1,5 kółka (czyli ok. 5 km) trzy osoby z Krzysiem na czele zaczynaj± mi powoli odjeżdżać. Widzę, że Krzy¶ się często obraca, jestem za nimi, ale jednak coraz bardziej z tyłu. Po drugim kółku odjeżdżaj± mi już na dobre - jakie¶ 100 m. Biegnę sama i czuję jakby było trochę pod górkę. Kiedy czuję, ze spada mi tempo to pozwalam sobie jeszcze na 3-4 takie kroki, a potem przypominam sobie podbiegi i staram się mocniej pracować stopami, mocniej pchać ziemię za siebie. Trochę się udaje. Ale mojej grupki już nie dogonię. Nie wiem jak bardzo jestem opóĽniona wobec założonego czasu, bo nie ma oznaczeń kilometrów. Ale chcę walczyć do końca. W wynik 48:00 nie wierzyłam od pocz±tku, ale chcę być bardzo blisko, jak najbliżej się da. Kto¶ tam mnie mija 2 km przed met± - wiem, ¶ciemniacz. Ja też tam kogo¶ mijam. Potem jeszcze kto¶ mnie i nagle Słonik ze Szczygłem, ale wiem, że meta blisko, staram się zabrać, ale nie daje się. Nareszcie szlaban, finiszuję, na ostatnich metrach słyszę oddech i tupanie za mn±, więc walczę do ostatnich metrów. Na metę ze mn± (tuż-tuż za mn±) wpada Marek i Michał (mks).
Na zegarku 47:58! Aż nie mogę uwierzyć, bo przecież Krzy¶ z 3 innymi chłopakami byli duuużo przede mn±. Ale Krzy¶ mnie upewnia, że wła¶nie dobrze pobiegłam. Ja jeszcze żartobliwie ganię go za to, że mi uciekł, ale cieszę się, bo wiem, że sama zapracowałam na ten wynik.
Jeszcze długo potem nie mogę uwierzyć. Do życiówki jeszcze tylko 30 sekund! A jednocze¶nie 2 tygodnie.
fot: FREDZIO (sbbp.pl)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |