Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [30]  PRZYJAC. [148]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
MEL.
Pamiętnik internetowy
Życie na krawędzi... pięciolinii

Basia Muzyka
Urodzony: 1970-12-03
Miejsce zamieszkania: Warszawa
67 / 192


2007-09-01

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Cztery Pory Roku - bieg LATO (czytano: 380 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://kbgymnasion.pl/wyniki/index.php?cykl=2&page=wyniki&bieg_id=36&bieg_data=2007-09-01



Pogoda idealna na bieganie - chłodek, pochmurno. Na śniadanie się nie przejadłam. Trucht na linię startu trochę przyciężkawy, ale przypominam sobie, że tak jest zawsze. Na miejscu powakacyjne spotkanie z biegaczami - niektórych nie widziałam już dość długo. Spotykam siostrę - idziemy się razem wysikać w głąb lasu - to niezwykle zacieśnia stosunki rodzinne. Potem pod szlaban. Minuta ciszy jako hołd dla zmarłego biegacza i ruszamy.

Biegnę raczej z tyłu i nagle dostrzegam Ojlę, a właściwie jej przycięta kitkę. Biegniemy chwilę razem, plotkujemy (o chłopach, a jakże!), na podbiegu odpuszczam nieco z tempa, bo dyszę za bardzo. Ojla idzie do przodu, wyprzedza mnie AnKa z Gosią. Wskakuję Andrzejowi "za plecy" i daję się ciągnąć do 4-go kilometra wpatrzona w jego podeszwy. Tam czuję, że tempo dla mnie trochę za słabe, bo chyba się już dostatecznie rozkręciłam i zaczynam powoli przyspieszać. Wyprzedzam AnKę z Gosią, biorę Ojle, za chwilę jeszcze jakiegoś chłopaka. Wskakuję "na plecy" Rudej. Na 5-tym kilometrze mam czas 24:coś tam, więc realne szanse na zmieszczenie się w 50', ale się nie podniecam, bo już nie raz tak było, że druga połowa była dużo słabsza od pierwszej. Zaraz za 5-tym Ruda nagle przyspieszyła wyprzedzając jakiegoś biegacza, więc nie myślę już jej gonić. Ale jednak okazuje się, że to było tylko chwilowe przyspieszenie przy wyprzedzaniu, więc za chwilę znów jestem za nią. Razem bierzemy Bibkę. Teraz przyjemny kilometer, bo trochę w dół, ale obok palą się ogniska, więc momentami brakuje tlenu. Za szóstym wzniesienie. Widzę, ze Rudą trochę zmęczyło, a mnie nie bardzo, więc decyduję się na atak i biorę po kolei ją i jeszcze trzech facetów. Wyszło nieźle, do siódmego zdążyłam odpocząć "po akcji" i biegnę dość równo widząc niedaleko przed sobą Anię z mojej kategorii wiekowej. Zaczynam się do niej powoli zbliżać. Za sobą czuję atak Rudej. Nie daję się tak od razu. Staram się nadal gonić Anię. Za chwilę Ruda ponawia atak. Znów odpieram, ale już coś czuję, że jakby słabiej. Ósmy kilometr. Za chwilę lekkie wniesienie i tu nie daję rady. Ruda jest przede mną. To mnie od razu osłabia, przechodzę lekki kryzysik. Doczłapujemy do zakrętu i tam mnie przegania biegacz w niebieskim ubranku. Myślę, że już teraz trzeba się spinać, bo meta niedaleko, ale dyszę już ciężko, już jestem na swoich wysokich obrotach, nie dam rady więcej. Dziewiąty kilometr i widzę, jak Ania, Ruda i niebieski uciekają ode mnie. Staram się przekonać swoją psychikę, że to nie tylko ja tu jestem zmęczona, Ci przede mną na pewno też i jak zechcę, to zaraz ich dojdę, ale z drugiej strony nieopatrznie odwracam na zakręcie głowę i dostrzegam, że nikt mnie nie goni. Ktoś tam jest daleko za mną i na pewno to nie jest kobieta. No to po co się tak męczyć? Ale biegnę. Jakieś niecałe 500 m przed metą patrzę na zegarek i widzę 47 minut, ale sekund nie dostrzegam. Myślę, że może jest szansa zmieścić się w 50'. Słyszę doping Piotrka z Marysina, więc ustawiam sobie najwyższe obroty i choć wiem, że już nikogo nie wyprzedzę, to staram się myśleć o tym, że jeśli zmieszczę się w 50', to będzie to dobry znak na Maraton Warszawski. Biegnę jak szalona, choć sił mi już brakuje, słyszę doping, cały czas myślę tylko o swojej wyimaginowanej nagrodzie, o tym że walczę o maraton, który będzie za 3 tygodnie, wpadam na metę.

Zatrzymuję stoper i radość mnie rozpiera. Mam 49'28" (potem w oficjalnych wynikach okaże się, że 49'31", ale to drobiazg). Jestem szczęśliwa! Tak pięknie mi to poszło! Choć do życiówki sprzed roku brakuje 2 minut, to jednak ten wynik dobrze wróży na przyszłe biegi, daje mi nadzieję i krzyczy do mnie, że jeszcze nie jestem stracona. Wygrałam, wygrałam, wygrałam!!!

Siostra przybiega w czasie 63:29 poprawiając się o 50 sekund w porównaniu z biegiem majowym. Gratulacje!

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
JW3463
23:22
kasar
23:19
marwil
23:15
stachsiejestrach
22:43
pruslee
22:31
lechu93
22:02
Monte99
21:56
Andrzej_777
21:49
Mr Engineer
21:31
Stonechip
21:02
Isle del Force
21:01
Wojciech
21:00
Borowion
20:57
gpnowak
20:18
piotrek53
20:03
scianka
19:53
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |