2007-07-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Anińska Siódemka, czyli ni w 5 ni w 9 (czytano: 479 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.byledobiec.pl/A7/index.html

W sztafecie Anińska Siódemka (7 razy 7 km) startuję z Konradem (Conrad) w drużynie o wdzięcznej nazwie Laski Kabackie W Oparach Absurdu. Skąd ten absurd? Nie znamy się wcześniej. Wcale. Podczas zapisów pierwszy raz spoglądamy na siebie i ściskamy sobie dłonie. Potem będziemy się tylko klepać po ramieniu podczas zmian. Konrad jest dużo szybszy ode mnie, ale chyba trochę wątpi w swoją wytrzymałość, bo początkowo chce biec tylko 2 kółka. W końcu jednak ustalamy, że pobiegnie 3, a ja 4. Trasa prowadzi po piaszczystych wydmach, pada deszcz. Ja zaczynam z siedmioma innymi osobami, które startują o godz. 7.19 w drużynach dwuosobowych. Ci najsilniejsi od razu lecą do przodu, ja biegnę dłuższy czas za Robertem (_wiatr) z FBI i Radkiem z ENTRE.PL. W końcu Robert ucieka do przodu, a Radek, który biegnie jednym ciągiem 28 km odrobinkę z tyłu. Moje drugie i trzecia kółko w samotności. No, może niezupełnej, bo mijają mnie ściganci: Paweł (wolny) i Konrad (Deck) z ENTRE.PL oraz Sebastian (Słonik) i Radek (Rumi) z KB Galeria (ten to dopiero zawodnik - minął mnie w okolicy 2-go kilometra, a potem drugi raz w okolicy 5-go - zgubił trasę). Za to czwarte kółko najfajniejsze. Zanim wystartowałam do punktu zmian dobiegł Michał, który jako jedyny pokonywał trasę w sztafecie 1-osobowej. Pierwszy raz dystans ultra. Wybiegł z 42-go kilometra, a ja chwilę za nim. Dogoniłam go i po 200 metrach pierwsza miałam zaszczyt mu wysapać "Brawo Ultrasie!". Wyszłam na prowadzenie. Biegł cały czas tuż za mną, czasami wymienialiśmy jakieś uwagi. Ja cieszyłam się, że jest i mnie "pcha" swoją obecnością i oddechem, a on był mi wdzięczny za to, że go "ciągnę". Jak mame kocham, że nie ciągnęłam. No, może trochę czasami osłaniałam od silnego wiatru, który biegaczom zawsze prosto w oczy (szczególnie podczas zawodów). Na kilkaset metrów przed metą ustalamy, że będziemy finiszować razem trzymając się za ręce. Trochę mi było szkoda, bo miałam siłę na ostrzejszy finisz (w moim stylu, Michał jednak mówi, że nie da rady), ale radość i wyjątkowość tej chwili, tej okazji wbiegania na metę z Michałem ULTRASEM była OLBRZYMIEJSZA. Tuż przed metą dołączył się do nas mój partner Konrad (ustaliliśmy to wcześniej). To był naprawdę wzruszający moment!
Nie wiem, jaki osiągnęliśmy czas, jako sztafeta, bo nie patrzyłam na wyniki. Chyba około 4:20, z czego mojego było 2:30. Czas nieważny. Ważne wrażenia. NIESAMOWITE!
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |