Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [1]  PRZYJAC. [17]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Shodan
Pamiętnik internetowy
Moja droga do Maratonu

Eryk
Urodzony: 1972-11-27
Miejsce zamieszkania: Warszawa
1 / 84


2010-07-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Początek (czytano: 281 razy)

 

89,9 kg – dokładnie tyle pewnego dnia pokazała waga obciążona moim ciałem. Kalkulator BMI wydał werdykt: NADWAGA. Szybko stawiam sobie dwa cele: Po pierwsze: powrót do przedziału WAGA PRAWIDŁOWA (83 kg). Po drugie: ‘umocnienie się’ w tym przedziale i osiągnięcie 74 kg. Cele wyznaczone, teraz środki: krótka piłka – zacznę biegać.

Zaczynam w fitness klubie na bieżni automatycznej. Staję na taśmie, patrzę w skupieniu na pulpit, czytam komunikaty: ‘wprowadź dystans’ – hmm…, no nie wiem, 1 km to chyba za mało, 100 km raczej za dużo – ok. niech będzie 10 km, zobaczymy co z tego wyjdzie; ‘wprowadź prędkość’ – no niby skąd mam wiedzieć… Dla równego rachunku niech będzie 10 km/h. Taśma start. Czuję się jak chomik na karuzeli, ale rytmicznie przebieram nogami: 10 min – ok., 20 min – przychodzi pierwszy kryzys, myślę sobie: „no przynajmniej 30 min wytrzymaj, bo wcześniej to wstyd zejść”. Jest 30 min. Jest fajnie – mam poczucie, że plan minimum wykonany, ale walczę o więcej. Jest 45 min, 50 min – teraz to już na pewno nie zejdę (na pewno nie z bieżni ;-), wybiegam tę godzinę choćby nie wiem co! 55 min…, 60 min..., Cool down… Czy wszyscy na fitnessie widzieli czego ja właśnie dokonałem? Jestem dumny, jestem wielki i jestem pewien, że nikt na świecie nie jest w stanie pobiec ani dłużej, ani szybciej, a już na pewno nie dłużej i szybciej jednocześnie.

W firmie dostaję mejla: ‘jest Ekiden – bieg sztafetowy, zapraszam chętnych na dystanse: 5, 10 i 7 km, liczy się kolejność zgłoszeń’. Czy ja wiem - bieg na taśmie to co innego niż prawdziwy wyścig. Impreza zapowiada się fajnie, no ale nie chciałbym zaniżać wyniku… Odpuszczam, ale postanawiam sobie, że za rok pobiegnę (mam kolejny cel).

Po kilkutygodniowej walce z gumową taśmą. Doszedłem do wniosku, że o dziwo można i dłużej i szybciej. Tylko jak do tego podejść fachowo? Z pomocą przeszedł Krzysiek - kolega z pracy (z ukończonym maratonem na koncie). Poopowiadał, powyjaśniał i pożyczył książkę Jurka Skarżyńskiego – „Biegiem przez życie”. No nie spodziewałem się, że książka o bieganiu może mieć więcej niż 10 stron – a jednak… Czytałem i zaczynałem rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Nieśmiało zaczął mi się objawiać następny cel – maraton.

Czas stać się ‘profesjonalnym’ biegaczem! Kupiłem swojego ‘Skarżyńskiego’. Mało tego – od razu w komplecie z książką „Maraton”. Na początku czerwca 2010 r. nabyłem drogą zakupu Garmina FR60 z foot podem i czujnikiem tętna a miesiąc później – moje pierwsze buty biegowe: ASICS 2150. Stopniowo odpuszczam bieganie po gumowej taśmie i coraz częściej zaliczam plenery: Las Kabacki, Park Szczęśliwicki, Agrykola…

Po 3 miesiącach treningu ważę 74 kg!!! Niesamowite. 16 kg mniej!. W październiku planuję zacząć ćwiczyć wg planu Skarżyńskiego – maraton w 3h40. Cztery treningi tygodniowo i nie ma zmiłuj się! Czuję się świetnie – jest konkretny cel, jest plan jak go osiągnąć, jest wyzwanie – to lubię!


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
JW3463
23:22
kasar
23:19
marwil
23:15
stachsiejestrach
22:43
pruslee
22:31
lechu93
22:02
Monte99
21:56
Andrzej_777
21:49
Mr Engineer
21:31
Stonechip
21:02
Isle del Force
21:01
Wojciech
21:00
Borowion
20:57
gpnowak
20:18
piotrek53
20:03
scianka
19:53
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |