2007-07-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| schody, joga i rower - miły powrót (czytano: 361 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: www.sztukaulicy.pl

Od soboty do wtorku biernie uczestniczyłam w festiwalu Sztuka Ulicy. Widziałam większość z prezentowanych przedstawień (niektóre odbywały się równolegle, stąd niemożliwe jest uczestniczyć we wszystkim) i doszłam do szokującego i smutnego wniosku, że bardziej mnie pociągają cyrkowe wygłupy i akrobacje niż poważne i pełne ciężkiej symboliki realizacje teatralne czy misteria religijne. Czuję się normalnie jak plebs. Jedyne moje usprawiedliwienie dla takiego myślenia to fakt, że od kiedy dzieci wyjechały i jestem sama, wciąż o nich myślę, tęsknię i tak bardzo chciałabym, aby ze mną oglądały te spektakle. A właśnie te cyrkowe najbardziej by im się podobały. Szkoda, naprawdę wielka szkoda, że nie ma było ich ze mną.
Nie biegam. Ale za to chodzę. Po schodach. Przeprowadzka. Teraz już znów będę miała codzienny wymuszony "trening schodowy", bo mieszkanie jest na 5-tym piętrze bez windy. Brakowało mi tego, gdy przez rok mieszkałam na 1 kondygnacji. A teraz będzie mi brakować balkonu.
Znów wróciłam do mojej szkoły jogi. Tego też mi bardzo brakowało. Na razie 3 razy w tygodniu przez 2 tygodnie, tzn. do urlopu, potem nie wiem jak będzie z czasem, pracą, dziećmi. Ale jest fajnie! Uwielbiam te zajęcia.
Po miesiącu przerwy znów zaczęłam dojeżdżać do pracy na rowerze. Tego też mi już brakowało. Dziś wracałam w strugach deszczu. Już po 5 minutach przemokłam do suchej nitki. Chciałam wejść do metra, ale nie miałam przy sobie gotówki na bilet. Rozglądałam się za bankomatem, ale w końcu zrobiło mi się tak obojętnie, że postanowiłam jednak kontynuować jazdę. W cudowny sposób mijałam całe masy stojących w korkach samochodów. Śmigałam trochę ulicą, kawałkami po wyludnionych z powodu ulewy chodnikach. Strugi wody bryzgały na mnie spod kół autobusów i aut. Chyba lubię wodę.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |