2007-10-10
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Eksperyment - siódmy trening (czytano: 285 razy)

"Mel, ja wiem, że to jest nieprzyjemne. Nikt przy zdrowych zmysłach nie lubi szybkich podbiegów. Ani siły biegowej, bo to tak mało kilometrów.
Miała¶ sobie dołożyć we wtorek, a w ¶rodę to rozbiegać. Nie dało się, to zrób odwrotnie - dzi¶ było ulgowe rozbieganie, ok, ale w ¶rodę podbiegi i kwadrans siły biegowej. Oczywi¶cie, że będziesz zmęczona. Ale ten trening, to fundament postępu.
(...)
Czy decyzja o rezygnacji z Poznania jest ostateczna, czy jak u prawdziwej kobiety jeszcze podlega zmianom?
(...)
Teraz masz trzy wyzwania: ¶rodowy trening, a dalej Kabaty 20
paĽdziernika i BN 11 listopada. Dawaj!"
Oczywi¶cie zrobiłam. Z wielk± ochot± wstałam wcze¶nie rano - budzik miałam nastawiony na 6.20, ale już samoistnie wyszłam z wyrka o 6.15 - tak bardzo mi zależało, żeby te podbiegi zrealizować. Trening zaczęłam o godz. 7.00 w cudnych mgłach i rzeĽkim (bardzo) powietrzu.
Poleciałam jak ostatnio do 6-go km i w dół. Gdy robiłam pierwszy podbieg, to gonił mnie traktor. Nie wiem jak to się stało, ale nie złapałam pierwszego międzyczasu (zgrabiałe z zimna ręce?), ale na wykresie jest. Potem na dół 3'32". I znów w górę:
1'54" / 3'25"
1'56" / 3'43"
1'51" / 3'52"
1'52" / 4'12"
1'52" / 4'29"
1'49" i tu końcówkę robiłam już zupełnie jak w jakim¶ koszmarnym filmie, gdzie cała chcę biec, wkładam w to mnóstwo sił i zaangażowania, ale jakby stoję w miejscu. Ale udało się i jednak dopadłam do tego drzewa.
Potem truchtaj±c robiłam powrót do domu i ten sam schemat co ostatnio:
(50 skipów A + 50 skipów C) razy 4 + (30 wieloskoków) razy 4. To mi razem z truchtaniem pomiędzy zajęło pół godziny.
ٱczenie 12 km w 1h25'.
"Mel, fajnie, że się udało. I to w niezłym tempie. I z niezłym zaangażowaniem, skoro w ostatnim podbiegu miała¶ nogi z waty i jednocze¶nie najszybszy czas.
Znów jestem z ciebie dumny :-)"
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |