2007-07-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| zwariowałam (czytano: 396 razy)

Od kilku dni jest u mnie akcja "przeprowadzka". Pakuję swoje graty i zawożę na nowe miejsce, czyli do garażu, a stamt±d na 5 piętro wnoszę do góry, bo nie ma windy. Codziennie po kilka-kilkana¶cie razy wchodzę z pudłami i worami, a potem zbiegam.
Koledzy z pracy uprzedzali mnie, że w pi±tek będzie padać. Mimo wszystko wyszłam z domu z mocnym postanowieniem, że pojadę do pracy na rowerze. Mokłam. Wiatr wiał taki, że momentami zdawało mi się, że pedałuję w miejscu. Na dodatek mój kaptur działał jak spadochron. Zastanawiałam się, kiedy się złamię i wejdę do metra (tym razem gotówkę na bilet miałam przy sobie). Jechałam my¶l±c o tym, ze podczas zawodów też może być taka pogoda, więc nie ma co się nad sob± użalać. Dojechałam. Potem po pracy skoczyłam na jogę i znów wracałam do domu w deszczu. Zjadłam co¶, przebrałam się i pojechałam pownosić parę pakunków w akcji "przeprowadzka". Potem się pięknie wyk±pałam, ładnie ubrałam i pojechałam na milongę potańczyć (tym razem samochodem). Nie byłam długo, bo przecież nazajutrz zawody i trzeba wstać przed godz. 6. Ale trochę jednak potańczyłam i było mi bardzo dobrze, bo tym razem kolano tak nie doskwierało jak ostatnio. Gdy kładłam się spać o godz. 1 w nocy jeszcze nie wiedziałam, że ok. godz. 5 pod moim oknem kilkana¶cie minut będzie wyła karetka pogotowia. Ale to nie po mnie przyjechano. Ja tylko już dalej nie mogłam spać.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |