2007-06-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Wyszehrad - 3 dni po (czytano: 412 razy)

Wróciłam z pracy ze strasznym poż±daniem w ustach - co¶ słodkiego! Przekopałam zapasy i trafiłam na batonik snickers. Nie zwykłam jadać takich rzeczy, bo za słodkie, za mdłe, za ciężkie... ale... odkroiłam sobie kawałeczek. Tak może 1/5. Resztę schowałam. Zdjadłam. Moje pożadanie cukru wcale się nie zmniejszyło, a może nawet nasiliło, więc znów kawałeczek. I jeszcze jeden. I jeszcze. No i w końcu ten ostatni.
Po godzinie dręczona wyrzutami sumienia założyłam buty biegowe i z cykaj±c± mi w żoł±dku bomb± kaloryczn± ruszyłam do lasu. Już po pierwszych paru krokach przypomniałam sobie, że podczas maratonu bolało mnie znów lewe kolano. Nie jako¶ ostro, ale jednak. Teraz też zaczęło się jako¶ tępo odzywać. I nie czułam lekko¶ci kroku. Ech, podrepcę trochę, tak podobno będzie lepiej dla nadmiaru kalorii.
To się zmieniło, gdy tylko dotarłam na skraj lasu. Tam biegnie się lżej, choćby było i pod górkę. Pokręciłam się po pętli z ulg± do¶wiadczaj±c coraz więcej mocy w nogach. Nawet pod koniec próbowałam przyspieszeń i nie było tak najgorzej. Cieszyłam się, gdy widziałam mijaj±cych mnie brzuchatych rowerzystów. Ja jednak mogę się toczyć na własnych nogach. Jak pięknie!
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |