2007-08-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| bez złudzeń (czytano: 373 razy)

Dzisiejszy bieg pozbawił mnie złudzeń. Uzbroiwszy się w pulsometr nastawiałam diablestwo na gło¶ne pikanie przy przekraczaniu zakresu OBW1 (do 148 uderzeń na minutę) i ruszyłam do lasu na now± pętlę. Było do¶ć parno, pod koniec zacz±ł kropić deszczyk. Zegarek przy każdym najmniejszym wzniesieniu nakazywał mi zwolnić. Spotkałam Bemola, pogadali¶my. Minęła mnie grupa agentów KGB i inni biegacze. My¶lałam, że zrobię może jeszcze te przebieżki, które miałam "zadane" na wtorek, ale zaczęło mi znów nawalać kolano, a deszcz przestał być przyjemny, bo wlewał mi się do oczu wraz z potem i szczypało. Wracałam marz±c o gor±cej k±pieli w wannie.
Wrzuciałam dane do komputera i prawie kolana się pode mn± ugięły (ugięły się wcze¶niej, bo siedziałam przed monitorem). Zrobiłam jakie¶ 13 km w czasie 1h26' ze ¶rednim tętnem 145. Czyli tempo ok. 6:30. TRAGEDIA! Jeszcze niedawno moje tempo OBW1 mie¶ciło się w granicach 5:45-6:00, a teraz??? Co¶ się ze mn± niedobrego dzieje. Wiem, że przytyłam, że każdy kilogram to jest 1 minuta na dychę "w plecy", czuję się słabo i pójdę jutro do lekarza, zrobię sobie badanie krwi.
Niniejszym pożegnałam się z nadziej± na życiówkę w Maratonie Warszawskim. Ciężko będzie nawet pokręcić się koło 4h. Szlag by trafił!
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |