2007-08-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| looooz.. (czytano: 343 razy)

A zatem luzuję. Nawet na jogę dzi¶ nie poszłam. Tzn. poszłam, ale nastapiły jakie¶ zmiany w harmonogramie sesji, więc wróciwszy do domu polegiwałam przed telewizorem ogladaj±c mecz siatkówki Polska-Holandia zagryzaj±c jajka na miękko i ogórki w sosie sojowym. Na póĽniejsz± sesję jogi już mi się nie chciało ruszać.
¦mieszny sport ta siatkówka - ogl±dana oczami widza. Straszna arytmia. Tym wła¶nie różni się od biegania, pływania, jazdy na rowerze, rolkach, od jogi i od tańca. No i ten hałas na trybunach!
Wieczorem kino, potem milonga (wieczór tanga argentyńskiego).
Nazajutrz jadę na Słowację. Będę razem z dziećmi chodzić po górach i pływać w basenach termalnych. Cudownie!
Zastanawiałam się nad tym, dlaczego tak mi zależało na tej życiówce w Maratonie Warszawskim. I doszłam. To dlatego, że kiedy¶ biegałam w drużynie. A to strasznie zobowiazuje. Ale nie jestem już w drużynie - czy raczej jest drużyna, inna, nazywa się Kopytko. Bez ambicji, rywalizacji. Za to z u¶miechem, bez zobowi±zań. Tak jak lubię.
PS. Fotka z 7go. Maratonu w Poznaniu w 2006 roku, kiedy to ustanowiłam swoj± życiówkę i najwyraĽniej utrzymam j± jeszcze jaki¶ czas.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |